Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stephen King. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stephen King. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 marca 2016

"Cmętarz zwieżąt" (rec. 109)


Tytuł: Cmętarz zwieżąt
Tytuł oryginału: Pet Sematary
Seria: -
Autor: Stephen King
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 424
Data wydania: 12 maja 2009











Stephen King jest zapewne postacią bardzo dobrze Wam znaną. Niekoronowany król horrorów, autor przeszło sześćdziesięciu książek, z których większość została zekranizowana. Pisarz, którego książki można zobaczyć niemal na całym świecie. Sławę przyniosły mu już pierwsze powieści - Carrie, Lśnienie czy Miasteczko Salem. Kochany i podziwiany przez tysiące czytelników.


Rodzina Creedów - głowa rodziny Louis, jego żona Rachel, dwójka dzieci - Ellie i Gage, oraz kot Church - przeprowadza się do przyjaznego miasteczka Ludlow. Miejsce wydaje się idealne - okolica jest spokojna, sąsiedzi mili, a Louis dostaje świetną ofertę pracy. Piękny obraz nowego życia psuje tylko "Cmętarz Zwieżąt", do którego prowadzi ścieżka za domem. Miejsce to, wciąż zadbane (dzięki mieszkającym w sąsiedztwie dzieciom) i intrygujące, choć bardzo stare, nosi w sobie niezwykłą, ponurą tajemnicę. Louis zostaje zmuszony do odkrycia jej, gdy na ruchliwej drodze ginie kot jego córki, Church. Jednak za to, co postanawia zrobić, będzie zmuszony wkrótce zapłacić...


Tak naprawdę nie umiem stwierdzić, dlaczego Cmętarz zwieżąt nie spodobał mi się tak bardzo, jak inne książki Kinga, którego niezwykle szanuję, podziwiam i lubię. Czegoś zabrakło. Mam wrażenie, że w pewnym sensie brakowało tu pomysłu, czegoś, co dopasowałoby się, dopełniło wizję cmentarza, na którym dzieci chowają swych małych przyjaciół, wielu przejechanych na drodze. Horrorem Cmętarza bym nie nazwała, tak naprawdę fragmentów z dreszczykiem jest tam bardzo niewiele. Dla mnie jest to bardziej powieść psychologiczna, powieść o szaleństwie, o miłości tak wielkiej, że prowadzi do strasznych, destrukcyjnych czynów. Cieszę się, że w pewnym momencie autor poprowadził akcję właśnie w tym kierunku. Coraz głębiej w obezwładniające szaleństwo, coraz głębiej, aż szalone wydaje się racjonalne. Uwielbiam takie zabiegi i myślę, że akurat ten wątek bardzo dobrze udał się Kingowi. Za to należy lubić tę książkę.

Nie mogę powiedzieć, że polubiłam bohaterów. Jedyną, do której poczułam sympatię, jest córka Louisa, Eileen. Było coś bardzo wartościowego i urokliwego w mądrościach schowanych pod płaszczem prostych, dziecięcych słów. I mimo, że nie lubię Louisa czy Rachel, myślę, że postacie skonstruowane przez Kinga są autentyczne. Mają charakter, są prawdziwe, ich myśli mogłyby być myślami żywego człowieka. Ale nadal jest w bohaterach coś, co sprawia, że nie pałam do nich sympatią.

Zauważam pewną sztuczność w tej książce. Coś, co nie jest tylko wynikiem kilku paranormalnych zdarzeń. Myślę, że tego wrażenia nie można oddać słowami w odpowiedni sposób. Trzeba to poczuć. To, kiedy dzieje się coś nierealnego, a ty czujesz niesmak, bo wiesz, że to nie jest możliwe, to tylko wymysł pisarza i - co najgorsze - że to tylko książka. Bo autor nie pozwala ci uwierzyć w to, co dzieje się na kartach powieści.

