Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4/10. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 kwietnia 2016

"Ponieważ wróciłam" (rec. 113)


Tytuł: Ponieważ wróciłam
Tytuł oryginału: -
Seria: -
Autor: Justyna Wydra
Tłumaczenie: -
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 320
Data wydania: 14 marca 2016











Justyna Wydra jest autorką artykułów dla prasy drukowanej i internetowej, pisarką, blogerką i czytelniczką. Interesuje się wyprawami na górski szlak i motoryzacją. Ponieważ wróciłam to druga książka w jej dorobku. Jej debiutem jest świetnie przyjęta powieść Esesman i Żydówka.


Magda była zwyczajną szarą myszką, aż nie zjawił się on - Kurt. Tajemniczy brat ojcobójcy, który wkrótce stał się jej najlepszym przyjacielem. Dziewczyna zyskała popularność, była powszechnie lubiana przez kolegów z klasy, którzy zazdrościli jej niesamowitej bliskości z Szymonem, możliwości słuchania jego wyznań i myśli. W końcu sama Magda coś do niego poczuła. Wiedziała, że nie da się tego zaszufladkować jako "zauroczenie". To była miłość, prawdziwa, gorąca, raniąca miłość. Miłość nieodwzajemniona.
Kiedy Magda odkrywa, że Kurt zadurzył się w innej dziewczynie, chce umrzeć. Błaga Boga, by zabrał ją z tego świata, gdyż nie ma dla kogo żyć. Nie spodziewa się, że jej prośby zostaną wysłuchane.
Na łożu śmierci Magda zaczyna żałować swych słów. Pragnie je cofnąć, powstrzymać nieuchronny koniec. Umiera. A potem wraca, z nieodłącznym towarzyszem u boku. Z aniołem.


Nie wiedziałam, czego spodziewać się po tej lekturze. I w sumie nadal do końca nie potrafię stwierdzić, o czym jest. O śmierci, miłości, drugiej szansie, szczęściu, życiu ze wszystkich sił, czy może po prostu o aniołach? Jeśli o czymkolwiek, co wymieniłam, to powinno być to ważne, powinno mnie wzruszać, zmuszać do refleksji. Ale ja po lekturze zaznałam najgorszego uczucia, które może towarzyszyć czytelnikowi - obojętności. Pustki.

Koniec książki przemknął niezauważenie, nie zostawiając we mnie praktycznie żadnych emocji, pozostawił czekającą na coś jeszcze, na coś więcej. Osobiście nie podoba mi się nawet struktura powieści - początkowo długi wstęp, potem jeszcze dłuższe rozwinięcie, gdzie możemy dokładniej poznać Magdę, Rafaela czy Benjamina, a potem zbyt szybkie zakończenie - ktoś kogoś spotyka, coś się wydarza i nagle... koniec. Bez możliwości dokładniejszego rozeznania się w sytuacji, bez dokładniejszego rozwinięcia odkrytych sekretów. Poznawanie długo ukrywanych przez Rafaela tajemnic przyjęłam spokojnie, niemal mechanicznie - autorka nie owinęła tego żadnym napięciem i nie wzbudziła ciekawości. Powtarzane przez samą narratorkę pytania co to wszystko znaczy? czy dlaczego Rafael nie wyjawi mi prawdy? jedynie mnie irytowały - denerwowało mnie nastawienie, że Magda musi wyjaśnić, czego jest ciekawa, czego nie rozumie i jakie odpowiedzi pragnie poznać, byśmy to wiedzieli. Uświadomienie sobie tego samemu nie jest przecież takie trudne...

