poniedziałek, 23 grudnia 2013

Recenzja książki "Jane Eyre. Autobiografia".


Tytuł: Jane Eyre. Autobiografia
Tytuł oryginału: Jane Eyre
Seria: -
Autor: Charlotte Brontë
Tłumaczenie: Teresa Świderska
Wydawnictwo: MG
Liczba stron: 608
Data wydania: 14 sierpnia 2013











"Jest ci zimno, ponieważ jesteś sama; żadne zetknięcie nie krzesze z ciebie tego ognia, który jest w tobie. Jest ci niedobrze, ponieważ najlepsze z uczuć, danych człowiekowi, najwyższe i najsłodsze, trzyma się z dala od ciebie. Jesteś niemądra, ponieważ jakkolwiek cierpisz, nie chcesz przyznać skinieniem tego uczucia, nie chcesz posunąć się krokiem tam, gdzie ono na ciebie czeka"


O nich słyszał chyba każdy miłośnik literatury. A mam na myśli trzy niezwykłe siostry - Charlotte, Anne oraz Emily - odbarzone niespotykanym talentem do opowiadania historii, które zachwycają i pozostawiają trwały ślad. Pisały od najmłodszych lat, wraz z każdym słowem oddając część swojej duszy. Ich powieści są uznawane za klasykę literatury angielskiej.
Jane Eyre to dzieło najstarszej z sióstr, Charlotte, które przyniosło jej międzynarodową sławę, najsłynniejsza z wszystkich jej powieści. I jest autobiografią. Bo choć sama historia nie jest obrazem faktów, to cierpienie wydaje się prawdziwe, jakby duszą Brontë przeszła to samo co główna bohaterka.

"Nie było na świecie głupszej istoty od Jane Eyre; nie było na świecie niedorzeczniejszej idiotki, karmiącej się słodkimi kłamstwami, połykającej truciznę, jak gdyby to był nektar"


W pewnym domu, u boku niesprawiedliwej ciotki, w cieniu pięknych kuzynek i brutalnego kuzyna, dorasta dziesięcioletnia dziewczynka. Jej imię szepczą diabły. Nie jest to może dziecko najpiękniejsze, najposłuszniejsze. Wręcz przeciwnie. Uciekając od braku miłości, od okrutnych słów i niemoralnych sądów, zaczyna nienawidzić. Nienawidzi całym sercem, bo nie umie kochać, jakby nigdy jej tego nie nauczono.
Nadchodzi chwila w której ciotka głównej bohaterki każe wysłać ją do szkoły; nie chce już jej utrzymywać, patrzeć na nią każdego dnia, wyobrażać sobie, że mogłaby być jej własną córką. I tak dziewczynka trafia pod dach zimnej szkoły w Lowood, gdzie oparcie ma tylko w małej Helence, o którą Bóg wkrótce się upomni, a strach, głód, niepokój i chłód otaczają ze wszystkich stron. Spędza tam osiem lat swojego życia: najpierw uczy się, by potem zostać nauczycielką. Gdy jednak brak pieniędzy daje jej się we znaki, dziewczyna postanawia szukać pracy. Zatrudnia ją niejaka pani Fairfax, by nauczała Adelkę, małą, wesołą, rozbrykaną dziewczynkę. Dziewczyna poznaje właściciela Thornfield Hall - miejsca, w którym pracuje. Jest to bogaty, lecz niemłody, niezbyt przystojny mężczyzna o wielkim sercu i duszy, w którym dziewczyna się zakochuje.
A o kim mowa? O tej naiwnej, uroczej idiotce łykającej kłamstwa jak nektar - o wszystkim znanej, Jane Eyre.

"Daleko lepiej jest cierpliwie znosić ból, którego nikt nie odczuwa prócz ciebie, niż popełnić czyn nierozważny, którego złe następstwa rozciągnęłyby się na wszystkich twoich bliskich"


Książki o życiu, z życia i dla życia, przynoszące życie, odbierające życie, jak gdyby słowa w nich zawarte raniły jakąś cząstkę naszej duszy, a równocześnie budziły tę zapomnianą, żyjącą w cieniu. Książki o miłości, z miłości i dla miłości, przynoszące miłość, odbierające miłość, jak gdyby słowa w nich zawarte uświadamiały, jak niebezpieczne jest to uczucie, a równoczeście dawały wiarę i wizję uśmiechu ukochanej osoby...
Nieprawdopodobne, jak wielką moc posiadają słowa, ciche, niewypowiedziane przez nikogo słowa, których nikt inny nie usłyszy, tylko my. Jak prawdziwe są światy wykreowane jedynie w naszej głowie, jak realistyczne postacie, którym, z pomocą czarnych liter, nadajemy najprzeróżniejsze kształty...

Czytając Jane Eyre nieraz miałam wrażenie, że Brontë opowiada mi moją własną historię. Kiedy poznawałam bohaterów powieści wydawało mi się, że już kiedyś ich spotkałam. Jane przypominała mi mnie - osobę uczuciową, nieraz podejmującą pochopne decyzje, czasem trochę naiwną. Śledząc jej dziwne losy, widziałam własne życie. 

Postacie wykreowane są bardzo dobrze. Główna bohaterka, Jane Eyre, jest dziewczyną niezwykle bystrą, inteligentną, choć czasem umiejącą podejmować bezmyślne działania, całkowicie oddaną i wierną. Udowadnia, że prawdziwe piękno, prawdziwa osoba nie kryje się w lśniących włosach, błyszczących oczach czy drogocennych dodatkach, a we wnętrzu człowieka, w jego sercu i duszy.

Jane Eyre. Autobiografia to książka, którą powinien przeczytać każdy. Powinien odkryć niezwykłą powieść, odkryć sens naszego życia, uwierzyć, docenić miłość, jaką otrzymujemy. Powieść ta to intrygująca historia o szczęściu, na jakie każdy z nas zasługuje i które, prędzej czy później, w końcu otrzyma. Napisana jest pięknym stylem, ubarwiona ciekawymi bohaterami, z piękną, nieco tajemniczą okładką. Warta jest łez i śmiechu czytelnika, człowieka, który, choć sam uświadomił sobie, czym jest miłość, nie miał żadnej roli w życiu Jane.

Ocena: 8/10.

*
A wam, drogie mole książkowe, życzę wesołych świąt, książek pod choinką, pysznych dwunastu potraw i, przede wszystkim, odpoczynku ;)

sobota, 14 grudnia 2013

Recenzja książki "Wodne anioły".


Tytuł: Wodne anioły
Tytuł oryginału: Vattenanglar
Seria: Malin Fors, Cztery Żywioły (tom 1)
Autor: Mons Kallentoft
Tłumaczenie: Anna Krochmal, Robert Kędzierski
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 432
Data wydania: 10 września 2013










"Nie bój się.
Pozostaniesz człowiekiem, cokolwiek ci robią.
Jesteś człowiekiem, cokolwiek by ci zrobili"


Kto jest mistrzem skandynawskiej powieści? Kto jest królem szwedzkiego kryminału? Stieg Larsson, Jo Nesbo, Asa Larsson...? Wyliczanka nie ma końca. Trudno wyróżnić jednego z nich. Ale dla mnie mistrzem jest Mons Kallentoft.
Kallentoft to czterdziestopięcioletni szwedzki pisarz i dziennikarz, spod którego pióra wypłynęły kryminały, które podbiły serca czytelników na całym świecie. Ofiara w środku zimy, Śmierć letnią porą, Jesienna sonata, Zło budzi się wiosną, Piąta pora roku - to historie utalentowanej komisarz Malin Fors, którą pokochali miłośnicy kryminałów. Wodne anioły to otwierająca kolejną serię inspirowaną czterema żywiołami książka o zmaganiach Malin, o przerażającej zagadce oraz bezduszności, jaką trzyma w sobie człowiek.

"A child for a pig
A child for a pig"


Zwykłego, sierpniowego dnia Patrick i Cecilia Andergrenowie zostali znalezieni przez sąsiada we własnym mieszkaniu. W jacuzzi. Zatopionych w odmęcie zabarwionej na czerwono wody. Zostali zastrzeleni. Zamordowani. Ktoś brutalnie pozbawił ich życia, by potem zostawić, pływających, w czerwonej wodzie. Zimnych, sztywnych. Martwych. Zabrał im też Ellę. Porwał ich Ellę, malutką, pięcioletnią zaledwie, delikatną Ellę. Uroczą, piękną dziewczynkę. Czemu?
Malin Fors rozpoczyna śledztwo. Wraz ze swoją grupą dochodzeniowo-śledczą bada śmierć małżonków. Próbuje odgadnąć przyczynę zgonu Andergrenów i zaginięcia Elli. Powoli odkrywa prawdziwe twarze Patricka i Cecilii, przed oczami pląta jej się czerwona woda, zaginiona, adoptowana z Wietnamu dziewczynka, łapówki, z którymi ponoć Andergren miał coś współnego, a również wyobrażenie tonącego w rzece wodnego anioła. Coraz trudniej jest jej powstrzymać się przed znieczulającym działaniu alkoholu, przed zatonięciem w morzu błogiej nieświadomości i niewyraźnych kształtów, gdzie nikt niczego od niej nie oczekuje. Wie jednak, że musi uratować małą Ellę. Musi ją znaleźć, odszukać człowieka, który zamordował jej rodziców.

"Jesteś tu, Ella? - myśli.
Ma nadzieję, że nie zobaczy unoszącego się w wodzie anioła"


Uwielbiam brutalność przysłoniętą pięknem, delikatnością. Uwielbiam tajemnice skryte za zasłoną krwi. Uwielbiam, kiedy zaciera się granica między dobrem a złem, między łzą anioła a uśmiechem demona. Uwielbiam historie wstrząsające, mroczne, takie, które pozostają w pamięci na długo, zostawiając ze sobą znak. Uwielbiam Wodne anioły, piękną i okrutną zarazem powieść o ludzkim zimnie, bezwzględności i bezduszności. Uwielbiam każde jej zdanie, uwielbiam bohaterów, niespotykany styl i znaczenie w moim życiu. Dzięki niej pamiętam, że jestem człowiekiem. I nigdy o tym nie zapomnę.

Wodne anioły to moje pierwsze spotkanie z twórczością Kallentofta, a więc i pierwsze spotkanie z postacią Malin Fors (które, muszę zaznaczyć, wypadło nadspodziewanie dobrze). I muszę przyznać, że od razu zapałałam do niej sympatią. Uwielbiam jej charakter, jej zachowania, przekonania, sposób myślenia. Cieszę się, że nie jest bohaterką wyidealizowaną; ma wady, które stara się wyeliminować, choć nie zawsze jej się to udaje. Nieraz drżałam o jej życie, płakałam za jej błędy. Czasem widziałam w niej siebie, czasem kogoś, kim chciałabym być... a czasem kogoś, kim nigdy nie zostanę.

Styl Kallentofta nie tylko, że niezwykle przyjemny, to również bardzo specyficzny, oryginalny, niemal wspaniały. Krótkie zdania wystarczą, by wyrazić wszystkie emocje towarzyszące bohaterom. Krótkie zdania wystarczą, by przekazać wszystko, każdą myśl, uczucie. Krótkie zdania wystarczą, by oszołomić i zachwycić czytelnika. A myśli w nich zawarte są piękne, lecz niebezpieczne zarazem. Bo za tą naiwnością, za delikatnością czają się potwory.

