Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paranormal romance. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paranormal romance. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 października 2013

Recenzja książki "Ostatnie poświęcenie".


Tytuł: Ostatnie poświęcenie
Tytuł oryginału: Last Sacrifice
Seria: Akademia Wampirów (tom 6)
Autor: Richelle Mead
Tłumaczenie: Monika Gajdzińska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 544
Data wydania: 22 lutego 2012











"- Moja córeczka - mruknął. - Zaledwie osiemnastolatka, a już została oskarżona o popełnienie morderstwa, pomagała kryminalistom i ma na koncie więcej ofiar niż większość strażników przez całe życie. - Urwał. - Nie mógłbym być bardziej dumny"


Ostatnie poświęcenie to szósty tom bestsellerowej serii - Akademii Wampirów. Serii, która urzeka swoim niezwykłym klimatem, świetną fabułą i zaskakującymi zwrotami akcji. To ostatnia z wielu oszałamiających przygód Rose. Tym samym moje ostatnie spotkanie z ciętym językiem i nieustraszonością, jaką posiada w sobie Hathaway.
Akademia Wampirów podbiła już cały świat. Powstaje film na podstawie pierwszej z sześciu części. A Richelle Mead, trzydziestosiedmioletnia amerykańska pisarka, choć już skończyła swą przygodę z Rose, kontynuuje pisanie o mrocznym świecie morojów i strzyg, w swoich Kronikach krwi mianując Sydney, alchemiczkę, główną bohaterką, tym samym dając mi szansę odkrycia kolejnej cząstki własnej duszy.

"Czym jest miłość? Kwiatami, czekoladkami i poezją? Może czymś więcej? Kończeniem za kogoś żartu, absolutną wiarą w to, że ten ktoś zawsze będzie po twojej stronie? Przekonaniem, że cokolwiek zrobisz on to zrozumie i myśli tak samo jak ty?"

Rose Hathaway, osiemnastoletnia dampirka, zabiła więcej strzyg niż niemal wszyscy doświadczeni strażnicy. Zabijała wiele razy, gdy jej ostrze przekłuwało serce kolejnej nocnej istoty. Mordowanie nic dla niej nie znaczyło; było jakby zawodem, powinnością. Minęło wiele czasu, odkąd na jej szyi pojawił się pierwszy znak molnija, obwieszczający, że strzyga padła od uderzenia jej sztyletem.
Ale nigdy nie zabiłaby Tatiany Iwaszkow. Nie była królobójczynią.
Morojka królewskiej krwi znaleziona została we własnej sypialni, z ostrzem sterczącym z piersi... Ostrzem należącym do Rose, niezrównoważonej, niesfornej Rose, która ostatnimi czasy nie zgadzała się z kilkoma postanowieniami Iwaszkowej...
Rose nie ma nic na swoją obronę. Wszystkie dowody wskazują na nią. Teraz siedzi samotnie w celi czekając na to, co się wydarzy. Ma nadzieję, że przyjaciele znajdą winnego śmierci królowej i oczyszczą ją ze wszystkich zarzutów. Bo gra toczy się o najwyższą stawkę - życie. Bowiem zdrajcy zostają straceni. A wszyscy uważają ją za jednego z nich.
Kto stoi za okrutną śmiercią królowej? Czy Rose zdoła wywinąć się śmierci? I jaki los czeka Dymitra, strażnika, który wrócił z świata zmarłych? Czy pokocha dampirkę na nowo?

"Czasem największe próby naszej siły są sytuacjami, które nie zawsze wydają się oczywistym zagrożeniem. Czasem przetrwanie jest najtrudniejszą rzeczą ze wszystkich"


Akademia Wampirów to paranormalny cykl o wampirach, porównywany z legendarnym Zmierzchem. To ponoć kultowa seria, która podbija serca fanów miłości Belli i Edwarda.
Ale ja powiem wam coś innego.
Akademia Wampirów to nie banalna historia młodzieńczych rozterek, nie prosta opowieść o fascynacji ostrymi kłami i lśniącą skórą. To zbiór sześciu powieści pisanych emocjami, głęboko zapadającymi w pamięć swą nauką i prawdą. Każdy z tomów opowiada niezwykłą historię o wierze, nadziei, przyjaźni i bezgranicznej miłości, przeplatanej bólem i strachem. Przez sześć książek, z słowa na słowo, możemy obserwować, jak Rose dojrzewa, zdaje sobie sprawę, co oznacza życie, miłość czy poświęcenie. I, choć nieświadomie, my też dojrzewamy, dojrzewamy z każdą kolejną łzą, błądzącą po policzku, czy z każdym bladym uśmiechem, igrającym na twarzy. Akademia Wampirów, choć poważniejszych czytelników odpycha tytułem, jest niesamowitą przygodą w głąb ludzkiej duszy, jedną z niewielu książek, które otwierają oczy. I serce. Tak, serce też.

Bohaterowie są barwni, ciekawi, wykreowani po mistrzowsku. Każdy z nich, ze swoim niepowtarzalnym charakterem i autentycznymi zachowaniami, mógłby być tytułową postacią zupełnie innej książki. Bowiem każdy z nich posiada odrębną opowieść, historię, którą trzyma gdzieś głęboko w sercu.
Język Mead jest ciekawy, przyjemny w odbiorze. Ostatnie poświęcenie to książka napisana z dużą swobodą, książka, która rozbawia, a zarazem zmusza do głębszego zastanowienia. Styl pisania jest naprawdę dobry.

