Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5/10. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 lutego 2016

"Papierowe Miasta" (rec. 106)


Tytuł: Papierowe Miasta
Tytuł oryginału: Paper Towns
Seria: -
Autor: John Green
Tłumaczenie: Renata Biniek
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 406
Data wydania: 5 czerwca 2013











Odchodzenie jest przyjemne i czyste, tylko kiedy zostawia się za sobą coś ważnego, coś, co miało dla nas znaczenie. Kiedy wyrywa się życie razem z korzeniami.

Myślę, że każdy, kto czyta literaturę młodzieżową, kiedyś natknął się na postać Johna Greena. Ten amerykański pisarz swą przygodę z pisaniem zaczął powieścią Szukając Alaski. Napisał jeszcze kilka książek, jednak to wydane w 2012 roku Gwiazd naszych wina przyniosło mu wielką poczytność. Pozycję tę zekranizowano w 2014 roku. Film na podstawie Papierowych Miast ukazał się w ubiegłym roku.

Margo zawsze kochała tajemnice. [...] Nigdy nie opuszczała mnie myśl, że być może kochała je tak bardzo, że sama stała się tajemnicą.

Poznajcie Quentina, czyli Q. Q od zawsze kocha swoją sąsiadkę, tajemniczą i fascynującą Margo Roth Spiegelman. W dzieciństwie się przyjaźnili, jednak z biegiem czasu ich relacje się osłabiły. Jednak pewnej nocy to właśnie do jego okna puka Margo w stroju nindży i wplątuje go w niezły bałagan. Q myśli, że od tej chwili będzie dane mu poznać niesamowitą dziewczynę, która, wędrując w nocy między domami znajomych i podrzucając im zdechłe ryby, pokazała mu, czym jest przygoda. Jednak następnego dnia Margo znika.
Quentin podejmuje zadanie znalezienia nieuchwytnej Margo, krocząc po niejasnych śladach, które dla niego zostawiła. Przejeżdża setki kilometrów i znajduje opuszczone budynki, by powoli poznawać dziewczynę, która może się okazać zupełnie inna, niż ją sobie wyobrażał.

Jakże łatwo można dać się zwieść, wierząc, że człowiek jest czymś więcej niż tylko człowiekiem.

Oh, panie Green. Czegoś zabrakło.
Pozornie wszystko jest na miejscu. Fajny język. Ciekawi bohaterowie. Tajemnica i wiele wartościowych treści.
Ale nie. Ja patrzę pod powierzchnię tego, co widzimy na kartach powieści i widzę zmęczoną siebie, zmęczonego pisarza, zmęczonego Quentina. Wydaje mi się, że wiele rzeczy zostało napisane na siłę, po to, by było, po to, byśmy zachwycali się wspaniałym przesłaniem i głębią, która w rzeczywistości jest tylko barwiona na głęboką. Nie zrozumcie mnie źle - przesłanie jest świetne. Jak najbardziej zgadzam się z autorem i z tym, co chciał przekazać - ludzie nie są naszymi wyobrażeniami. Są czymś nieprzewidywalnym i nigdy do końca niezbadanym, lustrem, a nie odbiciem. Jednak sposób podania tych mądrości nie przypadł mi do gustu. Margo nie obchodzi nikogo poza Q i jego przyjaciółmi - naprawdę? Zniknięcie Margo, fakt, że może już nie żyć nie powodują, że rodzice lub policja jej szukają - naprawdę? Q zachowuje się jak totalny świr i nikt nie mówi mu, by przestał zawracać sobie głowę szaloną dziewczyną - naprawdę? Ta książka jest momentami niedorzeczna. A chwile, gdy Quentin nie robi nic poza gonieniem własnego ogona i szukaniem odpowiedzi w wierszu, który, powiedzmy szczerze, jest genialny, ale w tej konkretnej powieści wnosi cały czas to samo, tylko w innej formie? To mnie męczyło. Naprawdę.

Ludzie tworzą miejsca, a miejsce tworzy ludzi.

Dobra, trochę ponarzekałam, teraz zajmę się przyjemniejszymi rzeczami. Po pierwsze - bohaterowie. Pomińmy fakt, że Q czasami nieźle mnie wkurzał. Był sympatyczny i jeśli byśmy zeskrobali z niego tę grubą warstwę miłości do Margo, mógłby się okazać bardzo ciekawą postacią. Ben strzela nieco prymitywnymi żartami, ale jako przyjaciel jest naprawdę w porządku. Radara i Lacey również polubiłam.
Za to Margo jest naprawdę interesująca. Wszystko, co mówi, to metafora, jej życie to metafora, ona sama jest metaforą. Noc, w trakcie której wraz z Q zrealizowała swój plan, to zdecydowanie moja ulubiona część powieści. Według mnie to właśnie ona nastroiła i nadała charakter tej książce. Zawsze, gdy się pojawiała (Margo, a nie jej wyobrażenie), lektura stawała się przyjemniejsza, wracał mój zapał do czytania i czytanie, mówiąc prosto, podobało mi się bardziej.

Po drugie - język. Bardzo lubię styl Johna Greena. Wszystko, co zostało nim napisane, czyta się świetnie. Autor potrafi ubrać myśli w słowa i przekazać je w naprawdę fajny sposób (możecie to zobaczyć choćby w kilku cytatach, które zamieszczam w tej recenzji). Myślę, że każdy, kto przeczytał w życiu cokolwiek, co napisał pan Green, wie, o czym mówię.

Po trzecie - zakończenie. Większości czytelników się podoba, mnie również. Niedopowiedziane, słodko-gorzkie, dla mnie może nie aż tak zaskakujące, jak dla innych, ale jednak ciekawe. 

Mówiąc krótko, dużo jest, ale czegoś nie ma. Zabrakło mi tego, co znalazłam w Gwiazd naszych wina (fabuły?). Myślę, że warto tę książkę poznać dla samych myśli, dla Margo, bo dla historii już nie bardzo. Jeśli jesteś przed lekturą jakiegokolwiek dzieła Johna Greena - polecam przeczytać historię Hazel (GWD). A jeśli jesteś fanem tego autora, to prawdopodobnie i tak przeczytasz Papierowe Miasta, nieważne, co powiem.