Wodne anioły to doskonałe połączenie magii mroźnej Szwecji, świetnych bohaterów, z którymi czytelnik może się utożsamić i mrożącej krew w żyłach zagadki, która skrywa w sobie tajemnicę mrocznej natury człowieka. To książka trzymająca w napięciu, porywająca i zaskakująca. Gdy zamkniecie książkę, nie będziecie już tacy sami. Może nauczycie się dostrzegać tonące anioły...
Wodne anioły to świetny kryminał napisany mistrzowskim stylem z hipnotyzującą, intrygującą okładką. Nie zrażajcie się porównaniami Kallentofta do Larssona, tytułami kolejnego mistrza skandynawskiego kryminału. Bo naprawdę warto poznać tę historię. Z całego serca polecam!

Ocena: 8/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

niedziela, 8 grudnia 2013

Recenzja książki "Krew tyrana".


Tytuł: Krew tyrana
Tytuł oryginału: Tyrant's Blood
Seria: Trylogia Valisarów (tom 2)
Autor: Fiona McIntosh
Tłumaczenie: Izabella Mazurek
Wydawnictwo: Galeria Książki
Liczba stron: 640
Data wydania: 5 czerwca 2013











"Tyle przyrzeczeń. Popatrz, jakich problemów mi przysporzyły"

Krew tyrana to drugi tom Trylogii Valisarów. To kolejna część niesamowitej przygody, opowieści o miłości, władzy i dziedzictwie. Powstała spod pióra pięćdziesięciotrzyletniej australiskiej pisarki - Fiony McIntosh. Nie tylko fantastyka jest jej gatunkiem - autorka ta napisała wiele kryminałów, powieści historycznych, romansów, nawet książek dla dzieci! Jej pasją jest również gotowanie, choć najbardziej, całym sercem, kocha magię. Od wielu lat mieszka w Australii.

"Urok Valisarów [...] nadal wymyka mu się z rąk, choć wymordował królewskie rodziny Koalicji i posmakował krwi Valisarów. Jednak nie zabił wszystkich..."


Minęło dziesięć lat od wydarzenia, które zniszczyło Koalicję. Minęło dziesięć lat od dnia, w którym jej najpotężniejsze państwo upadło, podbite przez okrutnego barbarzyńcę, Loethara. Minęło dziesięć lat od przysięgi młodego dziedzica, Leonela, który obiecał pomścić swoich zamordowanych rodziców...
W ciągu dekady Loethar stworzył całkiem nowe, kwitnące królestwo, zdobył szacunek, przypodobał sobie większość poddanych. Za niedługo narodzić miał się jego dziedzic - długo wyczekiwany syn. Barbarzyńca, sądząc, że Leo stracił głowę dziesięć lat temu, myślał, że będzie dane żyć mu w chwale i luksusie. Jednak niektórzy pozostali wierni Valisarom...
Tymczasem Leo stał się dorosłym, odważnym mężczyzną. Dorastając w towarzystwie osławionego banity Kilta Farisa i jego sojuszników zdobył wiele nowych umiejętności, nauczył się dostrzegać rzeczy, na które inni nie zwróciliby uwagi. Powoli zbierał siły, by móc wreszcie wrócić do domu i odebrać koronę. By móc zabić znienawidzonego Loethara, mordercę jego rodziny...
W cieniu drzew dojrzewał również inny Valisar - adoptowany, chory psychicznie Piven. Nikt nie wiedział jednak, że od kilku lat jest on w pełni władz umysłowych. Że tak naprawdę pamięta wszystko, co ktoś mówił w jego obecności. I że zna największy sekret Valisarów.

"Nie wolno ci się bać"


Uwielbiam powieści niosące ze sobą wielkie przesłanie, które zmuszają do wielu przemyśleń, rozważań. Które nie dają spokoju, opowiadają historie, od których nie można się uwolnić. Które potrafią oszołomić, wbić w fotel, wywołać tyle skrajnych emocji. Które potrafią oczarować, wciągnąć w wir zdarzeń, sprawić, by czas się zatrzymał.
Krew tyrana to książka, której się nie zapomina. Nie sposób zapomnieć emocji towarzyszących przy czytaniu każdej kolejnej strony, wyczekiwania, zaskoczenia. Nie sposób zapomnieć nieprzespanych nocy, łez, śmiechu, tej pustki, która zostaje po zamknięciu książki. Nie, nigdy nie zapomnę słów, które mną wstrząsnęły. Nigdy nie zapomnę bólu po stracie człowieka żyjącego nie tylko na kartach powieści.
Nigdy.

Krew tyrana różni się od Królewskiego wygnańca. W drugiej części trylogii wszystko wydaje się być jakby jaśniejsze; wszystko powoli nabiera sensu, tworzy spójną całość. Wątki przeplatają się ze sobą, drogi bohaterów przecinają się, obraz staje się coraz wyraźniejszy. Na jaw wychodzą pewne sekrety, pewne pojęcia nabierają sensu. Mam wrażenie, że prawdziwa gra o władzę dopiero się rozpoczęła, a nie wszystkie tajemnice zostały odkryte. Dobrze wiem, że Gniew króla, trzeci tom trylogii, jeszcze mnie czymś zaskoczy.

Kocham tę książkę za niepowtarzalnych bohaterów. Bo w pewnym momencie ma się wrażenie, że to ci dobrzy łakną krwi, a źli nie są tak bezwzględni i okrutni, jak mogło by się wydawać. W pewnym momencie zaczynamy mieć wątpliwości co do szlachetności Leonela czy bezduszności Loethara. W pewnym momencie zaczynamy się gubić, próbujemy zgadnąć, kto jest kim, wyplątać się z otchłani tajemnic, intryg i kłamstw. Ale się nie uwolnimy. Nie zgadniemy. I właśnie to czyni tę książkę tak wyjątkową.

Krew tyrana to trzymająca w napięciu, nieprzewidywalna powieść ubarwiona nieobliczalnymi bohaterami, napisana przyjemnym, ciekawym stylem. Wartką akcję i liczne zwroty akcji dopełnia zaskakujące zakończenie. I to nie jest wszystkim, co trylogia nam oferuje...
Mam nadzieję, że szybko zabiorę się za ostatni tom trylogii, czekający cierpliwie na półce, i poznam finał niesamowitej historii o zdradzie, zemście i przeznaczeniu, historii, która zostanie ze mną na zawsze.

Ocena: 8/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

wtorek, 3 grudnia 2013

Do sześciu światów, czyli gdzie przeniosłam się z mroku listopadowych nocy.


Listopad kojarzył mi się z zimnymi, ulewnymi dniami, z mrokiem, który nadchodzi nieco wcześniej niż zazwyczaj. Kojarzył mi się z parasolem i otaczającą szarością...
Cieszę się, że teraz mogę temu zaprzeczyć. W każdą listopadową noc przenosiłam się do innego świata, czasem kolorowego, nieraz brutalnego i okrutnego. W każdą listopadową noc przeżywałam inne życie, mogłam poznać historię kogoś innego. W każdą listopadową noc moja dusza budziła się, a emocje ożywały. Przenosiłam się do sześciu światów, które wciągały mnie i zmieniały. Na zawsze.

W trakcie jesiennych nocy przeczytałam 6 książek, zrecenzowałam 6 powieści, choć pojawiło się 8 postów. Przewertowałam 1914 stron, czytałam po 63 strony dziennie. Naprawdę nie jest źle. Cieszę się, że większość książek, jakich przeczytałam, wypadła bardzo dobrze. Jestem zadowolona również z faktu, że wynik jest lepszy niż w zeszłym miesiącu.

Lista przeczytanych książek (według oceny):

    1. Charlie, Stephen Chbosky - 9/10 (RECENZJA) - 224 str.
    2. Wielki Marsz, Stephen King - 9/10 (RECENZJA) - 264 str.
    3. Krew tyrana, Fiona McIntosh - 8/10 - 640 str.
    4. Życie: podręcznik sztuki przetrwania, Łukasz Miszewski - 7/10 (RECENZJA) - 136 str.
    5. Między niebem a ziemią, James F. Twyman - 6/10 (RECENZJA) - 244 str.
    6. Blask, Amy Kathleen Ryan - 5/10 (RECENZJA) - 406 str.
W listopadzie zrecenzowałam również Szatana z siódmej klasy, którego przeczytałam w październiku.
Najciekawsze powieści to Charlie oraz Wielki Marsz, choć chciałabym zwrócić uwagę również na Krew tyrana, miłą niespodziankę. Druga część Trylogii Valisarów zaskakuje i trzyma w napięciu, jest to bardzo dobra lektura. Recenzja już za kilka dni ;)
Najgorszą książką okazał się Blask, jest również największym rozczarowaniem. Największymi odkryciami zostają Charlie i Krew tyrana.
Podjęłam również (i muszę się tym pochwalić) drugą współpracę, tym razem z wydawnictwem MG. Bardzo się cieszę, że będę mogła zapoznać się z ich powieściami :)

Jestem zadowolona z wyników. Cieszę się, że jest lepiej niż w październiku. I mam nadzieję, że w grudniu przeczytam jeszcze więcej książek.

A ile książek wy przeczytaliście? Były ciekawe, może wręcz przeciwnie? Czekam na wszystkie wasze odpowiedzi ;)

piątek, 29 listopada 2013

Recenzja książki "Wielki Marsz".


Tytuł: Wielki Marsz
Tytuł oryginału: The Long Walk
Seria: -
Autor: Stephen King (Richard Bachman)
Tłumaczenie: Paweł Korombel
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 264
Data wydania: 8 lipca 2008










"[...] nieważne, z kim spędzasz czas, na końcu jesteś sam"

Czy ktoś nie słyszał o Stephenie Kingu? Czy ktoś nie słyszał o słynnym mistrzu horrorów? Czy ktoś nie słyszał o jego sześćdziesięciu powieściach, z których ponad połowa została zekranizowana? Czy ktoś nie słyszał o Carrie, Miasteczku Salem bądź Lśnieniu? Czy ktoś nie słyszał o trzymających w napięciu, budzących grozę powieściach niekoronowanego króla horroru?
Nie. Wiem, że każdy słyszał o nich chociaż raz.
Stephen King to sześćdziesięciosześcioletni amerykański pisarz, którego książki przeszły do klasyki swojego gatunku. Każda z nich posiada w sobie niezwykłą moc, charakter i to coś, co potrafi zawładnąć duszą czytelnika - nie wypuścić, dopóki nie skończy on ostatniego zdania. Powieści Kiga są napisanymi niesamowitym stylem arcydziełami i prawdziwą gratką dla wielbicieli mrocznych, intrygujących historii.