Styl Kinga, który rzeczywiście jest bardzo specyficzny i rozpoznawalny - ja należę do osób, które właśnie za to tego autora lubią. King pisze bardzo plastycznie, prawdziwie. Uwielbiam niekiedy wyrwane z kontekstu, typowe dla niego zdania pisane kursywą (tak, tak, każdy fan Kinga będzie wiedział, o co chodzi). Lubię też poruszane przez pisarza tematy. W Cmętarzu skupia się on na śmierci, szaleństwie i miłości, czyli w moim odczuciu - najlepszym połączeniu, jakie może istnieć. I, tak jak już wspominałam wcześniej, właśnie te wątki, niszczące myśli Louisa wywołały we mnie jakieś emocje. Ta książka to ponura powieść o potędze uczuć, o zatrważającym strachu przed śmiercią. Ta krew to tylko przykrywka.

Chciałabym też wspomnieć o czymś, czego tak naprawdę nie zauważyłam w żadnej recenzji. O co chodzi? O historię Zeldy. Jak dla mnie, i tak niezbyt rozbudowana (bo choć opisana i wspominana niemal przez całą książkę, to krótka), stanowiła jeden z najbardziej ciekawych i fascynujących wątków Cmętarza. Historia zawsze robiła się interesująca, gdy cień Zeldy padał na poczynania naszej rodzinki Creedów. I to właśnie ten cień miał w sobie coś strasznego - nie, nie wywołującego dreszcze, tylko strasznego, okropnego, stawiającego czytelnikowi pytania, czym jest śmierć i co potrafi uczynić z człowiekiem.

Uważam, że Cmętarz zwieżąt, gdy pominiemy te kilka niedociągnięć, jest bardzo ciekawą i wartą przeczytania powieścią. Dobrze bawiłam się przy czytaniu i myślę, że czytelnikom liczącym bardziej na coś, co zmusza do przemyśleń, niż na ociekający krwią horror, książka przypadnie do gustu. Ja polecam, może nie sam Cmętarz zwieżąt, tylko samego Kinga, bo jest bardzo utalentowanym pisarzem i niektóre jego utwory można śmiało nazwać dziełami.

Ocena: 6/10.
Wciąż waham się między 6 a 7.

wtorek, 26 sierpnia 2014

Recenzja "Misery".


Tytuł: Misery
Tytuł oryginału: Misery
Seria: -
Autor: Stephen King
Tłumaczenie: Robert P. Lipski
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 368
Data wydania: 26 marca 2009











"Bo pisarze pamiętają wszystko [...]. Zwłaszcza bolesne przeżycia. Rozbierz pisarza do naga, wskaż palcem na jego blizny, a on zaserwuje ci opowiastkę o najdrobniejszej z tych blizn. O tych większych napisze sporych rozmiarów powieść. Nie wymiga się amnezją. Dobrze jest mieć odrobinę talentu, jeżeli chcesz być pisarzem, ale tak naprawdę to tym, czego potrzebujesz, jest zdolność przypominania sobie"


Stephen King? Chyba każdy wie, o kim mowa.
Jeden z najsławniejszych pisarzy. Ikona literatury grozy. Autor ponad sześćdziesięciu powieści (dodam, że większość z nich zekranizowanych). Spod jego pióra wyszły książki, które przeszły do klasyki, m. in. Lśnienie, Miasteczko Salem, Podpalaczka. Pierwszą powieść - Carrie - napisał w 1974 roku. Kilka książek wydał pod pseudonimem Richard Bachmann.

"W książce wszystko poszłoby pewnie zgodnie z planem... ale w życiu, cholera, zawsze panował cholerny bałagan"


Paul Sheldon jest rozchwytywany na całym świecie. Swoją popularność zawdzięcza cyklowi o Misery Chastain - młodej romantyczce, której losy śledzą miliony kobiet czytujących tandetne romansidła. Sheldon ma jednak dosyć Misery i w swojej ostatniej powieści uśmierca ją. Ma nadzieję, że wreszcie będzie mógł zająć się poważniejszą literaturą.
Pewnego dnia mężczyzna ulega wypadkowi. Po prostu jechał po pijanemu i trochę za szybko. Gdy znalazła go była pielęgniarka, Annie Wilkes, leżał nieprzytomny w samochodzie, który rozbił się na kompletnym odludziu. Od razu wzięła go pod dach swojego domu.
Gdy Paul się budzi uświadamia sobie, że jest w obcym domu, stoi przed nim obca kobieta, a jego nogi są zmiażdżone. Czy nie powinien być w szpitalu? Nie, Annie na to nie pozwoli. Okazuje się, że wręcz ubóstwia ona jego dzieła poświęcone Misery Chastain. Początkowo kobieta opiekuje się pisarzem, daje mu jedzenie, przynosi tabletki przeciwbólowe...
Do chwili, gdy przynosi do domu ostatnią powieść Sheldona.