Waham się i waham, nie wiem czy wystawić 5, czy może jednak 6. Więc...

Ocena: 5,5/10.
Gram niezgodnie z regułami ;)

środa, 22 lipca 2015

"Cyrk nocy" (rec. 102)


Tytuł: Cyrk nocy
Tytuł oryginału: The Night Circus
Seria: -
Autor: Erin Morgenstern
Tłumaczenie: Patryk Gołębiowski
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 432
Data wydania: październik 2012











Najtrudniej odczytuje się czas. Może dlatego, że on zmienia tak wiele rzeczy.

Erin Morgenstern jest amerykańską pisarką i artystką multimedialną. Cyrk nocy jest jej debiutem. Mieszka w Massachusetts wraz z dwoma puszystymi kotami. Jej zdaniem wszystko, co robi, to "jakaś forma baśni".


Cyrk pojawia się znikąd.
Tak to się zaczyna. Nie wiadomo skąd, nie wiadomo kiedy do miasta przybywają namioty w czarno-białe paski, a w nich niesamowici akrobaci, iluzjoniści, kobieta guma, która wciska się do szklanego pudełka i znika. Możesz obejrzeć ogród z lodu i otworzyć jedną z buteleczek, w których pod postacią zapachów kryją się niezwykłe miejsca i wydarzenia.
Jednak Cyrk Nocy nie jest zwykłym cyrkiem.
To arena, miejsce długoletniej rywalizacji między dwoma magikami - Celią i Marciem - którzy od dzieciństwa byli szkoleni przez dwójkę konkurujących ze sobą nauczycieli. Wkrótce Celia i Marco dają ponieść się uczuciu. Nie wiedzą, na czym polega gra, w której biorą udział. Nie wiedzą, że wyjść z niej cało może zaledwie jeden z nich...

Jakie to kuszące zatracić się w tobie. Przestać nad sobą panować.

To książka, która nie ma początku i nie ma końca. Opowiada o czymś, co nigdy do końca się nie zaczęło i nigdy nie skończyło. To zaledwie cień historii, coś niezrozumiałego i dziwnego, to zapowiedź, zaledwie przebłyski czegoś, czym mogłaby być ta książka. Wyobrażałam ją sobie inaczej. Zupełnie inaczej. Teraz widzę ją jako coś nierealnego. Nie wiadomo gdzie, nie wiadomo jak, nie wiadomo kiedy cyrk zniknął, a z nim cała historia.

Te 432 strony nie opowiadają o niczym konkretnym. Pomysł jest niedopracowany. Wraz z kilkoma ostatnimi stronami zaczynamy się zastanawiać, czy to już koniec, bo przecież jeszcze nic się nie wydarzyło. Nie mam pojęcia, czy autorka nie miała pomysłu na zakończenie, czy po prostu je sobie odpuściła, stwierdzając, że jeśli niczego nie wyjaśni, będzie lepiej (ciekawiej, może bardziej tajemniczo). Nie. Czekałam 432 strony aż coś się wydarzy, a autorka wyjaśni, czym jest rozgrywka i jakie są jej zasady. Nie doczekałam się. Wciąż czuję niedosyt. Czuję się, jakby ktoś wyrwał z tej książki kilkaset najważniejszych stron.

Jednak jest coś, co pokochałam. Co stanowi całe piękno i wyjątkowość tej powieści. Le Cirque des Rêves. Namioty w czarno-białe paski. Żonglerzy, połykacze ognia, akrobaci skąpani w świetle białego jak śnieg ognia. Ludzkie statuy - piękne i majestatyczne postaci, którym trzeba było dokładnie się przyjrzeć, by zauważyć, jak się poruszają. Zapach karmelu i popcornu, ludzie ubrani w szkarłatne szale. Klimat cyrku, który dla obserwatorów otwierał się jedynie nocą.
Autorka poświęciła cyrkowi niemal całą fabułę, co sprawia, że książka może wydawać się nużąca. Inne wątki, takie jak miłość dwojga głównych bohaterów, stanowiły tło. Tak chyba nie miało być. Historia jest niedopracowana, lecz klimat cyrku... to coś naprawdę niezwykłego. Te kilka namiotów to coś, co sprawia, że nie żałuję czasu, który przeznaczyłam na lekturę. Jestem nimi oczarowana, tak jak wszyscy, którzy odważyli się odwiedzić Cyrk Nocy.

Wróćmy jednak do Celii i Marca. Nie da się wyczuć między nimi wielkiej chemii i jestem przekonana, że jeśli ktoś oczekiwał, że będzie to opowieść o miłości, zawiedzie się. W całej książce spotykają się oni zaledwie kilka razy. Ich wzajemna relacja opierała się na czymś zupełnie innym. Według mnie był to pomysł niezwykły i bardzo oryginalny, ale wykorzystany w nieodpowiedniej książce i w nieodpowiedni sposób. Początek ich relacji, który miał miejsce długo przed tym, jak się poznali, nie został nawet dokładnie opisany.

Podsumowując, Cyrk nocy jest przeciętną książką. Nie zachwyciło mnie to, co znalazłam w jej wnętrzu. Zakończenie było trochę denerwujące; wiele wątków pozostało niedopowiedzianych. Właśnie tak postrzegam tę powieść - jako coś niedopowiedzianego, niedokończonego. Pięć punktów mogłoby być trochę niesprawiedliwą oceną; sześć daję za ten niezwykły klimat i za styl autorki, który przypadł mi do gustu, za kilka ciekawych rozdziałów, za kilku intrygujących bohaterów.

Ocena: 6/10.

czwartek, 18 września 2014

Recenzja "W ciemności".


