Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klasyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klasyka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 maja 2016

"Wielki Gatsby" (rec. 115)


Tytuł: Wielki Gatsby
Tytuł oryginału: The Great Gatsby
Seria: -
Autor: F. Scott Fitzgerald
Tłumaczenie: Kazimierz Cap
Wydawnictwo: Bellona
Liczba stron: 192
Data wydania: 2013











F. Scott Fitzgerald był amerykańskim pisarzem, nowelistą, scenarzystą filmowym i jednym z czołowych przedstawicieli straconego pokolenia, który w swych dziełach wyrażał bunt wobec rzeczywistości powojennej. Napisał pięć powieści i wiele opowiadań.


Lata dwudzieste. Nick Carraway, pragnąc się ustatkować, przeprowadza się do West Egg i rozpoczyna pracę maklera giełdowego. Los sprawia, że trafia tuż obok wielkiej rezydencji Jaya Gatsby'ego, tajemniczego bogacza, znanego ze swych głośnych, rozrzutnych i szalonych imprez. Pewnego dnia Nick otrzymuje zaproszenie na takowe przyjęcie. Choć większość gości nawet nie zna gospodarza imprezy, on postanawia się do niego zbliżyć. Wkrótce, jako jeden z nielicznych, poznaje prawdziwe oblicze Gatsby'ego, jego historię, pragnienia i myśli.


Wielki Gatsby to przede wszystkim metafora. Pamiętam, że gdy skończyłam lekturę, czułam się odrobinę rozczarowana. Myślałam: "I to jest ta piękna, głęboka, niezwykle życiowa powieść, która łamie serca?" Nie widziałam w niej tego, czym tak zachwycali się inni. Wydawała mi się zupełnie... zwyczajna.
Teraz rozumiem, że ta książka rzeczywiście jest i piękna, i głęboka, i niezwykle życiowa. Nie każdy jednak będzie w stanie to w niej dostrzec, bo głębię, sens, przekaz i wartości czytelnik ma za zadanie odszukać samemu. Ma błądzić między słowami, między niedopowiedzeniami, wyciągać wnioski i uzupełniać pozostawione dla niego luki. Myślę, że nie zrozumiałam tej powieści zupełnie. By w pełni pojąć jej treść, będę musiała przeczytać ją ponownie. Ale przecież właśnie takie książki cenię sobie najbardziej! Niedopowiedziane, tajemnicze, subtelne, pełne domysłów, a nie jasno postawionych faktów. Wiem, że między słowami Wielkiego Gatsby'ego czeka na mnie coś jeszcze, coś ulotnego i dotychczas niewidzialnego. Uważam, że jest to najpiękniejszym prezentem, jaki mógłby podarować mi jakikolwiek autor. Tajemnicę. I możliwość jej odkrywania.

Wielki Gatsby jest dla mnie przede wszystkim powieścią o nieprawdziwości uczuć, miłości, chciwości i zaślepieniu marzeniami. To opowieść niezwykle smutna, choć pełno w niej alkoholu, zabawy i pięknych kobiet. Bo tak naprawdę cóż to wszystko znaczy, jak nie tylko powierzchowne szczęście, szczęście na niby i na chwilę? Nick, narrator powieści, jest niezwykle cichą, lecz inteligentną osobą. Wydaje się on widzieć, czym są wyprawiane przez Gatsby'ego imprezy, lecz milczy, pozwalając przyjacielowi wciąż topić się w marzeniach, w swym pozornym szczęściu. Wielki Gatsby jest trafnym potwierdzeniem niby banalnego, lecz bardzo prawdziwego przysłowia - Pieniądze szczęścia nie dają.