Fabuła zaskakuje, wciąga i trzyma w napięciu. Zdumiewające zakończenie? Oczywiście, że tak. I choć wszystko mogłoby potoczyć się zupełnie inaczej, kiedy łzy kapałyby na podłogę, jestem zadowolona. Bo dzięki niemu uśmiech sam pojawia się na twarzy, wprowadzając złotą iskrę w otchłań szarej codzienności.
Czerpię jeszcze większą radość z faktu, że na drewnianej półce obok łóżka czeka inna książeczka, pełna morojów i dampirów. Cieszę się, że będę mogła śledzić dalsze losy bohaterów w Kronikach krwi, poznać prawdziwy koniec tej historii. Mam nadzieję, że będzie trwała jak najdłużej.

Ostatnie poświęcenie, tak jak cała Akademia Wampirów, to niezwykła przygoda pełna wzruszeń i okrzyków zdumienia. To trzymająca w napięciu wspaniała książka, która zaskakuje, oszałamia i wzrusza. Polecam ją każdemu.
Ja sama nie wierzę, że to już koniec z Rose. Tak po prostu. Nie wiem, jak wytrzymam bez jej bezczelności i nieprawdopodobnej odwagi, bez jej zwariowanych pomysłów i ciekawego spojrzenia na świat. Jej rola się skończyła. Może teraz pora na mnie. Bym pokazała się światu, odzyskała głos.
Dziękuję, Rose. Dziękuję za odwagę, jaką mi dałaś.

Ocena: 8/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

wtorek, 8 października 2013

Recenzja książki "Anna we Krwi".


Tytuł: Anna we Krwi
Tytuł oryginału: Anna dressed in blood
Seria: Anna (tom 1)
Autor: Kendare Blake
Tłumaczenie: Grzegorz Komerski
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 320
Data wydania: 12 kwietnia 2012











"Miej nadzieję na najlepsze, przygotuj się na najgorsze"

Anna we krwi to debiut powieściowy młodziutkiej koreańskiej autorki, Kendare Blake. To książka z niesamowitą, zapierającą dech w piersiach okładką i niespotykanym tytułem. Zaciekawia, zanim dowiemy się, o czym właściwie opowiada. To powieść uznana. Historia Anny ma bowiem mnóstwo miłośników, zaintrygowanych mrocznym, mrożącym krew w żyłach klimatem lektury. W 2012 roku, nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka, książka ta ukazała się w polskim wydaniu, dając mi szansę zaznajomienia się z opowieścią o umęczonej zjawie, noszącą suknię splamioną krwią.

"Wyobraźnia ma słabą pamięć i wszystko się w niej zaciera i odpływa. Oczy zapamiętują na dłużej, znacznie dłużej"


Cas Lowood nie jest zwykłym nastoletnim chłopakiem. Wprost przeciwnie. Od kiedy jego ojciec został brutalnie zamordowany, w okrutny sposób pocięty i niemal na wpół zjedzony, wszystko się zmieniło. Tata Casa zabity został bowiem przez ducha, mrożącą krew w żyłach zjawę, którą sam miał uśmiercić. Od tej pory chłopak, wraz ze swoją matką, obdarzoną paranormalnymi zdolnościami oraz paskudnym acz pożytecznym kotem, który umie wyczuć obecność zjaw, przejmuje powinność ojca: zabija tych, którzy już są martwi.
Kiedy Cas dowiaduje się o Annie Korlov, nazywaną przez mieszkańców miasteczka Thunder Bay "Anną we Krwi", nie sądzi, że sprawa ta będzie inna od wszystkich. Chce ową zjawę wyśledzić, zrozumieć, czemu nie może zaznać spokoju i, po prostu, zabić. Nie podejrzewa, że duch ten okaże się potężniejszy od innych... Nie podejrzewa, że za maską czarnych jak noc włosów kryje się delikatna dziewczyna z historią, która może wstrząsnąć tysiącami...

"Tylko zwykli ludzie sądzą, że nie można zabić kogoś, kto nie żyje"


Fantastyka to dla mnie wszystko. Nieraz zastanawiałam się, czy ja też jestem złudzeniem. Ot, może wymysłem kogoś zupełnie innego. Może pionkiem w jakiejś wielkiej, niewyobrażalnej grze. Książki zawsze zbliżały mnie do odkrycia prawdy. Do odkrycia sensu życia, jak i własnej osoby. A fantastyka, najdziwniejsza i najbardziej niesamowita z wszystkich gatunków, otwiera umysł i oczy. Fantastyka to muśnięcie kawałka nieba.
Za każdym razem, gdy książka z gatunku fantastyki mnie rozczarowuje, cierpię. Moja dusza krzyczy, a serce krwawi.
Cierpiałam coraz bardziej, a ból stawał się coraz nieznośniejszy z każdą kolejną stroną, gdy w rękach trzymałam Annę we Krwi.

Główny bohater jest jedną z najgorszych postaci, jakich miałam "przyjemność" spotkać - irytujący, zadufany w sobie, outsider nie mający w sobie ani krzty rozumu. "Muszę być najlepszy" - mówi jego zachowanie. Jest wagarowiczem o melancholijnym spojrzeniu, do którego wzdychają niemal wszystkie dziewczyny. Osobiście takich postaci nie znoszę; są wydealizowane, a ich "wspaniałość" pozostawia po sobie jedynie niesmak. Inni bohaterowie? Równie denerwujący. Dziwaczny okularnik, popularna dziewczyna, głupi, choć niebezpieczny mięśniak - mam wrażenie, że to wszystko już było...

