wtorek, 23 grudnia 2014

Recenzja "Shirley".


Tytuł: Shirley
Tytuł oryginału: Shirley
Seria: -
Autor: Charlotte Brontë
Tłumaczenie: Magdalena Hume
Wydawnictwo: MG
Liczba stron: 640
Data wydania: 16 września 2011











"- Moja droga, życie to złudzienie.
- Ale nie miłość! Miłość jest prawdziwa"


Siostry Brontë to ikony literatury angielskiej. Ich dzieła przeszły do historii. Przez lata siostry ukrywały się pod pseudonimami. Autorką Shirley jest najstarsza z nich, Charlotte. W ciągu swojego życia wydała trzy powieści - Jane Eyre, Shirley oraz Villette. Jej pierwszy utwór, Profesor, został wydany już po jej śmierci. Charlotte zostawiła po sobie również cztery niedokończone opowieści.

"Wierzę, że zdolność do bycia szczęśliwym leży w nas samych"


Wśród wrzosowisk pólnocnej Anglii Robert Moore doczekuje się zamachu na własne życie. Jest młodym, przedsiębiorczym właścicielem fabryki, do której sprowadził ostatnio nowoczesne maszyny. Ludność Briarfield nie zgodziła się jednak na to, by maszyny pracowały zamiast ludzi, którzy ostatecznie pozostaliby bez możliwości zarobienia choć odrobiny pieniędzy. Moore jest zmuszony ratować podupającą działalność i rozważa poślubienie zamożnej Shirley Keeldar, która niedawno powróciła do swojej posiadłości, Fieldhead. Jego serce należy jednak do nieśmiałej Caroline, która żyje w zależności od swojego surowego stryja. Shirley natomiast jest zakochana w kimś, kto nigdy nie ośmieliłby się wyznać jej swą miłość. Jest on bowiem świadom dzielącej ich przepaści majątkowej.

"Ludzkie serce potrafi wiele ścierpieć. Potrafi pomieścić w sobie więcej łez, niż ocean mieści w sobie wody. Nigdy nie wiemy, jak głębokie - jak szerokie jest nasze serce, póki nieszczęście nie napędzi nad nie chmur i nie zacznie na nie spływać czarny deszcz"


Po raz kolejny obcuję z twórczością sióstr Brontë. I muszę przyznać, że dzięki nim coraz bardziej podoba mi się ten gatunek literacki, ten specyficzny klimat i niepowtarzalny styl. Poruszane przez Charlotte trudne tematy i to, co przekazuje nam kolejny raz - miłość przezwycięży wszystko, miłość jest wolna. Historie, które nie dają o sobie zapomnieć, które są tak piękne, tak dopracowane i napisane w mistrzowskim stylu.

Bohaterowie, obok postaci żyjących na Wichrowych Wzgórzach, to moje ulubione osobowości stworzone przez siostry. Tak prawdziwi, barwni i głębocy. Pokochałam ich, te drobnostki, które czyniły ich prawdziwymi, słowa, które nadawały im charakteru, czyny, które znaczyły tak dużo. Wierzyłam w nich. Wierzyłam, że to musi się dla nich tak skończyć.

Shirley chodziła za mną przed dobre pół roku. To była książka, której nie umiałam skończyć. Czytałam, czytałam, ale nie mogłam dotrzeć do końca. Może to była za ciężka lektura w chwilach, w których potrzebowałam czegoś lekkiego. Może zbyt mocno związałam się z Shirley i Caroline. Wiem tylko, że gdy skończyłam Shirley, coś się we mnie zmieniło. Brakuje mi tej historii.

Podsumowując, Shirley znalazła u mnie uznanie. Zapamiętam ją jako opowieść o nieprzemijających uczuciach i wielkim poświęceniu. Nauczyła mnie ona, że zawsze jest jakieś wyjście, że trzeba wierzyć, a wszystko będzie dobrze. Odbieram tę książkę niezwykle osobiście i znaczy ona dla mnie naprawdę wiele.

Sądzę, że Shirley nigdy nie zginie. Ta powieść jest ponadczasowa.

Ocena: 7/10.

Wesołych Świąt! :)

sobota, 13 grudnia 2014

Trochę książek.

Dawno nie było żadnego stosiku, prawda? Z tego powodu chcę pokazać wam kilka nowości, które zagościły u mnie na półce.
Podzieliłam książki na cztery stosy, zgodnie z tym, jak dostały się w moje ręce. Miłego oglądania! :)


I. Otrzymane do zrecenzowania. Widzimy tu głównie wydawnictwo Zysk i S-ka, choć dwie książki są od wydawnictwa Illuminatio.


II. Książkowe prezenty.
  • Pięć małych świnek, Agatha Christie
  • Noc w bibliotece, Agatha Christie
  • Anioły jedzą trzy razy dziennie, Grażyna Jagielska
  • Złota lilia, Richelle Mead
  • Bestia, Anders Roslund, Börge Hellström
  • Alex, Pierre Lemaitre
  • 4 po północy, Stephen King


III. Kupione... bez okazji ;)
  • Dziennik Helgi, Helga Weissova
  • Cinder, Marissa Meyer
  • Scarlet, Marissa Meyer
  • Nowa Ziemia, Julianna Baggott
  • Nowy Przywódca, Julianna Baggott


IV. Znalezione na taniaksiazka.pl
  • Zielona mila, Stephen King
  • Podróż, Ida Fink
  • Proroctwo sióstr, Michelle Zink
  • Strażniczka Bramy, Michelle Zink
  • Wróżbiarze, Libba Bray
  • Cyrk nocy, Erin Morgenstern

To wszystko! Trochę się książek nazbierało. Sama nie wiem, kiedy to wszystko przeczytam. Co wy chcielibyście mi polecić? Czekam na wasze propozycje! :)

**


Wiem, trochę mnie nie było. W moim przypadku to nie niespodzianka, prawda? Niestety złapała mnie niemoc czytelnicza. Nie mogę nic przeczytać ani nic napisać... No trudno, mam nadzieję, że niedługo to minie. Trzymajcie za mnie kciuki!
PS Dawno temu zapowiadałam recenzję Shirley i mam dobrą wiadomość - za niedługo się ona pojawi!

środa, 19 listopada 2014

Recenzja "World War Z".


Tytuł: World War Z
Tytuł oryginału: World War Z
Seria: -
Autor: Max Brooks
Tłumaczenie: Leszek Erenfeicht
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 544
Data wydania: 8 maja 2013











"Wszystko, co mamy, to świadomość, CZYM chcemy być"


Max Brooks, a właściwie Maximillian Michael Brooks, jest amerykańskim pisarzem, aktorem oraz autorem scenariuszy. Zajmował się też dubbingiem. Jest autorem Zombie survival, który ukazał się w 2013 roku nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka.
Na podstawie World War Z powstała głośna superprodukcja z Bradem Pittem w roli głównej.

"Te potwory, które powstają z martwych, to nic w porównaniu z demonami, które każdy z nas nosi w sercu"

Zaczyna się od dziwnego wydarzenia w Chinach. Nikt nie podejrzewał, że to właśnie ono zapoczątkowało katastrofę. Pojawił się tam pacjent "zero", który był zarażony tajemniczą, niespotykaną dotąd chorobą, która prowadzi do śmierci i... ożywienia ciała. Zombie ma tylko jedno zadanie - zniszczyć. Atakuje ludzi i zwierzęta, nie myśli, ale działa. Nieustępliwy, niezmordowany, wiecznie głodny. A pokonać go można tylko przez zniszczenie mózgu.
Wirus zaczyna się rozprzestrzeniać po całym świecie. Z najróżniejszych zakątków kuli ziemskiej dochodzi do przypadków ożywienia zwłok, które polują i zabijają kolejne tysiące bezbronnych ludzi. Rządy wielu państw próbują zapobiec pandemii i skrywają prawdę przed obywatelami. Wojska nie potrafią powstrzymać zagłady. Ludzie panikują, coraz więcej decyduje się na samobójstwo, tylko nieliczni są przygotowani na wojnę.
World War Z to zapierający dech w piersiach reportaż, zbiór historii z pierwszej ręki, opowieści osób, które jako jedne z nielicznych przeżyły walkę z zombie.

"Tak, to były kłamstwa, ale czasem kłamstwo nie jest złe. To znaczy, kłamstwo samo w sobie nie jest ani złe, ani dobre. Jest jak ogień: może ogrzać, ale może spalić - zależy od sposobu użycia"

Może zacznę od tego, że nigdy nie miałam doczynienia z powieścią, która poruszałaby temat zombie. I choć epidemii, wojn i katastrof dzięki książkom przeżyłam już naprawdę wiele, pierwszy raz trafiłam na autora, który ujął to w sposób tak realistyczny, tak logiczny, że wojna z zombie mogłaby potoczyć się właśnie w ten sposób, według napisanego przez Brooksa scenariusza. 

Cała historia jest przekazana w sposób bardzo swobodny i przystępny. Czytając, mamy wrażenie, jakbyśmy nie siedzieli z książką w swoim domu, a wraz z autorem podróżowali po świecie i przysłuchiwali się rozmowom przeprowadzanym z ofiarami Wojny Z. Może dlatego czyta się ją tak szybko i tak niesamowicie się w niej zatraca. Ja nie mogłam się oderwać. Czasami stawałam się samą opowieścią, stawałam się bohaterem opisywanych zdarzeń, stawałam się każdym jego czynem i myślą. Słyszałam wyraźnie każde słowo, wyraźnie widziałam wszystkie wydarzenia.

Zombie nie gra w tej powieści tak istotnej roli, jak można by się tego spodziewać. Tak naprawdę żywe trupy to tylko początek, wątek historii o jednoczeniu się ludzi, ich walce, strachu, słabościach, poświęceniu. O niektórych zachowaniach, które mają miejsce tylko w wyniku śmiertelnego zagrożenia. O ludziach zachowujących się jak zwierzęta, podkładających nogę innym, byle uciec, byle przetrwać choć jeden dzień więcej.