Bohaterowie powieści są skonstruowani dobrze - mają odmienne charaktery, zachowania i zwyczaje - lecz nie darzę ich sympatią. Polubiłam jedynie naszego narratora, Nicka, oraz, po części, tytułowego Gatsby'ego. Nick myślał rozsądnie, był inteligentny i nie pochwalał niektórych zachowań swych znajomych, choć pozwalał im wybierać. Gatsby czasami wydawał mi się zagubionym, małym dzieckiem goniącym balonik, który wyślizgnął mu się z ręki. Daisy irytowała mnie niesamowicie. Choć na pewno posiadała trochę rozumu w swej ślicznej główce, wybrała bycie naiwną i słodką. Nie wspomnę o wartościach, którymi kierowała się w życiu... Dobrze, idąc dalej, nie rozumiałam Toma, który zdradzał żonę, a jej samej nie pozwalał spotykać się z innym mężczyzną. Ogólnie, uważam bohaterów za niesympatycznych, a ich wypowiedzi niekiedy były naprawdę, naprawdę bardzo sztuczne i nierealistyczne.

Rozczarowała mnie jeszcze jedna rzecz - język. Podobno tak piękny, dla mnie był tak naprawdę bardzo zwyczajny. Podejrzewam, że jeśli inni wychwalają styl Fitzgeralda, to może być to wina tłumaczenia, dlatego nie jestem w swym oskarżeniu tak ostra. Tak naprawdę zżera mnie ciekawość, jak odbiorę Wielkiego Gatsby'ego w innym tłumaczeniu, dlatego zamierzam taką książkę znaleźć i ponownie zagłębić się w świat miłości, zdrad, pieniędzy i tragedii.
Nie podobało mi się rozporządzenie fabułą powieści - Fitzgerald zbyt wiele miejsca poświęcił nieistotnym wręcz wątkom, a za mało przeznaczył Gatsby'emu. Tak naprawdę odczuwam pewien niedosyt - niedosyt tego tajemniczego, intrygującego głównego bohatera, którego nie zdążyłam za bardzo poznać.

Podsumowując, Wielki Gatsby to bardzo dobra powieść, niepozbawiona zarówno wad, jak i zalet. Jest tajemnicza, smutna, subtelna i życiowa. Myślę, że sięgnę po nią jeszcze niejeden raz i za każdym razem będę znajdowała coś nowego.

Ocena: 7/10.

niedziela, 28 lutego 2016

"Krzyżacy" (rec. 108)

Niestety nie mogłam znaleźć wydania
Krzyżaków, jakie ja czytałam. Dane
obok okładki dotyczą właśnie
tamtej wersji.

Tytuł: Krzyżacy
Tytuł oryginału: -
Seria: -
Autor: Henryk Sienkiewicz
Tłumaczenie: -
Wydawnictwo: Klasyka
Liczba stron: 680
Data wydania: ?









Henryka Sienkiewicz zna chyba każdy. Ten żyjący na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku pisarz jest jednym z najbardziej znanych i uznanych polskich twórców. Sienkiewicz jest laureatem Literackiej Nagrody Nobla za całokształt twórczości.


Tego, co przeczytacie, nie nazwałabym recenzją. Właśnie dlatego zrezygowałam z opisu zdarzeń, który zazwyczaj pojawia się przy każdej mojej ocenie. Bo po co recenzować coś, na co każdy w pewnym momencie życia się natknie? Chciałabym po prostu podzielić się z wami moimi przemyśleniami, tym, co z mojej perspektywy jest warte uwagi i tym, co mnie od tej książki odstrasza. Mam nadzieję, że wywiąże się z tego bardziej dyskusja niż monolog :)