"Każde zawody wydają się uczciwe, jeśli wszyscy zostali oszukani"

Zbliża się kolejny Wielki Marsz. Kolejnych stu chłopców zgłasza się po bogactwo i chwałę, sławę oraz uznanie. Muszą tylko pokonać wszystkich innych...
Zasady Wielkiego Marszu są proste.
Idź.
I tylko tyle. Nie możesz się zatrzymać. Nie możesz przerwać marszu. Jeśli tak się stanie, zginiesz. Jeden ze strażników, śledzących uważnie każdy twój ruch, zastrzeli cię. Zastrzeli cię, a głowa odłączy się od reszty ciała. Masz trzy upomnienia. Możesz je wykorzystać. Stanąć na kilka sekund. Ale uważaj. Po chwili może cię już nie być. Wystaczy, że zwolnisz, upadniesz, potkniesz się. Przegrasz tę przerażającą grę. "Jak mogę ją wygrać?", zapytasz. Masz iść. Czekać, aż inni się poddadzą. Masz iść. Meta będzie tam, gdzie padnie dziewięćdziesięciu dziewięciu innych, którzy idą. Ale nie zamierzają się zatrzymać.
Tu nie ma miejsca na uczucia, więzi, nawet zasady gry fair play. Jest tylko cierpienie, ból. Wszyscy patrzą, każdy obserwuje twoje ruchy, więc nie próbuj oszukiwać. Nie oszukuj, bo możesz stracić to, co ważne. Co najważniejsze.

"Oczywiście, bolało. Bolało wcześniej, w najgorszy, szarpiący sposób, kiedy już wiadomo, że zaraz cię nie będzie, a wszechświat będzie toczył się dalej, niewzruszony"

Rzadko, sięgając po książkę, mam wrażenie, że naprawdę nie wiem, co się w niej znajduje. Że to, co w niej znajdę, przejdzie moje najśmielsze oczekiwania. Że to, co w niej znajdę, mnie odmieni. Sprawi, bym inaczej spojrzała na świat, zauważyła tajemnice, skryte za osłoną zwykłej codzienności. Sprawi, bym odłożyła na bok problemy, zgasiła światło, utonęła w mroku i pozostała w ciemności, wraz z myślami i emocjami. Rzadko jaka książka mnie oszałamia, sprawia, że nie mogę jej porzucić, oderwać się od tamtego świata, wyłączając z własnego. Że po jej przeczytaniu nie mogę się poruszyć - po prostu patrzę w nicość, próbując okiełznać emocje.

Wielki Marsz to niewątpliwie niesamowita opowieść o ludzkim zimnie, bezwględności i okrucieństwie. O walce człowieka z otaczającym go światem, tak niewzruszonym nieustannym bólem. To historia o przyjaźni, samotności, więzi, którą nawiązuje się dopiero w obliczu największego zagrożenia, o człowieczeństwie, mylnym pojęciu słowa "zabawa" i śmierci, czekającej cierpliwie na każdego z nas. O tym, jak świat powoli się wali, a my nie robimy nic, by go ratować. Tak samo jak strażnicy, śledzący uważnie każde kroki uczestników Wielkiego Marszu, którzy nie zrobili nic, by pomóc umierającym chłopcom.

Wielki Marsz to książka obdarzona wyjątkowo barwnymi bohaterami. Bowiem są to postacie, z którymi dzielimy się własnymi obawami i lękami, dzielimy z nimi łzy i wszystkie uśmiechy. Gdy słabną, chcemy je podnieść, gdy giną - nie godzimy się z losem. Za wszelką cenę próbujemy uratować ukochanego bohatera, krzyczymy, próbujemy sięgnąć w głąb książki i wyrwać stamtąd ową postać. I wtedy okazuje się, że jest już za późno.

Drugie spotkanie z panem Kingiem wypadło niespodziewanie dobrze. Rzadko spotykam tak wciągające, trzymające w napięciu książki. Bo Wielki Marsz to lektura, której nie można odłożyć. Trzeba poznać tę historię do samego końca. W powieści często natkniemy się na wulgaryzmy, które dodają brutalności scenom. A sam styl Kinga jest świetny. Dzięki niemu ta książka ma charakter.
Wielki Marsz zmusza do wielu refleksji i poważnych przemyśleń. I uświadamia, że i my, czytelnicy, jesteśmy potworami, jak ludzie kibicujący uczestnikom. Lubimy patrzeć na czyiś ból. Bowiem kto, czytając tę książkę, nie stał za Garratym, Olsenem i McVriesem, ignorował ich cierpienie, bo nie mógł przestać patrzeć? Kogo ochodziły jedynie pytania: "Kto upadnie następny?", "Kto przetrwa?", "Kto zwycięży?"

Ocena: 9/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

poniedziałek, 25 listopada 2013

Recenzja książki "Życie: podręcznik sztuki przetrwania".


Tytuł: Życie: podręcznik sztuki przetrwania
Tytuł oryginalnału: -
Seria: -
Autor: Łukasz Miszewski
Tłumaczenie: -
Wydawnictwo: Illuminatio
Liczba stron: 136
Data wydania: 14 września 2012









"Bóg. Jest. Albo go nie ma. Jak jest naprawdę, paradoksalnie wie tylko Bóg"


Łukasz Miszewski to dziennikarz, a Życie: podręcznik sztuki przetrwania to jego pierwsza powieść. Gra na skrzypcach, choć jego prawdziwą pasją jest piłka nożna: pisze dla portalu zczuba.pl, na którym udowadnia, że ten sport jest jednym z największych dóbr, jakie otrzymał człowiek. Jest uzależniony od internetu - gdy zostaje odcięty od internetu, jego serce krwawi. 

"II wojna światowa. [...] Niemcy ponownie próbowali sprawić, by słowo 'Niemcystało się synonimem słowa 'wszędzie'"


Czy choć raz mieliście wrażenie, że rasa ludzka wymiera? Że śmiech, radość i szczęście powoli znikają, wszystkie kolory chowają się pod betonem? Że powoli zapominamy, że jesteśmy ludźmi, myślącymi istotami skłonnymi do uczuć? Że poza ciągłą pracą, nieustanną gonitwą, gniewem i złością jest coś jeszcze? Może śmiech, piękny, czysty dźwięk rozświetlający najciemniejsze ludzkiej duszy?
Nikt nie ma czasu na to, by się śmiać. By pozwolić na to, aby mięśnie się rozluźniły, a całą wściekłość odesłać w niepamięć. Większość z nas zapomina o radości, o cieszeniu się z życia, najpiękniejszego daru, jakiego otrzymaliśmy.
Istnieją jednak osoby, miejsca, a nawet rzeczy, które nam o tym przypominają. Jedna z nich to książka Życie: podręcznik sztuki przetrwania, niezwykły leksykon przepełniony humorem i hasłami, o których, choć zapewne każdy z nas słyszał o nich chociaż raz, nie wiemy za wiele. Dzięki niej każdy z nas może się dowiedzieć, jakie naprawdę są morświny, czemu należy się obawiać sprzedawców kwiatów i ile słów wypowiedział Arnold Schwarzenegger w pierwszej części kultowego Terminatora. Może się dowiedzieć, jak przetrwać w tym smutnym, szarym świecie.

"Wojna stuletnia. Jak łatwo się domyślić, trwała dokładnie 116 lat"


Życie: podręcznik sztuki przetrwania to z pewnością książka niepowtarzalna, jedyna w swoim rodzaju. Takiej dawki humoru nie znajdziecie w żadnej innej powieści. Rzadko zdarza się, bym, czytając książkę, wybuchnęła głośnym śmiechem. Czasami zdarzają się żarty pisane na siłę, jakby autor próbował za wszelką cenę stworzyć kolejny dowcip. Jednak minusy bledną, gdy trafi się żart genialny, taki, który mogłabym rozpowiedzieć wszystkim dookoła - podzielić się tym zabawnym leksykonem, który trzymam w rękach.

Warto również zwrócić uwagę na ciekawe ilustracje dzieła Barbary Konczarek.Wszystkie są miłe dla oka, ubarwiają dodatkowo wnętrze książki. Rysunki są zabawne... po prostu świetne. Nie wiem, czy sama potrafiłabym coś takiego namalować. I okładka jest genialna. Przykłuwa wzrok, bawi, interesuje. Nie mogę się na nią napatrzeć!

Styl Miszewskiego jest prosty, przyjemny, łatwy w odbiorze. Książkę czyta się bardzo szybko, miło spędza się przy niej czas.
Sama nie wiem, do kogo skierowana jest ta książka. Do dorosłych, dzieci? Chyba... powstała dla wszystkich. Dla wszystkich, których życie obdarzyło poczuciem humoru. Powstała dla tych, którzy chcieliby po prostu umilić sobie zimowy wieczór, którzy chcieliby wsadzić głowę w poduszkę, wziąć do ręki kubek ciepłej herbaty, ciekawą książkę i sprawić, by listopadowe wieczory stały się trochę jaśniejsze.

Życie: podręcznik sztuki przetrwania to ciekawa książka, niezbyt wymagająca, która umili wam jeden, dwa chłodne wieczory. Ta książka daje naprawdę dużo radości, jest miłym wspomnieniem. Mnie bardzo się spodobała. Mam nadzieję, że i wy odnajdziecie w niej trochę magii i dacie się zaczarować stylowi Miszewskiego oraz ilustracjom Konczarek. Ze swojej strony gorąco polecam.

Ocena: 7/10.

czwartek, 21 listopada 2013

Recenzja książki "Między niebem a ziemią".


Tytuł: Między niebem a ziemią
Tytuł oryginału: The barn dance
Seria: -
Autor: James F. Twyman
Tłumaczenie: Ewa Androsiuk-Kotarska
Wydawnictwo: Illuminatio
Liczba stron: 244
Data wydania: (rok wydania) 2011










"Nic nigdy tak naprawdę nie umiera"


Między niebem a ziemią to historia prawdziwa, wydarzenia są oparte na faktach. Powstała dzięki doświadczeniom autora - Jamesa F. Twymana. Linda naprawdę żyła, umarła, a jej mąż nie pogodził się z tą stratą. Naprawdę mieli córkę, Angelę, rozwiedli się, choć on nadal ją kochał.
James F. Twyman to autor New York Timesa. Dotychczas napisał piętnaście powieści, w tym znany Sekret kodu Mojżesza oraz The Proof. Zajmuje się również reżyserowaniem i muzyką. Założył organizację The Seminary of Spiritual Peacemaking, która wyświęciła już ponad pięciuset duchownych. Mieszka w Portland.

"Miłość jest jedyną wartością, którą nosimy w sobie cały czas, i ją właśnie zabieramy do każdego świata, do którego przechodzimy"

Miłością Jamesa Twymana była Linda. Słodka, piękna Linda. Nieważne, że rozstali się kilkanaście lat temu. Nieważne, że ich związek przestał istnieć. Nieważne, że dzieliło ich wiele kilometrów. On nadal ją kochał. Aż pewnego dnia została mu odebrana.
Linda Twyman została zamordowana 27 listopada 2005 roku, we własnym mieszkaniu, przez dwóch nieznanych napastników. Ot, wyszła tylko na chwilkę, by zapalić papierosa. Właśnie wtedy ktoś ją zaatakował, zasłonił usta, żeby nie mogła krzyczeć i dzięki ostrzu brutalnie pozbawił życia. Nie wiadomo, kto to był. Nie wiadomo, czego szukał. Nie wiadomo, dlaczego to właśnie Linda stała się jego ofiarą. Zagadka morderstwa jest nie do rozwikłania. Policja nie poczynia niemal żadnych postępów. Właśnie z tym nie może się pogodzić James.
Po prawie czterech latach milczenia i cierpienia były mąż zamordowanej nadal nie może pogodzić się ze stratą ukochanej. Wie, że musi również chronić swoją córkę, Angelę. Ale nie może sobie z tym wszystkim poradzić. Po prostu nie może. Wiedziony serią przedziwnych snów oraz wizji wyrusza w podróż ku nieznanemu. Nie wiedzieć czemu trafia na miejsce, w którym kiedyś omal nie zginął. Urwisko. Próbuje je zbadać, odkryć jego tajemnicę. Schodzi z dół zbocza, szuka... nie wiadomo czego. Wie, że to miejsce go wzywa. Nie może jednak odnaleźć drogi powrotnej. Trafia na tajemniczego Richarda, który zaprowadza go do pewnej niepozornej stodoły, w której, w tłumie ludzi, czeka na niego Linda. Cała i zdrowa.