Mimo wszystkich niedociągnięć, mogę stwierdzić, że pod tymi trzystoma stronami ukryte jest coś więcej. I nie mówię tu o miłości Magdy do kogokolwiek, kogo zdążyła pokochać. Chodzi mi o inną miłość - cierpiące poświęcenia, nieczyste uczucie. Podoba mi się wątek anioła, tego, co oznaczał, symbolizował, tego, co przekazywał, podoba mi się wątek Kurta czy nawet Benjamina. Jednakże bardzo trudno mi było przekopać do czegoś, co w ostatecznym rozrachunku wpłynęło pozytywnie na moją opinię - czasami to było, czasami znikało, a zakończenie, które trochę rozczarowało mnie swoim nierozwinięciem, całkowicie przysłoniło wszystko, co przyjemne, pozostawiło mnie obojętną. Do samej głównej bohaterki odczuwam niechęć, widzę w jej wyborach wielką niesprawiedliwość i nie wydaje mi się ona po prostu... interesująca. Jest taka, na jaką kiedyś dokładnie chciała się kreować - nudna, chłodna, niesympatyczna, mało w niej życia. Widzę zdecydowanie za dużo wad (choć nie mówię, że powinna być ich pozbawiona) i za mało zalet.

Styl autorki mi się podobał, choć nie mogę powiedzieć, że ma w sobie coś bardzo charakterystycznego i szczególnego. Książkę czyta się naprawdę bardzo szybko, myślę, że zaintrygowani historią mogliby pochłonąć ją na raz. Uważam ją za coś lekkiego, dla odprężenia. Czytelnik nie może czuć się przytłoczony smutkiem, który w pewnym momencie towarzyszy Magdzie, lecz nie zostaje na niego obojętny. To zdecydowanie plus.

Wciąż próbuję wyciągnąć z tej historii jak najwięcej dobrego, próbuję wykrzesać tyle, ile tylko mogę, zachwycić się jakimś wątkiem, przejąć losem Magdy, odczuć towarzyszące jej emocje. Nie mogę. Po prostu nie mogę. Dostrzegam tu potencjał, dostrzegam ciekawy temat aniołów i drugiej szansy, dostrzegam kilku fajnych bohaterów, lecz byłabym strasznym kłamcą, gdybym powiedziała, że Ponieważ wróciłam jest czymś więcej niż przeciętną lekturą. Ta historia nie przypadła mi do gustu, choć wiem, że wiele osób ma odmienne zdanie. Jeśli jesteście ciekawi, możecie spróbować. Ja nie zamierzam wracać do tej powieści. Czuję się po jej lekturze obdarta z emocji. Dla mnie ona była, trwała przez jedną ulotną chwilę i zniknęła. Bez przeżyć. Bez zachwytów. Bez wielkich rozczarowań.

Ocena: 4/10.

Serdecznie dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka za możliwość zrecenzowania tej powieści!

sobota, 12 października 2013

Recenzja książki "Zazdrość".


Tytuł: Zazdrość
Tytuł oryginału: Envy
Seria: Pusta trumna
Autor: Gregg Olsen
Tłumaczenie: Magdalena Białoń-Chalecka
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 328
Data wydania: 19 września 2012










"Powód to coś, co ludzie wynajdują, żeby nadać sens rzeczom, które nie mają sensu"


Zazdrość to jeden z tomów serii Pusta trumna, zbioru kilku thillerów zainspirowanych prawdziwymi morderstwami, które miały miejsce w przeciągu kilku ostatnich lat. Autorem powieści jest pięćdziesięcioczteroletni amerykański pisarz, Gregg Olsen. Pod jego nazwiskiem opublikowano już osiem książek, uznanych bestsellerów z list "The New York Timesa" i "USA Today". Sam Olsen figuruje jako jeden z najlepszych autorów amerykańskich, znany jest jako pisarz, który przemawia do czytelnika w każdym wieku. Prywatnie szczęśliwy ojciec bliźniaczek.

"- Wierzę w ciebie - powiedziała.
- Nie ma to jak subtelna presja"