Podsumowując, World War Z to świetna książka, która w niezwykły sposób porusza temat zombie. W sposób bardzo przemyślany i rozwinięty. Wykreowanie quislingów, czyli chorych umysłowo, którzy myślą, że zostali już zarażeni i przemierzają świat jako zombie, zjadając innych, nieczułe na ból, to mistrzostwo. Brooks pisze w świetny sposób. Historia jest świetna. Książka jest świetna. I tyle.

Ocena: 7/10.

Dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka za możliwość przeczytania tej powieści!

czwartek, 6 listopada 2014

Recenzja "Demonologu".


Tytuł: Demonolog
Tytuł oryginału: The Demonologist
Seria: -
Autor: Andrew Pyper
Tłumaczenie: Adrian Napieralski
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 376
Data wydania: 14 lipca 2014











"Nie wygląd sprawia, że coś jest złe"


Andrew Pyper jest kanadyjskim pisarzem, autorem wielu świetnie przyjętych książek, takich jak międzynarodowy bestseller Lost Girl czy The Killing Circle, które zostało okrzyknięte kryminałem roku. Pyper jest laureatem nagrody Arthur Ellis Award. Demonolog jest jego najnowszą powieścią i jedyną wydaną w Polsce.

"[...] wszystko da się przetrwać, kiedy nie jest się samemu"

David Ullman jest profesorem na Uniwersytecie Columbia. Specjalizuje się w dziedzinach wierzeń religijnych, mitologii i jest znawcą Raju utraconego Johna Miltona. Przez lata wciąż przeprowadza te same wykłady. Jego życie jest silnie związanie z demonologią, Bogiem i kwestiami religijnymi, z czymś, w co sam nie wierzy.
Pewnego dnia Ullmana odwiedza tajemnicza kobieta, Chuda, która składa mu propozycję nie do odrzucenia. Zafascynowany ofertą David wraz z jedenastoletnią córką Tess wybiera się do Wenecji, by zbadać "zjawisko", o którym wspominała Chuda. Jednak tego, co znajdzie w opuszczonym domu, nie jest w stanie sobie wytłumaczyć. Przerażony ma zamiar zabrać ze sobą Tess i uciekać z Wenecji. Gdy jednak wraca do hotelu, jej tam nie ma.
Do domu Ullman wraca sam. Zagubiony, niepewny i przestraszony wspomina chwilę, w której pozwolił Tess odejść. Policja nie odnalazła jej ciała. I choć wszyscy są o tym przekonani, nie ma dowodów, że umarła naprawdę.
David wciąż ma jednak nadzieję. Musi ją odnaleźć. Wie, że jeszcze jest szansa, by ją odzyskać. Jednak tylko od niego zależy, czy zdobędzie się na wyruszenie w podróż w poszukiwaniu znaków i symboli, dzięki którym odnajdzie Tess. Czasu jest niewiele. Jednak wie, że może to zrobić. Bowiem gdy spadała, zostawiła mu wiadomość.
"Odnajdź mnie".

"Ci, którzy uciekają, nigdy nie przeżywają"


Może zacznę od tego, że uwielbiam książki poruszające taką tematykę, dreszczowce, które nie są pisane na siłę, byle tylko nas przestraszyć. Demony, okrucieństwo i ludzie pozbawiani człowieczeństwa. Miłość do dziecka, która zwycięża strach, która doprowadza do obłędu, do szaleństwa. Niezwykłe poświęcenie, opętanie i wiara. Wiara przede wszystkim. Demonolog przypomina, że niektórych rzeczy nigdy nie dotkniesz, nigdy nie zobaczysz. Jedyne, co ci pozostaje, to w nie wierzyć.

Pióro autora nie wyróżnia się na tle innych i nie zachwyca mnie, ale jest do zniesienia. Książkę czyta się bardzo szybko i płynnie, a co najważniejsze, nie można się od niej oderwać. W pewnym momencie poczułam się uzależniona od tej książki, wszystko, co działo się poza jej kartami, traciło dla mnie większy sens. Bohaterowie są skonstruowani bez zarzutu, a zwłaszcza jedna - Tess. Najgłębsza i zdecydowanie najciekawsza ze wszystkich postaci. Jej zapiski poruszają i intrygują. Są pisane typowo dziecięcym, prostym stylem, który najboleśniej przekazuje prawdę.
I jeszcze jedno. Okładka. Bardzo piękna, mroczna, przyciągająca uwagę.

Demonolog jest dla mnie specyficzną powieścią. Przymykam oko na wszystkie niedociągnięcia, bo zbyt dobrze się przy niej bawiłam. David i Tess byli zbyt ludzcy, by mogły mnie irytować popełnione przez nich błędy. Historia była zbyt zajmująca, bym mogła się nią znudzić.
Warto zaznaczyć, że Demonolog to nie horror ociekający krwią i flakami, bez uciętych głów i kończyn. Ta książka może nie doprowadzi was do bezsenności, może nie będziecie się przy niej bać, ale zasmuci was i przerazi czynami bohaterów wypełnianymi w imię nienawiści. W imię braku miłości.

Podsumowując, Demonolog to pozycja bardzo ciekawa, trzymająca w napięciu i przywracająca wiarę, nie tylko w Boga, ale w miłość, tę najczystszą, najprawdziwszą, bezinteresowną. Miłość za wszystkie wady i zalety, za każdy gest i oddech, miłość do osoby, za którą oddasz wszystko, nawet siebie. Pouczająca, mroczna i chwilami przerażająca.

Ocena: 7/10.


Bardzo dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka za możliwość przeczytania tej powieści!

poniedziałek, 13 października 2014

Recenzja "Ziemi szamanów".


Tytuł: Ziemia szamanów
Tytuł oryginału: -
Seria: -
Autor: Wojciech Grzelak
Tłumaczenie: -
Wydawnictwo: Illuminatio
Liczba stron: 320
Data wydania: 18 marca 2014











"Widzisz, tacy naprawdę jesteśmy. My, ludzie. Dotykamy najgłębszych otchłani planety, najdalszych zakątków wszechświata, najodleglejszych zdarzeń. Odczuwamy je tak, jak liście brzozy odczuwają śmierć w zimnym ostrzu topora przyłożonym do białego pnia. Ale nic z tego nie rozumiemy. Rzadko tylko, jak gwiazda w nieprzeniknionej kurtynie nieba, rozbłyśnie w naszym umyśle iskierka przeczucia - czasem tylko raz w życiu, czasem wcale - i zaraz zgaśnie..."

Wojciech Grzelak jest pisarzem, podróżnikiem, wykładowcą na Uniwersytecie w Gornoałtajsku. Przez wiele lat podróżował po Azji i mieszkał na Syberii. Jest uhonorowanym nagrodą Senatu RP autorem reportaży ałtajskich, artykułów, opowiadań i książek.


Syberia. Groźna, nieodgadniona, surowa, tajemnicza, piękna.
Ta niezwykła kraina zapiera dech w piersiach, fascynuje swoją dzikością, niedostępnością i nieosiągalnością. Jest jednym z niewielu miejsc, które nie zostały do końca odkryte. Kiedyś koszmar tysiącu zsyłanych tam nieszczęśników, w tym Polaków, których niszczyło to miejsce, pozbawiało wolności, dobytków i najbliższych. Teraz miejsce, które wciąż zadziwia odwiedzających ją podróżników.
Syberia kryje w sobie niesamowite tajemnice i postacie, niewyjaśnione zjawiska, stare legendy i zagadki zasypane pod białym puchem. Autor zabierze cię w podróż przez śnieżną krainę, usłyszysz o horrorze w pskowskim lesie, starożytnych kurhanach, ujrzysz widma i błędne ogniki, dowiesz się, czym jest mongolski robak śmierci, co niesie ze sobą czarna tęcza i czym zajmowali się szamani, którzy kiedyś zamieszkiwali Syberię.

"Twój wzrok jest ułomny, a twoje poznanie - zmącone. A jeśli jest jeszcze inna droga do zrozumienia? Możesz na nią wkroczyć, zwracając się w głąb siebie, bo sam jesteś kluczem do zrozumienia wszystkiego, w czym uczestniczysz"

Syberia zawsze fascynowała i oczarowywała mnie swoją naturą, swoim klimatem. Niezwykłe opowieści szeptane przez wiatr, niewytłumaczalne zjawiska, przypadki ludzi, którzy doświadczyli czegoś, czego sami nie są w stanie nazwać - to wszystko inspiruje mnie, intryguje i zaciekawia. Od dziecka interesowałam się magią, niezwykłymi historiami i spotykanymi przez niektórych istotami, które postanowiły namieszać trochę w życiu zwykłych śmiertelników, pokazując się na chwilę. Syberia jest magicznym, baśniowym, pięknym, ale niebezpiecznym miejscem, które dzięki tej książce miałam okazję poznać dokładniej i na które mogłam spojrzeć pod innym kątem. Jej historia jest pełna zagadek i tajemnic, których jeszcze nie udało się rozwikłać.

Podoba mi się język, jakim operuje autor. Nie jest zbyt prosty ani zbyt skomplikowany - swobodny. Bardzo przyjemnie czytało mi się tę powieść. Niektóre rozdziały tej powieści poświęcone są jednak tematom, o których autor nie powinien się tak rozwodzić. Dla mnie były one nużące, wręcz nudne. Czasami moje myśli odbiegały od powieści i nie miałam pojęcia, o czym czytam.

Ziemia szamanów wzbudziła we mnie tęsknotę za niedostępnymi mroźnymi krainami, o których zawsze marzyłam. Ta książka jest idealna dla osób, które interesują się niezwykłymi legendami czy zjawiskami. Wydarzenia i historie w niej zawarte są mniej lub bardziej wiarygodne. Tylko od nas zależy, czy w nie uwierzymy. I może dlatego Syberia jest dla niektórych tak wielkim znakiem zapytania.

Ocena: 6/10.

Dziękuję wydawnictwu Illuminatio za możliwość przeczytania tej książki!

piątek, 3 października 2014

Recenzja "Amerykaany".