Najpierw może zaznaczę, że męczyłam się z tą powieścią naprawdę długo. Nie przez samą treść, bo po kilkuset stronach akcja robi się ciekawa, ale sposób napisania, tłumaczenie i opisywanie w nieskończoność świata, w którym się znaleźliśmy, po pewnym czasie naprawdę nużą. Trzy razy udało mi się usnąć przy czytaniu, co nie zdarza się zbyt często.
Pierwsze rozdziały Krzyżaków bardzo mi się nie podobały. Wszystko wydawało mi się strasznie dziwne i prymitywne - tak, wiem, że akcja rozgrywa się dawno, dawno temu i panowały wtedy zupełnie inne zwyczaje, ale to, że osiemnastolatek, który po raz pierwszy w życiu widzi dziewczynę (dodajmy, że dwunastoletnią), od razu się w niej zakochuje i przysięga jej wierność aż do śmierci, no cóż, wydaje mi się conajmniej dziwne. Później, w pewnych momentach, gdy czytałam o  rzeczach i sprawach pokroju niedźwiedziego sadła, które pił Maćko, na chwilę przerywałam lekturę i zadawałam sobie pytanie: "O czym ja w ogóle czytam?"
Jednakże później, gdy już wczułam się w klimat tamtych czasów i nieco łatwiej było mi poruszać się w tej starodawnej mowie, doceniłam Krzyżaków, doceniłam trud, który zadał sobie Sienkiewicz, by napisać taką powieść. I naprawdę przyjemnie mi się czytało o historii Juranda i Danusi - te fragmenty są według mnie warte uwagi i przykro mi, że większość uczniów skazanych na lekturę tej książki nigdy do nich nie dotrze. Bo naprawdę łatwo jest odpuścić.
Moim ulubionym bohaterem Krzyżaków jest zdecydowanie Jurand. Jego postać wniosła do książki naprawdę wiele i cieszę się, że poświęcony został mu duży kawał powieści. Po dłuższym czasie niechęci zapałałam sympatią i do Danusi, która z początku irytowała mnie swoją piskliwą, naiwną naturą. Nie lubię jednak bardzo wielu bohaterów, włączając w to Zbyszka, Maćka i Jagienkę.

Nigdy nie zrozumiem zmuszania młodzieży do czytania takich powieści. Myślę, że potrafi to jedynie zniechęcić do książek, zwłaszcza tak poważnych jak Krzyżacy. A szkoda, bo powieść, po obdarciu z czasami bardzo nieprzystępnego, nużącego języka i niepotrzebnego przedłużania, jest bardzo ciekawa i może być interesującym spojrzeniem na tamte czasy. Ja swoją przygodę z Krzyżakami kończę z przyjemnym wspomnieniem. Jest w nich coś, co urzeka, ale jest również coś, co odstrasza. Te dwie rzeczy tworzą wybuchową mieszankę.

Ocena: 6/10.

poniedziałek, 22 lutego 2016

"Głód" (rec. 107)


Tytuł: Głód
Tytuł oryginału: Sult
Seria: -
Autor: Knut Hamsun
Tłumaczenie: Franciszek Mirandola
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 214
Data wydania: 3 sierpnia 2015











Knut Hamsun był norweskim pisarzem i laureatem Nagrody Nobla. Głód był jego pierwszą powieścią, która zdobyła uznanie i była zapowiedzią literatury dwudziestego wieku. Autor zawarł w niej wątki autobiograficzne, nawiązując do osobistych początków swojej kariery w sercu Norwegii. Za jego najwybitniejsze dzieło uznaje się książkę Błogosławieństwo ziemi.



Christiania, dziewiętnasty wiek. Po ulicach, parkach i najciemniejszych zakątkach tego miejsca wałęsa się wychudzony człowiek, którego bawi otaczający go świat. Wciąż gada do siebie, obrzuca się wyzwiskami i czasami przysiada na ławce, by wyciągnąć z kieszeni pomiętą kartkę i kawałek ołówka. Wydaje się szalony. Wszyscy, którzy obok niego przechodzą, rzucają mu zdumione spojrzenia. Czasami to zauważa, czasami ignoruje lub po prostu tego nie dostrzega. Jest zamknięty w swoim zmęczonym i nieco pomylonym umyśle. Tak, to właśnie o nim opowiada ta historia.
Głód to historia prowadzona z perspektywy tego bezimiennego bohatera, pisarza bez grosza, który w swojej opowieści skupia się głównie na uczuciu głodu, który powoli niszczy jego umysł i ciało. Doskwiera mu również samotność, zimno, które otacza go podczas nocy spędzonych na ulicy oraz wrodzona duma, która nie pozwala mu prosić ludzi o pomoc. Zabiera on nas w podróż po ulicach Christianii w poszukiwaniu natchnienia i odpowiedzi.