Boże Narodzenie, małe miasteczko Port Gamble. Jeden z najzwyklejszych domów. Łazienka, normalna łazienka. Wanna. A w niej martwa dziewczyna.
Piętnastoletnia Katelyn Berkley znaleziona została przez własną matkę. Zimna i mokra. Nieżywa. Pływała w wannie, z szeroko otwartymi ze zdumienia oczami. W dniu, w którym wszyscy mieli się radować, świętować narodziny Chrystusa, Bóg zabrał jej duszę ze sobą, zostawiając za sobą jedynie trzy krótkie wyrazy, odmalowujące się w wyobraźni każdego: Samobójstwo? Morderstwo? Wypadek?
Bliźniaczki Hayley i Taylor, obdarzone niezwykłymi zdolnościami przyjaciółki Kate, niezadowolone z oficjalnych ustaleń policji, postanawiają same odkryć przyczynę przedwczesnej śmierci koleżanki. Nie wiedzą, że podczas śledztwa odkryją niejedną przerażającą tajemnicę, dotyczącą nie tylko młodej Berkley, lecz również ich samych...
Katelyn, za życia, była cierpiącą nastolatką, przed którą życie ustawia jedynie same przeszkody. Nie udawało jej się w szkole, w przyjaźni, w miłości... Była przygnębiona i sfrustrowana. Ale czy to wystarczyło, by popełniła samobójstwo?...

"Żaden człowiek, a przede wszystkim żaden nastolatek, nie jest normalny ani się taki nie czuje. Każdy nosi coś w rodzaju maski, która nie pozwala ludziom dostrzec tego, co - albo kto - pod nią się kryje"


Na książkę tę trafiłam zupełnie przypadkiem. Ot, przechodzę między półkami w bibliotece, a w oczy rzuca mi się intrygująca, mroczna okładka. Biorę do ręki Zazdrość, oglądam, dotykam cienkich stronic... Czuję się oczarowana. Nie wypuszczając książki z ręki, wracam z nią do domu. Siadam wygodnie, otulam się ciepłym swetrem, ocieplam białą dłoń, biorąc do ręki kubek ciepłej herbaty, zaczynam pierwsze zdanie. Zatracam się w lekturze, czytam słowo po słowie, a na twarzy maluje mi się coraz większe oburzenie.

Zazdrość to nieciekawy młodzieżowy kryminał, przeznaczony dla rozpoczynających przygodę z tym gatunkiem. Owe śledztwo, próby odkrycia prawdy przez bliźniaczki Hayley i Taylor, prowadzone jest w nieprawdopodobnie banalny sposób. Dziewczyny obdarowane są bowiem magicznymi zdolnościami - widzą najprzeróżniejsze obrazy przez dotyk. Z szukaniem mordercy ich śledztwo nie ma nic wspólnego. Bo dla nich wystarczy użyć swych nadprzyrodzonych zdolności, a wszystko stanie się jasne.

Styl pisania Olsena pozostawia wiele do życzenia. Język jest naprawdę okropny, niektóre wyrażenia, uznane zapewne przez autora za powszechne w dzisiejszych czasach, odbierały mowę. Nie rozumiem, jak można napisać tak złą stylistycznie książkę. A co z bohaterami? Każdy z nich jest bezbarwny, jednowymiarowy, prosty, niezwykle banalny. Autor wykorzystuje stare, złe schematy, buduje osobowości bohaterów wyjątkowo nieumiejętnie. Koszmar.

Książka Olsena nie jest dobra. Zakończenie jest przewidywalne, a to najgorszy minus każdego kryminału. Bohaterowie są słabo wykreowani, styl pisania - dno. Książka posiada wiele wątków, jednak żaden nie zaciekawia, nie intryguje. Zazdrość jest po prostu nieprzyjemną lekturą.
Stanowczo odradzam. Zwykła strata czasu.

Ocena: 4/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

wtorek, 8 października 2013

Recenzja książki "Anna we Krwi".


Tytuł: Anna we Krwi
Tytuł oryginału: Anna dressed in blood
Seria: Anna (tom 1)
Autor: Kendare Blake
Tłumaczenie: Grzegorz Komerski
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 320
Data wydania: 12 kwietnia 2012











"Miej nadzieję na najlepsze, przygotuj się na najgorsze"

Anna we krwi to debiut powieściowy młodziutkiej koreańskiej autorki, Kendare Blake. To książka z niesamowitą, zapierającą dech w piersiach okładką i niespotykanym tytułem. Zaciekawia, zanim dowiemy się, o czym właściwie opowiada. To powieść uznana. Historia Anny ma bowiem mnóstwo miłośników, zaintrygowanych mrocznym, mrożącym krew w żyłach klimatem lektury. W 2012 roku, nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka, książka ta ukazała się w polskim wydaniu, dając mi szansę zaznajomienia się z opowieścią o umęczonej zjawie, noszącą suknię splamioną krwią.