Tytuł: Amerykaana
Tytuł oryginału: Americanah
Seria: -
Autor: Chimamanda Ngozi Adichie
Tłumaczenie: Katarzyna Petecka-Jurek
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 765
Data wydania: 7 lipca 2014










"- Ale w kreskówkach też jest przemoc.
- [...]Traumę u dzieci wywołują prawdziwe rzeczy"


Amerykaana jest dziełem nigeryjskiej pisarki, Chimamandy Ngozi Adichie. Dorastała ona w Nsukka, w południowo-wschodniej Nigerii. W wieku dziewiętnastu lat wyjechała z rodzinnego kraju i zamieszkała w Stanach Zjednoczonych. W 2003 roku ukazała się jej debiutancka powieść, Fioletowy hibiskus, który zdobył nominację do Orange Prize.

"- Mamy strajk.
- Aj-aj! Jeszcze się nie skończył?
- Nie, ten ostatni się skończył, wróciliśmy do szkoły, a potem zaczęli kolejny"


Nigeria. Ifemelu i Obinze są w sobie zakochani. Mają nadzieję stworzyć wspólną przyszłość. Jednak ich plany zostają poddane próbie. W szkole, w której się uczą nie udaje im się niczego osiągnąć - nauczyciele ciągle strajkują, zajęcia zostają odwoływane. Ifemelu postanawia wyjechać do Ameryki, by ukończyć studia. Początkowo mieszka u cioci, zajmuje się swoim kuzynem. Potem jednak przychodzi czas, gdy dziewczyna musi sama o siebie zadbać. Musi nauczyć się żyć w Ameryce, odnaleźć siebie w świecie, w którym jej kolor skóry nie jest akceptowany.
Obinze chce dołączyć do swojej ukochanej, jednak nie otrzymuje zgody na wyjazd do Ameryki. Wyjeżdża do Londynu, gdzie wiedzie życie nielegalnego imigranta.
Po latach Ifemelu, autorka kontrowersyjnego bloga poruszającego problemy przynależności rasowej, postanawia wrócić do ojczystego kraju. Nie wie, czy odnajdzie się w świecie, który nie przypomina dawnej, znanej jej Nigerii. Boi się ponownego spotkania z rodziną, przyjaciółmi, krajem, domem.
Obinze dawno temu wrócił do Lagos. Jako bogaty mężczyzna w nowym, demokratycznym kraju, z kochającą żoną i dzieckiem, pozornie nie potrzebuje więcej. Jednak jest coś, czego zawsze mu brakowało. Ukochanej Ifemelu, z którą stracił kontakt wiele lat temu.




Książka ukazująca zmagania dwójki Nigeryjczyków w świecie, w którym nie ma dla nich miejsca. O ludziach, którzy stoją tam na najniższym szczeblu drabiny społecznej, którzy są zmuszeni żyć w nieświadomości, w cieniu, bo jeśli tylko się temu sprzeciwią, wylądują w więzieniu. Wielowątkowa i ponadczasowa, trudna, ale przyjemna, warta przemyślenia. O nieprzemijającej miłości, więzach rodzinnych, nadziei, poświęceniu i rozpaczy. Prawdziwa.

Nie myślcie jednak, że Amerykaana jest pozbawiona wad. Główna bohaterka, Ifemelu, często wykazywała się egoizmem i głupotą, miałam wrażenie, że najpierw robiła, potem myślała. Jej czyny wydawały się bezsensowne i bezpodstawne. Z łatwością niszczyła wszystko, co pięknego postanowili jej podarować inni.
Obinze jest całkowitym przeciwieństwem Ifemelu. Polubiłam go, rozumiałam i współczułam. Martwiłam się o niego i życzyłam mu szczęścia, od początku do końca.

Książka jest podzielona na dwie splatające się ze sobą części - przeszłość i teraźniejszość. W przeszłości Ifemelu i Obinze poznają się, rozdzielają. Opisane są ich początki życia w nowych krajach, trudności, z jakimi muszą się zmierzyć. W teraźniejszości spotykamy ich starszych, obserwujemy ich ponowne spotkanie. Przyznam, że o wiele ciekawsza była dla mnie ich przeszłość, bo to właśnie ich wspomnienia mnie poruszyły.

Amerykaana jest zdecydowanie warta przeczytania. Pomimo dużej objętości jest to książka naprawdę przyjemna, czyta się ją bardzo szybko. Może to za sprawą dużej czcionki, a może dzięki prostemu, łatwemu w odbiorze, dobitnemu stylowi pani Adichie. Polecam.

Ocena: 7/10.

Za możliwość przeczytania "Amerykaany" dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka!

sobota, 27 września 2014

Jakim jestem czytelnikiem?

Dzisiaj przychodzę do was z nieco innym wpisem. Nie wiem, czy to jakaś zabawa, czy nie. Jeśli ktoś chciałby napisać o swoim sposobie na czytanie - zachęcam! Uwielbiam takie wpisy :)
Przed sobą macie 21 faktów o mnie i moich książkach. Zapraszam do czytania!

1. Nie lubię wypożyczać książek. Wolę mieć swoje egzemplarze.
Po prostu nie czuję się komfortowo, gdy czytam takie książki. Lubię mieć swoje egzemplarze, do których zawsze mogę wrócić. Cierpię, gdy książkę, którą kocham, muszę oddać do biblioteki.

2. Nie kupiłabym książki, którą przedtem wypożyczyłam z biblioteki.
Wolę kupić jakąś, której jeszcze nie czytałam.

3. Nie widzę sensu w kupowaniu drugiego egzemplarza tej samej książki w innym wydaniu czy z autografem autora.

4. Nie lubię czytać po przebudzeniu.
Po prostu nie mogę się wtedy skupić, jestem senna.

5. Na czytanie najlepszą porą jest wieczór/noc.

6. Czasami przeczytam 400 stron, czasami nic.
Spokojnie wytrzymam, jeśli nie przeczytam ani jednej strony przez kilka dni. Czytam, gdy mam na to ochotę.

7. Pożyczam swoje książki tylko zaufanym osobom.
Wolę mieć pewność, że ta osoba zwróci mi książkę.

8. Jeśli jakaś osoba zwróci mi książkę, która jest zniszczona, nie będę pożyczać jej więcej książek.

9. Używam zakładek.
Nienawidzę zagiętych rogów, wykorzystywania skrzydełek itp.

10. Uwielbiam wąchać swoje książki.
Uwielbiam ich zapach :)

11. Nigdy nie kupuję naraz wszystkich części serii.
Kupuję resztę, jeśli pierwsza część mi się spodoba.

12. Zazwyczaj nie kupuję książek w empiku itp. Łapię okazje.
Niestety książki są drogie, a pieniędzy ubywa. Kupuję książki, które kosztują dużo mniej niż po oryginalnej cenie.

13. Mogłabym czytać wszędzie.

14. Moim ulubionym miejscem na czytanie jest moje łóżko.

15. Nie lubię, gdy siedzę z książką w miejscu publicznym i jakaś osoba pyta się, co czytam.
Zazwyczaj tylko pokazuję jej okładkę.

16. Zawsze doczytuję każdą książkę do końca.
Bardzo często się zdarza, że pod koniec lektura staje się dużo lepsza.

17. Potrafię czytać kilka książek równocześnie.

18. Nie piszę po książkach, nie zaginam ich rogów itp. Czasami jednak zaznaczę ołówkiem jakiś cytat.

19. Nie czytam audiobooków ani ebooków. Czytam tylko i wyłącznie książki papierowe.
Na audiobookach nie mogę się skupić, ebooki to kompletnie nie moja bajka. Książka pozbawiona jej zapachu, książka pozbawiona szelestu jej stron, nie jest do końca książką.

20. Noszę książki ze sobą wszędzie.
Nigdy nie wiadomo, kiedy znajdę czas na czytanie.

21. Nie lubię długo czytać jednej książki.



To już chyba tyle. Nic więcej nie przychodzi mi do głowy. Mam nadzieję, że wpis się spodobał i przybliżyłam Wam trochę moją osobę :) Do zobaczenia! :)

poniedziałek, 22 września 2014

Recenzja "Wirusa".


Tytuł: Wirus
Tytuł oryginału: The Strain
Seria: Wirus (tom 1)
Autorzy: Chuck Hogan, Guillermo del Toro
Tłumaczenie: Anna Klingofer
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 560
Data wydania: 30 lipca 2014










"Mówi się, że gdy człowieka przejdzie dreszcz, to znaczy, że ktoś przespacerował się po jego grobie"


Guillermo del Toro to obdarzony niesamowitą wyobraźnią twórca hitu Labirynt fauna, który został nagrodzony trzema Oscarami. Jest meksykańskim reżyserem, scenarzystą i producentem. Jego debiutem był Cronos. Dorastał u boku babki, którą przerażały jego upiorne wizje. Poddawała go egzorcyzmom, by wygnać potwory z jego umysłu.
Chuck Hogan jest autorem kilkunastu powieści. Jedna z nich, Miasto złodziei, zdobyła nagrodę im. Dashiella Hammeta i została doceniona przez Stephena Kinga, który okrzyknął ją jedną z najlepszych w 2005 roku. Na jej podstawie nakręcono film z Benem Affleckiem.
Wirus to pierwsza część trylogii o tym samym tytule.

"Bardziej niż krzyk przeraziła go cisza, która nastąpiła potem"

W Nowym Jorku ląduje samolot z Niemiec. Tuż po wróceniu na ziemię pojazdu wieża kontrolna traci z nim połączenie, zasłony są zaciągnięcie, a światła i klimatyzacja wyłączone. Drzwi są zamknięte. Wszystko wskazuje na to, że pasażerowie zostali zamknięci w pułapce i powoli zaczyna brakować im powietrza. Władze obawiają się, że podróżni mogli zarazić się śmiercionośnym wirusem. Na miejsce wzywają grupę z Centrum Zwalczania i Prewencji Chorób. Gdy zespół z Ephraimem Goodweatherem na czele wchodzi na pokład samolotu odkrywa, że tylko kilka osób żyje. Trudno zbadać przyczynę śmierci pasażerów, a ci, którzy przeżyli nie wiedzą, co się z nimi stało. Wkrótce Eph odkrywa, że ciała zmarłych nie rozkładają się tak, jak powinny. Wygląda na to, że upuszczono z nich całą krew.
Tymczasem zbliża się historyczne zaćmienie słońca, które będą mogli obserwować mieszkańcy Nowego Jorku. Na kilka minut ich świat pogrąży się w całkowitych ciemnościach, a wampiry będą mogły wyjść ze swojej kryjówki...