"Ten pomysł był na tyle szalony, że wydawał się całkiem sensowny"


Może zacznę od tego, że Misery to powieść dopracowana i głęboko przemyślana, w której każdy szczegół jest niemal wyszlifowany, która momentami powala na kolana lub wbija w fotel. Napisana z pomysłem, w mistrzowskim stylu, z bohaterami, którzy wydają się tak realni i żywi, z fragmentami, które naprawdę mrożą krew w żyłach. Misery to książka, od której nie da się oderwać, książka, która spełniła niemal wszystkie moje wymagania. A jej zakończenie jest bardzo dobre, nieprzewidywalne i nie do końca szczęśliwe.

Paul i Annie, duet doskonale wykreowanych ludzi z krwi i kości. Ludzi z zachwycająco nakreśloną psychiką, którzy częściej lub radziej wykazywali się psychopatycznymi pomysłami i czynami. Z tej dwójki więcej uwagi przypada Paulowi, którego często nawiedzały mroczne wizje lub sny, który powoli popadał w szaleństwo, który sam ze sobą prowadził okrutną grę. A Annie? Może King dobrze zrobił postanawiając nie odsłaniać przed czytelnikami jej umysłu.

Cała historia rozgrywa się w domu, który stał się dla Paula zarówno schronieniem, jak i więzieniem. To pod jego dachem toczy się walka Paula, pod jego dachem powoli zabija go obłęd, to pod jego dachem przychodzi mu wybierać między bezgranicznym posłuszeństwem a śmiercią. Pod jego dachem odbywa się koszmar, który wraz z każdą stroną staje się mroczniejszy.
Ta książka zyskiwała z każdym kolejnym słowem. Coraz bardziej się w niej zatracałam, większe emocje we mnie wzbudzała. A gdy się skończyła, chciałam więcej.

Podsumowując, jeśli jeszcze nie przeczytaliście tej książki, zróbcie to. To naprawdę świetnie skonstuowany horror, w którym strach zawłada. A co jeszcze lepsze, wcale nie boimy się o siebie. Boimy się o głównego bohatera.

Ocena: 9/10.

piątek, 29 listopada 2013

Recenzja książki "Wielki Marsz".


Tytuł: Wielki Marsz
Tytuł oryginału: The Long Walk
Seria: -
Autor: Stephen King (Richard Bachman)
Tłumaczenie: Paweł Korombel
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 264
Data wydania: 8 lipca 2008










"[...] nieważne, z kim spędzasz czas, na końcu jesteś sam"

Czy ktoś nie słyszał o Stephenie Kingu? Czy ktoś nie słyszał o słynnym mistrzu horrorów? Czy ktoś nie słyszał o jego sześćdziesięciu powieściach, z których ponad połowa została zekranizowana? Czy ktoś nie słyszał o Carrie, Miasteczku Salem bądź Lśnieniu? Czy ktoś nie słyszał o trzymających w napięciu, budzących grozę powieściach niekoronowanego króla horroru?
Nie. Wiem, że każdy słyszał o nich chociaż raz.
Stephen King to sześćdziesięciosześcioletni amerykański pisarz, którego książki przeszły do klasyki swojego gatunku. Każda z nich posiada w sobie niezwykłą moc, charakter i to coś, co potrafi zawładnąć duszą czytelnika - nie wypuścić, dopóki nie skończy on ostatniego zdania. Powieści Kiga są napisanymi niesamowitym stylem arcydziełami i prawdziwą gratką dla wielbicieli mrocznych, intrygujących historii.