"Wyobraźnia ma słabą pamięć i wszystko się w niej zaciera i odpływa. Oczy zapamiętują na dłużej, znacznie dłużej"


Cas Lowood nie jest zwykłym nastoletnim chłopakiem. Wprost przeciwnie. Od kiedy jego ojciec został brutalnie zamordowany, w okrutny sposób pocięty i niemal na wpół zjedzony, wszystko się zmieniło. Tata Casa zabity został bowiem przez ducha, mrożącą krew w żyłach zjawę, którą sam miał uśmiercić. Od tej pory chłopak, wraz ze swoją matką, obdarzoną paranormalnymi zdolnościami oraz paskudnym acz pożytecznym kotem, który umie wyczuć obecność zjaw, przejmuje powinność ojca: zabija tych, którzy już są martwi.
Kiedy Cas dowiaduje się o Annie Korlov, nazywaną przez mieszkańców miasteczka Thunder Bay "Anną we Krwi", nie sądzi, że sprawa ta będzie inna od wszystkich. Chce ową zjawę wyśledzić, zrozumieć, czemu nie może zaznać spokoju i, po prostu, zabić. Nie podejrzewa, że duch ten okaże się potężniejszy od innych... Nie podejrzewa, że za maską czarnych jak noc włosów kryje się delikatna dziewczyna z historią, która może wstrząsnąć tysiącami...

"Tylko zwykli ludzie sądzą, że nie można zabić kogoś, kto nie żyje"


Fantastyka to dla mnie wszystko. Nieraz zastanawiałam się, czy ja też jestem złudzeniem. Ot, może wymysłem kogoś zupełnie innego. Może pionkiem w jakiejś wielkiej, niewyobrażalnej grze. Książki zawsze zbliżały mnie do odkrycia prawdy. Do odkrycia sensu życia, jak i własnej osoby. A fantastyka, najdziwniejsza i najbardziej niesamowita z wszystkich gatunków, otwiera umysł i oczy. Fantastyka to muśnięcie kawałka nieba.
Za każdym razem, gdy książka z gatunku fantastyki mnie rozczarowuje, cierpię. Moja dusza krzyczy, a serce krwawi.
Cierpiałam coraz bardziej, a ból stawał się coraz nieznośniejszy z każdą kolejną stroną, gdy w rękach trzymałam Annę we Krwi.

Główny bohater jest jedną z najgorszych postaci, jakich miałam "przyjemność" spotkać - irytujący, zadufany w sobie, outsider nie mający w sobie ani krzty rozumu. "Muszę być najlepszy" - mówi jego zachowanie. Jest wagarowiczem o melancholijnym spojrzeniu, do którego wzdychają niemal wszystkie dziewczyny. Osobiście takich postaci nie znoszę; są wydealizowane, a ich "wspaniałość" pozostawia po sobie jedynie niesmak. Inni bohaterowie? Równie denerwujący. Dziwaczny okularnik, popularna dziewczyna, głupi, choć niebezpieczny mięśniak - mam wrażenie, że to wszystko już było...

Jedynym pozytywem, jakim mogę dostrzec w tej książce, jest sama postać Anny, jej skłonności, uległości oraz niepowtarzalna historia. Tylko Anna Korlov, przerażająca dziewczyna wyrwana z najgorszego koszmaru, ubrana w pierwotnie białą, teraz oblepioną ciemną krwią suknię, mnie zainteresowała. Postać Anny, delikatnej jak płatek róży, z poderżniętym gardłem... tylko ona intryguje.
I... muszę przyznać, miłość pomiędzy nią a głównym bohaterem też ma w sobie coś niezwykłego, odmiennego, interesującego. Choć sama w to nie wierzę, to wątek romantyczny został w Annie we Krwi zbudowany lepiej niż w innych książkach typu paranormal romance.

Anna we Krwi, mimo że intryguje, nie jest dobrą lekturą. Może być jedynie lekką powieścią na kilka zimowych wieczorów, czytaną dla zabicia nudy. Bo nie jest to książka wymagająca. Język jest okropny, slang młodzieżowy źle wykorzystany, a sam rozwój wydarzeń... nie powala. Bohaterowie? Dno.
Do was zależy wybór, czy zdecydujecie się sięgnąć po tę lekturę.