Powieść o wielu twarzach i wielu obliczach. Dotyczy ona naprawdę wielu rzeczy. Szaleństwo, głód, rozpacz, duma, wstyd, brak nadziei, a nawet miłość - tego wszystkiego możemy doświadczyć. Wędrujemy niczym duchy za naszym nieszczęśliwym, mało znaczącym dla świata człowiekiem, który ma szczęście do pecha i prawdopodobnie jest bardzo utalentowany, choć niedoceniony i niezauważony w tłumie arogancji. Przez długi czas próbuje on udowodnić sobie, że jest dobrym człowiekiem, choćby drobnymi uczynkami, które, jeśli zwróciłby w swoją stronę, mogłyby mu wiele ułatwić. Podoba mi się, że autor postanowił przeszyć go na wskroś, przejrzeć na wylot, pokazać zalety, ale i wady, zaznajomić nas z tym, czego prawdopodobnie sam bohater nie był świadom. Podobały mi się przybywające do wycieńczonej głowy myśli, które, podawane przez Narratora (przyjmijmy to za jego robocze imię), brzmiały całkiem serio i moglibyśmy uwierzyć, że naprawdę mają sens. Ta książka jest bardzo prawdziwa i pokazuje wiele stron rzeczywistości, wiele światów - od głowy szaleńca, przez niewrażliwców, którzy nie potrafią (czy raczej nie chcą) dostrzec czyjegoś cierpienia, aż po ludzi dobrych, których jest coraz mniej i od których nasz Narrator chciał się odciąć.

Lubię styl pisania Hamsuna, czuć w niej wiek świata, w którym powstawało tyle fantastycznych historii. Miłośnicy klasyki, możecie śmiało czytać tę powieść! Ja uwielbiam czasem przeczytać coś, co pozwala cofnąć się w czasie i zatracić w tym nieznanym świecie, który kiedyś rzeczywiście istniał i inspirował. Tutaj inspiracją była prostota, bieda, kawałek chleba, kartka papieru i marny ołówek, który dla Narratora był prawdziwym skarbem. Ta książka przypomina o takich rzeczach, o docenianiu tego, co mamy i o aktach dobroci, którymi może być zwykłe podarowanie kilku monet. Bohater powieści bowiem, choć przymierał głodem, myślał o innych, nie chciał być nieuczciwy i pamiętał o ludziach, którzy potrzebowali pomocy.

Osobiście uważam, że książka ta opowiada bardziej o szaleństwie, bezsilności i zbyt silnej dumie, która powoli niszczyła świat Narratora, a nie o głodzie. Głód był tylko dodatkiem, tym, co trzymało naszego bohatera przy ziemi, nie pozwoliło mu się do końca zatracić w nieświadomości, kazało mu się ruszać, walczyć, choćby o kawałek chleba. To właśnie duma, najwierniejszy przyjaciel Narratora, zmuszała go do głodowania, nie pozwoliła mu na błaganie, na pracę poniżej jego poziomu, na zaciągnięcie się do schronienia dla bezdomnych, gdzie mógł się wyspać i posilić. Szaleństwo  i obsesje potęgowały jego cierpienia. Narrator często sam ze sobą walczył, nie rozumiał siebie, wytykał sobie błędy i karał się. To właśnie ten odmienny stan świadomości, o którym mowa jest na odwrocie książki.

Podsumowując, Głód to ciekawa i warta uwagi pozycja, która umożliwia poznanie człowieka, który ma już dość, który powoli traci nadzieję, umierając z głodu i śpiąc na zimnych ławkach w parku. Dzięki tej książce możemy bliżej przyjrzeć się skutkom kołysania się na granicy życia i śmierci - zarówno cielesnym, jak i umysłowym.

Ocena: 7/10.

Za możliwość przeczytania Głodu serdecznie dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka!

wtorek, 23 grudnia 2014

Recenzja "Shirley".


