Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nasza Księgarnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nasza Księgarnia. Pokaż wszystkie posty

środa, 17 czerwca 2015

"Złota lilia" (rec. 100)


Tytuł: Złota lilia
Tytuł oryginału: The Golden Lily
Seria: Kroniki krwi (tom 2)
Autor: Richelle Mead
Tłumaczenie: Monika Gajdzińska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 432
Data wydania: 13 lutego 2013











Richelle Mead jest amerykańską pisarką, autorką głównie książek fantasy oraz powieści dla młodzieży. W Polsce ukazały się jej cztery serie - Georgina Kincaid, Czarna Łabędzica, Akademia Wampirów oraz Kroniki krwi. Złota lilia jest drugim tomem przygód alchemiczki Sydney Sage, którą mieliśmy możliwość poznać w Akademii Wampirów.


Sydney ma nadzieję, że w Palm Springs zapanował spokój. Jej zadaniem jest opiekowanie się Jill, morojską księżniczką i utrzymywanie miejsca jej pobytu w tajemnicy. Nie jest to jednak proste. Lia pragnie pokazać światu wyjątkową urodę Jill, a morojka chętnie zostałaby modelką, nieświadomie skazując się tym samym na śmierć. W ochronie księżniczki pomagają Eddie oraz Angeline, której również ciężko pogodzić się z życiem w cieniu. Wkrótce do grupy dołącza Dymitr, który wraz z Sonią chce wyjaśnić, dlaczego osoby, które zostały strzygami i wróciły do swej dawnej postaci, nie mogą znowu się nimi stać. Sydney wydaje się coraz więcej łączyć z Adrianem, lecz czy Brayden, który wydaje się wprost stworzony dla alchemiczki, nie zniszczy ich relacji?
Sydney jest zagubiona, bo jednocześnie coraz bardziej lubi nowych przyjaciół i wie, że złota lilia zawsze będzie jej przypominać, jaka dzieli ich przepaść. Czy Sydney zaufa swojemu sercu, czy będzie kierować się wpajanymi jej od zawsze zasadami?


Szczerze mówiąc, dobre książki młodzieżowe czyta mi się najlepiej i recenzuje najgorzej. Co takiego jest w tych kilkuset stronach zapełnionych głównie dialogami, których nie umiem opisać, nie potrafię wyróżnić ich bohaterów, nazwać relacji między nimi? Czemu tak przyjemnie się to czyta, czemu tak mi się podoba, skoro tak naprawdę nie ma w tym niemal nic, co zasługuje na szczególną uwagę, co mogłabym wyróżnić w tych kilku zdaniach, jaką jest recenzja?

Ale książki Mead mają coś w sobie. Może to niepowtarzalni bohaterowie, których uwielbiam i do których zawsze chętnie wracam. W Złotej lilii, tak jak i w Kronikach krwi narratorką jest Sydney, która zmienia się wraz z każdą kolejną stroną. Już od dawna toczy się wojna między Sydney, która jest wierna nauczaniom alchemików, temu, co wpajano jej przez całe życie, która zna cenę, jaką jest złoty tatuaż a Sydney, która pragnie podążać za tym, w co wierzy, która w relacjach ze swoimi podopiecznymi pragnie czegoś więcej niż chłodny profesjonalizm. Już od dawna lubię jej charakter i dziwactwa - jej strach przed cukrem sprawia, że jej postać jest bardziej wyrazista i realna.

Adrian jest jednym z tych książkowych facetów, których kochają WSZYSCY. I ja przepadam za jego osobą, niemal każda scena, w której się pojawiał, sprawiała, że uśmiech pojawiał się na mojej twarzy. Uwielbiam jego charakter, jego postawę niegrzecznego chłopca, wiecznie żartobliwego i ironicznego, który w niektórych sytuacjach umie jednak pokazać swoją delikatniejszą naturę. Dzięki tej książce pokochałam go jeszcze bardziej. O ile to w ogóle możliwe.
Nie mogę oczywiście zapomnieć o Braydenie, czyli chłopaku, którego imienia nie mógł zapamiętać prawie nikt. Na początku rzeczywiście idealny, uroczy i bystry, potem zaczął się zmieniać w niezwykle irytującego i sztywnego faceta. Jego relacja z Sydney była dziwna, lecz kocham, po prostu kocham fragment ich ostatniego spotkania. Nie wyobrażam sobie, bym nie mogła o tym nie wspomnieć.

Złota lilia jest napisana prostym językiem, czyta się ją swobodnie i szybko - jak niemal każdą młodzieżówkę. Pióro Mead znam od dłuższego czasu i tak naprawdę nie mogę go ocenić. Nie jest złe, wręcz przeciwnie, ale cały czas czegoś w nim brakuje. To po prostu nie mój styl. Dialogi są jednak bardzo luźne i realistyczne; to wielki plus tej powieści.

Jeśli chodzi o akcję, to nie ma jej aż tyle, ile można by się spodziewać. Cała książka skupiona jest głównie na Sydney i jej problemach. Jill została odrobinę pominięta. To nie oznacza jednak, że ominą was zwroty akcji i zmagania Sydney z kimś, kto może mieć niebezpieczny wpływ nie na jej życie osobiste, lecz na życie i bezpieczeństwo morojów. Ten wątek pozostawił wiele pytań, na które odpowiedzi mam nadzieję znaleźć w następnych tomach serii.

Chyba powinnam wspomnieć o relacji Adriana z Sydney. Mogę tylko powiedzieć, że czasami płakałam, a czasami się śmiałam. Jednak i tak moje serce pozostaje rozbite.