Tytuł: W ciemności
Tytuł oryginału: Der verlorene Blick: Leonies Geschichte; Ein Mädchen erblindet
Seria: -
Autor: Jana Frey
Tłumaczenie: Ewa Knichnicka
Wydawnictwo: Ossolineum
Liczba stron: 126
Data wydania: (rok wydania) 2004









"Chciałabym być martwa, tak jak moje oczy"


Jana Frey jest niemiecką pisarką, autorką książek dla dorosłych i dzieci. Jej powieści najczęściej poruszają trudne tematy - choroby, problemy rodzinne, wczesne macierzyństwo, uzależnienia i ucieczki z domu. Współpracuje z telewizją.



Leonia ma piętnaście lat. Leonia ma tatę, mamę i dwójkę braci. Leonia ma dwie przyjaciółki i przyjaciela, który może wkrótce stać się kimś więcej. Leonia ma piękne szmaragdowe oczy, które oczarowały Frederika. Oczy, które jako jedyna odziedziczyła po swojej mamie.
Wystarczy jedna chwila, jeden błąd, by to wszystko przestało dla niej istnieć. Leonia traci oczy w nieszczęśliwym wypadku samochodowych - gdy budzi się w szpitalu, otacza ją ciemność. Od tej pory musi zacząć radzić sobie w świecie bez światła, bez patrzenia w ciemne oczy Frederika. Musi nauczyć się żyć w niewidzialnym świecie, funkcjonować posługując się innymi zmysłami.



Przyznam, że trochę się zawiodłam. Miałam nadzieję, że ta książka mnie poruszy, sprawi, że nie będę mogła przestać płakać. Było kilka smutnych momentów, ale większość powieści to... narzekania głównej bohaterki. Rozumiem - straciła wzrok, czyli to, co stanowi nieodłączną część każdego z nas. Też bym się załamała. Ale po pewnym czasie próbowałabym walczyć o normalne życie, próbowałabym nauczyć się postrzegać świat od nowa. Leonia poddała się - chciała umrzeć, mówiła to otwarcie. Liczyłam na to, że główna bohaterka przejdzie przemianę, dzięki której stanie się silna, dzięki której będzie mogła cieszyć się z tego, co ma. Niestety spotkałam się z dziewczyną, która nie doceniała tego, co dawali jej inni. Przeciwnie - rzucała im w twarz okazaną przez nich miłością.

Drugoplanowi bohaterowie wydają mi się wyidealizowani; nie mówię oczywiście o osobach, których Leonia nie darzyła sympatią. Frederik, bracia Leonii, jej rodzice, przyjaciółka itp. Wszyscy piękni, inteligentni, kochani, troskliwi, cierpliwi... Czasem brakowało im tych ludzkich cech, tych niedoskonałości, który każdy z nas posiada i skłonności do popełniania błędów, czegoś prawdziwego.

Podsumowując - nie wiem, co inni znaleźli w tej powieści wyjątkowego. Owszem, widzę w niej kilka łapiących za serce fragmentów, ale mogę śmiało powiedzieć, że mi się nie spodobała. A szkoda, bo miałam wobec niej wielkie oczekiwania i długo czekałam na możliwość jej przeczytania. Nie będę nikomu odradzać tej książki, bo inni mogą w niej znaleźć coś, czego ja nie dostrzegłam, coś, co należy tylko do nich. Ja jednak nie zamierzam powracać do tej powieści.

Ocena: 5/10.

niedziela, 15 czerwca 2014

Recenzja "Mechanicznej księżniczki".


Tytuł: Mechaniczna księżniczka
Tytuł oryginału: The Clockwork Princess
Seria: Diabelskie maszyny (tom 3)
Autor: Cassandra Clare
Tłumaczenie: Anna Reszka
Wydawnictwo: MAG
Liczba stron: 400
Data wydania: 20 listopada 2013










"Jedne sekrety lepiej jest wyjawić, inne lepiej dźwigać samemu, żeby nikomu nie sprawiać bólu"


Cassandra Clare, a właściwie Judith A. Rumelt, dorastała w wielu krajach - Francji, Szwajcarii czy Anglii. Od szkoły średniej zaczęła mieszkać w Los Angeles, Nowym Jorku, gdzie znalazła pracę w redakcji. Krajobraz Manhattanu zainspirował ją do stworzenia swojej pierwszej powieści - Miasta kości. 

"Jest wiele gorszych rzeczy niż śmierć. Nie być kochanym albo nie być zdolnym, by pokochać kogokowiek: to jest gorsze"


Nocni Łowcy są w niebezpieczeństwie.
Mortmain pracuje nad armią mechanicznych istot, które będą mogły zabijać bez końca, z zimną krwią. Są niemal niezniszczalne. Do rozwiązania zagadki, która jest jedyną przeszkodą w osiągnięciu chorego planu jego zemsty, brakuje mu tylko jednego. Niepowtarzalnej i nieznanej światu mocy Tessy Gray.
Charlotte Branwell toczy własną wojnę. I choć jest przekonana, że wie, gdzie znajduje się kryjówka Mistrza, nie może przekonać Konsula, by postarał się o zniszczenie planów Mortmaina, póki ten się tego nie spodziewa. Wraz z przyjaciółmi walczy z czasem i stara się ochronić Nocnych Łowców.
Jednak pewnego razu dzieje się coś, czego bała się najbardziej.
Mortmainowi udaje się porwać Tessę. Zamierza wykorzystać ją do własnych celów. Jedyną nadzieją na ratunek jest Will, oddany i zakochany w niej bez pamięci, który staje przed najtrudniejszym wyborem - ratować miłość swojego życia czy cząstkę jego duszy - jego parabatai?

"Ave atque vale - Witaj i żegnaj"

Jest mi smutno, bo pokochałam tę historię, żyjących w niej bohaterów, pokochałam jej słowa i wszystkie emocje, jakie mi pokazywała. Jest mi smutno, bo rozczarowałam się na finale jednej z najpiękniejszych opowieści ostatnich lat.
Cała magia tej serii, całe jej piękno przepadło. Nagle miłość między bohaterami zdawała się być zbyt sztuczna - zbyt idealna, cukierkowa. Nieraz chciałam się śmiać, gdy postacie potwierdzały o swoich uczuciach. Wydawali mi się niedojrzali, wręcz żałośni, irytujący. Do tego szczęście płynące z serc bohaterów było namacalne, a Miłość ofiarowała każdemu z nich kogoś, z kim mógł się połączyć w idealną parę.