Jedynym pozytywem, jakim mogę dostrzec w tej książce, jest sama postać Anny, jej skłonności, uległości oraz niepowtarzalna historia. Tylko Anna Korlov, przerażająca dziewczyna wyrwana z najgorszego koszmaru, ubrana w pierwotnie białą, teraz oblepioną ciemną krwią suknię, mnie zainteresowała. Postać Anny, delikatnej jak płatek róży, z poderżniętym gardłem... tylko ona intryguje.
I... muszę przyznać, miłość pomiędzy nią a głównym bohaterem też ma w sobie coś niezwykłego, odmiennego, interesującego. Choć sama w to nie wierzę, to wątek romantyczny został w Annie we Krwi zbudowany lepiej niż w innych książkach typu paranormal romance.

Anna we Krwi, mimo że intryguje, nie jest dobrą lekturą. Może być jedynie lekką powieścią na kilka zimowych wieczorów, czytaną dla zabicia nudy. Bo nie jest to książka wymagająca. Język jest okropny, slang młodzieżowy źle wykorzystany, a sam rozwój wydarzeń... nie powala. Bohaterowie? Dno.
Do was zależy wybór, czy zdecydujecie się sięgnąć po tę lekturę.

Ocena: 4/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

wtorek, 1 października 2013

Recenzja książki "W mocy ducha".


Tytuł: W mocy ducha
Tytuł oryginału: Spirit Bound
Seria: Akademia Wampirów (tom 5)
Autor: Richelle Mead
Tłumaczenie: Monika Gajdzińska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 488
Data wydania: (rok wydania) 2011











"- Jesteś piękna w walce [...] Niczym anioł zemsty przynoszący sprawiedliwość.
- Zabawne. - Poprawiłam uścisk na rękojeści sztyletu. - Właśnie po to przychodzę.
- Anioły upadają, Rose"


Richelle Mead swoją Akademią Wampirów oczarowała cały świat. Bo kto zaczął swą przygodę z nieustraszoną dampirzycą - Rose Hathaway - nie spocznie, póki nie skończy ostatniej części. A wtedy zostanie tylko głód, niedosyt wrażeń, ale i uśmiech, błądzący po twarzy.
W mocy ducha to piąta część Akademii Wampirów. To książka pełna niezapomnianych wrażeń, emocji oraz magii. Bo każda powieść z serii jest inna, choć pozornie taka sama. Każda skrywa inny sekret, każda przekazuje inną prawdę, ale wszystkie, po prostu wszystkie, są niezapomnianą wędrówką w całkiem inny, niezwykły świat.

"Miłość przemija"


Po rozpaczliwiej wyprawie w głąb Rosji Rose wraca do Akademii Świętego Władimira. Niebezpieczna podróż na Syberię nie przyniosła jednak zadowalających rezultatów - Dymitr, uwięziony w ciele strzygi, ciągle gdzieś tam jest. Groźny, drapieżny, dziki. Rose nie udało się go bowiem zabić.
A teraz on chce zabić ją.
Rose wie, że kiedy opuści bezpieczne mury szkoły, on ją znajdzie. Znajdzie i zabije, wykończy. Musi się przygotować na ostateczną walkę. Lecz, mimo że dokonała wyboru, nie może zapomnieć o tym, że jest szansa na ocalenie ukochanego, przywrócenie go do żywych, do dawnej postaci dampira. Bo istnieje na to sposób. Chyba.
Jedyną osobą, która może sprawić, by dawny Dymitr wrócił, jest Robert, obdarzony mocą ducha brat Wiktora Daszkowa, niebezpiecznego moroja królewskiego pochodzenia, który kiedyś torturował Lissę, zmuszając ją do korzystania ze swoich nieprawdopodobnych zdolności; przestępcy, który siedzi zamknięty w ciasnej celi, niewiadomo gdzie.
Czy Rose ocali Dymitra? Kto jej w tym pomoże? Czy dla miłości warto poświęcić wszystko?

"Nie wyobrażałam sobie świata bez nadziei"


Akademia Wampirów to kolejna seria dla młodzieży. Z wątkiem miłosnym, niby kolejna, irytująca fantastyka. Przynajmniej tak mogłoby się wydawać...
Akademia Wampirów to cykl sześciu niesamowitych powieści wnoszących ze sobą coś nowego. To nie banalna historia o wampirzych uczuciach.
W mocy ducha to książka o sile miłości i przyjaźni, o zaufaniu oraz oddaniu. Różni się na tle innych powieści, zaskakuje, trzyma w napięciu, oszołamia i wzrusza. Pochłania, porusza oraz pozwala nam zrozumieć ideę miłości, jej sens i znaczenie.

Świat stworzony przez Mead jest powalający. Mroczny, zaskakujący i tajemniczy, jedyny w swoim rodzaju. Bohaterowie - brak słów. Po prostu mistrzostwo. Niepokorna Rose jak zwykle rozbawia, ale i zmusza do poważnych refleksji, głębszego zastanowienia. Resztę postaci jednak nie można nazwać jedynie dodatkiem. Każda z nich bowiem wnosi coś nowego - swoją interesującą, odrębną historię. Każda z nich jest niepowtarzalna, nietypowa.
Barwne, ciekawe postacie i przyjemny w odbiorze język Mead, w połączeniu z niesamowitą fabułą i wartką akcją, tworzą fantastyczną, piękną opowieść i, po prostu, wspaniałą przygodę.