Podsumowując, Złota lilia mi się spodobała i mogę śmiało stwierdzić, że lubię twórczość Mead. Jeśli znacie i lubicie jej powieści, ta recenzja nie jest wam tak naprawdę do niczego potrzebna. Ja z czystego sentymentu nigdy nie byłabym w stanie porzucić tej serii. Zresztą, łączy mnie z nią więcej niż tylko sentyment. Możecie więc być pewni, że wkrótce usłyszycie o Magii indygo.


Ocena: 7/10.

niedziela, 11 maja 2014

Recenzja "Kronik krwi".


Tytuł: Kroniki krwi
Tytuł oryginału: Bloodlines
Seria: Kroniki krwi (tom 1)
Autor: Richelle Mead
Tłumaczenie: Monika Gajdzińska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 416
Data wydania: 5 września 2012











"Największe rewolucje w dziejach wybuchały dzięki ludziom, którzy potrafili odrzucić to, czego uczono ich całe życie"


Kroniki krwi to pierwsza część najnowszej serii Richelle Mead. Tym razem spotykamy się z Sydney Sage - alchemiczką, którą poznaliśmy w Akademii Wampirów. Dotychczas pojawiły się jeszcze trzy kolejne części cyklu - Złota Lilia, Magia indygo oraz Serce w płomieniach. W listopadzie piątą książkę z serii - Silver Shadows - będzie można kupić w Polsce.

"Doskonałość wymaga wielu prób. Wyjątek stanowią moi rodzice. Powiodło im się już za pierwszym razem"


Sydney Sage nosi na policzku znak złotej lilii. Znak, którego nie pozbędzie się nigdy, który zawsze będzie jej towarzyszył, który, wraz z każdym spojrzeniem w lustrzaną taflę, będzie jej przypominał, kim jest. I jak wielkiej zdrady się dopuściła.
Sydney jest alchemiczką. Jej zadaniem jest utrzymywać istnienie wampirów w tajemnicy przed ludźmi. Chronić ich, zacierać wszelkie ślady życia nadnaturalnych istot. Od najmłodszych lat wpajano jej, jak niebezpieczni są moroje, jak niebezpieczne są strzygi. Miała czuć odrazę do dampirów. Myśleć, że wampiry są złe, zepsute, nie powinny w ogóle istnieć.
Po tym, jak Sydney pomogła oskarżonej o królobójstwo Rose Hathaway, pozostali alchemicy tracą zaufanie dla Sage. Dziewczyna pragnie dowieść o swojej wierności. Wraz z Jill, spokrewnioną z królową Dragomir morojką, dampirem Eddiem i aroganckim wampirem Adrianem wyrusza w podróż do Kalifornii. Jej zadaniem jest chronić Jill przed zamachowcami, którzy próbują odebrać jej życie.
Wydaje się, że Sydney może zaprzyjaźnić się z morojami. Nie może jednak zapomnieć o zasadzie, która stanowi część jej życia: "Nigdy nie zadawać się z wampirami".

"Śmierć jest przerażająca, ale stanowi część natury"


Prawie zapomniałam, jakie emocje towarzyszą przy czytaniu książek Mead. To zaskoczenie, rozbawienie, wzruszenie. Prawie zapomniałam, jakie tematy porusza. Jak potrafi zaintrygować czytelnika, wprowadzić go do innego świata. Jakie charaktery żyją w jej książkach. Ile jest w nich prawdy, miłości i nadziei. Jakimi są ludźmi. Co przekazują. Czego uczą. Co ich historia im odbiera, by dać nam.

Kroniki krwi to książka, która zyskuje wraz z każdym kolejnym słowem, każdą kolejną stroną. Kiedy akcja nabiera tempa, a bohaterowie doświadczają zdrady, miłości, tracą zaufanie i je zyskują, kosztują zakazanego i dowiadują się, jaka jest prawda. To historia nie tylko o początku zakazanej przyjaźni, to również opowieść o łamaniu reguł i zmieniania życia, którym żyliśmy tylko ze względu na bliskich. O akceptowaniu samego siebie, o przezwyciężaniu swoich lęków, odwadze i poświęceniu. To właśnie daje ta powieść. To nie dziecinna bajka o wampirach. To książka o wkraczaniu w dorosłe życie i znajdywaniu przyjaźni w ludziach, których nigdy nie chcielibyśmy poznać.

Kroniki krwi to ciekawy wstęp do świata wampirów widzianego oczami alchemika. Charaktery Sydney i Rose - narratorki Akademii Wampirów - różnią się. Hathaway czasami bywała lekkomyślna, szalona, niezwykle zadziorna. Sydney emanuje spokojem, jest nieśmiała, opanowana. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach otworzy się i pokaże, na co ją stać.

Podsumowując, Kroniki krwi to świetna powieść o wybieraniu między korzystnym a słusznym wyborem. Napisana lekkim piórem, przemyślana, pełna barwnych i jedynych w swoim rodzaju bohaterów. Polecam!

Ocena: 8/10.


Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam literaturę amerykańską".

wtorek, 5 listopada 2013

Recenzja książki "Szatan z siódmej klasy".


Tytuł: Szatan z siódmej klasy
Tytuł oryginału: -
Seria: -
Autor: Kornel Makuszyński
Tłumaczenie: -
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 272
Data wydania: (rok wydania) 2004











"Czemu ta dziewczyna ciągle płacze? - pomyślał profesor. - Dziwnym stworzeniem jest kobieta! Smutno jej było - płakała, teraz znowu płacze, bo jej wesoło. Jest to ponad rozumne pojęcie, że dwa odmienne uczucia kobieta umie tym samym wyrażać sposobem"


Kornel Makuszyński to autor wielu zabawnych, błyskotliwych powieści dla dzieci i młodzieży. Jest autorem książek takich jak Przygody Koziołka Matołka, Awantura o Basię czy Szaleństwa państwy Ewy. Wszytkie jego dzieła trafiają do serc czytelników, wzbudzają skrajne emocje i zapadają w pamięć. Wszystkie są znane i lubiane. Potrafiają odmienić duszę ludzkiej istoty - dziecka, które nie podejrzewa, jak dużą przyjemność może sprawić czytanie książek.