Ocena: 4/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

środa, 14 sierpnia 2013

Recenzja książki "Pomiędzy światami".


Tytuł: Pomiędzy światami
Tytuł oryginału: Between
Seria: -
Autor: Jessica Warman
Tłumaczenie: Xenia Wiśniewska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 448
Data wydania: 15 listopada 2011











"[...] chodzi też o to, abyś wybaczyła sama sobie"


Jessica Warman to amerykańska pisarka, autorka trzech bestsellerowych powieści dla młodzieży. Ukończyła studia w zakresie kreatywnego pisania. Pomiędzy światami to jedna z jej dzieł, jedyna jej powieść, którą opublikowano w Polsce. To książka znana, która szybko podbiła serca czytelników.

"Co rano, kiedy się budzę, myślę, że znowu ją zobaczę. [...] A potem sobie przypominam. To tak, jakby każdego dnia umierała na nowo"


Elizabeth Valchar zawsze cieszyła się popularnością. Uznawana była za śliczną, idealną i wspaniałą. Miała cudownego chłopaka, mnóstwo pieniędzy i najdroższe ubrania. Słowem, wszystko, o czym mogła pomarzyć. I wszystko to utraciła w jednej chwili.
W dniu swoich osiemnastych urodzin Liz postanowiła urządzić przyjęcie na łodzi "Elizabeth", nazwanej na jej cześć. Na jacht zaprosiła szóstkę znajomych. Kiedy obudziła się w środku nocy, zbudzona przez tajemniczy dźwięk, odkryła coś szokującego. Gdy zbliżyła się do źródła denerwującego hałasu odkryła, że... leży w wodzie. Martwa.
Od tamtej chwili Liz podróżuje pomiędzy światami. Obserwuje, co dzieje się na Ziemi, gdy już jej nie ma. Śledzi dalsze losy rodziców, siostry oraz przyjaciół, którzy nie widzą jej i nie słyszą. Wyjątkiem jest Alex, chłopak, który zginął rok temu, potrącony przez samochód, chłopak, który błąka się po świecie, niewidoczny, nieżywy.
Liz musi zaufać Aleksowi, powrócić do przeszłości, jakże przykrej i bolesnej, by znaleźć odpowiedź na najważniejsze pytanie: dlaczego umarła? Kto stoi za tą straszną tragedią? Czemu wędruje pomiędzy światami?

"Kiedy hałas dobiega z miejsca dokładnie pode mną, patrzę w dół. Przemoczona. Nasiąknięta. Twarzą do dołu. Dziewczyna w wodzie to ja"


Okładka tej książki jest piękna, tajemnicza, niezwykła. Z pewnością to ona przeważyła nad tym, że podeszłam do bibliotekarki i na kilka dni Pomiędzy światami stało się moją własnością. Na samym początku mojej podróży w świat Liz spostrzegłam, że główna bohaterka to pusta, samolubna dziewczyna, którą obchodzą tylko ubrania i pieniądze - że jej charakter jest okropny. Cieszę się wraz z tymi, których dręczyła, że już jej tutaj nie ma.

Pomysł na książkę Pomiędzy światami jest bardzo interesujący i oryginalny. Liz po swojej śmierci nie pamięta nic - od pierwszych urodzin do ostatnich sekund życia - może poza drobnymi, nieistotnymi sytuacjami. Musi cofnąć się w przeszłość, powrócić do najgorszych wspomnień, by dowiedzieć się, dlaczego umarła i dlaczego wędruje pomiędzy światami. Do tej historii wplątała się zdrada, miłość, anoreksja, narkotyki i dręczenie w szkole, tworząc bardzo ciekawą opowieść. Opowieść, która byłaby niemal idealna, gdyby nie to, że była przewidywalna, nieco banalna, ubarwiona wyjątkowo płytkimi postaciami.