Chociaż cała fabuła zdumiewa, zaskakuje nagłymi zwrotami akcji, to właśnie zakończenie szokuje najbardziej. Pozostawia zagadkę i tysiące pytań, na które nie ma odpowiedzi. To właśnie ono zmienia wszystko, przekreśla wszystkie plany i marzenia. Sprawia, że serce przyspiesza, a oddech staje się zbyt szybki. Oczy rozszerzają się, a na ustach błąka się pytanie, na które nikt nie odpowie. Kolejne strony, pełne nowych tajemnic i sekretów, są torturą. A kiedy przychodzi ostatnia strona... ostatnie zdanie... Książka odłożona zostaje na półkę. Ale wszystkie emocje zostają.

Cieszę się, że mogę zapoznać się z tą serią, zanim trafi na ekrany telewizorów. Cieszę się, że mogę poznać historię Rose, nie patrząc na jej oczy, a widząc świat jej oczyma. Bo żadna ekranizacja nie może równać się z geniuszem Mead, jej błyskotliwym językiem, z wykreowanymi przez nią bohaterami i urokiem sekretu, który posiada jedynie książka.
Ta książka jest niezwykła. Serdecznie polecam. I tyle.

Ocena: 8/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

sobota, 7 września 2013

Recenzja książki "Ognista".


Tytuł: Ognista
Tytuł oryginału: Firelight
Seria: Ognista (tom 1)
Autor: Sophie Jordan
Tłumaczenie: Małgorzata Słabicka
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 312
Data wydania: 20 kwietnia 2011











"Aby utrzymać przy życiu tę część mojej istoty, muszę być blisko tego, co ją zabija"


Ognista to pierwsza część bestsellerowego cyklu dla młodzieży. Seria ta szybko podbiła serca czytelników z całego świata, urzekając niesamowitym klimatem oraz ciekawą fabułą. Zachwyca nie tylko młodych, ale i starszych, prowadząc ich w progi zupełnie innego świata.
A dzięki tym trzem książkom z cyklu - czyli Ognistej, Niewidzialnej oraz Hidden, ostatniej części, która jeszcze nie doczekała swej premiery w Polsce - zdobyła sławę dorastająca wśród wzgórz Teksasu Sophie Jordan, która już jako młoda osoba zaczęła tworzyć świat dragonów, fantazjując o niebezpiecznych smokach i pięknych księżniczkach.
Sophie Jordan, przeprowadziwszy się do Houston, koncentruje się teraz nad dalszymi losami Jacindy. Pisze, z uśmiechem na twarzy, z myślą o Ognistej, która ma pojawić się na ekranach telewizorów.

"Smutno jest zdać sobie sprawę z tego, że tym, których kochamy, będzie lepiej bez nas"


Dragony od lat walczą z myśliwymi - ludźmi, którzy polują na smoki, łapią je i zabijają, aby potem sprzedać uciętą głowę czy smoczą skórę. Ukrywają się przed wzrokiem ludzi, żyjąc we mgle, w ukryciu i ciszy. Nie mogą pozwolić na to, by ich złapano. Nie mogą pozwolić na to, by ich największy sekret ujrzał światło dzienne. Bowiem każdy dragon ma drugą twarz. Ludzką twarz, którą przybiera w ostateczności. 
Lecz kiedyś musi przyjść dzień, w którym największa tajemnica i ostatnia nadzieja dragonów będzie bliska wyjścia na jaw, a oni wszyscy będą zagrożeni... Tylko kto może ryzykować tak wiele? I w imię czego?
Kiedy urodziła się Jacinda, wszystko się zmieniło. Obdarzona bowiem została niezwykłym darem - darem ziania ognia, jakiego nie spotkano od wielu pokoleń. Jej życie zostało szczegółowo zaplanowane - od dziecka wie, z kim się zwiąże i jakie będzie jej "zadanie" - czyli wydanie na świat gromadki ognioziejów. Ona jednak buntuje się - wraz z przyjaciółką wybiera się na podniebną wyprawę. I wtedy dzieje się coś strasznego: myśliwi zauważają je. Jacinda, z myślą o ratowaniu przyjaciółki, ściąga uwagę łowców na siebie. Ukrywa się w jaskini. I właśnie tam po raz pierwszy spotyka Willa. Myśliwego, który darował jej życie.
Jacinda, po spotkaniu z myśliwymi, zmuszona jest do opuszczenia stada. Wraz z matką, która wyrzekła się swojej drugiej natury, i siostrą przeprowadza się do zupełnie innego miejsca. Zaczyna naukę w liceum, w którym... uczy się Will. Will i jego kuzyni, którzy od lat brutalnie wybijają jej gatunek.
Tymczasem dragonka Jacindy usycha. Czy prawdziwa natura dziewczyny przetrwa? Co Will wniesie do jej życia? Czy Jacinda da sobie radę w nowym otoczeniu?

"Liczyłam na to, że go zobaczę... Że on tchnie we mnie życie, przypomni mi... mnie"


Smoki to istoty, które coraz rzadziej pokazują się w literaturze. Te lśniące, niebezpieczne, potężne istoty zastąpiły za to nastolatki-wampiry, włochate wilkołaki czy nawet chodzące zwłoki. Ale dzięki pani Jordan możemy znów poczuć się jak dzieci dorastające dzięki niespełnionym marzeniom o dzielnych rycerzach i złych smokach. Możemy po raz kolejny wstąpić w niesamowity fantastyczny świat, w którym nie ma ograniczeń i nic nie jest niemożliwe.