"Ostrzegawcze słowa tego chłopca odbiły się w mojej duszy głośnym echem. 'Strzeżcie domu!' Czy my strzeżemy tego domu, w którym od trzystu lat kwitło i umierało, umierało i kwitło nasze życie?"


Adam Cisowski to wyjątkowo błyskotliwy siedemnastoletni chłopiec, uczeń warszawskiego gimnazjum. Obdarzony niezwykłą intuicją, sprytem oraz spostrzegawczością rozwiązuje każde, nawet najtrudniejsze zagadki. Chętnie pomaga swoim przyjaciołom. Odgadł nawet metodę jednego ze swoich nauczycieli - metodę pytania, która dotychczas pozostawała najgłębszą tajemnicą.
Pewnego razu trafia na zagadkę skradzionych drzwi - profesor Gąsowski, nauczyciel historii, opowiedział mu ją pod koniec roku szkolnego. Tym samym rozpoczyna przygodę swojego życia, trafia na ślad wspaniałej podróży w głąb siebie.
W Bejgole, małej wsi koło Wilna, stoi uroczy dworek, stary dom zamieszkiwany przez Gąsowskich: brodatego Iwa o tubalnym głosie, jego żonę i ich przepiękną córkę, Wandzię. Pewnego dnia odwiedza ich pewien Francuz. Znika tak szybko jak się pojawia. Nie zostawia za sobą niemal żadnych wspomnień.
Nieco później ktoś kradnie drzwi, a na jaw wychodzą zaginione tajemnice, zapomniane, błądzące w otchłani czasu...
I tak zaczyna się niezwykła przygoda, pełna zwrotów akcji wędrówka ku ostatnich stron powieści kochanej przez prawie wszystkie dzieci...

"Setki tysięcy ludzi zginęło dla takiego jak ten łupu - rzekł po chwili bardzo cicho profesor. - Te rubiny nasycone są ludzką krwią..."


Lektury to książki, które ktoś nam narzuca. To książki, na które nie zwrócilibyśmy uwagi. To książki, które kojarzą nam się z męką i cierpieniem. Gdy słyszymy słowo "lektura" włos się jeży na głowie. Lecz czy jedna z nich mogłaby jednak sprawić nam przyjemność?
Szatan z siódmej klasy to idealny przykład książki dzięki której dzieci zaczynają swą przygodę z czytaniem. To jedna wspaniała przygoda, pełna zagadek i tajemnic. Czytelnik zostaje wciągnięty w wir zdarzeń, nie może nic zrobić, nie może otrząsnąć się z transu, póki nie odkryje prawdy. Powolnymi krokami Adaś i jego przyjaciele zbliżają się do wyjaśnienia zagadki, do ostatnich stron, końca całej historii. A potem, gdy wszystko się wyjaśnia... chce się czytać dalej.

Język jest typowy dla nieco starszych powieści. Mimo to książkę czyta się szybko, przyjemnie, niezrozumiałe słowa nie atakują czytelnika ze wszystkich stron. Styl Makuszyńskiego nie przybija, ba, język jest barwny, ciekawy. Jest to jedna z lepiej napisanych lektur - bogate słownictwo autora dopełnia trzymającą w napięciu fabułę. Jak na książeczkę dla szóstej klasy - rewelacja!

Czy Szatana z siódmej klasy można nazwać kryminałem? Nie, chyba nie. To książka, w której jest wątek detektywistyczny, ale... to nie kryminał. To powieść przygodowa, idealna dla tych, którzy rozpoczynają swoją historię z tym gatunkiem. Jeśli szukacie książki na chłodny listopadowy wieczór, lekkiego przygodówki, a nie chcecie się bawić w szukanie mordercy - sięgnijcie po Szatana z siódmej klasy! Jestem pewna, że świetnie się ubawicie i zachowacie kilka miłych wspomnień.

Może Szatan z siódmej klasy to nie książka, która wyróżnia się na tle innych. Ni to z piękną okładką, ni z wątkiem paranormalnym. Ale może raz na jakiś czas należy się cofnąć do przeszłości, poczuć jak dziecko bawiące się w detektywa? Ja cieszę się, że znów poczułam tę dziecięcą energię, na moją twarz wrócił zapomniany uśmiech. I wy dajcie się zaczarować!

Ocena: 6/10.

sobota, 19 października 2013

Recenzja książki "Ostatnie poświęcenie".


Tytuł: Ostatnie poświęcenie
Tytuł oryginału: Last Sacrifice
Seria: Akademia Wampirów (tom 6)
Autor: Richelle Mead
Tłumaczenie: Monika Gajdzińska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 544
Data wydania: 22 lutego 2012











"- Moja córeczka - mruknął. - Zaledwie osiemnastolatka, a już została oskarżona o popełnienie morderstwa, pomagała kryminalistom i ma na koncie więcej ofiar niż większość strażników przez całe życie. - Urwał. - Nie mógłbym być bardziej dumny"


Ostatnie poświęcenie to szósty tom bestsellerowej serii - Akademii Wampirów. Serii, która urzeka swoim niezwykłym klimatem, świetną fabułą i zaskakującymi zwrotami akcji. To ostatnia z wielu oszałamiających przygód Rose. Tym samym moje ostatnie spotkanie z ciętym językiem i nieustraszonością, jaką posiada w sobie Hathaway.
Akademia Wampirów podbiła już cały świat. Powstaje film na podstawie pierwszej z sześciu części. A Richelle Mead, trzydziestosiedmioletnia amerykańska pisarka, choć już skończyła swą przygodę z Rose, kontynuuje pisanie o mrocznym świecie morojów i strzyg, w swoich Kronikach krwi mianując Sydney, alchemiczkę, główną bohaterką, tym samym dając mi szansę odkrycia kolejnej cząstki własnej duszy.