"Kiedy moc Jezusa cię zawodzi, wtedy wiesz, że naprawdę masz cholernego pecha"

Trzymająca w napięciu mroczna historia ukazująca wampiry jako przerażające i złe istoty. Książka, od której nie można się oderwać. Opowiadająca oryginalną historię, której niektóre fragmenty zapadły mi w pamięć na zawsze. Przyznam, że nie przepadam za książkami poświęconymi wampirom. Istoty te bowiem na przestrzeni ostatnich lat zyskały zupełnie nową twarz - atrakcyjnych, wiecznie młodych istot, które w ogóle do mnie nie przemawiają. Osobiście wolę nieco inne historie - historie o nieustannie głodnych, przerażających istotach, które beznamiętnie zabijają swoje ofiary. Wirus jest właśnie taką powieścią.

Panowie Guillermo del Toro i Chuck Hogan wprowadzają do tematu wampirów pewną świeżość. Udało im się stworzyć oryginalną, inną od wszystkich historię, która porusza temat, do którego pozornie nie można wpleść niczego nowego. Rozprzestrzenianie się wampiryzmu, wygląd owych potworów, ich podobieństwo do niektórych zwierząt, przejmowanie kontroli nad ciałem przez wirusa - to wszystko udało się autorom stworzyć lub dopracować.

Polubiłam Epha, którego można mianować głównym bohaterem, jego historię, która stanowiła jeden z wątków, który wspaniale dopełniał całą opowieść. Polubiłam Zacka, małego, rozbitego chłopca, który ma dość nieustannej walki ojca i matki o prawa do opiekowania się nim. Polubiłam wielu bohaterów, których poznawałam w ostatnich chwilach ich życia. Często żałowałam osób, które próbowały walczyć z wirusem, które opierały się swojej naturze, próbując ratować innych. Czuję się źle, bo nie wiem, jak potoczą się losy niektórych z nich.

Podsumowując, ta powieść to bardzo dobre wprowadzenie do świata opanowanego przez krwiożerczego wirusa. Mogę śmiało stwierdzić, że nie można się nudzić czytając tę powieść. To nieprzewidywalny dreszczowiec o zakończeniu, które nie kończy się szczęśliwie i obiecuje intrygujące rozwinięcie akcji w drugim tomie. Sama nie mogę się doczekać kontynuacji tej trylogii. A tymczasem nie pozostaje mi nic, jak tylko obejrzeć serial, który stworzono na jej podstawie.

Ocena: 7/10.

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka!

czwartek, 18 września 2014

Recenzja "W ciemności".


Tytuł: W ciemności
Tytuł oryginału: Der verlorene Blick: Leonies Geschichte; Ein Mädchen erblindet
Seria: -
Autor: Jana Frey
Tłumaczenie: Ewa Knichnicka
Wydawnictwo: Ossolineum
Liczba stron: 126
Data wydania: (rok wydania) 2004









"Chciałabym być martwa, tak jak moje oczy"


Jana Frey jest niemiecką pisarką, autorką książek dla dorosłych i dzieci. Jej powieści najczęściej poruszają trudne tematy - choroby, problemy rodzinne, wczesne macierzyństwo, uzależnienia i ucieczki z domu. Współpracuje z telewizją.



Leonia ma piętnaście lat. Leonia ma tatę, mamę i dwójkę braci. Leonia ma dwie przyjaciółki i przyjaciela, który może wkrótce stać się kimś więcej. Leonia ma piękne szmaragdowe oczy, które oczarowały Frederika. Oczy, które jako jedyna odziedziczyła po swojej mamie.
Wystarczy jedna chwila, jeden błąd, by to wszystko przestało dla niej istnieć. Leonia traci oczy w nieszczęśliwym wypadku samochodowych - gdy budzi się w szpitalu, otacza ją ciemność. Od tej pory musi zacząć radzić sobie w świecie bez światła, bez patrzenia w ciemne oczy Frederika. Musi nauczyć się żyć w niewidzialnym świecie, funkcjonować posługując się innymi zmysłami.



Przyznam, że trochę się zawiodłam. Miałam nadzieję, że ta książka mnie poruszy, sprawi, że nie będę mogła przestać płakać. Było kilka smutnych momentów, ale większość powieści to... narzekania głównej bohaterki. Rozumiem - straciła wzrok, czyli to, co stanowi nieodłączną część każdego z nas. Też bym się załamała. Ale po pewnym czasie próbowałabym walczyć o normalne życie, próbowałabym nauczyć się postrzegać świat od nowa. Leonia poddała się - chciała umrzeć, mówiła to otwarcie. Liczyłam na to, że główna bohaterka przejdzie przemianę, dzięki której stanie się silna, dzięki której będzie mogła cieszyć się z tego, co ma. Niestety spotkałam się z dziewczyną, która nie doceniała tego, co dawali jej inni. Przeciwnie - rzucała im w twarz okazaną przez nich miłością.

Drugoplanowi bohaterowie wydają mi się wyidealizowani; nie mówię oczywiście o osobach, których Leonia nie darzyła sympatią. Frederik, bracia Leonii, jej rodzice, przyjaciółka itp. Wszyscy piękni, inteligentni, kochani, troskliwi, cierpliwi... Czasem brakowało im tych ludzkich cech, tych niedoskonałości, który każdy z nas posiada i skłonności do popełniania błędów, czegoś prawdziwego.

Podsumowując - nie wiem, co inni znaleźli w tej powieści wyjątkowego. Owszem, widzę w niej kilka łapiących za serce fragmentów, ale mogę śmiało powiedzieć, że mi się nie spodobała. A szkoda, bo miałam wobec niej wielkie oczekiwania i długo czekałam na możliwość jej przeczytania. Nie będę nikomu odradzać tej książki, bo inni mogą w niej znaleźć coś, czego ja nie dostrzegłam, coś, co należy tylko do nich. Ja jednak nie zamierzam powracać do tej powieści.

Ocena: 5/10.

poniedziałek, 15 września 2014

Recenzja "Wampirów - samych o sobie".


Tytuł: Wampiry - same o sobie
Tytuł oryginału: Vampires In Their Own Words
Seria: -
Autor: Michelle Belanger
Tłumaczenie: Maciej Lorenc
Wydawnictwo: Illuminatio
Liczba stron: 308
Data wydania: 25 października 2010










"Serce jest symbolem miłości i życia i było uważane za źródło siły napędzającej ludzkie ciało, a także miejsce, w którym znajdują się myśli i emocje człowieka. Krew krąży w naszych żyłach, wypełnia ciała, napędza serca i podtrzymuje nasze istnienia. Jeśli stracimy dużą jej ilość - umrzemy. Krew jest zatem także śmiercią"

Michelle Belanger jest wampirem psychicznym. Jest założycielką oraz przywódczynią Domu Kheperu, jednej z wspólnot wampirycznych. Napisała bestseller Kodeks wampira psychicznego. Czasami pojawiała się w filmach dokumentalnych, jej głos można było usłyszeć w radiu, jej prace można było przeczytać w różnych książkach i czasopismach.

"Doceńcie myśli. Myśli są subtelne. Są szybkie. Mogą wyrazić dużo więcej niż słowa [...] Jestem przekonany, że to właśnie z naszych najskrytszych myśli w niekontrolowany sposób wypływają nasza życzliwość, współczucie, gniew i wszelkie inne cechy, które czynią z nas ludzi"

Wampir. Gdy usłyszymy to słowo, przed oczami staje nam blada, ubrana na czarno elegancka postać o mądrych, starych oczach, spiczastych kłach i chronioną przed promieniami słonecznymi twarzą.
Jednak wizerunek ten jest nieprawdziwy. Dzisiejsze wampiry wyglądają tak samo jak inni, nie wyróżniają się niczym niezwykłym. Czasem nawet nie wiedzą, kim są. Dzielą się na dwa rodzaje - psychiczne i sangwiniczne. Pierwsze potrzebują energii, którą mogą pobrać od innych. Drugie łakną krwi.
Michelle Belanger ukazuje nam owe prawdziwe oblicze wampirów. Opowiada o tym, jak sama dowiedziała się kim jest, jak powoli oswajała się z pojęciami, które stanowiły część jej nowego życia. Potem przekazuje pałeczkę osobom, które również mają dużo wspólnego z wampiryzmem. Wampiry - same o sobie to zbiór wypowiedzi osób, które chcą w pewien sposób wyjaśnić nam, kim są wampiry, czym się zajmują i czy istnieje podobieństwo między nimi a przerażającymi bohaterami horrorów.

"Ziemia jest piękna, a kiedy patrzysz na jej mieszkańców, możesz uchwycić w sobie jej błysk, otoczony ciemnością przestrzeni"

Powiem szczerze - książką byłam zafascynowana od samego początku. Interesował mnie sposób myślenia osób, które uważają się za wampiry, intrygowało mnie, dlaczego potrzebują krwi i w jaki sposób radzą sobie ze swoją naturą. Trochę irytowało mnie to, że większość książki poruszała cały czas te same tematy (jak żyją dzisiejsze wampiry, czym się zajmują itp.), ale przyznam, że przybliżyła mi ona postać współczesnego wampira.

Powieść ta jest zbiorem wypowiedzi różnych ludzi, którzy zajmują się wampiryzmem bądź są z nim w pewien sposób związani. Każdy z nich opowiada nam swoją historię, opowiada o swoich przyzwyczajeniach, upodobaniach. Każdy z nich ma odmienne zdanie na temat swojej natury - niektórzy uwielbiają pić krew, czasami robiąc to nie tylko z pragnienia, a dlatego, że po prostu to lubią. Inni są zmuszeni pogodzić się ze swoją osobą i żyć robiąc to, co robią. Przyznam, że z dużo większym zainteresowaniem czytałam o opiniach wampirów na temat ich samych niż o np. odpowiednim dla nich ubiorze.

Ostatni rozdział intrygował mnie chyba najbardziej. Zwłaszcza wzmianki o krwi, o jej znaczeniu i cenie. Pamiętam, że po przeczytaniu fragmentu, którego zamieściłam na początku recenzji, ciągle przechodziły mnie dreszcze.