Jacinda nie toleruje zasad, które narzuca jej wspólnota. Nie chce być tylko ognioziejką, niezwykłym okazem, którego trzeba chronić za wszelką cenę. Dziewczyna pragnie być wolna - pragnie móc latać swobodnie, szybować między drzewami, górami. I właśnie tam, podczas zabronionego lotu, spotyka myśliwych. Skrywa się w jaskini, która nie jest bezpiecznym schronieniem. Bowiem młody łowca o imieniu Will zauważa ją. I chociaż mógłby ją wydać, ochrania ją. Zostawia ją tam, nie biorąc ze sobą skóry ogniozieja.
Ognista jest opowieścią o wolności, zaufaniu oraz miłości. Ma w sobie magię. I kiedy zaczynamy śledzić losy buntowniczej dziewczyny, która marzy tylko o tym, by jej dar nigdy nie został odkryty, zaczynamy coś rozumieć. Patrząc między kolejne strony czy zdania, powoli doceniamy to, co mamy. Wolność wyboru. To, że możemy sami decydować o swoim życiu. Bo Ognista to opowieść, która uświadamia nam, że to, czego inni tak bardzo pragną, mamy w zasięgu ręki.

Książka ma jednak swoje złe strony. Bohaterowie nie budzą sympatii. Większość z nich wykreowanych zostało albo na wspaniałych, albo na zupełnie złych. Styl pisania autorki nie jest piękny czy nawet przyjemny. A świat smoków, mimo wszystko, nie jest ciekawie wykreowany. Większą część odgrywa - tak naprawdę - liceum, czyli miejsce, które zna każdy z nas.

Moja nadzieja na niezapomnianą przygodę po świecie dragonów umarła, kiedy Jacinda po raz pierwszy przekroczyła próg szkolnego budynku, a książka zmieniła się w kolejną powieść o ciężkim życiu (nie)przeciętnej nastolatki, która musi poradzić sobie w nowym miejscu, z nowymi wrogami. Zmieniła się w kolejną powieść o "niewyobrażalnej" miłości, która rodzi się między głównymi bohaterami - niczym nie wyróżniającą się nastolatką i nieosiągalnym chłopakiem.

Podsumowując, Ognista to powieść, która, choć urzeka piękną okładką i daje ważne lekcje, nie pozostawia po sobie wspomnień. Możemy odłożyć tę książkę na półkę - ot tak - i zapomnieć o niej. Możemy przeczytać powieść tę od deski do deski, poświęcając czytaniu kilka cennych godzin, i nie związać z nią miłych wspomnień, niezapomnianych emocji czy łez spływających po policzku. Możemy ją skończyć i zapomnieć, że w ogóle ją przeczytaliśmy.

Ocena: 5/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

środa, 4 września 2013

Recenzja książki "Klątwa tygrysa".


Tytuł: Klątwa tygrysa
Tytuł oryginału: Tiger's Curse
Seria: Klątwa tygrysa (tom 1)
Autor: Colleen Houck
Tłumaczenie: Martyna Tomczak
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 360
Data wydania: 5 marca 2012











"[...] nie pozwalałam sobie na to, by kogokolwiek pokochać, gdyż bałam się, że zostanie mi odebrany"


Klątwa tygrysa to książka, o której ostatnimi czasy głośno. Jest nazywana literackim fenomenem, wielkim odkryciem, niesamowitą, zapierającą dech w piersiach powieścią. Albowiem jest to książka odrzucona przez wydawców, pokochana przez setki miłośników literatury fantastycznej, jak i romansu. Podbiła ona listy bestsellerów, a producenci filmowi walczą ze sobą o prawa do sfilmowania serii.
Colleen Houck to czterdziestoczteroletnia amerykańska autorka. Serię Klątwa tygrysa postanowiła napisać po przeczytaniu sagi Zmierzch autorstwa Stephenie Meyer. Nie znalazła dla swojego cyklu odpowiedniego wydawcy, więc postanowiła opublikować pierwszą część serii za własne pieniądze. I wtedy wydarzyło się coś nie całkiem prawdopodobnego. Książka zdobyła pierwsze miejsca na listach bestsellerów i wielu wiernych czytelników, miłośników historii o Kelsey i Dhirenie.

"Klucz do szczęścia to starać się wykorzystywać to, co przyniesie los, i być za to wdzięcznym"


Kelsey Hayes była zwykłą nastolatką... Do czasu...
Zbliżają się wakacje. A Kelsey, ukończywszy liceum, pragnie znaleźć tymczasową pracę. Odpowiednią dla niej ofertę dostaje w pewnym cyrku, w którym potrzebna jest pomoc w sprzątaniu po występach, a również w sprzątaniu klatek psów oraz pewnego białego tygrysa. Dziewczyna chętnie przyjmuje propozycję pracy. Z przyjemnością pomaga nowo poznanym przyjaciołom. Sprząta, rozdaje bilety... ogląda treningi wielkiego kota... Aż pewnego razu znajduje się z Dhirenem, białym tygrysem, sam na sam. Może, po raz pierwszy, przyjrzeć się jego pięknym, magnetycznym oczom i rozkoszować się widokiem lśniącego futra. Między Kelsey a zwierzęciem powoli rodzi się niewytłumaczalna więź. Więc kiedy tajemniczy przybysz z Indii, znany jako "pan Kadam", chce zabrać Dhirena do Narodowego Parku w rodzinnym kraju, a zarazem wziąć dziewczynę z sobą, Kelsey nie wacha się długo. Wyrusza w niesamowitą podróż. Nie wie nawet, że tygrys jest w rzeczywistości zaklętym indyjskim księciem, a ona sama wybranką, która pomoże mu w złamaniu klątwy. Nie wie nawet, że musi stawić czoła wielu niebezpieczeństwom, by pomóc Dhirenowi i odkryć, czym jest prawdziwa miłość.