"Czym jest miłość? Kwiatami, czekoladkami i poezją? Może czymś więcej? Kończeniem za kogoś żartu, absolutną wiarą w to, że ten ktoś zawsze będzie po twojej stronie? Przekonaniem, że cokolwiek zrobisz on to zrozumie i myśli tak samo jak ty?"

Rose Hathaway, osiemnastoletnia dampirka, zabiła więcej strzyg niż niemal wszyscy doświadczeni strażnicy. Zabijała wiele razy, gdy jej ostrze przekłuwało serce kolejnej nocnej istoty. Mordowanie nic dla niej nie znaczyło; było jakby zawodem, powinnością. Minęło wiele czasu, odkąd na jej szyi pojawił się pierwszy znak molnija, obwieszczający, że strzyga padła od uderzenia jej sztyletem.
Ale nigdy nie zabiłaby Tatiany Iwaszkow. Nie była królobójczynią.
Morojka królewskiej krwi znaleziona została we własnej sypialni, z ostrzem sterczącym z piersi... Ostrzem należącym do Rose, niezrównoważonej, niesfornej Rose, która ostatnimi czasy nie zgadzała się z kilkoma postanowieniami Iwaszkowej...
Rose nie ma nic na swoją obronę. Wszystkie dowody wskazują na nią. Teraz siedzi samotnie w celi czekając na to, co się wydarzy. Ma nadzieję, że przyjaciele znajdą winnego śmierci królowej i oczyszczą ją ze wszystkich zarzutów. Bo gra toczy się o najwyższą stawkę - życie. Bowiem zdrajcy zostają straceni. A wszyscy uważają ją za jednego z nich.
Kto stoi za okrutną śmiercią królowej? Czy Rose zdoła wywinąć się śmierci? I jaki los czeka Dymitra, strażnika, który wrócił z świata zmarłych? Czy pokocha dampirkę na nowo?

"Czasem największe próby naszej siły są sytuacjami, które nie zawsze wydają się oczywistym zagrożeniem. Czasem przetrwanie jest najtrudniejszą rzeczą ze wszystkich"


Akademia Wampirów to paranormalny cykl o wampirach, porównywany z legendarnym Zmierzchem. To ponoć kultowa seria, która podbija serca fanów miłości Belli i Edwarda.
Ale ja powiem wam coś innego.
Akademia Wampirów to nie banalna historia młodzieńczych rozterek, nie prosta opowieść o fascynacji ostrymi kłami i lśniącą skórą. To zbiór sześciu powieści pisanych emocjami, głęboko zapadającymi w pamięć swą nauką i prawdą. Każdy z tomów opowiada niezwykłą historię o wierze, nadziei, przyjaźni i bezgranicznej miłości, przeplatanej bólem i strachem. Przez sześć książek, z słowa na słowo, możemy obserwować, jak Rose dojrzewa, zdaje sobie sprawę, co oznacza życie, miłość czy poświęcenie. I, choć nieświadomie, my też dojrzewamy, dojrzewamy z każdą kolejną łzą, błądzącą po policzku, czy z każdym bladym uśmiechem, igrającym na twarzy. Akademia Wampirów, choć poważniejszych czytelników odpycha tytułem, jest niesamowitą przygodą w głąb ludzkiej duszy, jedną z niewielu książek, które otwierają oczy. I serce. Tak, serce też.

Bohaterowie są barwni, ciekawi, wykreowani po mistrzowsku. Każdy z nich, ze swoim niepowtarzalnym charakterem i autentycznymi zachowaniami, mógłby być tytułową postacią zupełnie innej książki. Bowiem każdy z nich posiada odrębną opowieść, historię, którą trzyma gdzieś głęboko w sercu.
Język Mead jest ciekawy, przyjemny w odbiorze. Ostatnie poświęcenie to książka napisana z dużą swobodą, książka, która rozbawia, a zarazem zmusza do głębszego zastanowienia. Styl pisania jest naprawdę dobry.

Fabuła zaskakuje, wciąga i trzyma w napięciu. Zdumiewające zakończenie? Oczywiście, że tak. I choć wszystko mogłoby potoczyć się zupełnie inaczej, kiedy łzy kapałyby na podłogę, jestem zadowolona. Bo dzięki niemu uśmiech sam pojawia się na twarzy, wprowadzając złotą iskrę w otchłań szarej codzienności.
Czerpię jeszcze większą radość z faktu, że na drewnianej półce obok łóżka czeka inna książeczka, pełna morojów i dampirów. Cieszę się, że będę mogła śledzić dalsze losy bohaterów w Kronikach krwi, poznać prawdziwy koniec tej historii. Mam nadzieję, że będzie trwała jak najdłużej.

Ostatnie poświęcenie, tak jak cała Akademia Wampirów, to niezwykła przygoda pełna wzruszeń i okrzyków zdumienia. To trzymająca w napięciu wspaniała książka, która zaskakuje, oszałamia i wzrusza. Polecam ją każdemu.
Ja sama nie wierzę, że to już koniec z Rose. Tak po prostu. Nie wiem, jak wytrzymam bez jej bezczelności i nieprawdopodobnej odwagi, bez jej zwariowanych pomysłów i ciekawego spojrzenia na świat. Jej rola się skończyła. Może teraz pora na mnie. Bym pokazała się światu, odzyskała głos.
Dziękuję, Rose. Dziękuję za odwagę, jaką mi dałaś.

Ocena: 8/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

wtorek, 1 października 2013

Recenzja książki "W mocy ducha".