Tytuł: Shirley
Tytuł oryginału: Shirley
Seria: -
Autor: Charlotte Brontë
Tłumaczenie: Magdalena Hume
Wydawnictwo: MG
Liczba stron: 640
Data wydania: 16 września 2011











"- Moja droga, życie to złudzienie.
- Ale nie miłość! Miłość jest prawdziwa"


Siostry Brontë to ikony literatury angielskiej. Ich dzieła przeszły do historii. Przez lata siostry ukrywały się pod pseudonimami. Autorką Shirley jest najstarsza z nich, Charlotte. W ciągu swojego życia wydała trzy powieści - Jane Eyre, Shirley oraz Villette. Jej pierwszy utwór, Profesor, został wydany już po jej śmierci. Charlotte zostawiła po sobie również cztery niedokończone opowieści.

"Wierzę, że zdolność do bycia szczęśliwym leży w nas samych"


Wśród wrzosowisk pólnocnej Anglii Robert Moore doczekuje się zamachu na własne życie. Jest młodym, przedsiębiorczym właścicielem fabryki, do której sprowadził ostatnio nowoczesne maszyny. Ludność Briarfield nie zgodziła się jednak na to, by maszyny pracowały zamiast ludzi, którzy ostatecznie pozostaliby bez możliwości zarobienia choć odrobiny pieniędzy. Moore jest zmuszony ratować podupającą działalność i rozważa poślubienie zamożnej Shirley Keeldar, która niedawno powróciła do swojej posiadłości, Fieldhead. Jego serce należy jednak do nieśmiałej Caroline, która żyje w zależności od swojego surowego stryja. Shirley natomiast jest zakochana w kimś, kto nigdy nie ośmieliłby się wyznać jej swą miłość. Jest on bowiem świadom dzielącej ich przepaści majątkowej.

"Ludzkie serce potrafi wiele ścierpieć. Potrafi pomieścić w sobie więcej łez, niż ocean mieści w sobie wody. Nigdy nie wiemy, jak głębokie - jak szerokie jest nasze serce, póki nieszczęście nie napędzi nad nie chmur i nie zacznie na nie spływać czarny deszcz"


Po raz kolejny obcuję z twórczością sióstr Brontë. I muszę przyznać, że dzięki nim coraz bardziej podoba mi się ten gatunek literacki, ten specyficzny klimat i niepowtarzalny styl. Poruszane przez Charlotte trudne tematy i to, co przekazuje nam kolejny raz - miłość przezwycięży wszystko, miłość jest wolna. Historie, które nie dają o sobie zapomnieć, które są tak piękne, tak dopracowane i napisane w mistrzowskim stylu.

Bohaterowie, obok postaci żyjących na Wichrowych Wzgórzach, to moje ulubione osobowości stworzone przez siostry. Tak prawdziwi, barwni i głębocy. Pokochałam ich, te drobnostki, które czyniły ich prawdziwymi, słowa, które nadawały im charakteru, czyny, które znaczyły tak dużo. Wierzyłam w nich. Wierzyłam, że to musi się dla nich tak skończyć.

Shirley chodziła za mną przed dobre pół roku. To była książka, której nie umiałam skończyć. Czytałam, czytałam, ale nie mogłam dotrzeć do końca. Może to była za ciężka lektura w chwilach, w których potrzebowałam czegoś lekkiego. Może zbyt mocno związałam się z Shirley i Caroline. Wiem tylko, że gdy skończyłam Shirley, coś się we mnie zmieniło. Brakuje mi tej historii.

Podsumowując, Shirley znalazła u mnie uznanie. Zapamiętam ją jako opowieść o nieprzemijających uczuciach i wielkim poświęceniu. Nauczyła mnie ona, że zawsze jest jakieś wyjście, że trzeba wierzyć, a wszystko będzie dobrze. Odbieram tę książkę niezwykle osobiście i znaczy ona dla mnie naprawdę wiele.

Sądzę, że Shirley nigdy nie zginie. Ta powieść jest ponadczasowa.

Ocena: 7/10.

Wesołych Świąt! :)

niedziela, 22 czerwca 2014

Recenzja "Lokatorki Wildfell Hall".