Bohaterowie. Nie ci, których poznałam w poprzednich częściach. Jakby stali się zupełnie innymi osobami. Tessa, w której dostrzegłam coś z banalnej, denerwującej nastolatki, Will, który stracił swoją osobowość, swój charakter, za który go pokochałam, Jem, który nie był dla mnie Jemem, za którego kiedyś śmiałam się i płakałam. Jakby, zamiast Cassandry Clare, którą podziwiałam i kochałam, pisał zupełnie ktoś inny.

Zakończenie jest tak przewidywalne, że dla mnie - całkowicie nierealne i zaskakujące. Ale, co nieoczekiwane, ma w sobie ledwo wyczuwalną namiastkę smutku, która sprawiła, że historia stała się bardziej poruszająca i pozostawiła dobre wspomnienie o Diabelskich maszynach.

Muszę przyznać, że bardzo polubiłam tę serię. I choć ostatni tom mnie zawiódł, nadal się cieszę, że mogłam poznać tę piękną historię. Ave atque vale. Nigdy nie zapomnę tej opowieści.

Ocena: 5/10.

poniedziałek, 24 lutego 2014

Recenzja "Bezdomnej".


Tytuł: Bezdomna
Tytuł oryginału: -
Seria: -
Autor: Katarzyna Michalak
Tłumaczenie: -
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 256
Data wydania: 3 czerwca 2013











"Boże, broń nas od przyjaciół. Z wrogami poradzimy sobie sami"

Bezdomna jest piętnastą powieścią czterdziestopięcioletniej polskiej pisarki - Katarzyny Michalak. Autorka, z wykształcenia lekarka weterynarii, zadebiutowała w 2008 roku książką Poczekajka. Znana jest jako jedna z najbardziej wszechstronych polskich pisarek - umie pisać obyczaje, fantastykę czy powieści erotyczne. Na papier przelewa swoje emocje, pisze sercem. Mieszka na mazowieckiej wsi z dwójką chłopców, cieszy się życiem i tworzy kolejną wstrząsającą historię.

"Pamiętaj, miłość jest ślepa, a ludzie przez nią głupieją"

Kinga nie ma nikogo. Żyje sama, w brudzie i głodzie, w śmietniku. Żyje życiem osoby pogardzanej, odrzucanej, nienawidzonej. Jest bezdomną żebrającą o jedzienie. Nikt nie pomyślałby, że zaledwie kilka lat temu miała wszystko - dom, pieniądze, męża, dziecko, dumę, dobre imię. Straciła to przez Aśkę - dawną kochankę swojego męża, która teraz, w święta Bożego Narodzenia, postanawia jej pomóc, która po tym, co jej zrobiła, postanawia wyciągnąć pomocną dłoń. Daje jej wszystko, czego tamta potrzebuje - schronienie, żywność, pieniądze, pracę. Daje szansę. Na co? Na nowe, lepsze życie? Kinga nie może pogodzić się z przeszłością, ciągle nawiedzają ją wizje dawnych dni. Codziennie przeżywa na nowo to, przez co spadła na dno. Czy będzie w stanie rozstać się z przerażającą przeszłością?
Aśka nie zna jeszcze bolesnej historii Kingi. Nie wie, co tamta przeszła. Może jednak zdobędzie jej zaufanie?


"Kobiety są jednak beznadziejnie głupie. Pamiętają pierwszy pocałunek, podczas gdy mężczyzna zapomniał już ostatni"

Pustka, obojętność, obojętność, rozdrażnienie, wstyd, obojętność, irytacja, obojętność.
Ta książka wiele wzbudza wiele emocji.
Szkoda, że tych, których nie chciałabym obudzić.
Czasem autorka próbowała wzbudzić moje zaciekawienie. Próbowała wywołać u mnie wzruszenie. Raz jej się to udawało, kiedy indziej - czułam zażenowanie, a jej próby okazały się kompromitujące.
Najgorsze jednak są starania sprawienia, by łzy zaczęły płynąć, by litery zamazywały mi się przed oczami. Autorka próbowała stworzyć historię, przy której nie będę mogła powstrzymać emocji, która wstrząśnie mną całą, wzruszy, przestraszy, zasmuci. Która za wszelką cenę ma sprawić, bym łkała.

Bohaterowie Bezdomnej istnieją tylko i wyłącznie na kartach powieści; żaden z nich nie znalazł swojego miejsca w moim sercu, nie utożsamiłam się z żadnym z nich. Postacie były bezbarwne. Nie słyszałam ich głosów, bicia ich serc, nie czułam żadnych emocji, gdy jeden z nich był krzywdzony, nie było mi ich żal. Zostali skonstruowani sztucznie, nieumiejętnie. Brak im było tego człowieczeństwa, nieprzewidywalności, prawdziwości.

Historia Kingi i jej malutkiej córeczki natomiast wydaje się prawdziwa, wstrząsająca, okrutna. To ona przekonała mnie, że nie warto odłożyć tej książki na półkę, że muszę ją poznać, poczuć strach towarzyszący Kindze. To ona sprawiła, że drgnęłam, że coś w sobie odkryłam, że spojrzałam na niektórych ludzi inaczej. Wciągnęła mnie, pozwoliła się w niej zatracić.

Bezdomna jest powieścią, która ukrywa w sobie interesującą, intrygującą historię, która zmusza do refleksji, porusza, ostrzega. Nie spełnia ona jednak wszystkich oczekiwań; jej bohaterowie są mdli, banalni i irytujący, a styl autorki pozostawia wiele do życzenia (nie wspominając o powtarzających się niemal bez przerwy wulgaryzmach). Książkę tę polecić mogę osobom, które lubią takie historie, którym nie przeszkadza nieco sztuczny styl pisania, dla których liczy się przekaz i tajemnica, jedyny urok tej książki, zaplątany w historię Kingi. 