Tytuł: W mocy ducha
Tytuł oryginału: Spirit Bound
Seria: Akademia Wampirów (tom 5)
Autor: Richelle Mead
Tłumaczenie: Monika Gajdzińska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 488
Data wydania: (rok wydania) 2011











"- Jesteś piękna w walce [...] Niczym anioł zemsty przynoszący sprawiedliwość.
- Zabawne. - Poprawiłam uścisk na rękojeści sztyletu. - Właśnie po to przychodzę.
- Anioły upadają, Rose"


Richelle Mead swoją Akademią Wampirów oczarowała cały świat. Bo kto zaczął swą przygodę z nieustraszoną dampirzycą - Rose Hathaway - nie spocznie, póki nie skończy ostatniej części. A wtedy zostanie tylko głód, niedosyt wrażeń, ale i uśmiech, błądzący po twarzy.
W mocy ducha to piąta część Akademii Wampirów. To książka pełna niezapomnianych wrażeń, emocji oraz magii. Bo każda powieść z serii jest inna, choć pozornie taka sama. Każda skrywa inny sekret, każda przekazuje inną prawdę, ale wszystkie, po prostu wszystkie, są niezapomnianą wędrówką w całkiem inny, niezwykły świat.

"Miłość przemija"


Po rozpaczliwiej wyprawie w głąb Rosji Rose wraca do Akademii Świętego Władimira. Niebezpieczna podróż na Syberię nie przyniosła jednak zadowalających rezultatów - Dymitr, uwięziony w ciele strzygi, ciągle gdzieś tam jest. Groźny, drapieżny, dziki. Rose nie udało się go bowiem zabić.
A teraz on chce zabić ją.
Rose wie, że kiedy opuści bezpieczne mury szkoły, on ją znajdzie. Znajdzie i zabije, wykończy. Musi się przygotować na ostateczną walkę. Lecz, mimo że dokonała wyboru, nie może zapomnieć o tym, że jest szansa na ocalenie ukochanego, przywrócenie go do żywych, do dawnej postaci dampira. Bo istnieje na to sposób. Chyba.
Jedyną osobą, która może sprawić, by dawny Dymitr wrócił, jest Robert, obdarzony mocą ducha brat Wiktora Daszkowa, niebezpiecznego moroja królewskiego pochodzenia, który kiedyś torturował Lissę, zmuszając ją do korzystania ze swoich nieprawdopodobnych zdolności; przestępcy, który siedzi zamknięty w ciasnej celi, niewiadomo gdzie.
Czy Rose ocali Dymitra? Kto jej w tym pomoże? Czy dla miłości warto poświęcić wszystko?

"Nie wyobrażałam sobie świata bez nadziei"


Akademia Wampirów to kolejna seria dla młodzieży. Z wątkiem miłosnym, niby kolejna, irytująca fantastyka. Przynajmniej tak mogłoby się wydawać...
Akademia Wampirów to cykl sześciu niesamowitych powieści wnoszących ze sobą coś nowego. To nie banalna historia o wampirzych uczuciach.
W mocy ducha to książka o sile miłości i przyjaźni, o zaufaniu oraz oddaniu. Różni się na tle innych powieści, zaskakuje, trzyma w napięciu, oszołamia i wzrusza. Pochłania, porusza oraz pozwala nam zrozumieć ideę miłości, jej sens i znaczenie.

Świat stworzony przez Mead jest powalający. Mroczny, zaskakujący i tajemniczy, jedyny w swoim rodzaju. Bohaterowie - brak słów. Po prostu mistrzostwo. Niepokorna Rose jak zwykle rozbawia, ale i zmusza do poważnych refleksji, głębszego zastanowienia. Resztę postaci jednak nie można nazwać jedynie dodatkiem. Każda z nich bowiem wnosi coś nowego - swoją interesującą, odrębną historię. Każda z nich jest niepowtarzalna, nietypowa.
Barwne, ciekawe postacie i przyjemny w odbiorze język Mead, w połączeniu z niesamowitą fabułą i wartką akcją, tworzą fantastyczną, piękną opowieść i, po prostu, wspaniałą przygodę.

Chociaż cała fabuła zdumiewa, zaskakuje nagłymi zwrotami akcji, to właśnie zakończenie szokuje najbardziej. Pozostawia zagadkę i tysiące pytań, na które nie ma odpowiedzi. To właśnie ono zmienia wszystko, przekreśla wszystkie plany i marzenia. Sprawia, że serce przyspiesza, a oddech staje się zbyt szybki. Oczy rozszerzają się, a na ustach błąka się pytanie, na które nikt nie odpowie. Kolejne strony, pełne nowych tajemnic i sekretów, są torturą. A kiedy przychodzi ostatnia strona... ostatnie zdanie... Książka odłożona zostaje na półkę. Ale wszystkie emocje zostają.

Cieszę się, że mogę zapoznać się z tą serią, zanim trafi na ekrany telewizorów. Cieszę się, że mogę poznać historię Rose, nie patrząc na jej oczy, a widząc świat jej oczyma. Bo żadna ekranizacja nie może równać się z geniuszem Mead, jej błyskotliwym językiem, z wykreowanymi przez nią bohaterami i urokiem sekretu, który posiada jedynie książka.
Ta książka jest niezwykła. Serdecznie polecam. I tyle.

Ocena: 8/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

wtorek, 17 września 2013

Recenzja książki "Posłaniec".