Wampiry - same o sobie mogę polecić osobom, które interesują się wampiryzmem bądź, tak jak ja, są zaciekawione historiami i przemyśleniami ludzi, którzy nazywają siebie wampirami. Wiem, że ta pozycja nie trafi do każdego, nie radzę też podchodzić do niej z myślą, że współczesne wampiry są zdesperowanymi szpanerami lub osobami chorymi psychicznie. Jeśli podejdziecie do tej książki swobodnie, jeśli nie nastawicie się na to, że jej słowa są wymysłami, może się wam spodobać.

Ocena: 6/10.

Za możliwość przeczytania "Wampirów..." dziękuję wydawnictwu Illuminatio!

czwartek, 11 września 2014

Recenzja "Gry o tron".


Tytuł: Gra o tron
Tytuł oryginału: Game of Thrones
Seria: Pieśń lodu i ognia (tom 1)
Autor: George R. R. Martin
Tłumaczenie: Paweł Kruk
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 844
Data wydania: 12 kwietnia 2011










"Strach tnie głębiej niż miecze"


George R. R. Martin, czyli George Raymond Richard Martin. Twórca wielu książek i opowiadań o tematyce fantastycznej, autor Pieśni lodu i ognia, na podstawie której powstały gra fabularna oraz serial. Seria ta jest przewidziana na siedem tomów. Do tej pory ukazało się ich pięć.
George R. R. Martin jest wielokrotnym zdobywcą nagród takich jak Nebula, Hugo czy World Fantasy Award.

"Ten, kto boi się przegrać, już przegrał"


Tron, który jest darem i przekleństwem równocześnie. Tron stworzony z tysięcy mieczy poległych, którzy oddali życie na polu bitwy. Tron, za który ludzie umierają i za który mogliby zabić. Tron, który da ci władzę, ale nie bezpieczeństwo.
Po panowaniu żądnego krwi Aerysa Targaryena - Smoczego Króla i szalonego tyrana -  Żelazny Tron obejmuje Robert. Jednak wszystko zaczyna się komplikować, gdy mianuje Eddarda Starka, swojego przyjaciela i Lorda Winterfell Namiestnikiem Północy.
Ned wraz z dwiema córkami przenosi się na Południe. Tam czekają na niego Lannisterowie, którzy planują okrutną grę, w której można wygrać lub umrzeć.
Gdzie indziej, wśród bezwzględnych Dothraków potomkini Targaryena, Daenerys, nosi w sobie dziecko, którego przeznaczeniem jest obalić rządy Baratheona.
Jednak nie to przeraża ludzi najbardziej.
Nadchodzi zima.

"Nigdy nie zapominaj o tym, kim jesteś, bo świat na pewno o tym nie zapomni. Uczyń z tego swoją siłę, a wtedy przestanie to być twoim słabym punktem. Zrób z tego swoją zbroję, a nikt nie użyje tego przeciwko tobie"


Miłość, nienawiść, krew, łzy, wojna, pokój, wierność i zdrada. To wszystko i jeszcze więcej. Książka, która uzależnia. Która zaskakuje, wciąga i trzyma w napięciu. Wypełniona po brzegi akcją, intrygami i krwią. Napisana bardzo dobrym, przystępnym stylem, wzbogacona o wilkory i smoki, czyli istoty, które szczerze uwielbiam. Stworzona z tego, co kocham w fantastyce najbardziej.

Bohaterów jest dużo. I nie wiem, czy jest to wadą czy zaletą. Na początku trudno mi się było odnaleźć w morzu imion. Ale dziękuję za to, że mogłam się w nim zanurzyć. Poznać Tyriona, Aryę, Jona czy Neda. Świetne postacie, które nadają powieści charakteru. Są tacy, których kocham i inni, których nienawidzę tak bardzo, że próbowałam ich udusić przez karty powieści. W mojej wersji Gry o tron Joffrey zginął już kilkanaście razy.

Pan Martin znany jest z tego, że uwielbia uśmiercać stworzonych przez siebie bohaterów. Czasami są to nawet narratorzy, którzy przed chwilą zaledwie opisywali nam to, co się dzieje. Przyznam, że trupów w książce jest kilka, co zdecydowanie mi odpowiada. Ale najważniejsze, że pan Martin pozbawił życia postacie, na których śmierć nie byłam przygotowana.

Gra o tron to świetne wprowadzenie do świata bitw, zdrad i przerażającej gry. Jestem zachwycona światem, jaki stworzył pan Martin. Jestem zaskoczona, jakie emocje wzbudziła we mnie ta opowieść. Teraz zostaje mi tylko przeczytać drugą część i kibicować postaciom, które polubiłam. Mam nadzieję, że nastąpi to jak najszybciej.

Ocena: 8/10.

piątek, 5 września 2014

Recenzja "Fazy trzeciej: Kłamstw".


Tytuł: Faza trzecia: Kłamstwa
Tytuł oryginału: Lies
Seria: GONE (tom 3)
Autor: Michael Grant
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 400
Data wydania: 20 października 2010











Przypominam, że to recenzja trzeciego tomu i zawarte są w niej informacje dotyczące poprzednich części.

"Prawdziwy bohater wie, kiedy odejść"

Michael Grant jest autorem około stu pięćdziesięciu książek dla młodzieży. Pisał pod jedenastoma pseudonimami. W Polsce można kupić siedem jego powieści - serię GONE, która składa się z sześciu części (Niepokój, Głód, Kłamstwa, Plaga, Ciemność, Światło) oraz BZRK, które otwiera zupełnie inny cykl. Dzisiaj mieszka w Północnej Karolinie w towarzystwie żony, dzieci i gromady zwierząt.

"Tak, Sam, nadal jesteś potrzebny. Jesteś jak Bóg dla nas, zwykłych śmiertelników. Nie możemy bez ciebie żyć. Świątynie zbudujemy później. Zadowolony?"

Minęło siedem miesięcy od dnia, w którym dzieci i młodzież zostali zamknięci w kopule oddzielającej ich od swoich rodziców, nauczycieli, policjantów, lekarzy...
Wojna trwa. Nowi dołączają do Ekipy Ludzi stworzonej przez Zila. Ich celem jest pozbycie się wszystkich, którzy władają niesamowitymi mocami. Caine czuwa i choć powoli traci siły, nadal czeka na właściwy moment, w którym znowu mógłby zaatakować Perdido Beach. Władza Astrid słabnie. Jest coraz gorzej. I nie chodzi tylko o wszechobecny głód, brak środków do życia, dzieciaki, które coraz częściej sięgają po używki i broń. Nie ma już zasad. Jest tylko strach.
Zjawia się Prorokini, Orsay, która niesie ze sobą nadzieję. Podobno widzi, co znajduje się za barierą i odwiedza w snach rodziców, którzy żyją poza kopułą. Mówi też, że można uciec poza granicę ETAPU umierając. Czy ci, którzy prawdopodobnie nie dotrwają do wielkiej piętnastki, zdecydują się wyrwać z tego piekła poświęcając życie?
Jest coś jeszcze. Coś, co nawet w miejscu, którym jest ETAP, wydaje się niemożliwe.
Do Perdido Beach wracają osoby, które dawno temu zakopano pod ziemią.

"Ludzie, którzy mają władzę, zazwyczaj boją się ją utracić"

Książka, która przebija swoje poprzedniczki. Przez którą przez całe moje ciało przechodzą dreszcze, której się trochę boję, którą kocham, przy której się uśmiecham, która sprawia, że nie mogę się ruszyć, bo muszę skończyć jeszcze jedno zdanie, stronę, rozdział...
Sprawia, że zaczynam myśleć o wojnie jako o czymś realnym, o tym, że jutro mogę już nie być bezpieczna. Że największymi wrogami ludzi są oni sami, że w niektórych sytuacjach najchętniej nawzajem by się pozabijali. O tym, że nawet przyjaciel może ci wbić nóż w plecy. O tym, co zrobiłabym, gdyby zabrakło dorosłych. Czy przeżyłabym chociaż miesiąc, czy potrafiłabym sobie poradzić w sytuacjach, na które nie byłam przygotowana.

GONE to jedna z moich ulubionych serii młodzieżowych. Ta książka nie jest zakończona szczęśliwie. Bohaterowie nie są idealni, a autentyczni. Dużo w niej brutalności, tajemnic i zwrotów akcji, przez które czasami łzy płyną po moich policzkach. Wraz z każdą oznaczoną w książce minutą zbliżamy się do finału, który pozbawił mnie tchu. Były tylko Kłamstwa i przewracane coraz szybciej strony.
Po prostu magia.

Bohaterów jest dużo i na początku miałam problem z rozpoznaniem niektórych imion. Ale teraz jestem pewna, że zapamiętam je na bardzo długo. Niektórzy znienawidzeni, niektórzy ukochani, lecz wszyscy wyjątkowi i nieprzewidywalni. Przyznam, że wraz z biegiem czasu życie w ETAPIE pozostawia w ich głowach coraz większy ślad. Bohaterowie przechodzą olbrzymią metamorfozę. Z głodu i strachu są skłonni zrobić wszystko. I to jest trochę niepokojące. Że w każdym z nas siedzi potwór, który zje swojego ukochanego kota, kiedy będzie wystarczająco głodny.

Podsumowując, GONE nie jest zwykłą młodzieżówką. Dla czytelników, którzy lubią być zaskakiwani przez książki, będzie dobrą lekturą. Więc jeśli chcecie przekonać się do literatury młodzieżowej, ta seria będzie dobrym początkiem.

Ocena: 8/10.

piątek, 29 sierpnia 2014

Recenzja "Domu Róży, Krýsuviku i Kołysanki dla wisielca".