Ocena: 5/10.

środa, 13 listopada 2013

Recenzja książki "Blask".


Tytuł: Blask
Tytuł oryginału: Glow
Seria: Gwiezdni Wędrowcy (tom 1)
Autor: Amy Kathleen Ryan
Tłumaczenie: Grzegorz Komerski
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 406
Data wydania: 9 stycznia 2013










"Blackbird singing in the dead of night,
Take these broken wings and learn to fly"

Blask to pierwsza część serii Gwiezdni wędrowcy. Wydana została w tym roku nakładem wydawnictwa Jaguar. Druga część, Iskra, pojawiła się na rynku wydawniczym w sierpniu. Trzecia? Fani historii Waverly i Kierana mają nadzieję, że szybko się zjawi.
Blask spełnienie najskrytszych marzeń amerykańskiej autorki - Amy Kathleen Ryan. Choć ta młoda osoba wydała już kilka powieści, to jedynie Gwiezdni wędrowcy zdobyli taki rozgłos i tylu miłośników. Aktualnie Ryan nie rezygnuje z pisania, pije kawę, ogląda kreskówki wraz z bratem i cieszy się ze swojego życia, z kochającego męża i marzeń, z których nigdy nie zrezyguje.

"Cierpienie ma swój cel"

Dawno temu w otchłań kosmiczną wysłano dwa statki - Nowy Horyzont oraz Empireum. Ich mieszkańcy mieli za zadanie powołać na świat kolejne pokolenie, które zapoczątkuje życie na Nowej Ziemi. Zrobili to, aby dać szansę przeżycia tym, którzy nigdy nie ujrzą zniszczonej ojczystej planety.
Waverly i Kieran należą do jednych z niewielu, którzy mają szansę odbyć kosmiczną wyprawę. Urodzili się na Empireum, tutaj żyją i dorastają. Znają swoje role, które odegrają w całym tym przedsięwzięciu: Kieran zostanie dowódcą, kapitanem statku, a Waverly będzie stała u jego boku jako wierna żona i matka jego dzieci. Sama nie wie, czy naprawdę chce takiego życia. Tego, że zostało zaplanowane w najdrobniejszych szczegółach. Że nie może dokonać wyboru, chociaż raz pokierować się głosem serca.
Pewnego razu mieszkańcy Empireum dostrzegają Nowy Horyzont, statek-bliźniak, który wyruszył w podróż długo przed nimi samymi. Dane im było dowiedzieć się, co spowodowało zmniejszenie odległości między statkami w nadzwyczajnie nieszczęśliwy sposób.
Nowy Horyzont dopuszcza się okrutnej zdrady. Uzbrojeni strażnicy atakują załogę statku - mordują część dorosłych i porywają młode dziewczęta oraz dziewczynki. Nikt nie zna przyczyny natarcia.
Na statku pozostają niedoświadczeni, zdesperowani chłopcy. Kieran próbuje nad nimi zapanować, jednak bezskutecznie. Dodatkowo zyskuje nowego wroga - niezrównoważonego Setha, który sam stara się zostać kolejnym przywódcą.
Jak poradzą sobie chłopcy? Co czeka Waverly i resztę dziewczyn? Co planuje z nimi zrozbić tajemnicza i powszechnie uznawana za wielebną Anne Mather?

"Przemoc nie jest rozwiązaniem. Nigdy"

Sama nie wiem, co zachęciło mnie do sięgnięcia po tę pozycję. Tytuł, ciekawa okładka, setki pozytywnych opinii? Może pod wpływem impulsu pogładziłam grzbiet Blasku, wzięłam książkę pod pachę i wróciłam z nią do domu, by choć na kilka chwil stała się moją własnością - dziełem stworzonym jedynie dla mnie. Pozwoliłam, by mną zawładnęła, zabrała kilka godzin mojego życia. Oddałam się jej, otworzyłam swoje serce, gotowa na to, by łzy płynęły, a dusza została poruszona.
Sama nie wiem, dlaczego nadal daję się rozczarowywać. Dlaczego wybieram powieści, które nie spełniają moich oczekiwań? Czemu wybieram powieści, które okazują się kompletną pomyłką? Przecież to nie trudne zadanie - przewidzieć fabułę kolejnej banalnej młodzieżówki.
Jaki urok mają w sobie wszystkie te powieści? Jakim blaskiem emanują?

Jednym z minusów powieści są bohaterowie. Jest ich po prostu o wiele za dużo. Spośród ich wszystkich wyróżnić mogłam jedynie garstkę postaci. Błąkałam się w labiryncie różnorakich imion i nazwisk. Większość bohaterów to bezmyślne, głupiutkie nastolatki - czy nie przereklamowanym jest pomysł, by zostawić je same, bez rodziców i osób, które pomogłyby? Ich "wielkie plany" były banalne, wręcz dziecinnie proste. A o dziwo, zawsze wszystkie udawało się wcielić w życie, wszystkie były dobrą decyzją, wszystkie tworzyły fabułę dążącą do nieprawdopodobnie wręcz szczęśliwego zakończenienia.

Nie rozumiem zupełnie wplecionego w fabułę wątku religijnego. Czy autorka chciała jedynie wzbogacić nim nudną książkę? Może z religią wiążą się ważne tajemnice, nieodkryte jeszcze w pierwszej części cyklu? A może tu chodzi o coś innego?... Uwielbienie? Fanatyzm?
Właśnie takie pytania pozostawiła mi książka. Pytania, głód i zażenowanie. Praktycznie nic się nie wyjaśniło, żaden element układanki nie został odnaleziony. I właśnie tym się rozczarowałam. Nieważne, że to dopiero pierwszy tom. Nieważne, że początek całej historii. Nieważne, że zaledwie wstęp do niezwykłej przygody. Pragnę emocji towarzyszących przy każdej kolejnej stronie. A ich w książce... po prostu zabrakło.