"O tym, co jest prawdziwe, a co nie, każdy musi zdecydować we własnym sercu"


Książka urzeka niesamowitą, tajemniczą, wręcz piękną okładką. Opis? Podobnie. Całość zachęca, interesuje i wzbudza nasze zaciekawienie. A w dodatku z wieloma pozytywnymi opiniami... książka aż się prosi, by ją przeczytać!
Lecz za anielską oprawą kryje się coś jeszcze. Banalni, irytujący bohaterowie. Słaby styl autorki. Kiepskie dialogi. Wątek miłosny, który pozostawia jedynie złe samopoczucie, niesmak i niemiłe wspomnienia. A cała książka nie wnosi nic nowego, nie daje czytelnikowi ważnych lekcji i, po prostu, nie zaciekawia. Bo może jest to powieść przyjemna, na deszczowy, chłodny wieczór, kiedy możemy zniknąć w kocu, z gorącą herbatą i książką. Ale Klątwa tygrysa nie trzyma w napięciu, nie budzi zainteresowania i nie skrywa w sobie wielkiej tajemnicy, którą to my, czytelnicy, możemy odkryć.

Kelsey zaczyna pracę w cyrku. Może być świadkiem licznych występów oraz treningów. I tam, wśród stosu kukurydzy, kolorowych strojów i pamiątek, po raz pierwszy widzi tygrysa. Tygrysa, który skrywa jeszcze jedną twarz. Za białym futrem i magnetycznymi oczami bowiem ukryta jest twarz młodego indyjskiego księcia, na którego rzucono okropną klątwę wiele lat temu. A Kelsey, wybierając się na niezapomnianą wędrówkę do Indii, ma szansę tę twarz poznać...
Pomysł jest interesujący, z pewnością bardzo oryginalny. Dzięki Klątwie tygrysa możemy poznać bliżej barwny świat Indii, poznać hinduskie legendy i niezwykłe historie, zwyczaje. I miałam nadzieję, że wątek o indyjskich bóstwach i hinduskich historiach będzie lepiej wykorzystany. Bo kiedy narodziło się uczucie między Kelsey a Dhirenem, klątwa przeszła na drugi plan. "Och, nie mogę z nim być, chociaż tak bardzo go kocham" było zdaniem, które widniało niemal na każdej stronie.

Postacie są słabo wykreowane i... po prostu irytujące. Główna bohaterka swoim beznadziejnym zachowaniem przyprawia czytelnika o zawrót głowy, a Dhiren - niezwykle przystojny, urzekający, olśniewający, niczym grecki bóg - jest postacią wyjątkowo banalną. Więc kiedy zbliżają się do siebie, nadzwyczyjanie przeciętna nastolatka i piękny indyjski książę, można spodziewać się mieszanki wybuchowej.
W negatywnym tego słowa znaczeniu.

Komu mogę polecić Klątwę tygrysa? Najodpowiedniejszym wyborem byłoby wskazanie młodych ludzi, którzy uwielbiają gatunek paranormal romance. Więc jeśli jesteście odważni i macie ochotę zapoznać się z kolejną typowo młodzieżową banalną historią - zapraszam!

Ocena: 3/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

piątek, 12 lipca 2013

Recenzja książki "Angelfall".


Tytuł: Angelfall
Tytuł oryginału: Angelfall
Seria: Opowieść Penryn o końcu świata (tom 1)
Autor: Susan Ee
Tłumaczenie: Jacek Konieczny
Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 312
Data wydania: 17 kwietnia 2013










"Kto nas ustrzeże przed stróżami?"

Angelfall to pierwsza część cyklu Opowieść Penryn o końcu świata pióra autorki Susan Ee. Angelfall to pierwsza książka tej pisarki wydana w Polsce, a więc i moje pierwsze spotkanie z jej twórczością.

"Wszystkie uczucia wpycham do sejfu i zatrzaskuję za nimi grube, trzymetrowe drzwi - na wypadek, gdyby któremuś zachciało się wydostać"

Ziemia została zaatakowana przez anioły. Istoty te, zawsze uznawane za symbol spokoju, miłości i dobra, pogrążyły świat w chaosie. Nikt nie wie, czego chcą, nikt nie wie, czego szukają... 
Siedemnastoletnia Penryn Young przetrwała atak aniołów i wraz z niepełnosprawną siostrą Paige oraz swoją matką musi się ukrywać. Żyje w Świecie Po, gdzie jedzenie jest luksusem, wygodne życie jedynie wspomnieniem, a poczucie bezpieczeństwa marzeniem. Musi przetrwać wśród niebezpieczeństwa ze strony licznych gangów i co gorsza, aniołów... 
Pewnego razu jedna z nieziemskich istot porywa małą siostrzyczkę Penryn i zmusza dziewczynę do podjęcia ważnej decyzji. Czy Penryn uda się uratować Paige? I kto stanie się jej sojusznikiem w walce o życie?

"Nigdy nie zdawałam sobie sprawy, jak wielkim zwycięstwem jest przeżycie kolejnego dnia"


Angelfall to książka, o której sporo się ostatnio słyszy. Ponoć niesamowity pomysł, ciekawe postacie... Niemal każdy ową powieścią jest zachwycony. A ja, skuszona setkami pozytywnych opinii, zabrałam się za nią.

Angelfall to z pewnością książka niepowtarzalna. Chociaż z jednej strony jest to klasyczne paranormal romance, to z drugiej nieprzewidywalna historia o buntowniczce, która za wszelką cenę próbuje uratować młodszą siostrę. Powieść może nieco banalna, ale na pewno wciągająca i pomysłowa.