Głównym wątkiem w książce jest życie Liz. Co się na tym opiera: bardziej poruszające i wstrząsające chwile z matką, mniej z siostrą i przyjaciółmi, kiedy głównym tematem stają się ubrania, samochody czy pieniądze. Bohaterowie nie mają charakteru, są źle wykreowani i... po prostu irytujący. Sztuczni. Miałam dość, chciałam rzucić tą książką w ścianę, kiedy po raz kolejny główna bohaterka wspominała, że jako dziecko była "taka śliczna", albo że "te cudowne buty ją cisną". W pewnym momencie ta książka zaczęła być istną męczarnią. Dziwię się, że ją skończyłam.

Pomiędzy światami mogę polecić... Wszystkim, którzy są na tyle odważni, by po tą książkę sięgnąć. Jeżeli nie boicie się rozczarowań, czytajcie. Może wam książka się spodoba.

Ocena: 4/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

piątek, 10 maja 2013

Recenzja książki "Jutro".

Kolejna książka za mną.


Tytuł: "Jutro,
kiedy zaczęła się wojna"
Autor: John Marsden
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 272

"Niesamowite uczucie - powiedział Lee. - Świadomość, że za chwilę na zawsze odmienisz czyjeś życie".

O czym opowiada książka:

"Jutro" opowiada o wielkiej wojnie (która nazwana została przez Ellie trzecią wojną światową) i o warunkach, w których siedem przyjaciół musi żyć, by przetrwać.
Ellie i jej towarzysze wybrało się na wyprawę do Piekła. W tym czasie zaatakowano ich miasto. Gdy wrócili do rodzinnego miejsca ludzie zniknęli, a po ulicach pałętało się mnóstwo zagranicznej straży.
Od teraz oni muszą stworzyć nowe reguły, nowy świat. I pragną odzyskać najbliższych.

Kilka słów ode mnie:

Myślałam, że książka mnie powali, że bardzo mnie wciągnie, opowie coś, czego jeszcze nie znałam.
No cóż, pomyliłam się.
Fabuła była bardzo prosta, banalna, a niektóre posunięcia bohaterów po prostu głupie. Nie rozumiem, dlaczego książka tak bardzo się wszystkim podoba, gdyż ja nic w niej nie widzę.
Po kolejną część sięgnę tylko wtedy, jeśli niczego innego nie znajdę (co jest mało prawdopodobne).

Pomysł:

Pomysł był zdecydowanie najlepszy i oprócz okładki czy opisu był chyba jedyną rzeczą, która w książce mi się spodobała. Jednakże pomysł był źle wykorzystany. Autor, który umie dobrze pisać, przetworzyłby książkę w wielki bestseller.
Sama urozmaiciłabym to i owo, ale będę łaskawa i nie powiem nic więcej niż tylko to, że pomysł był genialny.

Styl pisania:

Oj, oj... Nieładnie. Cały czas widziałam słowa "wow" czy "sorry". Nie mam pojęcia, czy tłumacz nie mógł po prostu napisać "przepraszam" zamiast "sorry", czy po prostu taka była intencja Marsdena, żeby postacie posługiwały się "nowoczesnym językiem". Nie wiem i ponieważ jestem zła na "Jutro" nie chcę się dowiedzieć.
Niektóre opisy... hmm... czynności były wręcz... obrzydliwe. Przechodziły mnie ciarki, kiedy czytałam, jak zachowywały się niektóre postacie.
Och, i jak można było poświęcić aż tyle stron, aby kolejny raz Ellie rozmyślała, czy kocha jednego chłopaka, czy innego.

Postacie:

Nie polubiłam ani jednej postaci. Wszystkie były banalne i irytujące. Czasami zachowywały się żałośnie, a ich czyny były do opłakania.
I ich plany: może się uda, a może nie. No tak, przecież tego nie przemyśleliśmy i tamtego nie przemyśleliśmy... No cóż, damy radę! Trzeba wierzyć, że ktoś nas nie zastrzeli lub że nie wybuchniemy!
Według mnie wielki minus.

Okładka, tytuł, opis z tyłu (opis - KLIK):

Okładka przedstawia zwykłą dziewczynę. Nie, coś jeszcze! Chyba jeszcze jakiś tam wybuch w oddali. A mimo wszystko okładka mi się podoba.
Tytuł - "Jutro". Mhym, "kiedy zaczęła się wojna". Ciekawie! I zachęcająco.
Opis z tyłu - jak najbardziej mnie zachęcił, spodobał mi się.