"Wszechświat [...] ma wiele tajemnic, których ludzki rozum nigdy nie ogarnie. Można za to pojąć je sercem"

Wielką magią jest miłość, nieprawdaż? Poteżną. Odebranie miłości odbiera zarazem cząstkę duszy, kawałek serca, przywołuje bolesne wspomnienia, wyciska łzy, a w zamian daje jedynie poczucie beznadziejności i bezradności. Sama nie wiem, czy poradziłabym sobie, gdyby życie zabrało mi kogoś, kogo kocham. Gdyby potraktowało najdroższą mi osobę tak brutalnym końcem. Załamałabym się, gdybym dostała informację, że osobie, z którą rozmawiałam zaledwie kilka godzin temu poderżnięto gardło. Nie dałabym sobie rady. Nie mam pojęcia, czy próbowałabym ratować swoje życie, tak jak zrobił to autor. Już wiem, co było jego ostatnią deską ratunku: miłość. Szukał Lindy wszędzie, widział ją i wierzył, że jej duch nad nim stoi. Że chroni go przed obłędem, przed wykluczeniem rzeczywistości.
Miłość jest źródłem życia. A ta książka uświadamia, że ona nigdy nie umiera.

Ciężko wyobrazić sobie, że ta historia może okazać się prawdziwa. Że James F. Twyman naprawdę spotkał Lindę po jej śmierci, rozmawiał z nią, miał jeszcze jedną szansę. Sam autor wspomina na wstępie, że prawda może być czymś niewyobrażalnym, wręcz absurdalnym. I że sami musimy zdecydować, w co chcemy wierzyć. Daje nam wybór: moglibyśmy przecież rzucić tę książkę w kąt i zapomnieć o niej, prawda? Ludzie wrażliwi, którzy kochają i chcą być kochani jednak zastanowią się trochę dłużej nad powodem, dlaczego rzeczywiście powstała. Jakie przesłanie ze sobą niesie. I docenią to.

Ogromnym minusem powieści jest jednak nieco sztywny styl pisania Twymana. W książce brakuje pożądanych emocji, przez co powieść bardzo wiele traci. Nie widać w niej tej nadziei, bezgranicznego szczęścia... Język jest zbyt surowy, dialogi zbyt sztuczne, nienaturalne. To psuje magiczny klimat całej książki. Z przykrością stwierdzam, że pod tym względem książka mnie zawiodła. Styl pisania Twymana jest prosty, ale szary. Gdyby autor ubarwił nieco, dopracował język, byłoby o wiele lepiej.
I bohaterowie mogą wydawać się trochę nijacy. Przykro mi, ale taka jest prawda.

Między niebem a ziemią to ciekawa, nieco inna od wszystkich powieść, niosąca ze sobą wielką prawdę. Czy polecam? Tak, według mnie warto zapoznać się z tą powieścią, choćby po to, aby odnaleźć tę wiarę, nadzieję ukrytą w głębi serca. Nie jest to bynajmniej lektura wybitna, ale dobra, przyjemna, idealna na jeden czy dwa ulewne wieczory. Będę ją miło wspominać.
I patrzeć na świat trochę inaczej.

Ocena: 6/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

niedziela, 17 listopada 2013

Recenzja książki "Charlie".


Tytuł: Charlie
Tytuł oryginału: The Perk of Being a Wallflower
Seria: -
Autor: Stephen Chbosky
Tłumaczenie: Joanna Schoen
Wydawnictwo: Remi
Liczba stron: 224
Data wydania: 25 stycznia 2012










"Przyjmujemy miłość, jeśli sądzimy, że na nią zasługujemy"


Charlie to historia, na podstawie której można by napisać scenariusz filmowy. I napisano. Chyba każdy słyszał o głośnej produkcji z 2012 roku, uznanym dziele z Loganem Lermanem i Emmą Watson w rolach głównych. Można by pomyśleć, że książka została zapomniana. Ale nie. Nadal zaskakuje swoją prawdziwością i przekonuje, że powieść potrafi dostarczyć więcej emocji niż film.
Charlie to książka pióra amerykańskiego, czterdziestotrzyletniego pisarza, Stephena Chbosky'ego. Autor ten od lat zajmuje się reżyserowaniem. Mieszka w Los Angeles. Jego książka o oryginalnym tytule The Perks of Being a Wallflower została przetłumaczona na ponad 31 języków. Ludzie z całego świata mogą poznać jej magię. I właśnie z tego czerpie radość.

"I przysięgam, w tamtej chwili byliśmy nieskończonością"


Charlie to piętnastoletni, zwyczajny chłopak. Ma dwójkę rodzeństwa, dach nad głową, rozpoczyna naukę w liceum w Pittsburgu. Nieco zdezorientowany, zestresowany pierwszym dniem w zupełnie nowym otoczeniu, gdzie nie ma już bliskich znajomych i osób, które wsparłyby go w każdej chwili, pisze pierwszy list do nieznajomego Przyjaciela, wyraża w nim swoje obawy i lęki.
Listy dają Charliemu nadzieję. Sądzi on, że tylko Przyjaciel umie słuchać i rozumieć, kochać bezwarunkowo. Widzi w nieznajomym to, czym nigdy nie obdarzyli go bliscy. Opowiada mu całą swoją historię, otwiera przed nim swoje serce i duszę.
Przed Charliem nie tylko pierwszy rok nauki. Musi jeszcze stawić czoła trudom życia, bezwzględności i okrucieństwu otaczających go ludzi. Nie wie nawet, że całe jego życie się zmieni, kiedy spotka Patricka i Sam, rodzeństwo mające obeznanie w imprezach i używkach - ludzi, którzy wiedzą czego chcą i potrafią się uśmiechnąć za każdym razem, gdy świat płacze i tonie w mroku. Choć sam nie jest tego świadomy, Charlie zostaje wplątany w świat alkocholu, narkotyków i bójek, zaczyna dorastać, zauważa niektóre rzeczy, a tym samym opowiada Przyjacielowi poruszającą historię o dojrzewaniu, miłości i akceptacji.

"Gotów jestem umrzeć dla ciebie, ale nie będę dla ciebie żył"


Niewiele jest książek, po których przeczytaniu czuje się pustkę. Leży się na łóżku, w milczeniu, kosztując ciszy, łzy płyną po policzku, a człowiek, choć pozornie nieczuły, zostaje zaatakowany przez tysiące skrajnych emocji - kiedy usta się nie ruszają, a dusza kryczy.
Ta książka zmienia. Po jej przeczytaniu ma się ochotę, by wziąć w palce zasłonę i spojrzeć przez okno, zobaczyć pędzące samochody, spieszących się przechodniów, deszcz uderzający o szybę i powiedzieć: "Świat jest piękny". Ta powieść uczy, by nigdy się nie poddawać. Nieważne, jak brutalny świat, trzeba podnieść głowę i poczuć się dumnym z tego, że jest się człowiekiem. Ta książka jest piękna. Jest jedną z niewielu, które będą towarzyszyć czytelnikowi przez całe życie, jej słowa będą towarzyszyć mu za każdym razem, gdy będzie smutny, przestraszony czy po prostu przybity otaczającym go światem.

Charlie to postać wyjątkowo oryginalna, niezwykła. A najbardziej przytłaczający jest fakt, że wręcz dziecięco naiwna. Nieświadoma, że to, co dzieje się wokół niej, jest straszne. I właśnie to jest w niej niezwykłe. Ta wrażliwość, spostrzegawczość, ciekawość świata. Charlie to jeden z najbardziej specyficznych bohaterów, jakich kiedykolwiek spotkałam. Jego płacz, tak częsty, świadczy o wielkim sercu i łagodnym usposobieniu, nie pasującym zupełnie do otaczającego cierpienia.

Styl pisania Chbosky'ego można uznać za nieprzyjemny, zbyt prosty. Ale nie. On miał w sobie to coś. Coś, co przypominało, że owe listy pisze piętnastoletni zaledwie chłopak. Każde słowo odzwierciedlało charakter Charliego, każde przemyślenie, choć sam chłopak pewnie nie miał o tym pojęcia, było złote, zmuszało czytelnika do poważnych refleksji. Nie potrzeba barwnych opisów i wyrażeń. Ten prosty język wystarczył, by opowiedzieć historię, której nie zapomnę już nigdy.

Naprawdę się cieszę, że mogłam przeczytać tę książkę. To pełna prawdy poruszająca historia o miłości, dorastaniu i postrzeganiu świata. Potrafi wzruszyć do łez, przywołać zapomniany uśmiech, nauczyć wielu ważnych rzeczy i po prostu oszołomić, sprawić, by czytelnik poczuł się jak bezbronne dziecko atakowane przez strach o głównego bohatera ukochanej powieści.
Myślę, że jeszcze się otrząsnęłam po przeczytaniu tej książki. Jeszcze nie doszłam do siebie. A wszystkie emocje towarzyszące przy czytaniu wróciły, podczas pisania tej recenzji, ze zdwojoną siłą.

Ocena: 9/10.

środa, 13 listopada 2013

Recenzja książki "Blask".


Tytuł: Blask
Tytuł oryginału: Glow
Seria: Gwiezdni Wędrowcy (tom 1)
Autor: Amy Kathleen Ryan
Tłumaczenie: Grzegorz Komerski
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 406
Data wydania: 9 stycznia 2013










"Blackbird singing in the dead of night,
Take these broken wings and learn to fly"

Blask to pierwsza część serii Gwiezdni wędrowcy. Wydana została w tym roku nakładem wydawnictwa Jaguar. Druga część, Iskra, pojawiła się na rynku wydawniczym w sierpniu. Trzecia? Fani historii Waverly i Kierana mają nadzieję, że szybko się zjawi.
Blask spełnienie najskrytszych marzeń amerykańskiej autorki - Amy Kathleen Ryan. Choć ta młoda osoba wydała już kilka powieści, to jedynie Gwiezdni wędrowcy zdobyli taki rozgłos i tylu miłośników. Aktualnie Ryan nie rezygnuje z pisania, pije kawę, ogląda kreskówki wraz z bratem i cieszy się ze swojego życia, z kochającego męża i marzeń, z których nigdy nie zrezyguje.