Blask to według mnie nieudana powieść napisana wyjątkowo nieumiejętnie. Jednakże szybko się ją czyta, przyjemnie, jest idealna na kilka chłodnych wieczorów. Mam nadzieję, że jeśli zdecydujecie się na sięgnięcie po tę powieść, nie będziecie wiązać z nią zbytnich nadziei. Nie wyróżnia się ona na tle innych młodzieżówek, nie oszałamia, nie trzyma w napięciu (ba! wręcz nudzi), nie oślepia swoim blaskiem. Mam wrażenie, że zapomnę o niej tak szybko jak ją przeczytałam.

Ocena: 5/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

poniedziałek, 28 października 2013

Recenzja książki "Niezgodna".


Tytuł: Niezgodna
Tytuł oryginału: Divergent
Seria: Niezgodna (tom 1)
Autor: Veronica Roth
Tłumaczenie: Daniel Zych, Maciej Nowak-Kreyer
Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 352
Data wydania: 20 marca 2012










"Ci, którzy chcą władzy i ją osiągają, żyją w ciągłym strachu, że ją stracą"

Igrzyska śmierci to trylogia, która zawojowała świat, odmieniła tysiące serc, doprowadziła wielu do łez, gniewu, ale i sprowadziła na twarze zapomniany uśmiech. A co, gdyby pojawił się jej konkurent?
Veronica Roth napisała Niezgodną mając dwadzieścia jeden lat. Nie sądziła, że jej powieść podbije cały świat, że ponad trzydziestu wydawców zakupi prawa do jej książki. Nie miała pojęcia, że zdobędzie tylu miłośników, czekających niecierpliwie na wydania kolejnych tomów, kolejnych przygód odważnej Tris.
Dzisiaj Veronica "uczy się", żyje radością, ale i pisze, pisze, czyli robi to, co jest jej pasją i co, ponoć, wychodzi jej najlepiej.

"Jestem Niezgodna. I nie można mnie kontrolować"

Dawno temu Chicago zostało podzielone na pięć odłamów, pięć światów, które konkurują ze sobą i nieustannie walczą o władzę. Altruizm, Erudycja, Nieustraszoność, Prawość, Serdeczność - to pięć frankcji kształcących zupełnie inną, konkretną cechę. Co rok, w dzień Ceremonii Wyboru, szesnastolatkowie dokonują wyboru, który odmienia całe ich życie. Dzięki testowi przynależności, któremu poddawali się zaledwie kilka dni wcześniej, mogą stwierdzić, która frankcja jest im pisana. Tu nie ma miejsca na uczucia, więzy krwi, łzy i krzyki bliskich. "Frankcja ponad krwią", brzmi prawo, wpajane wszystkim od najmłodszych lat.
Zbliża się dzień szesnastych urodzin Beatrice Prior, niczym nie wyróżniającej się dziewczyny z Altruizmu - frankcji, której cechą jest bezinteresowność. Podczas testu przynależności okazuje się, że Tris jest Niezgodną - człowiekiem, który posiada w sobie kilka cech różnych frankcji. Kobieta, która przygotowywała test fałszuje wyniki i ostrzega, że jeśli ktokolwiek dowie się o Niezgodności Prior, Beatrice może pożegnać się z życiem. Podczas Ceremonii Wyboru przepełniona strachem i rozpaczą, pod wpływem impulsu dziewczyna wybiera odłam Chicago, który wzbudza strach, ale i podziw - Nieustraszoność.
Czy zwykła dziewczyna z Altruizmu poradzi sobie w brutalnym świecie pewnych siebie nastolatków? Czy ktoś dowie się o jej Niezgodności? Kto skradnie serce Beatrice?

"Ludzki rozum może usprawiedliwić każde zło; dlatego jest takie ważne, że nie polegamy na nim"

Ostatnimi czasy na rynku wydawniczym pojawiło się wiele nowych, interesujących powieści z gatunku fantastyki. Książki młodzieżowe podbiły niemal wszystkie sklepy. Ciężko wyróżnić jedną z nich, odmienną, tą, która ma w sobie to coś, co doprowadza czytelników do łez i śmiechu, szczęścia i rozpaczy.
Niezgodna nie jest jednak taką powieścią.
Książka autorstwa Veronici Roth to połączenie kilku naprawdę dobrych powieści w chaotyczną, niespójną całość. To natłok różnorakich myśli, od kompletnie idiotycznych do naprawdę mądrych, zbiór wielu wątków i schematów. Mam wrażenie, że autorka przewertowała kilka świetnie sprzedających się książek ostatnich lat, wypatrzyła randomowe zdania i zapisała je we własnej powieści. Czy można porównać tę lekturę do Igrzysk śmierci? Owszem. Bowiem Niezgodna to jakby odbicie tejże książki, a co za tym idzie również nieoryginalna i bezwartościowa powiastka dla nastolatek.

Książka posiada naprawdę niewiele plusów. Jednym z nich są ostatnie strony, kiedy akcja przyspiesza, a fabuła staje się interesująca. Nie brakuje tam wstrząsających scen, które - mimo wcześniejszej nudy - szokują.
Wątek miłosny jednak, wbrew moim oczekiwaniom, niczym się nie wyróżnia. To oklepany, zużyty schemat: niepozorna dziewczyna, niezwykły chłopak, zakazana miłość. Niektóre sceny romantyczne irytują, inne śmieszą, kolejne... pozostawają czytelnikowi obojętne.

Beatrice to dowód jak z naiwnej, głupiutkiej dziewczynki bohaterka umie przemienić się w odważną, bezczelną młodą kobietę. Porównując pierwsze strony z ostatnimi można odnieść wrażenie, że "Tris" to dwie zupełnie inne postacie. Bohaterowie, niemal bez wyjątku, są jednowymiarowi i bezbarwni. Każdy z nich, choć są ponoć Nieustraszonymi, nie ma w sobie ani krzty samodzielności i poczucia obowiązku. Przecież istnieje granica między bezmyślnością a odwagą, prawda?