"Każde zawody wydają się uczciwe, jeśli wszyscy zostali oszukani"

Zbliża się kolejny Wielki Marsz. Kolejnych stu chłopców zgłasza się po bogactwo i chwałę, sławę oraz uznanie. Muszą tylko pokonać wszystkich innych...
Zasady Wielkiego Marszu są proste.
Idź.
I tylko tyle. Nie możesz się zatrzymać. Nie możesz przerwać marszu. Jeśli tak się stanie, zginiesz. Jeden ze strażników, śledzących uważnie każdy twój ruch, zastrzeli cię. Zastrzeli cię, a głowa odłączy się od reszty ciała. Masz trzy upomnienia. Możesz je wykorzystać. Stanąć na kilka sekund. Ale uważaj. Po chwili może cię już nie być. Wystaczy, że zwolnisz, upadniesz, potkniesz się. Przegrasz tę przerażającą grę. "Jak mogę ją wygrać?", zapytasz. Masz iść. Czekać, aż inni się poddadzą. Masz iść. Meta będzie tam, gdzie padnie dziewięćdziesięciu dziewięciu innych, którzy idą. Ale nie zamierzają się zatrzymać.
Tu nie ma miejsca na uczucia, więzi, nawet zasady gry fair play. Jest tylko cierpienie, ból. Wszyscy patrzą, każdy obserwuje twoje ruchy, więc nie próbuj oszukiwać. Nie oszukuj, bo możesz stracić to, co ważne. Co najważniejsze.

"Oczywiście, bolało. Bolało wcześniej, w najgorszy, szarpiący sposób, kiedy już wiadomo, że zaraz cię nie będzie, a wszechświat będzie toczył się dalej, niewzruszony"

Rzadko, sięgając po książkę, mam wrażenie, że naprawdę nie wiem, co się w niej znajduje. Że to, co w niej znajdę, przejdzie moje najśmielsze oczekiwania. Że to, co w niej znajdę, mnie odmieni. Sprawi, bym inaczej spojrzała na świat, zauważyła tajemnice, skryte za osłoną zwykłej codzienności. Sprawi, bym odłożyła na bok problemy, zgasiła światło, utonęła w mroku i pozostała w ciemności, wraz z myślami i emocjami. Rzadko jaka książka mnie oszałamia, sprawia, że nie mogę jej porzucić, oderwać się od tamtego świata, wyłączając z własnego. Że po jej przeczytaniu nie mogę się poruszyć - po prostu patrzę w nicość, próbując okiełznać emocje.

Wielki Marsz to niewątpliwie niesamowita opowieść o ludzkim zimnie, bezwględności i okrucieństwie. O walce człowieka z otaczającym go światem, tak niewzruszonym nieustannym bólem. To historia o przyjaźni, samotności, więzi, którą nawiązuje się dopiero w obliczu największego zagrożenia, o człowieczeństwie, mylnym pojęciu słowa "zabawa" i śmierci, czekającej cierpliwie na każdego z nas. O tym, jak świat powoli się wali, a my nie robimy nic, by go ratować. Tak samo jak strażnicy, śledzący uważnie każde kroki uczestników Wielkiego Marszu, którzy nie zrobili nic, by pomóc umierającym chłopcom.

Wielki Marsz to książka obdarzona wyjątkowo barwnymi bohaterami. Bowiem są to postacie, z którymi dzielimy się własnymi obawami i lękami, dzielimy z nimi łzy i wszystkie uśmiechy. Gdy słabną, chcemy je podnieść, gdy giną - nie godzimy się z losem. Za wszelką cenę próbujemy uratować ukochanego bohatera, krzyczymy, próbujemy sięgnąć w głąb książki i wyrwać stamtąd ową postać. I wtedy okazuje się, że jest już za późno.