"Cierpienie ma swój cel"

Dawno temu w otchłań kosmiczną wysłano dwa statki - Nowy Horyzont oraz Empireum. Ich mieszkańcy mieli za zadanie powołać na świat kolejne pokolenie, które zapoczątkuje życie na Nowej Ziemi. Zrobili to, aby dać szansę przeżycia tym, którzy nigdy nie ujrzą zniszczonej ojczystej planety.
Waverly i Kieran należą do jednych z niewielu, którzy mają szansę odbyć kosmiczną wyprawę. Urodzili się na Empireum, tutaj żyją i dorastają. Znają swoje role, które odegrają w całym tym przedsięwzięciu: Kieran zostanie dowódcą, kapitanem statku, a Waverly będzie stała u jego boku jako wierna żona i matka jego dzieci. Sama nie wie, czy naprawdę chce takiego życia. Tego, że zostało zaplanowane w najdrobniejszych szczegółach. Że nie może dokonać wyboru, chociaż raz pokierować się głosem serca.
Pewnego razu mieszkańcy Empireum dostrzegają Nowy Horyzont, statek-bliźniak, który wyruszył w podróż długo przed nimi samymi. Dane im było dowiedzieć się, co spowodowało zmniejszenie odległości między statkami w nadzwyczajnie nieszczęśliwy sposób.
Nowy Horyzont dopuszcza się okrutnej zdrady. Uzbrojeni strażnicy atakują załogę statku - mordują część dorosłych i porywają młode dziewczęta oraz dziewczynki. Nikt nie zna przyczyny natarcia.
Na statku pozostają niedoświadczeni, zdesperowani chłopcy. Kieran próbuje nad nimi zapanować, jednak bezskutecznie. Dodatkowo zyskuje nowego wroga - niezrównoważonego Setha, który sam stara się zostać kolejnym przywódcą.
Jak poradzą sobie chłopcy? Co czeka Waverly i resztę dziewczyn? Co planuje z nimi zrozbić tajemnicza i powszechnie uznawana za wielebną Anne Mather?

"Przemoc nie jest rozwiązaniem. Nigdy"

Sama nie wiem, co zachęciło mnie do sięgnięcia po tę pozycję. Tytuł, ciekawa okładka, setki pozytywnych opinii? Może pod wpływem impulsu pogładziłam grzbiet Blasku, wzięłam książkę pod pachę i wróciłam z nią do domu, by choć na kilka chwil stała się moją własnością - dziełem stworzonym jedynie dla mnie. Pozwoliłam, by mną zawładnęła, zabrała kilka godzin mojego życia. Oddałam się jej, otworzyłam swoje serce, gotowa na to, by łzy płynęły, a dusza została poruszona.
Sama nie wiem, dlaczego nadal daję się rozczarowywać. Dlaczego wybieram powieści, które nie spełniają moich oczekiwań? Czemu wybieram powieści, które okazują się kompletną pomyłką? Przecież to nie trudne zadanie - przewidzieć fabułę kolejnej banalnej młodzieżówki.
Jaki urok mają w sobie wszystkie te powieści? Jakim blaskiem emanują?

Jednym z minusów powieści są bohaterowie. Jest ich po prostu o wiele za dużo. Spośród ich wszystkich wyróżnić mogłam jedynie garstkę postaci. Błąkałam się w labiryncie różnorakich imion i nazwisk. Większość bohaterów to bezmyślne, głupiutkie nastolatki - czy nie przereklamowanym jest pomysł, by zostawić je same, bez rodziców i osób, które pomogłyby? Ich "wielkie plany" były banalne, wręcz dziecinnie proste. A o dziwo, zawsze wszystkie udawało się wcielić w życie, wszystkie były dobrą decyzją, wszystkie tworzyły fabułę dążącą do nieprawdopodobnie wręcz szczęśliwego zakończenienia.

Nie rozumiem zupełnie wplecionego w fabułę wątku religijnego. Czy autorka chciała jedynie wzbogacić nim nudną książkę? Może z religią wiążą się ważne tajemnice, nieodkryte jeszcze w pierwszej części cyklu? A może tu chodzi o coś innego?... Uwielbienie? Fanatyzm?
Właśnie takie pytania pozostawiła mi książka. Pytania, głód i zażenowanie. Praktycznie nic się nie wyjaśniło, żaden element układanki nie został odnaleziony. I właśnie tym się rozczarowałam. Nieważne, że to dopiero pierwszy tom. Nieważne, że początek całej historii. Nieważne, że zaledwie wstęp do niezwykłej przygody. Pragnę emocji towarzyszących przy każdej kolejnej stronie. A ich w książce... po prostu zabrakło.

Blask to według mnie nieudana powieść napisana wyjątkowo nieumiejętnie. Jednakże szybko się ją czyta, przyjemnie, jest idealna na kilka chłodnych wieczorów. Mam nadzieję, że jeśli zdecydujecie się na sięgnięcie po tę powieść, nie będziecie wiązać z nią zbytnich nadziei. Nie wyróżnia się ona na tle innych młodzieżówek, nie oszałamia, nie trzyma w napięciu (ba! wręcz nudzi), nie oślepia swoim blaskiem. Mam wrażenie, że zapomnę o niej tak szybko jak ją przeczytałam.

Ocena: 5/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

sobota, 9 listopada 2013

Dodatkowy stosik.

Zaczął się listopad, zimny listopad, czas, gdy chce się tylko schować pod kocem, z kubkiem gorącej herbaty i z dobrą powieścią. Mam nadzieję, że miesiąc ten będzie dla Roue udany - przeczyta wiele świetnych książek, a i szkoła nie będzie się jej dawać we znaki.
Jak wiecie ostatnio dodałam ogromny stosik urodzinowy. Jednak przybyło do mnie kilka kolejnych książek, za które zabiorę się w pierwszej kolejności. I chciałabym je wam zaprezentować.
Tytułów nie jest dużo, wszystkie są interesujące i intrygujące. Mam nadzieję, że każda z nich da mi wiele przyjemności.



  1. Wielki Marsz, Stephen King - nieco spóźniony prezent, druga książka Kinga :)
  2. Gniew króla, Fiona McIntosh - ostatnia część Trylogii Valisarów, kupione za bon do Empika :)
  3. Szatan z siódmej klasy, Kornel Makuszyński - z biblioteki, lektura (RECENZJA)
  4. Charlie, Stephen Chbosky - z biblioteki, przeczytane. Ta książka jest niesamowita...
  5. Między niebem a ziemią, James F. Twyman - od wydawnictwa Illuminatio
  6. Życie, podręcznik sztuki przetrwania, Łukasz Miszewski - jw.
Kolejność jest mniej więcej ustalona. Po przeczytaniu czterech powieści u samego dołu zabiorę się za Wielki Marsz Kinga. Znacie tę powieść? Polecacie? A może widzicie inną książkę, którą przeczytaliście/chcecie przeczytać, która was ciekawi? Piszcie!

wtorek, 5 listopada 2013

Recenzja książki "Szatan z siódmej klasy".


Tytuł: Szatan z siódmej klasy
Tytuł oryginału: -
Seria: -
Autor: Kornel Makuszyński
Tłumaczenie: -
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 272
Data wydania: (rok wydania) 2004











"Czemu ta dziewczyna ciągle płacze? - pomyślał profesor. - Dziwnym stworzeniem jest kobieta! Smutno jej było - płakała, teraz znowu płacze, bo jej wesoło. Jest to ponad rozumne pojęcie, że dwa odmienne uczucia kobieta umie tym samym wyrażać sposobem"


Kornel Makuszyński to autor wielu zabawnych, błyskotliwych powieści dla dzieci i młodzieży. Jest autorem książek takich jak Przygody Koziołka Matołka, Awantura o Basię czy Szaleństwa państwy Ewy. Wszytkie jego dzieła trafiają do serc czytelników, wzbudzają skrajne emocje i zapadają w pamięć. Wszystkie są znane i lubiane. Potrafiają odmienić duszę ludzkiej istoty - dziecka, które nie podejrzewa, jak dużą przyjemność może sprawić czytanie książek.

"Ostrzegawcze słowa tego chłopca odbiły się w mojej duszy głośnym echem. 'Strzeżcie domu!' Czy my strzeżemy tego domu, w którym od trzystu lat kwitło i umierało, umierało i kwitło nasze życie?"


Adam Cisowski to wyjątkowo błyskotliwy siedemnastoletni chłopiec, uczeń warszawskiego gimnazjum. Obdarzony niezwykłą intuicją, sprytem oraz spostrzegawczością rozwiązuje każde, nawet najtrudniejsze zagadki. Chętnie pomaga swoim przyjaciołom. Odgadł nawet metodę jednego ze swoich nauczycieli - metodę pytania, która dotychczas pozostawała najgłębszą tajemnicą.
Pewnego razu trafia na zagadkę skradzionych drzwi - profesor Gąsowski, nauczyciel historii, opowiedział mu ją pod koniec roku szkolnego. Tym samym rozpoczyna przygodę swojego życia, trafia na ślad wspaniałej podróży w głąb siebie.
W Bejgole, małej wsi koło Wilna, stoi uroczy dworek, stary dom zamieszkiwany przez Gąsowskich: brodatego Iwa o tubalnym głosie, jego żonę i ich przepiękną córkę, Wandzię. Pewnego dnia odwiedza ich pewien Francuz. Znika tak szybko jak się pojawia. Nie zostawia za sobą niemal żadnych wspomnień.
Nieco później ktoś kradnie drzwi, a na jaw wychodzą zaginione tajemnice, zapomniane, błądzące w otchłani czasu...
I tak zaczyna się niezwykła przygoda, pełna zwrotów akcji wędrówka ku ostatnich stron powieści kochanej przez prawie wszystkie dzieci...

"Setki tysięcy ludzi zginęło dla takiego jak ten łupu - rzekł po chwili bardzo cicho profesor. - Te rubiny nasycone są ludzką krwią..."


Lektury to książki, które ktoś nam narzuca. To książki, na które nie zwrócilibyśmy uwagi. To książki, które kojarzą nam się z męką i cierpieniem. Gdy słyszymy słowo "lektura" włos się jeży na głowie. Lecz czy jedna z nich mogłaby jednak sprawić nam przyjemność?
Szatan z siódmej klasy to idealny przykład książki dzięki której dzieci zaczynają swą przygodę z czytaniem. To jedna wspaniała przygoda, pełna zagadek i tajemnic. Czytelnik zostaje wciągnięty w wir zdarzeń, nie może nic zrobić, nie może otrząsnąć się z transu, póki nie odkryje prawdy. Powolnymi krokami Adaś i jego przyjaciele zbliżają się do wyjaśnienia zagadki, do ostatnich stron, końca całej historii. A potem, gdy wszystko się wyjaśnia... chce się czytać dalej.

Język jest typowy dla nieco starszych powieści. Mimo to książkę czyta się szybko, przyjemnie, niezrozumiałe słowa nie atakują czytelnika ze wszystkich stron. Styl Makuszyńskiego nie przybija, ba, język jest barwny, ciekawy. Jest to jedna z lepiej napisanych lektur - bogate słownictwo autora dopełnia trzymającą w napięciu fabułę. Jak na książeczkę dla szóstej klasy - rewelacja!

Czy Szatana z siódmej klasy można nazwać kryminałem? Nie, chyba nie. To książka, w której jest wątek detektywistyczny, ale... to nie kryminał. To powieść przygodowa, idealna dla tych, którzy rozpoczynają swoją historię z tym gatunkiem. Jeśli szukacie książki na chłodny listopadowy wieczór, lekkiego przygodówki, a nie chcecie się bawić w szukanie mordercy - sięgnijcie po Szatana z siódmej klasy! Jestem pewna, że świetnie się ubawicie i zachowacie kilka miłych wspomnień.