Tytuł: Dom Róży, Krýsuvik i Kołysanka dla wisielca
Tytuł oryginału: -
Seria: -
Autor: Hubert Klimko-Dobrzaniecki
Tłumaczenie: -
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 240
Data wydania: 10 czerwca 2013










"Znaleźliśmy się na płaskowyżu usłanym łubinem, kilometrami łubinu we wszystkich możliwych odcieniach niebieskiego. [...] zrozumiałem, że jestem świadkiem cudu, bo to było najpiękniejsze morze, jakie kiedykolwiek widziałem, bez wody i glonów, bez ryb i statków. Najpiękniejsze morze kołysało na swych łubinowych falach skrzypka, który grał, grał i grał"


Hubert Klimko-Dobrzaniecki jest filozofem, poetą, pisarzem, który urodził się w Polsce, a tworzył na Islandii. Był nominowany do Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus, Nagrody Literackiej Nike oraz Nagrody Mediów Publicznych "Cogito". W 2007 roku znalazł się na liście kandydatów do paszportów "Polityki". Obecnie pracuje nad filmem, który powstanie na podstawie jednej z jego powieści. Mieszka w Wiedniu.

"Kiedyś myślałem, że samobójcy to tchórze, że ten desperacki krok jest ucieczką przed życiem, przed jego problemami i przed odpowiedzialnością. A może samobójcy to ludzie, którzy wygrali w chińczyka z Panem Bogiem, rzucili kostką i kiedy tamten odwrócił głowę, dali dyla, zanim w swojej łasce pozwolił im umrzeć naturalnie lub w wypadku. Teraz wiem, że samobójcy to ludzie całkowicie wolni, a tym samym nieposłuszni, to odważni wariaci, którzy sami wybierają swoje miejsce i czas, ubiegają Pana Boga, prowadzą z Nim jeden do zera"


Dom Róży, Krýsuvik
Poznajemy Huberta. Hubert próbuje poukładać sobie życie w Islandii - spokojnym, pięknym miejscu, w którym żyje niewielu ludzi. Znajduje tam miłość - Agnieszkę, którą zobaczył pewnego dnia zapłakaną przy pomniku Sun Voyager. Agnieszka rodzi mu syna. Lecz dopiero gdy Hubert dostaje posadę w domu starców, zaczyna się opowieść.
Hubert opowiada o losach starych dusz, których nikt już nie potrzebuje. O ludziach, którzy dla swoich bliskich nie znaczą już kompletnie nic, których trzeba karmić, odprowadzać do toalety i kąpać, bo sami nie dają sobie rady. O śmierci, która codziennie odwiedza progi cuchnącego przytułku.
To właśnie w domu opieki Hubert poznaje panią Różę, delikatną niewidomą staruszkę, która go rozumie i ma do opowiedzenia swoją historię.

Kołysanka dla wisielca
Szymon jest pensjonariuszem islandzkiego zakładu dla psychicznie chorych. Mieszka w zielonym domku, choć rzadko można go tam spotkać. Wciąż krąży między mieszkaniem a oddziałem, walcząć i znów się poddając. Poznaje Huberta, który staje się dla niego przyjacielem, z którym może porozmawiać, który nie uzna go za dziwaka. Pokazuje mu swoje morze, pozwala mu usłyszeć swoją muzykę i odkryć świat, w którym czuje się bezpieczny.

"[...] jak żyć, to razem, a jak umierać, to też..."


Trzy opowiadania, które razem tworzą cudowną historię, pozbawioną jakiejkolwiek akcji, jej zwrotów i trzymających w napięciu fragmentów. Wręcz monotonna, lecz niezwykle prawdziwa i delikatna historia, w której główną rolę grają przemyślenia - niezwykle trafne i błyskotliwe, które rozumiem. Rozumiem każde słowo, które znalazło się w tej książce. Płaczę, myśląc o niej. I nadal trzymam w sobie obraz morza Szymona i porzuconych na plaży organków.

Książka to po części biografia autora, który rzeczywiście darował część swojego życia Islandii, pracował w domu starców, który okazał się strasznym, przygnębiającym miejscem i oddał jedno ze swoich opowiadań - Kołysankę dla wisielca Szymonowi Kuranowi, który był jego przyjacielem i któremu obiecał, że uwieczni go w jednej ze swoich opowieści.

Urzekł mnie styl autora. To, że potafi on go zmienić, tak jak zrobił to w Krýsuviku, przekazując rolę narratora zupełnie innej osobie. Przemawia do mnie język, którym operuje i to, że nie ma on w zwyczaju owijać w bawełnę. Czytając czuję, jakby próbował namalować coś słowami.

Trudno mi powiedzieć cokolwiek więcej o dziele Huberta Klimko-Dobrzanieckiego. Ta książka doprowadziła mnie do łez, sprawiła, że się uśmiechnęłam i zostawiła po sobie ślad. I choć powoli zapominam jej fabułę, to dokładnie pamiętam niektóre szczegóły, które zmieniły moje spojrzenie na świat. To chyba powinno wam wystarczyć.

Ocena: 8/10.

wtorek, 26 sierpnia 2014

Recenzja "Misery".


Tytuł: Misery
Tytuł oryginału: Misery
Seria: -
Autor: Stephen King
Tłumaczenie: Robert P. Lipski
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 368
Data wydania: 26 marca 2009











"Bo pisarze pamiętają wszystko [...]. Zwłaszcza bolesne przeżycia. Rozbierz pisarza do naga, wskaż palcem na jego blizny, a on zaserwuje ci opowiastkę o najdrobniejszej z tych blizn. O tych większych napisze sporych rozmiarów powieść. Nie wymiga się amnezją. Dobrze jest mieć odrobinę talentu, jeżeli chcesz być pisarzem, ale tak naprawdę to tym, czego potrzebujesz, jest zdolność przypominania sobie"


Stephen King? Chyba każdy wie, o kim mowa.
Jeden z najsławniejszych pisarzy. Ikona literatury grozy. Autor ponad sześćdziesięciu powieści (dodam, że większość z nich zekranizowanych). Spod jego pióra wyszły książki, które przeszły do klasyki, m. in. Lśnienie, Miasteczko Salem, Podpalaczka. Pierwszą powieść - Carrie - napisał w 1974 roku. Kilka książek wydał pod pseudonimem Richard Bachmann.

"W książce wszystko poszłoby pewnie zgodnie z planem... ale w życiu, cholera, zawsze panował cholerny bałagan"


Paul Sheldon jest rozchwytywany na całym świecie. Swoją popularność zawdzięcza cyklowi o Misery Chastain - młodej romantyczce, której losy śledzą miliony kobiet czytujących tandetne romansidła. Sheldon ma jednak dosyć Misery i w swojej ostatniej powieści uśmierca ją. Ma nadzieję, że wreszcie będzie mógł zająć się poważniejszą literaturą.
Pewnego dnia mężczyzna ulega wypadkowi. Po prostu jechał po pijanemu i trochę za szybko. Gdy znalazła go była pielęgniarka, Annie Wilkes, leżał nieprzytomny w samochodzie, który rozbił się na kompletnym odludziu. Od razu wzięła go pod dach swojego domu.
Gdy Paul się budzi uświadamia sobie, że jest w obcym domu, stoi przed nim obca kobieta, a jego nogi są zmiażdżone. Czy nie powinien być w szpitalu? Nie, Annie na to nie pozwoli. Okazuje się, że wręcz ubóstwia ona jego dzieła poświęcone Misery Chastain. Początkowo kobieta opiekuje się pisarzem, daje mu jedzenie, przynosi tabletki przeciwbólowe...
Do chwili, gdy przynosi do domu ostatnią powieść Sheldona.

"Ten pomysł był na tyle szalony, że wydawał się całkiem sensowny"


Może zacznę od tego, że Misery to powieść dopracowana i głęboko przemyślana, w której każdy szczegół jest niemal wyszlifowany, która momentami powala na kolana lub wbija w fotel. Napisana z pomysłem, w mistrzowskim stylu, z bohaterami, którzy wydają się tak realni i żywi, z fragmentami, które naprawdę mrożą krew w żyłach. Misery to książka, od której nie da się oderwać, książka, która spełniła niemal wszystkie moje wymagania. A jej zakończenie jest bardzo dobre, nieprzewidywalne i nie do końca szczęśliwe.

Paul i Annie, duet doskonale wykreowanych ludzi z krwi i kości. Ludzi z zachwycająco nakreśloną psychiką, którzy częściej lub radziej wykazywali się psychopatycznymi pomysłami i czynami. Z tej dwójki więcej uwagi przypada Paulowi, którego często nawiedzały mroczne wizje lub sny, który powoli popadał w szaleństwo, który sam ze sobą prowadził okrutną grę. A Annie? Może King dobrze zrobił postanawiając nie odsłaniać przed czytelnikami jej umysłu.

Cała historia rozgrywa się w domu, który stał się dla Paula zarówno schronieniem, jak i więzieniem. To pod jego dachem toczy się walka Paula, pod jego dachem powoli zabija go obłęd, to pod jego dachem przychodzi mu wybierać między bezgranicznym posłuszeństwem a śmiercią. Pod jego dachem odbywa się koszmar, który wraz z każdą stroną staje się mroczniejszy.
Ta książka zyskiwała z każdym kolejnym słowem. Coraz bardziej się w niej zatracałam, większe emocje we mnie wzbudzała. A gdy się skończyła, chciałam więcej.

Podsumowując, jeśli jeszcze nie przeczytaliście tej książki, zróbcie to. To naprawdę świetnie skonstuowany horror, w którym strach zawłada. A co jeszcze lepsze, wcale nie boimy się o siebie. Boimy się o głównego bohatera.

Ocena: 9/10.

piątek, 22 sierpnia 2014

Recenzja "Poradnika pozytywnego myślenia".


Tytuł: Poradnik pozytywnego myślenia
Tytuł oryginału: The Silver Linings Playbook
Seria: -
Autor: Matthew Quick
Tłumaczenie: Maria Borzobochata-Sawicka, Joanna Dziubińska
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 6 marca 2013
Data wydania: 380









"Pamiętaj, przyszłość zaczyna się dziś"


Poradnik pozytywnego myślenia to debiut amerykańskiego pisarza, Matthew Quick'a, który rzucił posadę nauczyciela języka angielskiego, żeby dokończyć swą powieść. Jak można by się spodziewać, książka odniosła ogromną popularność - długo utrzymywała się na listach bestsellerów i doczekała się swojej adaptacji filmowej z Bradleyem Cooperem i Jennifer Lawrence w rolach głównych. W Polsce ukazały się dotychczas dwie powieści Quicka - Poradnik pozytywnego myślenia oraz Niezbędnik obserwatorów gwiazd.