Niezgodna to niewymagająca książka, którą można przeczytać w ulewny, chłodny wieczór - język nie męczy, fabuła nie jest skomplikowana. To lekturka idealna na kilka zimowych dni, kiedy wszystkie ulice zasypuje mokry śnieg, a książka i kubek ciepłej herbaty czekają na kanapie. To powieść od której nie można wymagać za wiele.
Na tą chwilę muszę zostawić Beatrice i poczekać, aż do młodej głowy Roth napłyną własne, oryginalne pomysły. Choć nie wiem, czy kiedykolwiek przekonam się do sięgnięcia po drugą część.

Ocena: 5/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

sobota, 7 września 2013

Recenzja książki "Ognista".


Tytuł: Ognista
Tytuł oryginału: Firelight
Seria: Ognista (tom 1)
Autor: Sophie Jordan
Tłumaczenie: Małgorzata Słabicka
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 312
Data wydania: 20 kwietnia 2011











"Aby utrzymać przy życiu tę część mojej istoty, muszę być blisko tego, co ją zabija"


Ognista to pierwsza część bestsellerowego cyklu dla młodzieży. Seria ta szybko podbiła serca czytelników z całego świata, urzekając niesamowitym klimatem oraz ciekawą fabułą. Zachwyca nie tylko młodych, ale i starszych, prowadząc ich w progi zupełnie innego świata.
A dzięki tym trzem książkom z cyklu - czyli Ognistej, Niewidzialnej oraz Hidden, ostatniej części, która jeszcze nie doczekała swej premiery w Polsce - zdobyła sławę dorastająca wśród wzgórz Teksasu Sophie Jordan, która już jako młoda osoba zaczęła tworzyć świat dragonów, fantazjując o niebezpiecznych smokach i pięknych księżniczkach.
Sophie Jordan, przeprowadziwszy się do Houston, koncentruje się teraz nad dalszymi losami Jacindy. Pisze, z uśmiechem na twarzy, z myślą o Ognistej, która ma pojawić się na ekranach telewizorów.

"Smutno jest zdać sobie sprawę z tego, że tym, których kochamy, będzie lepiej bez nas"


Dragony od lat walczą z myśliwymi - ludźmi, którzy polują na smoki, łapią je i zabijają, aby potem sprzedać uciętą głowę czy smoczą skórę. Ukrywają się przed wzrokiem ludzi, żyjąc we mgle, w ukryciu i ciszy. Nie mogą pozwolić na to, by ich złapano. Nie mogą pozwolić na to, by ich największy sekret ujrzał światło dzienne. Bowiem każdy dragon ma drugą twarz. Ludzką twarz, którą przybiera w ostateczności. 
Lecz kiedyś musi przyjść dzień, w którym największa tajemnica i ostatnia nadzieja dragonów będzie bliska wyjścia na jaw, a oni wszyscy będą zagrożeni... Tylko kto może ryzykować tak wiele? I w imię czego?
Kiedy urodziła się Jacinda, wszystko się zmieniło. Obdarzona bowiem została niezwykłym darem - darem ziania ognia, jakiego nie spotkano od wielu pokoleń. Jej życie zostało szczegółowo zaplanowane - od dziecka wie, z kim się zwiąże i jakie będzie jej "zadanie" - czyli wydanie na świat gromadki ognioziejów. Ona jednak buntuje się - wraz z przyjaciółką wybiera się na podniebną wyprawę. I wtedy dzieje się coś strasznego: myśliwi zauważają je. Jacinda, z myślą o ratowaniu przyjaciółki, ściąga uwagę łowców na siebie. Ukrywa się w jaskini. I właśnie tam po raz pierwszy spotyka Willa. Myśliwego, który darował jej życie.
Jacinda, po spotkaniu z myśliwymi, zmuszona jest do opuszczenia stada. Wraz z matką, która wyrzekła się swojej drugiej natury, i siostrą przeprowadza się do zupełnie innego miejsca. Zaczyna naukę w liceum, w którym... uczy się Will. Will i jego kuzyni, którzy od lat brutalnie wybijają jej gatunek.
Tymczasem dragonka Jacindy usycha. Czy prawdziwa natura dziewczyny przetrwa? Co Will wniesie do jej życia? Czy Jacinda da sobie radę w nowym otoczeniu?

"Liczyłam na to, że go zobaczę... Że on tchnie we mnie życie, przypomni mi... mnie"


Smoki to istoty, które coraz rzadziej pokazują się w literaturze. Te lśniące, niebezpieczne, potężne istoty zastąpiły za to nastolatki-wampiry, włochate wilkołaki czy nawet chodzące zwłoki. Ale dzięki pani Jordan możemy znów poczuć się jak dzieci dorastające dzięki niespełnionym marzeniom o dzielnych rycerzach i złych smokach. Możemy po raz kolejny wstąpić w niesamowity fantastyczny świat, w którym nie ma ograniczeń i nic nie jest niemożliwe.

Jacinda nie toleruje zasad, które narzuca jej wspólnota. Nie chce być tylko ognioziejką, niezwykłym okazem, którego trzeba chronić za wszelką cenę. Dziewczyna pragnie być wolna - pragnie móc latać swobodnie, szybować między drzewami, górami. I właśnie tam, podczas zabronionego lotu, spotyka myśliwych. Skrywa się w jaskini, która nie jest bezpiecznym schronieniem. Bowiem młody łowca o imieniu Will zauważa ją. I chociaż mógłby ją wydać, ochrania ją. Zostawia ją tam, nie biorąc ze sobą skóry ogniozieja.
Ognista jest opowieścią o wolności, zaufaniu oraz miłości. Ma w sobie magię. I kiedy zaczynamy śledzić losy buntowniczej dziewczyny, która marzy tylko o tym, by jej dar nigdy nie został odkryty, zaczynamy coś rozumieć. Patrząc między kolejne strony czy zdania, powoli doceniamy to, co mamy. Wolność wyboru. To, że możemy sami decydować o swoim życiu. Bo Ognista to opowieść, która uświadamia nam, że to, czego inni tak bardzo pragną, mamy w zasięgu ręki.