Tytuł: Posłaniec
Tytuł oryginału: The Messenger
Seria: -
Autor: Markus Zusak
Tłumaczenie: Anna Studniarek
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 354
Data wydania: 23 września 2009











"Tylko w dzisiejszym chorym społeczeństwie człowiek może być prześladowany za czytanie zbyt wielu książek"


Posłaniec to czwarta powieść australijskiego trzydziestoośmioletniego pisarza Markusa Zusaka. Jego pierwszą książkę, Moje tak zwane życie, napisał w wieku szesnastu lat. Kiedy był mały matka opowiadała mu o III Rzeszy, bombardowaniu Monachium oraz Żydach, wędrujących przez miasto, w którym dorastała. I właśnie dzięki temu, dzięki przerażającym historiom o ludzkiej brutalności i okrucieństwie, narodził się pomysł na Złodziejkę książek - bestsellerową powieść dla dzieci i młodzieży, od kilku lat na liście najlepiej sprzedających się książek według The New York Times.

"Nie wiedziałem, że słowa mogą być tak ciężkie"


Ed Kennedy prowadzi nudne, zwyczajne życie. Niczym nie wyróżnia się z tłumu. Ludzie, przechodząc obok niego, nie obdarzają go uśmiechem czy nawet przelotnym spojrzeniem. Do czasu...
Ed zarabia na życie jeżdżąc taksówką. Wieczory spędza grając w karty z trójką przyjaciół - Marvem, Ritchiem oraz Audrey, piękną, niezwykłą dziewczyną, którą darzy ogromnym uczuciem. Noce zaś, zamiast z atrakcyjną kobietą, spędza z Odźwiernym - cuchnącym siedemnastoletnim psem pijącym kawę.
Słowem, życie Eda jest aż nadzwyczajnie zwyczajne.
Aż pewnego dnia Ed powstrzymuje napad na bank. Staje się miejscowym "bohaterem-nieudacznikiem", piszą o nim w gazetach, podziwiają. A ktoś zaczyna się nim interesować.
Kiedy Ed dostaje pierwszą kartę, pierwszego asa, wszystko się zmienia. Zostaje Posłańcem niosącym przebaczenie, nadzieję i radość. Kierowany jedynie słowami wypisanymi na karcie zaczyna odkrywać tajemnice mieszkańców swojego miasta, pomaga im i stara się, za wszelką cenę, uczynić ich życie lepszym. Wybrany, niewiadomo przez kogo, niewiadomo dlaczego, rozpoczyna wędrówkę w poszukiwaniu przeznaczenia, sensu życia i odpowiedzi.
Bo kto stoi za jego misją?

"Wielkie rzeczy to czasem drobiazgi, które zostały zauważone"


Złodziejka książek oczarowała mnie, poruszyła i wzruszyła. A Posłaniec, kolejna powieść Zusaka? Wciągnął, zauroczył, rozbawił.
Dwie różne książki. Jeden autor. Ja, po lekturze Posłańca. Moje skromne zdanie, że Zusak to jeden z najlepszych pisarzy, których dane mi było poznać. Bo umie on pisać śmiało, błyskotliwie, a innym razem pięknie, barwnie, bajecznie. Jego styl pisania zmienia się z książki na książkę, ze zdania na zdanie. Jest jednym z niewielu pisarzy, którzy nadają charakter książce i tworzą bohaterów, którzy żyją nie tylko na kartach książki, a i w naszych sercach. Zusak to człowiek obdarzony niesamowitą wyobraźnią, spostrzegawczością oraz zdolnością do wielkich czynów, jak opowiadanie historii niby prostej, która dzięki jego słowom może nabrać zupełnie innego, głębszego znaczenia, za każdym razem innego, gdy kolejna osoba, nieświadoma co ją czeka, bierze książkę w rękę i, zaczynając pierwsze zdanie, wkracza do zupełnie innego świata pełnego miłości, nadziei oraz... szczęścia, po prostu szczęścia, szczęścia z życia, jakiego mało kto ma odwagę zaznać.


Posłaniec to książka napisana wyjątkowo swobodnie, z rozmachem. Czytając mamy wrażenie, że podróżujemy krok w krok za narratorem, słuchając jego niesamowitej opowieści. Że narrator to osoba stojąca tuż obok, z własnym charakterem, z własną twarzą i wizerunkiem. Lekki, przyjemny styl autora przypada do gustu, a krótkie zdania sprawiają, że książkę czyta się szybciej. Wydarzenia następujące zaraz po sobie dają ciekawy efekt, sprawiają, że czytelnik nie może oderwać się od książki, nie może odczuć nudy. Ta książka nie trzyma w napięciu, nie wciąga. Ona pochłania.

Bohaterowie zbudowani zostali idealnie. Każdy z ich inaczej, na swój własny sposób. Bo każdy z nich ma swój własny charakter, usposobienie i dziwactwa. Każdy z nich posiada odrębną historię. Każdy z nich wzbudza sympatię, zapada w pamięć. Każdy z nich posiada inny widok na świat, opowieść, na podstawie której można by napisać kolejną książkę. Każdy z nich jest niepowtarzalny, nietypowy, oryginalny.
Nie sądzę, bym znalazła kolejną powieść, w której postacie wykreowane zostały równie dobrze.

Komu polecam Posłańca? Każdemu miłośnikowi książek, który pragnie przeżyć wspaniałą, niezapomnianą przygodę w poszukiwaniu sensu życia, miłości i szczęścia z każdego uśmiechu skierowanego w naszą stronę. Posłaniec uczy i uświadamia, że nawet najdrobniejsze uczynki, jak pomoc w wniesieniu zakupów, to wielka rzecz. Bo wielkie rzeczy to drobiazgi, które zostały zauważone.

Ocena: 8/10.

niedziela, 11 sierpnia 2013

Recenzja książki "Niemożliwe".