"- Potrzebujesz przyjaciela.
- Jak każdy"

Pat wychodzi z zakładu dla psychicznie chorych z nowym spojrzeniem na świat. Sądzi, że życie to tak naprawdę film i prędzej czy później zakończy się happy endem, czyli powrotem ukochanej żony - Nikki, która, jak utrzymuje Pat, wyjechała. Musi tylko spełnić kilka warunków. Po pierwsze - stać się miły i przestać stawiać na swoim. Po drugie - stać bardziej atrakcyjny (bo Nikki lubi zadbanych mężczyzn), co oznacza godziny ćwiczeń i bieganie po ulicy w worku na śmieci. Po trzecie - przeczytać wszystkie ulubione książki żony, która zawsze narzekała, że Pat nie czyta. Po czwarte - nieważne, co się stanie, musi myśleć pozytywnie. Jednak nie wszystko idzie po myśli Pata. Ojciec nie chce z nim rozmawiać, ukochana drużyna futbolowa przegrywa kolejne mecze, prześladuje go znienawidzona piosenka Kenny'ego G, a on sam nie może uwolnić się od nieco stukniętej Tiffany. Czy dzięki pozytywnemu myśleniu film Pata zakończy się happy endem?

"Patrzenie na chmury pod słońce jest bolesne, ale jak większość rzeczy, które przynoszą ból, pomaga"

Czasem zabawna, czasem poruszająca, niezwykle prawdziwa opowieść o dążeniu do celu, ciężkiej pracy w pogoni za marzeniami, o nieuleczalnej miłości i szukaniu nadziei. Książka, która poprawia humor, motywuje i przypomina, że zawsze można zmienić coś w swoim życiu. Niezwykle pozytywna i życiowa.

Bohaterowie to duży plus powieści. Pat i Tiffany to przyjaciele, w pewien sposób bardzo do siebie podobni - oboje łykają kolorowe pastylki, które przepisują im terapeuci, oboje wyróżniają się z tłumu i oboje dążą do spełnienia marzeń. To właśnie ich przyjaźń, ich więź, która w trudnych chwilach dodawała im siły najbardziej mnie poruszyła. Dla mnie nie są oni przykładem miłości - są przykładem przyjaźni na dobre czy na złe, bo nieważne co się stanie, żaden z nich nie opuści tej drugiej osoby. To jest piękne.
Co do reszty bohaterów nie mam zarzutów. Każdy z nich posiadał niepowtarzalną osobowość.

Podoba mi się styl Quicka. Autor pisze po swojemu, swobodnie, prosto. Warto dodać, że narratorem mianował samego Pata, co nie było takim prostym zadaniem. Pat to w końcu osoba dziecięco naiwna, ślepo wierząca w powrót Nikki, zaprzeczająca smutnej prawdzie i trochę zagubiona. Przemyślenia, tak jak sam bohater, musiały być nietuzinkowe.

Słowem: polecam.

Ocena: 7/10.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Recenzja "Hipnozy dla początkujących".


Tytuł: Hipnoza dla początkujących
Tytuł oryginału: Hypnosis for Beginners: Reach New Level of Awareness & Achievement
Seria: Dla początkujących
Autor: William W. Hewitt
Tłumaczenie: Zuzanna Kaszkur
Wydawnictwo: Illuminatio
Liczba stron: 272
Data wydania: (rok wydania) 2014









"Ludzie zwykle sprzeciwiają się wszystkiemu, czego nie rozumieją"


William W. Hewitt. Poświęcił ponad trzydzieści lat na pisanie (w jego dorobku kilka książek i innych publikacji), pracę jako astrolog oraz redaktor dla branży informatycznej, przemysłu jądrowego, produkcji i górnictwa, choć zajmował się też hipnozą. Był członkiem Narodowego Stowarzyszenia Pisarzy. Po przejściu na emeryturę zwiedzał świat wraz z kochającą żoną. Zmarł w 2001 roku.


Pewnie każdy z nas w dzieciństwie oglądał kreskówki czy bajki, w których hipnotyzerzy o szalonych oczach machali zegarkiem przed twarzą zasypiających powoli ludzi, którzy przybyli na pokaz magii. Potem hipnotyzerzy liczyli do trzech i pstrykali palcami, a ludzie pod wpływem hipnozy zaczynali zachowywać się jak kurczaki czy psy.
W rzeczywistości hipnoza wygląda trochę inaczej. Zazwyczaj służy do pomagania ludziom, daje im siłę do radzenia sobie z rzeczami, które stanowią dla nich przeszkodę. Hipnozę można stosować również jako pewnego rodzaju lekarstwo na ból lub stres. Będąc pod wpływem hipnozy można również spróbować cofnąć się do poprzednich wcieleń, odnaleźć dawnego siebie czy osoby, które są dla nas ważne w obecnym życiu.
Hipnoza dla początkujących może pomóc osobom, które chcą zgłębić tajemnicę wnikania w głąb swojej świadomości. Przede wszystkim tłumaczy, czym są tak naprawdę hipnoza i autohipnoza, wyjaśnia niektóre pojęcia z nimi związane i ofiaruje czytelnikowi techniki, dzięki którym można zacząć swoją przygodę z hipnozą.



Może zacznę od tego, że spodobał mi się sposób, jakim autor opowiada, opisuje. Pisarz nawiązuje kontakt z czytelnikiem. Wkłada w pisanie część siebie, dzięki czemu poradnik ma duszę. Chce dzielić się z innymi swoimi przeżyciami i doświadczeniami, chce pomóc czytelnikowi i dba, by czytelnik hipnotyzując kogoś, nie wyrządził mu krzywdy. Sądzę, że William W. Hewitt napisał tę książkę z chęci dawania innym radości, nie z chęci zarobku czy sławy.

Cała książka jest podzielona na kilkanaście rozdziałów. W niektórych jest mowa o celach i wartościach płynących z hipnozy, w innych o przejściu do swoich poprzednich wcieleń, w następnych zamieszczony jest sam tekst, który służy do przeprowadzenia hipnozy. Jest tam absolutnie wszystko, czego powinniśmy się nauczyć, zabierając się za hipnozę.

Sama hipnotyzowałam już jedną osobę i myślę, że to dość trudne i trochę nużące, ale na swój sposób przyjemne. Cieszy mnie myśl, że poprzez hipnozę będę mogła komuś pomóc uporać się z jakimś problemem. Ja nie doświadczyłam jeszcze tego stanu, ale chyba za niedługo zabiorę się za autohipnozę i dowiem się, czy naprawdę istnieje sposób, bym mogła ulepszyć swoje życie i przeżyć chwile z poprzednich żyć.

Zainteresowanym tematem serdecznie polecam, bo książka jest naprawdę ciekawa, prosta w odbiorze i, co najważniejsze, pomocna. Mam nadzieję, że was zaciekawiłam.

Ocena: 6/10.

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu ILLUMINATIO!


***

Czekających na recenzję "Poradnika pozytywnego myślenia" przepraszam, że czekacie już tak długo, ale kiedy zaczynałam coś pisać o tej książce, dłonie nieruchomiały. Brak weny już za mną, recenzja się pisze i możecie się jej spodziewać w najbliższym czasie ;)

wtorek, 12 sierpnia 2014

Recenzja "Czerwieni Rubinu".


Tytuł: Czerwień Rubinu
Tytuł oryginału: Rubinrot
Seria: Trylogia Czasu (tom 1)
Autor: Kerstin Gier
Tłumaczenie: Agata Janiszewska
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 344
Data wydania: 23 maja 2011











"- Jest w nim zakochana.
- Nie, nie jest.
- Ależ tak, jest. Tylko jeszcze o tym nie wie"


Kerstin Gier to jedna z najlepiej sprzedających się niemieckich pisarek. Wielką sławę przyniosła jej Trylogia Czasu, która w 2012 roku otrzymała nagrodę Małego Donga. Pisze również pod pseudonimami Jule Brand oraz Sophie Bérard. W swoim dorobku ma kilkanaście powieści. Mieszka z mężem i kotem w okolicach Bergische Land.

"Okej. To ja sobie teraz zemdleję"


Gwendolyn Shephard to pozornie całkiem zwyczajna dziewczyna. Chodzi do dobrej szkoły, ma najlepszą przyjaciółkę i sprawia wrażenie, jakby wyjście poza mury szkoły nie oznaczało wkroczenie do nieco dziwacznego, ale i niesamowitego świata, jej świata, w którym widzi duchy i dorasta w rodzinie, w której raz na jakiś czas pojawia się osoba posiadająca gen podróży w czasie. Gwen od lat żyje w cieniu swojej kuzynki, Charlotty, której przypisano ów niezwykły dar, jakim jest przenoszenie się w czasie. Jednak pewnego dnia okazuje się, że to nie Charlotta, przygotowywana do roli podróżnika przez całe swoje życie, jest wybrańcem. To Gwen. Naraz na dziewczynę spada wielka odpowiedzialność - musi szybko nauczyć się korzystać ze swoich możliwości. Jest bowiem ostatnim elementem przepowiedni o podróżnikach - rubinem. I wraz z innym przenoszącym się w czasie - Gideonem - ma do wypełnienia ważną misję.

"Wiem, że istnieją rzeczy na niebie i ziemi, których nie potrafimy sobie wytłumaczyć. Ale być może nadajemy tym rzeczom zbyt wielkie znaczenie, zajmując się nimi tak mocno"


Nie liczyłam na coś spektakularnego, raczej na odprężającą, przyjemną lekturkę na kilka godzin. Nie radzę podchodzić do tej książki zbyt poważnie, bo zwyczajnie się umęczycie. Ja nie żądałam od niej zbyt wiele, więc dostałam ciekawą, wciągającą opowieść o odpowiedzialności, z którą trzeba sobie poradzić, o skrywanych tajemnicach i niezwykłej przygodzie. Czerwień Rubinu ma w sobie dużo dialogów i jest napisany prostym, nieskomplikowanym językiem, więc czyta się go błyskawicznie. Już nawet nie pamiętam, jaka książka bardziej mnie pochłonęła.