Może Szatan z siódmej klasy to nie książka, która wyróżnia się na tle innych. Ni to z piękną okładką, ni z wątkiem paranormalnym. Ale może raz na jakiś czas należy się cofnąć do przeszłości, poczuć jak dziecko bawiące się w detektywa? Ja cieszę się, że znów poczułam tę dziecięcą energię, na moją twarz wrócił zapomniany uśmiech. I wy dajcie się zaczarować!

Ocena: 6/10.

piątek, 1 listopada 2013

Październikowe wieczory z książką, czyli kolejne podsumowanie!



Za nami październik - miesiąc, gdy lato odchodzi, a prawdziwa jesień, ta czerwona i złota, wita u progów naszych domów. Mnie ten miesiąc minął bardzo szybko, a niemal wszystkie dni były pełne radości i uśmiechu. Do mojej biblioteczki dołączyło kilka nowych powieści, które, mam nadzieję, zaskoczą mnie pozytywnie.
W październiku przeczytałam 6 książek, zrecenzowałam... również 6. Pojawiło się za to 8 postów. 1682 stron za mną, czyli... 54 strony dziennie. Jest słabiej, wiem, ale... szkoła robi swoje. Mam coraz mniej czasu na czytanie.

Lista przeczytanych książek (według oceny):
  1. Ostatnie poświęcenie, Richelle Mead - 8/10 (RECENZJA) - 544 str.
  2. Opowieść wigilijna, Charles Dickens - 6/10 (RECENZJA) - 122 str.
  3. Szatan z siódmej klasy, Kornel Makuszyński - 6/10 - 272 str.
  4. Przygody Odyseusza, Jan Parandowski - 5/10 (nie będę recenzować tej książki) - 64 str.
  5. Niezgodna, Veronica Roth - 5/10 (RECENZJA) - 352 str.
  6. Zazdrość, Gregg Olsen - 4/10 (RECENZJA) - 328 str.
Zrecenzowane w październiku, choć przeczytane we wrześniu (według oceny):
  1. W mocy ducha, Richelle Mead - 8/10 (RECENZJA)
  2. Anna we Krwi, Kendare Blake - 4/10 (RECENZJA)
Czyli...

Najlepsza książka: Ostatnie poświęcenie
Najgorsza książka: Zazdrość
Największe odkrycie: Szatan z siódmej klasy
Największe rozczarowanie: Zazdrość, Niezgodna

I... jeszcze jedna informacja: udało mi się podjąć pierwszą współpracę! O kogo chodzi? O wydawnictwo ILLUMINATIO! Co jak co, ale bardzo się cieszę :)

Mam nadzieję, że wy jesteście zadowoleni ze swoich wyników. Jak tam u was? Ile książek przeczytanych? Pochwalcie się!

poniedziałek, 28 października 2013

Recenzja książki "Niezgodna".


Tytuł: Niezgodna
Tytuł oryginału: Divergent
Seria: Niezgodna (tom 1)
Autor: Veronica Roth
Tłumaczenie: Daniel Zych, Maciej Nowak-Kreyer
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 352
Data wydania: 20 marca 2012










"Ci, którzy chcą władzy i ją osiągają, żyją w ciągłym strachu, że ją stracą"

Igrzyska śmierci to trylogia, która zawojowała świat, odmieniła tysiące serc, doprowadziła wielu do łez, gniewu, ale i sprowadziła na twarze zapomniany uśmiech. A co, gdyby pojawił się jej konkurent?
Veronica Roth napisała Niezgodną mając dwadzieścia jeden lat. Nie sądziła, że jej powieść podbije cały świat, że ponad trzydziestu wydawców zakupi prawa do jej książki. Nie miała pojęcia, że zdobędzie tylu miłośników, czekających niecierpliwie na wydania kolejnych tomów, kolejnych przygód odważnej Tris.
Dzisiaj Veronica "uczy się", żyje radością, ale i pisze, pisze, czyli robi to, co jest jej pasją i co, ponoć, wychodzi jej najlepiej.

"Jestem Niezgodna. I nie można mnie kontrolować"

Dawno temu Chicago zostało podzielone na pięć odłamów, pięć światów, które konkurują ze sobą i nieustannie walczą o władzę. Altruizm, Erudycja, Nieustraszoność, Prawość, Serdeczność - to pięć frankcji kształcących zupełnie inną, konkretną cechę. Co rok, w dzień Ceremonii Wyboru, szesnastolatkowie dokonują wyboru, który odmienia całe ich życie. Dzięki testowi przynależności, któremu poddawali się zaledwie kilka dni wcześniej, mogą stwierdzić, która frankcja jest im pisana. Tu nie ma miejsca na uczucia, więzy krwi, łzy i krzyki bliskich. "Frankcja ponad krwią", brzmi prawo, wpajane wszystkim od najmłodszych lat.
Zbliża się dzień szesnastych urodzin Beatrice Prior, niczym nie wyróżniającej się dziewczyny z Altruizmu - frankcji, której cechą jest bezinteresowność. Podczas testu przynależności okazuje się, że Tris jest Niezgodną - człowiekiem, który posiada w sobie kilka cech różnych frankcji. Kobieta, która przygotowywała test fałszuje wyniki i ostrzega, że jeśli ktokolwiek dowie się o Niezgodności Prior, Beatrice może pożegnać się z życiem. Podczas Ceremonii Wyboru przepełniona strachem i rozpaczą, pod wpływem impulsu dziewczyna wybiera odłam Chicago, który wzbudza strach, ale i podziw - Nieustraszoność.
Czy zwykła dziewczyna z Altruizmu poradzi sobie w brutalnym świecie pewnych siebie nastolatków? Czy ktoś dowie się o jej Niezgodności? Kto skradnie serce Beatrice?

"Ludzki rozum może usprawiedliwić każde zło; dlatego jest takie ważne, że nie polegamy na nim"

Ostatnimi czasy na rynku wydawniczym pojawiło się wiele nowych, interesujących powieści z gatunku fantastyki. Książki młodzieżowe podbiły niemal wszystkie sklepy. Ciężko wyróżnić jedną z nich, odmienną, tą, która ma w sobie to coś, co doprowadza czytelników do łez i śmiechu, szczęścia i rozpaczy.
Niezgodna nie jest jednak taką powieścią.
Książka autorstwa Veronici Roth to połączenie kilku naprawdę dobrych powieści w chaotyczną, niespójną całość. To natłok różnorakich myśli, od kompletnie idiotycznych do naprawdę mądrych, zbiór wielu wątków i schematów. Mam wrażenie, że autorka przewertowała kilka świetnie sprzedających się książek ostatnich lat, wypatrzyła randomowe zdania i zapisała je we własnej powieści. Czy można porównać tę lekturę do Igrzysk śmierci? Owszem. Bowiem Niezgodna to jakby odbicie tejże książki, a co za tym idzie również nieoryginalna i bezwartościowa powiastka dla nastolatek.

Książka posiada naprawdę niewiele plusów. Jednym z nich są ostatnie strony, kiedy akcja przyspiesza, a fabuła staje się interesująca. Nie brakuje tam wstrząsających scen, które - mimo wcześniejszej nudy - szokują.
Wątek miłosny jednak, wbrew moim oczekiwaniom, niczym się nie wyróżnia. To oklepany, zużyty schemat: niepozorna dziewczyna, niezwykły chłopak, zakazana miłość. Niektóre sceny romantyczne irytują, inne śmieszą, kolejne... pozostawają czytelnikowi obojętne.

Beatrice to dowód jak z naiwnej, głupiutkiej dziewczynki bohaterka umie przemienić się w odważną, bezczelną młodą kobietę. Porównując pierwsze strony z ostatnimi można odnieść wrażenie, że "Tris" to dwie zupełnie inne postacie. Bohaterowie, niemal bez wyjątku, są jednowymiarowi i bezbarwni. Każdy z nich, choć są ponoć Nieustraszonymi, nie ma w sobie ani krzty samodzielności i poczucia obowiązku. Przecież istnieje granica między bezmyślnością a odwagą, prawda?

Niezgodna to niewymagająca książka, którą można przeczytać w ulewny, chłodny wieczór - język nie męczy, fabuła nie jest skomplikowana. To lekturka idealna na kilka zimowych dni, kiedy wszystkie ulice zasypuje mokry śnieg, a książka i kubek ciepłej herbaty czekają na kanapie. To powieść od której nie można wymagać za wiele.
Na tą chwilę muszę zostawić Beatrice i poczekać, aż do młodej głowy Roth napłyną własne, oryginalne pomysły. Choć nie wiem, czy kiedykolwiek przekonam się do sięgnięcia po drugą część.

Ocena: 5/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

czwartek, 24 października 2013

Recenzja książki "Opowieść wigilijna".


Okładka i cytaty należą do innej wersji Opowieści wigilijnej!

Tytuł: Opowieść wigilijna
Tytuł oryginału: Christmas carol
Seria: Opowieści wigilijne (tom 1)
Autor: Charles Dickens
Tłumaczenie: ?
Wydawnictwo: Beskidzka Oficyna Wydawnicza
Liczba stron: 126
Data wydania: (rok wydania) 2001









"Szedł zatem Scrooge po schodach nic sobie z tych ciemności nie robiąc. Ciemność jest tania, a więc Scrooge ją pochwalał"

Dickens, w swej niezwykłej Opowieści wigilijnej, znanej każdemu dziecku i dorosłemu, maluje nam obraz zrzędliwego staruszka, który przeżywa niesamowitą przygodę. Żyjąc w ponurym, szarym świecie nagle zalewa go fala kolorów i barw, ciepłych i zimnych, przypasowanych do jego własnego charakteru...
Opowieść wigilijna to przygoda, którą powinien przeżyć każdy. Nic dziwnego, że została uznana jedną z najwspanialszych szkolnych lektur, nic dziwnego, że lubiana jest przez niemal każdego ucznia.
Charles Dickens to postać znana chyba każdemu miłośnikowi literatury. Uznany za jednego z najlepszych pisarzy powieści obyczajowych XIX wieku, nie obcy i mi, fance fantastyki, kryminałów i horrorów, która potwierdza, że zapoznać się z jego twórczością naprawdę warto.

"Będę żył w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości..."

Boże Narodzenie, czas przyjaźni, miłości i przebaczenia. Dni, gdy uśmiech nie schodzi z twarzy, serce zalewa fala gorąca. Gdzie nie ma miejsca na smutek, zazdrość czy złość.
Radujący się ludzie. Śpiewający, grający, jedzący, świętujący narodzenie Jezusa.
I Ebenezer Scrooge - zrzęda i skąpiec jakich mało. Właściciel domu handlowego Scrooge et Marley, którego wspólnik zmarł przed siedmioma laty. Człowiek, który przy piersi dusi każdy grosz, serce ma zimne i niewrażliwe.
Gdy inni się cieszą, tańcują śmiejąc się głośno, Scrooge siedzi w chłodnym kącie, mrucząc pod nosem. Do czasu, aż bożonarodzeniowej nocy starego skąpca nawiedza duch zakutego w łańcuchy starego przyjaciela, Jakuba Marleya. Przerażony zrzęda nie wie, że były wspólnik ma odmienić całe jego życie. Albowiem zjawa ostrzega Scrooge'a przed odwiedzinami kolejnych trzech duchów, którzy wraz ze sobą niosą przeszłość, teraźniejszość, przyszłość oraz szczęście, jakiego starzec nigdy nie zaznał. Dziecko, osobliwy olbrzym, czarna zmora - to widma nadchodzącej miłości, nadchodzącego przebaczenia.
Czy duchy odmienią Scrooge'a? Czy nareszcie poczuje radość, towarzyszącą każdemu w noc narodzin Jezusa?