Tytuł: Niemożliwe
Tytuł oryginału: Impossible
Seria: -
Autor: Nancy Werlin
Tłumaczenie: Grażyna Smosna
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 360
Data wydania: 15 czerwca 2011










"Dziewczę od mej klątwy nie uwolni się
[...] Dopóki nie wykona zadań trzech
W pułapce mej miłości będzie trwać"

Niemożliwe to powieść napisana przez amerykańską autorkę Nancy Werlin. To jej jedyna książka, która przetłumaczona została na język polski. W tym roku, w USA, ukazała się jej kolejna powieść Unthinkable, która jest sequelem książki Niemożliwe. Nancy Werlin, jak dotąd, opublikowała dziewięć dzieł.

"Szałwia, rozmaryn, tymianek i nać"

Wiele pokoleń temu Elfi Książę rzucił na Fenellę, kobietę z rodu Scarborough, przerażającą klątwę. Wraz z narodzinami córki miała popaść w szaleństwo. Jedyne, co mogło przerwać klątwę, to wykonanie trzech niemożliwych do wypełnienia zadań. Miała stworzyć magiczną koszulę bez szwów, nie używając przy tym igły, znaleźć akr ziemi między morza brzegiem a wodami słonymi oraz zaorać to pole kozim rogiem i obsiać je jednym ziarnem. Nigdy jej się to nie udało...
Lucy Scarborough starała się być zwyczajną nastolatką. Mieszkała u przybranych rodziców - Leo i Solead. Jednak kiedy została brutalnie zgwałcona podczas balu szkolnego i zaszła w ciążę, jej życie się zmieniło. Dziewczyna odkryła, że jej matka, Miranda, tak samo jak ona, zaszła w ciążę w wieku siedemnastu lat. Dowiedziała się, że potem oszalała.
Tym sposobem Lucy odkryła, że wiele pokoleń temu na kobiety z jej rodziny rzucono klątwę. Wraz z pomocą najlepszego przyjaciela Zacha i rodziców zastępczych stara się ją złamać. Czy jej się uda? Czy Lucy pokona Elfiego Księcia i uwolni siebie oraz swoją nienarodzoną córkę od klątwy?

"[...] Jeśli nie chce w pułapce mej miłości trwać
I oddać w moje ręce każdej ze swych córek"

Niemożliwe oczarowało mnie piękną, oryginalną okładką i niezwykłym pomysłem. Miałam nadzieję, że autorka wykorzysta magię tej niezwykłej pieśni, na której inspirowana jest cała książka. I teraz wiem, że wykorzystanie staroangielskiej ballady Targ w Scarborough jest największym plusem tej powieści. Styl mnie nie urzekł, postacie były banalne, płytkie, a sama książka przewidywalna oraz prosta. Rozczarowała mnie.

Lucy Scarborough dowiedziała się z pamiętnika matki o klątwie ciążącej na jej rodzinie oraz o trzech niemożliwych do zrealizowania zadaniach. Postanowiła je wykonać. Jednak potraktowała słowa ballady dosłownie: zdecydowała się znaleźć sposób na wykonanie koszuli bez szwów i igły, próbując na manekinie różnych metod. Nie próbowała znaleźć w pieśni jakiegoś ukrytego sensu, czegoś, co mogło wyróżnić tę koszulę na tle innych, czegoś, co mogło sprawić, by była inna, niepowtarzalna, magiczna. Nie podobało mi się to - miałam nadzieję, że Lucy odkryje coś nowego, coś magicznego, coś, co może być rozwiązaniem całej zagadki - sądziłam, że to będzie coś nieprawdopodobnego. Niestety, nie było.

Wątek miłosny jest chyba głównym wątkiem w książce. Klątwa, Elfi Książę czy zadania zeszły na drugi plan, kiedy Lucy i Zach zbliżyli się do siebie. Ballada była mniej ważna od miłości rozkwitającej między głównymi bohaterami. Może powieść pokazuje, jak bezgranicznie można kochać, co można zrobić dla osoby bliskiej naszemu serce, ale... ta miłość była sztuczna, miałam wrażenie, jakby nie była prawdziwa, wplątana na siłę w historię tej książki.

Komu mogę polecić Niemożliwe? Każdemu, kto chce się z tą książką zapoznać, kogo interesuje. Innym - jeśli nie będziecie mieć nic lepszego do czytania.

Ocena: 5/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Recenzja książki "Złodziejka książek".

"Złodziejka książek" za mną.


Tytuł: "Złodziejka książek"
Autor: Markus Zusak
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 496

"Drobna uwaga
Na pewno umrzecie"

O czym opowiada książka:

Dziesięcioletnia Lisel przenosi się do rodziny zastępczej w Molching. Wkrótce jej papa, Hans Hubermann, odkrywa, że dziewczynka ukradła książkę. Wiedząc, że Lisel nie umie czytać, mężczyzna daje jej nocne lekcje. Tymczasem ona zaprzyjaźnia się z łobuzem Rudy'm - razem postanawiają kraść powieści. Dodatkowo rodzina ukrywa w piwnicy Żyda Maxa, wiernego przyjaciela Lisel. A wszystko to dzieje się w niezykle niebezpiecznych czasach - w czasach Hitlera.

Kilka słów ode mnie:

"Złodziejka książek" to powieść niebanalna, poruszająca, którą warto przemyśleć. Opowiada o sile miłości i przyjaźni. Obok tej książki nie można przejść obojętnie. Jest piękna i tylko wrażliwi ludzie ją zrozumieją. Bo kiedy Śmierć opowiada historię zwykłej niemieckiej dziewczynki, która nie chciała być marionetką w rękach Hitlera, to musi być coś niezwykłego.
Ta powieść mówi nam również, że książki to lek na ból, klucz do szczęścia. To niezwykłe skarby, drugie życie. Odniosłam wrażenie, że autor chciał przekazać, że warto cieszyć się z tego, co się ma, że warto cieszyć się z każdej szansy przeczytania książki, poznania kolejnej historii.