Anioły to istoty, które często pojawiają się w książkach fantasy. Zazwyczaj są one przedstawione jako piękne, wspaniałe i dobre stworzenia, które gotowe są poświęcić życie, by nas ochronić. Istnieją jednak jeszcze upadłe anioły - anioły, które stały się bezwzględnymi mordercami, siejącymi wokół zniszczenie i śmierć. Sama postać Najeźdźców, w związku z tym, nie wydała mi się szczególnie ciekawa. Bardziej zainteresował mnie sam Świat Po - życie ludzi ocalałych, którzy muszą walczyć o przetrwanie. Angelfall to książka, przynajmniej dla mnie, o walce ludzi o wolność. To wspaniała opowieść o buncie i sile, którą człowiek w sobie posiada. O tym, że nie warto się poddawać i że należy bronić to, co się kocha.

Postacie były niesamowite. Autorka stworzyła niepowtarzalnych, specyficznych i wielce oryginalnych bohaterów. Matka, siostra głównej bohaterki - to postacie, które wyróżniają się od wszystkich innych i na długo pozostają w pamięci.

Styl pisania jednak... niezbyt mi się podobał. Jest to chyba największy minus niemalże wszystkich młodzieżówek. Książka napisana została w swobodny sposób, czytało się ją szybko, ale... język nie był na miarę arcydzieła.

Angelfall to książka, za którą powinni zabrać się miłośnicy fantastyki i paranormal romance.
Jestem przekonana, że ta powieść zainteresuje każdą - szczególnie młodą osobę lubiącą mroczne, anielskie opowieści.

Ocena: 7/10.
(pomiędzy 6/10)

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Recenzja książki "Istoty Ciemności".

"Istoty Ciemności" za mną.


Tytuł: "Istoty Ciemności"
Autor: Kami Garcia, Margaret Stohl
Wydawnictwo: Łyński Kamień
Liczba stron: 486

"Biec, by stanąć nieruchomo"

O czym opowiada książka:

Ethan Wate nie sądził, że Gatlin, z pozoru spokojne miasteczko, skrywa wielki sekret. Kiedy chłopak poznał Lenę Duchannes, dziewczynę obdarzoną niezwykłymi zdolnościami, wszystko się zmieniło.

Od szesnastych urodzin Leny minęło już trochę czasu. Obdarzona jednak odsuwa się od Ethana, sądząc, że jej los jest przesądzony i lada moment zmieni się w Istotę Ciemności. Chłopak chce ratować dziewczynę, ale gdy pojawia się tajemniczy John i przybywa kuzynka Leny, Ridley, syrena i zarazem Istota Ciemności, Lena ucieka od niego.

Kilka słów ode mnie:

"Istoty Ciemności" to druga część serii "Kroniki Obdarzonych" autorstwa Kami Garci i Margaret Stohl. To książka, po której spodziewałam się naprawdę wiele. Pierwsza część, "Piękne Istoty", mnie zachwyciła. Druga była trochę gorsza, choć wpływ na to miało brak Leny i hm, obecność najlepszego przyjaciela głównego bohatera, Linka.
Niektóre sprawy się poprawiły, niektóre wręcz przeciwnie. Mam mieszane uczucia.

Pomysł:

Powieść ta pełna była zagadek, tajemnic, wielu spraw nie mogłam się domyślić. To chyba największy atut tej książki. Była zaskakująca. Pomysł był niebanalny, chociaż sądziłam, że "to druga część i pewnie nic mnie nie zdziwi". Myliłam się!
Pomysł oczywiście na plus, jeszcze lepszy niż w pierwszej części!

Styl pisania:

Autorki mnie zawiodły. Po prostu mnie zawiodły. Chociaż, przyznaję, w "Pięknych Istotach" natknęłam się raz czy dwa na "kumam", to w "Istotach Ciemności" takich słówek było mnóstwo! "Kumam", "spoko", "frajer", ugh... Jestem zła na tę książkę właśnie za ten styl pisania. Nie mam pojęcia, dlaczego wszystko się zmieniło, ot tak. Według mnie druga część powinna być lepsza od pierwszej, gdzyż pani Garcia i pani Stohl wtedy miały już chyba większe doświadczenie.
Niestety. No cóż, bywa.

Postacie:

Ethan się zmienił. Lena się zmieniła. Wszyscy się zmienili. Niektórzy na lepsze, niektórzy na gorsze. Riley czy Amma o wiele bardziej mi się podobały, jednak Link, Olivia (nowa postać)... mnie denerwowali. Bohaterowie mieli różne charaktery, byli w innym wieku, tak więc niektórzy wyrażali się pięknie, niektórzy beznadziejnie. Co jest dowodem, że jednak autorki umieją ładnie pisać!

Okładka, tytuł, opis z tyłu (opis - KLIK):

Okładka jest bardzo mroczna, ale piękna.
Tytuł brzmi "Istoty Ciemności". Według mnie nazwa jest interesująca.
Opis ciekawy.

Ocena: 6/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

środa, 5 czerwca 2013

Recenzja książki "Sen".

"Sen" za mną.


Tytuł: "Sen"
Autor: Lisa McMann
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 177

"Nie wierz we wszystko, co słyszysz"

O czym opowiada książka:

Janie widzi cudze sny. Jest ich świadkiem, choć wcale tego nie chce. Próbuje z tym walczyć. Nie mówi o tym nikomu, nawet najlepszej przyjaciółce. Lecz kiedy spotyka tajemniczego Cabela, wszystko się zmienia. Dziewczyna zakochuje się w nim. A on potrafi kontrolować swoje sny. Próbuje jej pomóc.