"Kto nie wie, że najgłębszy nawet żal nie okupi jednej zmarnowanej w życiu sposobności czynienia dobra. A takim właśnie człowiekiem byłem ja"


Boże Narodzenie to czas radości i miłości, czas prezentów, przystrojonej choinki, karpia, barszczu... Ale i czas właściwy, by przebaczyć samemu sobie. Zniszczyć nienawiść żyjącą w ludzkim sercu, karmiącą się smutkiem, strachem i cierpieniem. Ta krótka książeczka pozwala nam na to, pozwala ujrzeć w drobnych gestach radość i prawdziwe szczęście. Ta powieść to lektura obowiązkowa, idealna dla każdego, kto po śpiewaniu kolęd i spałaszowaniu dwunastu potraw pragnie przeżyć niesamowitą przygodę w głąb ludzkiej duszy. To książka na jeden wigilijny wieczór, kiedy przeżywamy magię Bożego Narodzenia raz jeszcze, wtuleni w ciepły koc, z policzkiem przyciśniętym do szyby, za którą spadają na ziemię lodowe gwiazdy.

Klimat tej powieści jest niesamowity. Śnieg, kolędy, gwiazdy na nocnym niebie, czar świąt - to coś, na co czeka każdy z nas. Dzięki Opowieści wigilijnej znów możemy się poczuć jak przy zastawionym stole oraz opłatku. Czasem warto sięgnąć po takie pozycje. By przypomnieć sobie uśmiech, który zaledwie kilka miesięcy temu gościł na twarzy, i nie chciał jej opuścić. By poczuć energię, zapomniane życie.

Ebenezer Scrooge to bohater wyjątkowo okropny, choć oryginalny, w pewien sposób osobliwy. Mimo że postać ta została prawidłowo wykreowana, wolałabym, by jego nadzwyczajny charakter został przedstawiony w innym świetle, by autor, którego lubię i cenię, opowiedział jedną historię z jego życia, opisującą, jak okropnym był człowiekiem.
Co do stylu Dickensa nie mam zastrzeżeń. Język ładny, prosty, przyjemny.

Choć Opowieść wigilijna to niewymagająca, krótka powieść, wnosi ze sobą dużo dobrego. Uświadamia, co to szczęście czy radość życia. Bo i ja, tak jak i słynny Scrooge, paskudny chciwiec londyński, dzięki tej historii, staram się nieść ze sobą jedynie szczęście i miłość, staram się wytępić cały gniew ukrywający się w zakamarkach mojego serca. Staram się być dobrym człowiekiem.
Może kiedyś, może w wigilijną noc, mi się to uda.

Ocena: 6/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

UWAGA!  Recenzje będą pojawiać się coraz rzadziej. Nie będę miała również czasu zaglądać na wasze blogi. Szkoła... Tak, sądzę, że to słowo wystarcza, by móc wszystko wytłumaczyć...

sobota, 19 października 2013

Recenzja książki "Ostatnie poświęcenie".


Tytuł: Ostatnie poświęcenie
Tytuł oryginału: Last Sacrifice
Seria: Akademia Wampirów (tom 6)
Autor: Richelle Mead
Tłumaczenie: Monika Gajdzińska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 544
Data wydania: 22 lutego 2012











"- Moja córeczka - mruknął. - Zaledwie osiemnastolatka, a już została oskarżona o popełnienie morderstwa, pomagała kryminalistom i ma na koncie więcej ofiar niż większość strażników przez całe życie. - Urwał. - Nie mógłbym być bardziej dumny"


Ostatnie poświęcenie to szósty tom bestsellerowej serii - Akademii Wampirów. Serii, która urzeka swoim niezwykłym klimatem, świetną fabułą i zaskakującymi zwrotami akcji. To ostatnia z wielu oszałamiających przygód Rose. Tym samym moje ostatnie spotkanie z ciętym językiem i nieustraszonością, jaką posiada w sobie Hathaway.
Akademia Wampirów podbiła już cały świat. Powstaje film na podstawie pierwszej z sześciu części. A Richelle Mead, trzydziestosiedmioletnia amerykańska pisarka, choć już skończyła swą przygodę z Rose, kontynuuje pisanie o mrocznym świecie morojów i strzyg, w swoich Kronikach krwi mianując Sydney, alchemiczkę, główną bohaterką, tym samym dając mi szansę odkrycia kolejnej cząstki własnej duszy.

"Czym jest miłość? Kwiatami, czekoladkami i poezją? Może czymś więcej? Kończeniem za kogoś żartu, absolutną wiarą w to, że ten ktoś zawsze będzie po twojej stronie? Przekonaniem, że cokolwiek zrobisz on to zrozumie i myśli tak samo jak ty?"

Rose Hathaway, osiemnastoletnia dampirka, zabiła więcej strzyg niż niemal wszyscy doświadczeni strażnicy. Zabijała wiele razy, gdy jej ostrze przekłuwało serce kolejnej nocnej istoty. Mordowanie nic dla niej nie znaczyło; było jakby zawodem, powinnością. Minęło wiele czasu, odkąd na jej szyi pojawił się pierwszy znak molnija, obwieszczający, że strzyga padła od uderzenia jej sztyletem.
Ale nigdy nie zabiłaby Tatiany Iwaszkow. Nie była królobójczynią.
Morojka królewskiej krwi znaleziona została we własnej sypialni, z ostrzem sterczącym z piersi... Ostrzem należącym do Rose, niezrównoważonej, niesfornej Rose, która ostatnimi czasy nie zgadzała się z kilkoma postanowieniami Iwaszkowej...
Rose nie ma nic na swoją obronę. Wszystkie dowody wskazują na nią. Teraz siedzi samotnie w celi czekając na to, co się wydarzy. Ma nadzieję, że przyjaciele znajdą winnego śmierci królowej i oczyszczą ją ze wszystkich zarzutów. Bo gra toczy się o najwyższą stawkę - życie. Bowiem zdrajcy zostają straceni. A wszyscy uważają ją za jednego z nich.
Kto stoi za okrutną śmiercią królowej? Czy Rose zdoła wywinąć się śmierci? I jaki los czeka Dymitra, strażnika, który wrócił z świata zmarłych? Czy pokocha dampirkę na nowo?

"Czasem największe próby naszej siły są sytuacjami, które nie zawsze wydają się oczywistym zagrożeniem. Czasem przetrwanie jest najtrudniejszą rzeczą ze wszystkich"


Akademia Wampirów to paranormalny cykl o wampirach, porównywany z legendarnym Zmierzchem. To ponoć kultowa seria, która podbija serca fanów miłości Belli i Edwarda.
Ale ja powiem wam coś innego.
Akademia Wampirów to nie banalna historia młodzieńczych rozterek, nie prosta opowieść o fascynacji ostrymi kłami i lśniącą skórą. To zbiór sześciu powieści pisanych emocjami, głęboko zapadającymi w pamięć swą nauką i prawdą. Każdy z tomów opowiada niezwykłą historię o wierze, nadziei, przyjaźni i bezgranicznej miłości, przeplatanej bólem i strachem. Przez sześć książek, z słowa na słowo, możemy obserwować, jak Rose dojrzewa, zdaje sobie sprawę, co oznacza życie, miłość czy poświęcenie. I, choć nieświadomie, my też dojrzewamy, dojrzewamy z każdą kolejną łzą, błądzącą po policzku, czy z każdym bladym uśmiechem, igrającym na twarzy. Akademia Wampirów, choć poważniejszych czytelników odpycha tytułem, jest niesamowitą przygodą w głąb ludzkiej duszy, jedną z niewielu książek, które otwierają oczy. I serce. Tak, serce też.

Bohaterowie są barwni, ciekawi, wykreowani po mistrzowsku. Każdy z nich, ze swoim niepowtarzalnym charakterem i autentycznymi zachowaniami, mógłby być tytułową postacią zupełnie innej książki. Bowiem każdy z nich posiada odrębną opowieść, historię, którą trzyma gdzieś głęboko w sercu.
Język Mead jest ciekawy, przyjemny w odbiorze. Ostatnie poświęcenie to książka napisana z dużą swobodą, książka, która rozbawia, a zarazem zmusza do głębszego zastanowienia. Styl pisania jest naprawdę dobry.

Fabuła zaskakuje, wciąga i trzyma w napięciu. Zdumiewające zakończenie? Oczywiście, że tak. I choć wszystko mogłoby potoczyć się zupełnie inaczej, kiedy łzy kapałyby na podłogę, jestem zadowolona. Bo dzięki niemu uśmiech sam pojawia się na twarzy, wprowadzając złotą iskrę w otchłań szarej codzienności.
Czerpię jeszcze większą radość z faktu, że na drewnianej półce obok łóżka czeka inna książeczka, pełna morojów i dampirów. Cieszę się, że będę mogła śledzić dalsze losy bohaterów w Kronikach krwi, poznać prawdziwy koniec tej historii. Mam nadzieję, że będzie trwała jak najdłużej.

Ostatnie poświęcenie, tak jak cała Akademia Wampirów, to niezwykła przygoda pełna wzruszeń i okrzyków zdumienia. To trzymająca w napięciu wspaniała książka, która zaskakuje, oszałamia i wzrusza. Polecam ją każdemu.
Ja sama nie wierzę, że to już koniec z Rose. Tak po prostu. Nie wiem, jak wytrzymam bez jej bezczelności i nieprawdopodobnej odwagi, bez jej zwariowanych pomysłów i ciekawego spojrzenia na świat. Jej rola się skończyła. Może teraz pora na mnie. Bym pokazała się światu, odzyskała głos.
Dziękuję, Rose. Dziękuję za odwagę, jaką mi dałaś.

Ocena: 8/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

wtorek, 15 października 2013

Stosiki: urodzinowy i biblioteczny.

Niedawno obchodziłam urodziny, a więc i kilka nowych książeczek wpadło. Sama nie wiem, od której zacząć, wszystkie powieści takie piękne. Kupiono mi ich aż dziewięć, którą czytać najpierw - nie mam pojęcia. Wszystkie są ciekawe, z niesamowitą okładką, ponoć poruszające i wstrząsające... Książek tyle wkoło, a ja tu jestem sama.