Pomysł:

Pomysł jest świetny. "Złodziejka książek" to nie żadna fantastyka, a obyczaj. I co z tego! Jest ciekawy pomysł, więc nie mogę niczego zarzucić. O ludziach, którzy sprzeciwiają się Hitlerowi, owszem, słyszałam, ale o małej dziewczynce z zamiłowaniem do kradzieży, która kocha książki - już nie. Markus Zusak stworzył fenomenalną opowieść, którą powinien poznać każdy. Ta powieść to konkurencja dla "Cienia wiatru"!
Czyli w skrócie: jestem zachwycona.

Styl pisania:

Język był piękny. Z przyjemnością czytałam książkę, nie mogłam doczekać się zakończenia. Samo to, że autor narratorem uczynił Śmierć, jest interesujące i niezwykłe. Barwne opisy to coś, czego w książce nie zabrakło. W powieści wiele było emocji, odczuć bohaterów. A styl pisania po prostu cudowny. Momentami nawet płakałam. Och, uwielbiam tę książkę!

Postacie:

Każda postać była inna, niepowtarzalna. Każdą polubiłam, gdyż bohaterowie byli wspaniali - prawdziwi, nieco denerwujący, ale tak prawdziwi, że aż piękni. Najbardziej polubiłam Hansa i Rudy'ego, postacie, których nie da się po prostu nie lubić.
Na takich bohaterów nie natknę się już chyba nigdy w życiu.

Okładka, tytuł, opis z tyłu (opis - KLIK):

Okładka mnie zaciekawiła. Jest taka tajemnicza, dziwna.
Tytuł brzmi "Złodziejka książek". Interesująca, piękna nazwa.
Opis bardzo mnie zachęcił.

Ocena: 9,5/10.

poniedziałek, 6 maja 2013

Recenzja książki "Księga Labiryntu".

Skończyłam kolejną książkę.


Tytuł: "Księga Labiryntu"
Autor: Carlo Frabetti
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 192

"[...]Jeśli nie wyjdziesz stąd w sposób należyty, część twych myśli pozostanie tu uwięziona"

O czym opowiada książka:

"Księga Labiryntu" opowiada o nas samych. Ta książka pozwala nam na odkrycie swojego umysłu, pozwala nam sprawdzić samych siebie. Po skończeniu ostatniej strony nadal myślał będziesz o każdym słowie, jakie przeczytałeś.
Kierujesz losem bohaterów. Sam, bez niczyjej pomocy. Musisz zdecydować, co zrobić, jak się zachować.
I nie przejmuj się, jeśli zamienisz się w żółwia! :)

Kilka słów ode mnie:

Książkę skończyłam po godzinie czy dwóch. Lektura ta miała 192 strony (z czego połowę przeczytałam, gdyż reszta to słowa skierowane do innego czytelnika), więc naturalnie przeczytałam ją w bardzo szybkim tempie.

Do książki zachęciła mnie koleżanka, która sama czytała tę książkę. Mówiła, że jest warta przeczytania, że jest świetna, że to wspaniała przygoda... Więc gdy na książkę natknęłam się w bibliotece, nie mogłam się powstrzymać.
"Księga Labiryntu" to książka, której się nie zapomina. Dzięki niej spojrzałam inaczej na świat, umiałam dostrzec niektóre wartości. Słowem, piękna opowieść.

Pomysł:

Według mnie tylko niezwykle pomysłowy człowiek mógł wymyślić taką książkę. By to wszystko ułożyć, zaplanować, autor musiał mieć niesamowitą wyobraźnię.
Książka, oprócz wielu sekretów, skrywała pułapki w których kryły się ogry, czarownice czy skrzaty. Czytając tę lekturę przypomniało mi się dzieciństwo!
Autor przedstawił również dziwne, jedyne w swoim rodzaju historie baśniowych postaci, takich jak Czerwony Kapturek, Śpiąca Królewna czy Królewna Śnieżka (w książce Śnieżna Dama). Kto by pomyślał, że mała dziewczynka w czerwonej pelerynie współpracuje z okropnym wilkiem by zwabić nieszczęsnych ludzi!

Styl pisania:

Styl pisania był... taki zwyczajny. Autor odnosił się bezpośrednio do czytelnika, więc czułam się, jakbym rozmawiała ze znajomym. Opisy podobały mi się, ale zabrakło mi trochę opisu wyglądu. Wiem, że ktoś miał czarne włosy, że miał kilka zębów, ale gdzie kolor oczu? Gdzie kształt twarzy i nosa? Nie wiadomo, więc, gdy miałam wyjątkowo mało czasu na "wyobrażenie" sobie postaci, po prostu było mi ciężko.

Postacie:

W tej książce najważniejszą postacią... jesteś ty. Tak, właśnie ty. To ty odpowiadasz za przebieg wydarzeń, to ty narzucasz bohaterom swoją wolę.
Za to baśniowi bohaterowie (jak wspominałam wcześniej) byli doskonale przedstawieni. Wprowadzali niesamowity nastój, wciągali mnie w ten magiczny świat.


Okładka, tytuł, opis z tyłu (opis - KLIK):

Okładka mi się spodobała. Te kosteczki informują nas, że w książce spotkamy się z matematyką. No cóż, wiele stron zapełniły same liczby, a kiedy musiałam policzyć wszystkie słowa w jednym rozdziale, podzielić je przez coś tam żałowałam, że nie sięgnęłam po inne książki Frabetti'ego.
Tytuł - "Księga Labiryntu". Hm, dla was pewnie zapowiada się interesująco.
Opis z tyłu - zabawny opis zachęca do przeczytania. I to zdanie: "Czy masz odwagę wejść do środka?" (książki, rzecz jasna). Czy nie chcielibyście po nim rzucić się na tę książkę?


Ocena: 8/10.