Tytuł: Lokatorka Wildfell Hall
Tytuł oryginału: The Tenant of Wildfell Hall
Seria: -
Autor: Anne Brontë
Tłumaczenie: Magdalena Hume
Wydawnictwo: MG
Liczba stron: 528
Data wydania: 22 marca 2012










"Czasem spoglądając komuś głęboko w oczy można poznać jego duszę na wskroś i dowiedzieć się o nim więcej w ciągu godziny niż o innych w ciągu całego życia"


Anne - najmłodsza z trzech słynnych sióstr Brontë. Urodzona w 1820 roku legenda literatury angielskiej.  Od najmłodszych lat wraz z siostrami - Charlotte i Emily - pisała wiersze i opowiadania. Napisała dwie powieści - zawierającą elementy autobiograficzne Agnes Grey oraz nawiązującą do życia jej brata, Branwella, Lokatorkę Wildfell Hall. Zmarła w 1849 roku, mając zaledwie dwadzieścia dziewięć lat.

"- To szaleństwo mnie zabije!
- Nie uwolnisz się od niego [...] - to rzeczywistość"


Przybycie do starego, opuszczonego dworu Wildfell Hall tajemniczej damy, Helen Graham, wzbudza u okolicznych mieszkańców tysiące plotek. Jej nieprzystępność, surowość kontrastuje z lubiącymi zabawę jej nowymi znajomymi. Jedynym, który nie zważa na tajemniczą przeszłość wdowy, jest Gilbert Markham - zafascynowany nowoprzybyłą młodzieniec, który za wszelką cenę chce się do niej zbliżyć. W końcu Helen pokazuje mu fragmenty swojego dziennika, tym samym ukazując całe swoje poprzednie życie, od którego próbowała się uwolnić. Gilbert ma okazję przeżyć jej smutną historię, historię, która zniszczyła jej życie i życie jej synka.

"Zresztą, śmiech i łzy to dla mnie jedno i to samo: często płaczę ze szczęścia i uśmiecham się, gdy ogarnia mnie przygnębienie"


Czasem smutna, czasem poruszająca, ale nad wyraz prawdziwa opowieść o kobiecie uwięzionej w szponach własnego męża. O szarej rzeczywistości, złej naturze człowieka i niebezpiecznej miłości. O odrzuceniu, szukaniu ratunku, poddawaniu się i walczeniu dla tych, których kochamy nad życie. Napisana pięknym językiem opowieść o zaufaniu, wierze i nadziei. Ponadczasowa.

Lubię powieści sióstr Brontë, bo są piękne, pełne nadziei, życia i radości. Ich książki poruszają, przypominają o ważnych rzeczach. Lubię ten niespotykany dziś styl, bohaterów, którzy narodzili się już dawno, a odradzają się wraz z każdym pokoleniem, które poznaje ich historię. 

Moja przygoda z Lokatorką... ciągnęła się. Mijały dni, a ja nie zdobywałam się na przeczytanie choć jednej strony. Była to książka, którą ciężko mi się czytało, trudno mi się było skupić na tym, co w danej chwili przeżywali bohaterowie. Ta powieść nie wciąga - nie ma tam licznych zwrotów akcji czy chwil napięcia. Lokatorka Wildfell Hall nie należy do książek łatwych, które zaczyna się i kończy po zaledwie godzinie. Ale spodobała mi się i polecam ją. Jest w niej coś, co zawsze żyje w dobrych książkach.

Ocena: 6/10.

sobota, 12 kwietnia 2014

Recenzja "Małych kobietek".


Tytuł: Małe kobietki
Tytuł oryginału: Little women
Seria: -
Autor: Louisa May Alcott
Tłumaczenie: Anna Bańkowska
Wydawnictwo: MG
Liczba stron: 304
Data wydania: 17 października 2012











"[...] miłość odpędza strach, a wdzięczność przezwycięża dumę"

Małe kobietki to klasyka literatury dziecięcej. Książka znana każdemu młodemu czytelnikowi, książka, która uczy i zachwyca. Jej autorka, Louisa May Alcott, stworzyła powieść na podstawie własnych doświadczeń. Wychowała się w Ameryce, w czasie wojny domowej pielęgnowała chorych i rannych. Małe kobietki przyniosły jej ogromną sławę. Powieść doczekała się wielu ekranizacji.