Drugie spotkanie z panem Kingiem wypadło niespodziewanie dobrze. Rzadko spotykam tak wciągające, trzymające w napięciu książki. Bo Wielki Marsz to lektura, której nie można odłożyć. Trzeba poznać tę historię do samego końca. W powieści często natkniemy się na wulgaryzmy, które dodają brutalności scenom. A sam styl Kinga jest świetny. Dzięki niemu ta książka ma charakter.
Wielki Marsz zmusza do wielu refleksji i poważnych przemyśleń. I uświadamia, że i my, czytelnicy, jesteśmy potworami, jak ludzie kibicujący uczestnikom. Lubimy patrzeć na czyiś ból. Bowiem kto, czytając tę książkę, nie stał za Garratym, Olsenem i McVriesem, ignorował ich cierpienie, bo nie mógł przestać patrzeć? Kogo ochodziły jedynie pytania: "Kto upadnie następny?", "Kto przetrwa?", "Kto zwycięży?"

Ocena: 9/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

poniedziałek, 22 lipca 2013

Recenzja książki "Carrie".


Tytuł: Carrie
Tytuł oryginału: Carrie
Seria: -
Autor: Stephen King
Tłumaczenie: Danuta Górska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 206
Data wydania (rok wydania): 2011











"Ludzie z wiekiem nie stają się lepsi, stają się tylko sprytniejsi. Kiedy jesteś starszy i mądrzejszy, to wcale nie przestajesz obrywać skrzydełek muchom, po prostu potrafisz wymyślić lepsze powody, żeby to usprawiedliwić"


"Stephen King" - to nazwisko znane chyba każdemu molowi książkowemu. Znany jako mistrz grozy, król horrorów... Jego książki podbiły serca czytelników na całym świecie. Sławę przyniosły mu już pierwsze powieści - Carrie, Lśnienie czy Miasteczko Salem. King został jednym z najwybitniejszych pisarzy naszych czasów.

"Prawdziwy żal jest tak samo rzadki jak prawdziwa miłość"

Carrie White nie jest zwyczajną siedemnastoletnią dziewczyną. Mieszka z matką - religijną fanatyczką - która nie pozwala jej chodzić na bale oraz prywatki i za każdy "grzech" zamyka ją w komórce. Dodatkowo Carrie jest obiektem nieprzyjemnych żartów, kpin i docinków. A kiedy podczas wspólnej kąpieli w szkole dostaje pierwszej miesiączki, jest jeszcze gorzej. Dziewczyna zostaje wyśmiana i skompromitowana.
Zbliża się tymczasem szkolny bal, jedyny, na który Carrie zdecydowała się pójść. Gdy tam padnie ofiarą kolejnego żartu, jej prześladowcy gorzko tego pożałują...

"[...]żal jest jak plaster na zranione uczucia"

Carrie to moje pierwsze spotkanie z legendarnym Stephenem Kingiem. Za jego twórczość zabierałam się dużo wcześniej, jednak dopiero teraz mogłam przeczytać któreś z jego dzieł. Carrie to debiut powieściowy, pierwsza powieść, cieszę się więc, że mogę zacząć mą przygodę z Kingiem od samego początku.

Carrie to książka trzymająca w napięciu, ciekawa, niepowtarzalna. Jest w niej poruszony bardzo ważny temat, który każdy z nas powinien przemyśleć. Powieść pokazuje, jak okrutni, głupi i samolubni potrafią być ludzie. Pozwala obejrzeć świat z perspektywy dziecka dręczonego przez swoich rówieśników. To istotna lekcja, a zarazem niesamowita przygoda. Książka absolutnie mną zawładnęła - wciągnęła, poruszyła i nauczyła czegoś ważnego.

Postacie podbiły moje serce. Tak prawdziwe, niebanalne i jedyne w swoim rodzaju. Mam wrażenie, że z każdym z nich choć raz się spotkałam. Sama Carrie jest bohaterką niezwykle interesującą, specyficzną, ale autentyczną. Każdy z nas spotkał się przecież z przypadkiem szkolnego pośmiewiska.

Książkę czytało się sprawnie i szybko. Carrie to świetna książka na ulewny wieczór, kiedy można rozłożyć się na kanapie, wypić kawę i zacząć czytać. To również genialna lektura dla amatorów horrorów - jest okrutna i momentami przerażająca, ale nie ma tam rzeki krwi i zniekształconych zwłok.

Komu mogę polecić tę książkę? Miłośnikom ciekawych historii, może literatury grozy? Wszystkim, którzy lubią interesujące, trzymające w napięciu powieści.

Ocena: 7/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".