Kilka słów ode mnie:

Książka zaciekawiła mnie oryginalnym pomysłem. Spodziewałam się, że będzie to cudowna historia, pełna niespodzianek i zwrotów akcji. Co otrzymałam? Nijakie opowiadanie bez zakończenia. Mam wrażenie, że książka dopiero się zaczęła, bo nic, tak naprawdę, się nie wydarzyło. Janie, która widzi sny innych ludzi, poznaje Cabela, który nauczył się kontrolować sny (chociaż dla mnie nie było to nic specjalnego - zwykłe świadome śnienie, a nie jakieś cuda), który skrywa mroczny sekrecik, który ona odkrywa, potem mu przebacza... Koniec książki.

Pomysł:

Pomysł to jeden z niewielu plusów książki. Zaciekawia, dzięki niemu chce się poznać tę historię, dzięki niemu jesteśmy zainteresowani książką. Sama idea według mnie jest bardzo oryginalna, pomysłowa. "O, czegoś takiego jeszcze nie czytałam!", myślałam, biorąc powieść do ręki. Zapowiadało się bardzo ciekawie! A jednak...
Pomysł jest genialny. Wykonanie dużo gorsze, niestety.

Styl pisania:

Każdy, kto uczulony jest na słówka takie jak "mega", "spiknąć", "ekstra", lepiej niech nie bierze tej książki do ręki! Bohaterowie powieści porozumiewają się okropnym językiem. Taki styl pisania mnie odstrasza i w trakcie czytania nie mogę się skupić na samej akcji. Bardzo mnie to złości, bo książka zapowiadała się świetnie, a była to tylko strata czasu.
Podsumowując całą wypowiedź, "Sen" swym językiem mnie nie zachwycił.

Postacie:

Jedyną ciekawą postacią w książce jest matka głównej bohaterki. Kończę powieść nie wiedząc nawet, jak ma na imię, ale tylko ona mnie zainteresowała. Autorka mogła rozwinąć jej historię, opowiedzieć o jej przeszłości, uczuciach, walce z alkocholem. Niestety tego nie zrobiła. Może pani McMann rozważy ten temat i wstawi choć krótki tekst o niej w następnej części (czego sprawdzać nie zamierzam). Cała reszta bohaterów nie posiada własnego charakteru, własnych przemyśleń i teorii. A Janie, Cabel czy Carrie to postacie niezwykle banalne i proste.

Okładka, tytuł, opis z tyłu (opis - KLIK):

Okładka jest mroczna, ładna, ale nie rewelacyjna. Wprowadza tajemniczy nastrój. I jeszcze ten napisik "bestseller z list The New Tork Times"!
Tytuł brzmi "Sen". "Mgła" czy "Koniec", czyli nazwy kolejnych części, o wiele bardziej mnie zaciekawiły, ale do niczego przyczepić się nie mogę.
Opis jak najbardziej interesujący.


Ocena: 3,5/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

sobota, 6 kwietnia 2013

Recenzja książki "Piękne Istoty".

Jak sądzicie, co się stało? Nową książkę się przeczytało.


Tytuł: "Piękne Istoty"
Autor(ki): Kami Garcia, Margaret Stohl
Wydawnictwo: Łyński Kamień
Liczba stron: 536

Kilka słów ode mnie:

Dawno nie czytałam tak świetnej książki!
Książkę przeczytałam ze względu na film. Zwiastun mnie zaciekawił, a ponieważ mam zasadę "najpierw czytam, potem oglądam", sięgnęłam po "Piękne Istoty". I nie żałuję! Żadna ekranizacja nie mogłaby tego przebić, więc cieszę się, że oglądając film, a nie czytając książkę, będę wszystko wiedziała.
Cóż by tu jeszcze powiedzieć... uwielbiam tę książkę!

Pomysł:

Wielki, wielki plus. Ktoś mógłby pomyśleć, że czarownice (co nie jest prawdą, bo to Obdarzeni) to mało oryginalny temat. W jak olbrzymim byłby błędzie!
Kolejny plus jest za wątek historyczny. I chyba wiem, jak Lena ma naprawdę na imię...
I mama Ethana, wraz z Marian - nigdy bym nie pomyślała, że... Nie, nie mogę spoilerować!

Styl pisania:

Zdarzały się małe wpadki. Kilka razy Ethanowi czy innym postaciom zdarzyło się powiedzieć słowo typu "spoko", co mnie denerwowało i to wpłynęło na to, że odcięłam jedną liczbę od oceny.
Jednakże styl był prosty, nie skomplikowany, przez co książkę czytało się szybko i swobodnie.

Postacie:

Kolejny wielki plus.
Rzadkością jest, bym polubiła głównego bohatera, narratora. A jednak!
I Ethan, i Lena są rewelacyjnymi postaciami... nawet dostrzegam pokrewieństwo między nami. Wszyscy (ja i oni) uwielbiamy czytać książki!
I Macon - jeden z najlepszych bohaterów, z jakimi się spotkałam! Ironiczny, dziwny... po prostu niezwykły!

Okładka, tytuł, opis z tyłu:

Okładka - mroczna, tajemnicza... piękna...
Tytuł - "Piękne Istoty" - ciekawe, ciekawe. Jednak nie widzę pokrewieństwa z książką. Może "Istota Naturalna" lub "Istoty Naturalne" byłyby lepszą decyzją.
Opis z tyłu - to zdania różnych ludzi o tej książce, żadnego opisu. A jednak zachęcające zdania...

Ocena: 8/10.