Od lewej (stosik biblioteczny):
  1. Nowe piękne zakładki na magnes ;)
  2. Ostatnie poświęcenie, Richelle Mead - przeczytane, ulubione, recenzja już wkrótce
  3. Niezgodna, Veronica Roth - aktualnie pochłaniam
  4. Opowieść wigilijna, Charles Dickens - przeczytane, lektura szkolna
  5. Przygody Odyseusza, Jan Parandowski - również lekturka, za niedługo będzie przeczytana
  6. Blask, Amy Kathleen Ryan - chcę przeczytać
Od prawej (stosik urodzinowy):
  1. Krucha jak lód, Jodi Picoult - kupiłam sobie, trzeba się jakoś dowartościować ;)
  2. Bezdomna, Katarzyna Michalak - dostałam, bardzo mnie interesuje
  3. Krew tyrana, Fiona McIntosh - jw.
  4. Kruczobór, Andrew Peters - jw.
  5. Kroniki krwi, Richelle Mead - jw.
  6. Cmętarz Zwieżąt, Stephen King - jw.
  7. Król Kruków, Maggie Stiefvater - jw.
  8. Aniołowie Zniszczenia, Keith Donohue - jw.
  9. Odważni, Nicholas Evans - jw.
  10. Wodne anioły, Mons Kallentoft - jw.
Kolejność jeszcze nie jest ustalona. Co was najbardziej interesuje, co wam się najbardziej spodobało? Polecacie coś szczególnie? A może odradzacie? Czekam na wasze komentarze!

sobota, 12 października 2013

Recenzja książki "Zazdrość".


Tytuł: Zazdrość
Tytuł oryginału: Envy
Seria: Pusta trumna
Autor: Gregg Olsen
Tłumaczenie: Magdalena Białoń-Chalecka
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 328
Data wydania: 19 września 2012










"Powód to coś, co ludzie wynajdują, żeby nadać sens rzeczom, które nie mają sensu"


Zazdrość to jeden z tomów serii Pusta trumna, zbioru kilku thillerów zainspirowanych prawdziwymi morderstwami, które miały miejsce w przeciągu kilku ostatnich lat. Autorem powieści jest pięćdziesięcioczteroletni amerykański pisarz, Gregg Olsen. Pod jego nazwiskiem opublikowano już osiem książek, uznanych bestsellerów z list "The New York Timesa" i "USA Today". Sam Olsen figuruje jako jeden z najlepszych autorów amerykańskich, znany jest jako pisarz, który przemawia do czytelnika w każdym wieku. Prywatnie szczęśliwy ojciec bliźniaczek.

"- Wierzę w ciebie - powiedziała.
- Nie ma to jak subtelna presja"

Boże Narodzenie, małe miasteczko Port Gamble. Jeden z najzwyklejszych domów. Łazienka, normalna łazienka. Wanna. A w niej martwa dziewczyna.
Piętnastoletnia Katelyn Berkley znaleziona została przez własną matkę. Zimna i mokra. Nieżywa. Pływała w wannie, z szeroko otwartymi ze zdumienia oczami. W dniu, w którym wszyscy mieli się radować, świętować narodziny Chrystusa, Bóg zabrał jej duszę ze sobą, zostawiając za sobą jedynie trzy krótkie wyrazy, odmalowujące się w wyobraźni każdego: Samobójstwo? Morderstwo? Wypadek?
Bliźniaczki Hayley i Taylor, obdarzone niezwykłymi zdolnościami przyjaciółki Kate, niezadowolone z oficjalnych ustaleń policji, postanawiają same odkryć przyczynę przedwczesnej śmierci koleżanki. Nie wiedzą, że podczas śledztwa odkryją niejedną przerażającą tajemnicę, dotyczącą nie tylko młodej Berkley, lecz również ich samych...
Katelyn, za życia, była cierpiącą nastolatką, przed którą życie ustawia jedynie same przeszkody. Nie udawało jej się w szkole, w przyjaźni, w miłości... Była przygnębiona i sfrustrowana. Ale czy to wystarczyło, by popełniła samobójstwo?...

"Żaden człowiek, a przede wszystkim żaden nastolatek, nie jest normalny ani się taki nie czuje. Każdy nosi coś w rodzaju maski, która nie pozwala ludziom dostrzec tego, co - albo kto - pod nią się kryje"


Na książkę tę trafiłam zupełnie przypadkiem. Ot, przechodzę między półkami w bibliotece, a w oczy rzuca mi się intrygująca, mroczna okładka. Biorę do ręki Zazdrość, oglądam, dotykam cienkich stronic... Czuję się oczarowana. Nie wypuszczając książki z ręki, wracam z nią do domu. Siadam wygodnie, otulam się ciepłym swetrem, ocieplam białą dłoń, biorąc do ręki kubek ciepłej herbaty, zaczynam pierwsze zdanie. Zatracam się w lekturze, czytam słowo po słowie, a na twarzy maluje mi się coraz większe oburzenie.

Zazdrość to nieciekawy młodzieżowy kryminał, przeznaczony dla rozpoczynających przygodę z tym gatunkiem. Owe śledztwo, próby odkrycia prawdy przez bliźniaczki Hayley i Taylor, prowadzone jest w nieprawdopodobnie banalny sposób. Dziewczyny obdarowane są bowiem magicznymi zdolnościami - widzą najprzeróżniejsze obrazy przez dotyk. Z szukaniem mordercy ich śledztwo nie ma nic wspólnego. Bo dla nich wystarczy użyć swych nadprzyrodzonych zdolności, a wszystko stanie się jasne.

Styl pisania Olsena pozostawia wiele do życzenia. Język jest naprawdę okropny, niektóre wyrażenia, uznane zapewne przez autora za powszechne w dzisiejszych czasach, odbierały mowę. Nie rozumiem, jak można napisać tak złą stylistycznie książkę. A co z bohaterami? Każdy z nich jest bezbarwny, jednowymiarowy, prosty, niezwykle banalny. Autor wykorzystuje stare, złe schematy, buduje osobowości bohaterów wyjątkowo nieumiejętnie. Koszmar.

Książka Olsena nie jest dobra. Zakończenie jest przewidywalne, a to najgorszy minus każdego kryminału. Bohaterowie są słabo wykreowani, styl pisania - dno. Książka posiada wiele wątków, jednak żaden nie zaciekawia, nie intryguje. Zazdrość jest po prostu nieprzyjemną lekturą.
Stanowczo odradzam. Zwykła strata czasu.

Ocena: 4/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

wtorek, 8 października 2013

Recenzja książki "Anna we Krwi".


Tytuł: Anna we Krwi
Tytuł oryginału: Anna dressed in blood
Seria: Anna (tom 1)
Autor: Kendare Blake
Tłumaczenie: Grzegorz Komerski
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 320
Data wydania: 12 kwietnia 2012











"Miej nadzieję na najlepsze, przygotuj się na najgorsze"

Anna we krwi to debiut powieściowy młodziutkiej koreańskiej autorki, Kendare Blake. To książka z niesamowitą, zapierającą dech w piersiach okładką i niespotykanym tytułem. Zaciekawia, zanim dowiemy się, o czym właściwie opowiada. To powieść uznana. Historia Anny ma bowiem mnóstwo miłośników, zaintrygowanych mrocznym, mrożącym krew w żyłach klimatem lektury. W 2012 roku, nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka, książka ta ukazała się w polskim wydaniu, dając mi szansę zaznajomienia się z opowieścią o umęczonej zjawie, noszącą suknię splamioną krwią.

"Wyobraźnia ma słabą pamięć i wszystko się w niej zaciera i odpływa. Oczy zapamiętują na dłużej, znacznie dłużej"


Cas Lowood nie jest zwykłym nastoletnim chłopakiem. Wprost przeciwnie. Od kiedy jego ojciec został brutalnie zamordowany, w okrutny sposób pocięty i niemal na wpół zjedzony, wszystko się zmieniło. Tata Casa zabity został bowiem przez ducha, mrożącą krew w żyłach zjawę, którą sam miał uśmiercić. Od tej pory chłopak, wraz ze swoją matką, obdarzoną paranormalnymi zdolnościami oraz paskudnym acz pożytecznym kotem, który umie wyczuć obecność zjaw, przejmuje powinność ojca: zabija tych, którzy już są martwi.
Kiedy Cas dowiaduje się o Annie Korlov, nazywaną przez mieszkańców miasteczka Thunder Bay "Anną we Krwi", nie sądzi, że sprawa ta będzie inna od wszystkich. Chce ową zjawę wyśledzić, zrozumieć, czemu nie może zaznać spokoju i, po prostu, zabić. Nie podejrzewa, że duch ten okaże się potężniejszy od innych... Nie podejrzewa, że za maską czarnych jak noc włosów kryje się delikatna dziewczyna z historią, która może wstrząsnąć tysiącami...

"Tylko zwykli ludzie sądzą, że nie można zabić kogoś, kto nie żyje"


Fantastyka to dla mnie wszystko. Nieraz zastanawiałam się, czy ja też jestem złudzeniem. Ot, może wymysłem kogoś zupełnie innego. Może pionkiem w jakiejś wielkiej, niewyobrażalnej grze. Książki zawsze zbliżały mnie do odkrycia prawdy. Do odkrycia sensu życia, jak i własnej osoby. A fantastyka, najdziwniejsza i najbardziej niesamowita z wszystkich gatunków, otwiera umysł i oczy. Fantastyka to muśnięcie kawałka nieba.
Za każdym razem, gdy książka z gatunku fantastyki mnie rozczarowuje, cierpię. Moja dusza krzyczy, a serce krwawi.
Cierpiałam coraz bardziej, a ból stawał się coraz nieznośniejszy z każdą kolejną stroną, gdy w rękach trzymałam Annę we Krwi.

Główny bohater jest jedną z najgorszych postaci, jakich miałam "przyjemność" spotkać - irytujący, zadufany w sobie, outsider nie mający w sobie ani krzty rozumu. "Muszę być najlepszy" - mówi jego zachowanie. Jest wagarowiczem o melancholijnym spojrzeniu, do którego wzdychają niemal wszystkie dziewczyny. Osobiście takich postaci nie znoszę; są wydealizowane, a ich "wspaniałość" pozostawia po sobie jedynie niesmak. Inni bohaterowie? Równie denerwujący. Dziwaczny okularnik, popularna dziewczyna, głupi, choć niebezpieczny mięśniak - mam wrażenie, że to wszystko już było...

Jedynym pozytywem, jakim mogę dostrzec w tej książce, jest sama postać Anny, jej skłonności, uległości oraz niepowtarzalna historia. Tylko Anna Korlov, przerażająca dziewczyna wyrwana z najgorszego koszmaru, ubrana w pierwotnie białą, teraz oblepioną ciemną krwią suknię, mnie zainteresowała. Postać Anny, delikatnej jak płatek róży, z poderżniętym gardłem... tylko ona intryguje.
I... muszę przyznać, miłość pomiędzy nią a głównym bohaterem też ma w sobie coś niezwykłego, odmiennego, interesującego. Choć sama w to nie wierzę, to wątek romantyczny został w Annie we Krwi zbudowany lepiej niż w innych książkach typu paranormal romance.

Anna we Krwi, mimo że intryguje, nie jest dobrą lekturą. Może być jedynie lekką powieścią na kilka zimowych wieczorów, czytaną dla zabicia nudy. Bo nie jest to książka wymagająca. Język jest okropny, slang młodzieżowy źle wykorzystany, a sam rozwój wydarzeń... nie powala. Bohaterowie? Dno.
Do was zależy wybór, czy zdecydujecie się sięgnąć po tę lekturę.

Ocena: 4/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".