Ocena: 4/10 (pomiędzy 3,5/10).

sobota, 30 marca 2013

Recenzja książki "Oksa Pollock: Ostatnia nadzieja".

Dziś skończyłam czytać "Oksę Pollock". Jak wrażenia, zapytacie?...


Tytuł: "Oksa Pollock: Ostatnia nadzieja"
Autor(ki): Anne Plichota, Cendrine Wolf
Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 640

Kilka słów ode mnie:

Szczerze mówiąc: strasznie się z tą książką męczyłam. Początek - straszny, rozwinięcie - jeszcze straszniejsze, zakończenie - tu was zaskoczę: wcale nie było takie złe. Tak więc, jak sami widzicie, mam mieszane uczucia, chociaż powiem to bez wahania: nie sięgnę po kolejne części.
Akcja zaczęła się dopiero na pięćsetnej stronie, chociaż stron jest jedynie sześćset czterdzieści! A ponieważ większość ludzi odkłada "Oksę" na półkę, powiedzmy, średnio kończąc na czterysetnej stronie nie ma możliwości poznania tej dobrej strony książki (nie ukrywając, że uśmiałam się, czytając, ile razy w mojej recenzji jest słowo "strona").

Pomysł:

Pomysł... dziewczyna, strzelająca kulami ognia, która od zawsze marzyła, by zostać wojowniczką ninja, wydaje się ciekawym pomysłem. Lecz niestety, autorki trochę przesadziły: ilość skomplikowanych imion oraz nazw ziół i leków była przytłaczająca. Na początku (bo potem już trochę lepiej wiedziałam, o co chodzi) nie odróżniałam dziwnego, niebieskiego stworka od wrażliwej, mówiącej rośliny, kiedy słyszałam, a raczej widziałam słowo "goranov".

Styl pisania:

Jedna wielka katastrofa! Widząc słowa lub wyrażenia typu "wow", "ale masz świetny look", "debilka" załamywałam ręce. Tak samo w rozdziałach: co mól książkowy może pomyśleć, kiedy widzi rozdział pod tytułem "Zając-Abakum czy Abakum-zając?"

Postacie:

Taaak, myśląc co mam napisać, kiedy widzę słowo "postacie", nasuwa mi się wyraz "irytujące".
Jedna wielka czarna dziura.
Weźmy na przykład główną bohaterkę - cukierkowa, żałująca tego, co robi, kiedy myślała całkowicie, co robi, "dziewczynka", jak napisały autorki. Oczywiście musi się jeszcze popisywać przed przyjacielem swoimi zdolnościami... I wprost nie może się oprzeć myśli, że zdenerwuje mnie jeszcze bardziej, kiedy znowu przesylabizuje jakieś słowo.
I jeszcze Tugdual - jedyna postać, którą polubiłam, musiała zakochać się w Oksie. No błagam: w jakim świecie got kocha rozhisteryzowaną, "idealną" dziewczynkę, która mówi do rodziców "tatusiu i mamusiu"?!

Okładka, tytuł, opis z tyłu:

Okładka... Tło - z przodu i z tyłu - wydaje się ciekawe, tajemnicze... Ale ta dziwnie przystrzyżona dziewczyna wszystko psuje. Gdyby nie miała tej kuli ognia, byłaby według mnie tam po prostu... zbędna.
Tytuł wydaje się zwyczajny: imię i nazwisko głównej bohaterki - no tak, jak klasycznie, tak klasycznie, nic nowego. "Ostatnia nadzieja" - to wydaje się bardziej interesujące.
Opis z tyłu - zachęcił mnie. To, że dostępny jest audiobook w interpretacji Anny Dereszowskiej, która znana jest z tego, że czytała Igrzyska Śmierci, bardzo mnie ucieszyło.Sformułowanie - "wyjątkowa seria odniosła niesłychany sukces" sprawiło, że miałam ochotę przeczytać tę książkę. Niestety się zawiodłam...

Ocena: 4/10 (pomiędzy 3,5/10).