Książka ma jednak swoje złe strony. Bohaterowie nie budzą sympatii. Większość z nich wykreowanych zostało albo na wspaniałych, albo na zupełnie złych. Styl pisania autorki nie jest piękny czy nawet przyjemny. A świat smoków, mimo wszystko, nie jest ciekawie wykreowany. Większą część odgrywa - tak naprawdę - liceum, czyli miejsce, które zna każdy z nas.

Moja nadzieja na niezapomnianą przygodę po świecie dragonów umarła, kiedy Jacinda po raz pierwszy przekroczyła próg szkolnego budynku, a książka zmieniła się w kolejną powieść o ciężkim życiu (nie)przeciętnej nastolatki, która musi poradzić sobie w nowym miejscu, z nowymi wrogami. Zmieniła się w kolejną powieść o "niewyobrażalnej" miłości, która rodzi się między głównymi bohaterami - niczym nie wyróżniającą się nastolatką i nieosiągalnym chłopakiem.

Podsumowując, Ognista to powieść, która, choć urzeka piękną okładką i daje ważne lekcje, nie pozostawia po sobie wspomnień. Możemy odłożyć tę książkę na półkę - ot tak - i zapomnieć o niej. Możemy przeczytać powieść tę od deski do deski, poświęcając czytaniu kilka cennych godzin, i nie związać z nią miłych wspomnień, niezapomnianych emocji czy łez spływających po policzku. Możemy ją skończyć i zapomnieć, że w ogóle ją przeczytaliśmy.

Ocena: 5/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

niedziela, 11 sierpnia 2013

Recenzja książki "Niemożliwe".


Tytuł: Niemożliwe
Tytuł oryginału: Impossible
Seria: -
Autor: Nancy Werlin
Tłumaczenie: Grażyna Smosna
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 360
Data wydania: 15 czerwca 2011










"Dziewczę od mej klątwy nie uwolni się
[...] Dopóki nie wykona zadań trzech
W pułapce mej miłości będzie trwać"

Niemożliwe to powieść napisana przez amerykańską autorkę Nancy Werlin. To jej jedyna książka, która przetłumaczona została na język polski. W tym roku, w USA, ukazała się jej kolejna powieść Unthinkable, która jest sequelem książki Niemożliwe. Nancy Werlin, jak dotąd, opublikowała dziewięć dzieł.

"Szałwia, rozmaryn, tymianek i nać"

Wiele pokoleń temu Elfi Książę rzucił na Fenellę, kobietę z rodu Scarborough, przerażającą klątwę. Wraz z narodzinami córki miała popaść w szaleństwo. Jedyne, co mogło przerwać klątwę, to wykonanie trzech niemożliwych do wypełnienia zadań. Miała stworzyć magiczną koszulę bez szwów, nie używając przy tym igły, znaleźć akr ziemi między morza brzegiem a wodami słonymi oraz zaorać to pole kozim rogiem i obsiać je jednym ziarnem. Nigdy jej się to nie udało...
Lucy Scarborough starała się być zwyczajną nastolatką. Mieszkała u przybranych rodziców - Leo i Solead. Jednak kiedy została brutalnie zgwałcona podczas balu szkolnego i zaszła w ciążę, jej życie się zmieniło. Dziewczyna odkryła, że jej matka, Miranda, tak samo jak ona, zaszła w ciążę w wieku siedemnastu lat. Dowiedziała się, że potem oszalała.
Tym sposobem Lucy odkryła, że wiele pokoleń temu na kobiety z jej rodziny rzucono klątwę. Wraz z pomocą najlepszego przyjaciela Zacha i rodziców zastępczych stara się ją złamać. Czy jej się uda? Czy Lucy pokona Elfiego Księcia i uwolni siebie oraz swoją nienarodzoną córkę od klątwy?

"[...] Jeśli nie chce w pułapce mej miłości trwać
I oddać w moje ręce każdej ze swych córek"

Niemożliwe oczarowało mnie piękną, oryginalną okładką i niezwykłym pomysłem. Miałam nadzieję, że autorka wykorzysta magię tej niezwykłej pieśni, na której inspirowana jest cała książka. I teraz wiem, że wykorzystanie staroangielskiej ballady Targ w Scarborough jest największym plusem tej powieści. Styl mnie nie urzekł, postacie były banalne, płytkie, a sama książka przewidywalna oraz prosta. Rozczarowała mnie.

Lucy Scarborough dowiedziała się z pamiętnika matki o klątwie ciążącej na jej rodzinie oraz o trzech niemożliwych do zrealizowania zadaniach. Postanowiła je wykonać. Jednak potraktowała słowa ballady dosłownie: zdecydowała się znaleźć sposób na wykonanie koszuli bez szwów i igły, próbując na manekinie różnych metod. Nie próbowała znaleźć w pieśni jakiegoś ukrytego sensu, czegoś, co mogło wyróżnić tę koszulę na tle innych, czegoś, co mogło sprawić, by była inna, niepowtarzalna, magiczna. Nie podobało mi się to - miałam nadzieję, że Lucy odkryje coś nowego, coś magicznego, coś, co może być rozwiązaniem całej zagadki - sądziłam, że to będzie coś nieprawdopodobnego. Niestety, nie było.

Wątek miłosny jest chyba głównym wątkiem w książce. Klątwa, Elfi Książę czy zadania zeszły na drugi plan, kiedy Lucy i Zach zbliżyli się do siebie. Ballada była mniej ważna od miłości rozkwitającej między głównymi bohaterami. Może powieść pokazuje, jak bezgranicznie można kochać, co można zrobić dla osoby bliskiej naszemu serce, ale... ta miłość była sztuczna, miałam wrażenie, jakby nie była prawdziwa, wplątana na siłę w historię tej książki.

Komu mogę polecić Niemożliwe? Każdemu, kto chce się z tą książką zapoznać, kogo interesuje. Innym - jeśli nie będziecie mieć nic lepszego do czytania.

Ocena: 5/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".