Lata sześćdziesiąte XIX wieku. W domostwie Orchard House żyją cztery dziewczyny: spokojna, wychowana Meg, żywiołowa, śmiała Jo, wrażliwa, zamknięta w sobie pianistka Beth i nieco zarozumiała Amy. Dorastają pod opieką matki, Marmee, starającej się zastąpić im ojca, który wyruszył na wojnę secesyjną. Rodzina Marchów nie ma pieniędzy, nie żyje w dostatku i luksusie. Siostry nie stać na wygodne życie, jakie pamiętają. Często muszą rezygnować z przyjemności, by ulżyć zapracowanej matce lub pomóc tym, którzy nie mają nic. Dorastając, uświadamiają sobie, że w życiu nie liczą się pieniądze, nie liczą się ozdoby i wygody, a rodzina. Rodzina i miłość, jedność i przebaczenie, bo nieważne co się stanie, one zawsze będą mogły na siebie polegać. 

"[...] sprawcie, by każdy dzień był zarazem użyteczny i przyjemny i udowodnijcie, że rozumiecie wartość czasu poprzez dobre wykorzystanie go. A wtedy młodość będzie cudowna, starość przyniesie niewiele żalu, a życie mimo biedy okaże się pięknym sukcesem"

Nigdy nie sądziłam, że wracając do historii poznanych w dzieciństwie nauczę się czegoś nowego. Gdy byłam dzieckiem poznałam Meg, Jo, Beth i Amy. Wtedy Małe kobietki były powieścią opowiadająca o potędze szczęścia, dawała mi lekcję, jak to szczęście z codzienności w sobie znaleźć. Dzisiaj dostrzegłam w niej tę potrzebę miłości, niby naiwność, którą człowiek musi w sobie mieć, bo inaczej żyje tylko śmiercią. Naiwność, która daje nadzieję i wiarę, pozwala przebaczać i kochać.

Bohaterki lektury wzbudzają sympatię. Każdy czytelnik znajdzie choć w jednej z nich czterech swą dusze, swoje życie i swoje wspomnienia. Jedni pokochają Meg, inni Jo, Beth czy Amy. Ja sama utożsamiłam się z nimi, w każdej z nich dostrzegłam choćby maleńką cząstkę własnej osobowości.

Małe kobietki to lekka, niewymagająca lektura przy której można się odprężyć, pośmiać i wzruszyć zarazem. Książka jest idealna dla młodszych, jak i dla dorosłych czytelników. Cieszę się, że mogłam przenieść się w świat bohaterek Małych kobietek, odkryć tę opowieść na nowo. Sięgając po tę lekturę, zapewnicie sobie kilka godzin świetnej zabawy z rodziną Marchów. Książkę mogę wam śmiało polecić - czyta się ją bardzo przyjemnie, myślę, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie.

Ocena: 7/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam literaturę amerykańską".

poniedziałek, 10 lutego 2014

Recenzja "Wichrowych wzgórz".


Tytuł: Wichrowe wzgórza
Tytuł oryginału: Wuthering Heights
Seria: -
Autor: Emily Brontë
Tłumaczenie: Piotr Grzesik
Wydawnictwo: MG
Liczba stron: 448
Data wydania: 5 lutego 2014











"Ja nie złamałem ci serca, to ty je sobie złamałaś, a czyniąc to, złamałaś i moje"

Kim jest Emily Brontë? To niezwykła kobieta, spod której palców wypłynął najpiękniejszy romans wszechczasów, dzieło, które poruszało pokolenie za pokoleniem, którego słowa zamazywały się pod wpływem spadających łez...
Wichrowe wzgórza to jedyna powieść najmłodszej z trzech legendarnych sióstr Brontë - Emily. Jej historia jest niemal nieznana; zachowało się jednak kilka wierszy, które pisała od najmłodszych lat. Ukrywała się pod męskim pseudonimem - pisała jako Ellis Bell. Stworzyła Wichrowe wzgórza rok przed śmiercią. Zmarła w wieku trzydziestu lat.

"Bóg jest od tego, aby karać niegodziwych, my powinniśmy się uczyć przebaczać"

Pewnego dnia Earnshaw, właściciel posiadłości Wuthering Heights, przywozi ze sobą brudne, zaniedbane stworzenie - bezdomnego, cygańskiego chłopca, który błąkał się po ulicach Liverpoolu. Każe własnym dzieciom traktować go jak brata, jak równego sobie. Jednak jego syn, Hindley, obdarza przybysza szczerą nienawiścią, widzi w nim wroga odbierającego mu miłość ojca. Mała Cathy ofiaruje Heatchcliff'owi natomiast swoją przyjaźń; razem bawią się, opowiadają sobie historie, stają się jednością, między nimi rodzi się niezwykła więź, która wkrótce przerodzi się w miłość.
Pewnego razu Catherine podejmuje jednak decyzję, która może zmienić wszystko - postanawia poślubić bogatego Edgara Lintona. Nie dlatego, że go kocha. Kocha tylko Heatchcliffa. Chce jedynie sprawić, by oboje żyli w dostatku i wspaniałym bogactwie.
Wkrótce Cathy i Heatchcliff zatracają się w chorej, zakazanej miłości. A za jej skutki będzie musiało odpokutować również następne pokolenie...

"Nie mogę żyć bez mego życia! Nie mogę życ bez mojej duszy!"

Ciężko pisać o historii, którą każdy zna, o której każdy słyszał, której każdy doświadczył. Ciężko pisać o niej, wiedząc, że nie wniesie się nic nowego. Wichrowe wzgórza to książka, którą żyje literatura, o której nikt nigdy nie zapomni. Będzie wciąż wracać, jej słowa brzmieć w uszach, jakby szept niespokojnych duchów tej powieści nawiedzał, gdy tylko otoczy nas niezmącona cisza. Historia przez nią opowiedziana będzie żyła w każdym z nas. Bezgraniczna miłość będzie kiełkować w naszych sercach. A przed oczami rosła wizja wzgórz, dzięki którym wszystko się zaczęło.

Wichrowe wzgórza odsłaniają tę niebezpieczną, okrutną stronę miłości. Miłości, która zabija, wprowadza w szaleństwo, w obłęd. Sprawia, że ludzie stają się potworami, chciwie łapiący każdą okazaną im cząstkę własnego serca. Zabiera wszystko, co przedtem dała.
Historia zakazanej miłości Catherine i Heatchcliffa ostrzega i uwalnia zarazem. To poruszająca, acz wstrząsająca opowieść o potędze miłości, okrutnej zemście i poszukiwaniu szczęścia.

Bohaterowie tej powieści są barwni, trójwymiarowi, żywi. Są tak prawdziwi, niektórzy tak słabi, inni tak silni. Posiadają inne charaktery, są zupełnie innymi osobami, mają serce i duszę, błąkającą się między czarnymi słowami powieści.
Styl Emily Brontë różni się od stylu Charlotte. Nie jest tak poetycki, tak malowniczy. Jednak dzięki niemu twórczość Emily jest wyjątkowa. Jej sposób pisania jest niezwykle odważny, oryginalny. Nadaje książce specyficzny wyraz.

Wichrowe wzgórza to powieść, której się nie zapomina. Nie jest ona grzeczną powieścią o nieszczęśliwej miłości. Jest momentami przerażającą historią o zabijającym uczuciu, pełną brutalności i nienawiści, wstrząsającą. Porusza i niepokoi, przekazuje ważną prawdę o ludzkiej naturze, zazdrości o miłość innej osoby. Obowiązkowa lektura, dzięki której nasze spojrzenie na świat zmieni się. Polecam.

Ocena: 8/10.