Bohaterowie nie przypadli mi do gustu i to chyba oni są największym niedociągnięciem. Gwendolyn momentami wydawała się pusta, głupiutka i bardzo często mnie irytowała, bo kompletnie nie potrafiła poradzić sobie w sytuacjach, z których ja spokojnie bym wybrnęła. Gideon, kreowany na niegrzecznego chłopca, nie spełnił moich oczekiwań. Szukałam sarkastycznych wymówek i buntowniczości, ale tego nie znalazłam.

Cała historia ma według mnie spory potencjał i mam nadzieję, że akcja w kolejnych tomach trylogii się rozwinie, bo dotychczas nie wydarzyło się zbyt wiele, co dziwne, bo książka naprawdę mnie porwała. Liczę na trzymające w napięciu zwroty akcji, bo wszystko, jak dotąd, wydaje mi się dość proste. Nie przeczę jednak, że książka mi się spodobała, bo niesie ze sobą masę przyjemnych wspomnień i jej czytanie dało mi sporo przyjemności. Nie wiem, co jest w niej takiego, że chcę się ją czytać i... nie można przestać. Tak czy inaczej, szukającym odpoczynku serdecznie polecam.

Ocena: 6/10.

niedziela, 3 sierpnia 2014

Recenzja "Gniewu króla".


Tytuł: Gniew króla
Tytuł oryginału: King's Wrath
Seria: Trylogia Valisarów (tom 3)
Autor: Fiona McIntosh
Tłumaczenie: Izabella Mazurek
Wydawnictwo: Galeria Książki
Liczba stron: 656
Data wydania: 9 października 2013











Przypominam, że to recenzja trzeciego tomu i zawarte są w niej informacje dotyczące poprzednich części.

"Królewska krew musi zwyciężyć... nawet jeśli Valisar będzie musiał stanąć przeciwko Valisarowi"

Fiona McIntosh, znana również pod pseudonimem Lauren Crow, to pięćdziesięcioczteroletnia australijska pisarka. Napisała wiele książek, zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci, choć w Polsce wydano tylko jej serię Trójca oraz Trylogię Valisarów. Od dziewiętnastego roku życia mieszka w Australii.


Loethar jest Valisarem. W jego żyłach płynie królewska krew. A wydarzenie sprzed dziesięciu lat było tylko krzykiem o sprawiedliwość, której nie otrzymał. Gdy to wszystko staje się dla Elki wiadome, postanawia ratować barbarzyńcę przed gniewem Leonela. Zostawia osobę, którą kocha, by bronić tego, co słuszne. Bo Gavriel ślepo wierzy w to, co mówi Leo. Przynajmniej do czasu...
Tymczasem Corbel sprowadza na ziemie Koalicji pierwszą od stuleci valisarką księżniczkę, która dziesięć lat temu została ocalona przed pewną śmiercią z rąk Loethara. Dziewczyna nie wie jednak, kim tak naprawdę jest, jaki dar posiada i co jest jej przeznaczeniem.
Rozpoczyna się wyścig wśród czterech przedstawicieli rodu. Jeśli chcą przeżyć, muszą sobie zapewnić ochronę, jaką jest patron. Piven, niegdyś uznawany za całkowicie bezbronnego i oderwanego od rzeczywistości, skrępował już patrona i włada niesamowitą siłą.
Jak skończy się historia Valisarów? Kto zdobędzie władzę i zasiądzie na tronie?


Akcja w trzecim tomie Trylogii Valisarów nabiera niezwykłego tempa. Przez cały czas czytelnikowi towarzyszy oczekiwanie, zniecierpliwienie - kiedy nastąpi finał, to, na co czekał każdy z nas, kiedy Valisarowie staną naprzeciw sobie, kiedy wszystko stanie się jasne? To sprawia, że czytelnik wręcz pożera powieść, przewracając kartkę za kartką.

Bohaterowie wykreowani przez Fionę McIntosh są trójwymiarowi, mają swój własny charakter, są absolutnie niepowtarzalni i nietuzinkowi. Nie ma podziału na dobre i złe postacie; każda z nich przejawia czasem cechy, których wcześniej bym jej nie przyznała. Dzięki temu bohaterowie ciągle zaskakują czytelnika.
Postacie to chyba największy atut całej trylogii. Pokochałam niektóre z nich i jest mi trudno się z nimi rozstać.

Lekkie pióro autorki to kolejny plus Gniewu króla. Fiona McIntosh pisze prosto, przyjemnie. Nie musicie obawiać się długich, przytłaczających opisów. Ta pisarka ma talent, jak nikt inny potrafi zaintrygować czytelnika i porwać go w świat królestw, mieczy i magii.

Jedynym niedociągnięciem jest moim zdaniem zakończenie, które okazało się zbyt proste, zbyt banalne i zbyt szczęśliwe. Po trzech tomach historii zapierającej dech w piersiach spodziewałam się, że zakończenie dosłownie wbije mnie w fotel. Niestety, trochę się rozczarowałam. Co oczywiście nie zmienia faktu, że Trylogię Valisarów kocham i że długo zostanie w mojej pamięci.

Ocena: 7/10.

Przepraszam za ostatnią nieobecność, ale wyjechałam i nie miałam czasu, ani nawet takiej możliwości, żeby coś dla was napisać :) Teraz, póki wakacje trwają, będę starała się dodawać dużo postów. Potem ich ilość może się zmniejszyć, ale nie martwcie się - nadal będę pisać. Przynajmniej będę się starać :)

poniedziałek, 14 lipca 2014

Stosisko i trochę przemyśleń.

Trochę minęło czasu od ostatniego stosiku, więc dzisiaj postanowiłam się zebrać i przedstawić wam moje nowe nabytki. Zapraszam!


Na samej górze widzę krótką, uproszczoną wersję Davida Copperfielda w języku angielskim, której nie będę recenzować. Potem dwa opowiadania Huberta Klimko-Dobrzanieckiego i Wstręt do tulipanów, o którym niedawno wam opowiadałam. Później Kobieta, która spadła z nieba, za którą chcę się od dłuższego czasu zabrać, Niezbędnik obserwatorów gwiazd i Sekretny język kwiatów, który ogromnie mnie interesuje. Dalej Opowieść żony i Callisto, czyli dwie ciekawe książki, które udało mi się kupić po niskiej cenie, Trafny wybór, na którego polowałam tygodniami oraz Gra o tron, której nie mogę się doczekać! Na koniec powieść Wołanie kukułki oraz dwie książki od wydawnictwa MG - Shirley Lokatorka Wildfell Hall.

Książek trochę się uzbierało... Sama nie wiem, od czego zacząć! Może wy mi coś polecicie, poradzicie, co mam przeczytać jako pierwsze? :)
.

Doszłam do wniosku, że mój blog jest sztywny. Wobec moich czytelników jestem chłodna. Wciąż tylko recenzje, bez jakiegokolwiek słowa od autora. Bez żadnego znaku istnienia, znaku, że przejmuję się czytelnikami i ich zdaniem.
Blogi innych recenzentek lubię za to, że są one przyjemne; dziewczyny nie dzielą się jedynie opiniami na temat książek - dzielą się przemyśleniami, przeżyciami. Nawiązują kontakt z osobami, które je komentują. To jest piękne. To jest cała magia recenzowania - mówienie i słuchanie.
Wiem, że trochę mnie nie było, że recenzje pojawiały się bardzo rzadko. Ale... nie miałam siły i czasu, by usiąść przed komputerem i napisać recenzję. Mam nadzieję, że to się zmieni. Bardzo tego chcę.

niedziela, 22 czerwca 2014

Recenzja "Lokatorki Wildfell Hall".


Tytuł: Lokatorka Wildfell Hall
Tytuł oryginału: The Tenant of Wildfell Hall
Seria: -
Autor: Anne Brontë
Tłumaczenie: Magdalena Hume
Wydawnictwo: MG
Liczba stron: 528
Data wydania: 22 marca 2012










"Czasem spoglądając komuś głęboko w oczy można poznać jego duszę na wskroś i dowiedzieć się o nim więcej w ciągu godziny niż o innych w ciągu całego życia"


Anne - najmłodsza z trzech słynnych sióstr Brontë. Urodzona w 1820 roku legenda literatury angielskiej.  Od najmłodszych lat wraz z siostrami - Charlotte i Emily - pisała wiersze i opowiadania. Napisała dwie powieści - zawierającą elementy autobiograficzne Agnes Grey oraz nawiązującą do życia jej brata, Branwella, Lokatorkę Wildfell Hall. Zmarła w 1849 roku, mając zaledwie dwadzieścia dziewięć lat.

"- To szaleństwo mnie zabije!
- Nie uwolnisz się od niego [...] - to rzeczywistość"


Przybycie do starego, opuszczonego dworu Wildfell Hall tajemniczej damy, Helen Graham, wzbudza u okolicznych mieszkańców tysiące plotek. Jej nieprzystępność, surowość kontrastuje z lubiącymi zabawę jej nowymi znajomymi. Jedynym, który nie zważa na tajemniczą przeszłość wdowy, jest Gilbert Markham - zafascynowany nowoprzybyłą młodzieniec, który za wszelką cenę chce się do niej zbliżyć. W końcu Helen pokazuje mu fragmenty swojego dziennika, tym samym ukazując całe swoje poprzednie życie, od którego próbowała się uwolnić. Gilbert ma okazję przeżyć jej smutną historię, historię, która zniszczyła jej życie i życie jej synka.

"Zresztą, śmiech i łzy to dla mnie jedno i to samo: często płaczę ze szczęścia i uśmiecham się, gdy ogarnia mnie przygnębienie"


Czasem smutna, czasem poruszająca, ale nad wyraz prawdziwa opowieść o kobiecie uwięzionej w szponach własnego męża. O szarej rzeczywistości, złej naturze człowieka i niebezpiecznej miłości. O odrzuceniu, szukaniu ratunku, poddawaniu się i walczeniu dla tych, których kochamy nad życie. Napisana pięknym językiem opowieść o zaufaniu, wierze i nadziei. Ponadczasowa.

Lubię powieści sióstr Brontë, bo są piękne, pełne nadziei, życia i radości. Ich książki poruszają, przypominają o ważnych rzeczach. Lubię ten niespotykany dziś styl, bohaterów, którzy narodzili się już dawno, a odradzają się wraz z każdym pokoleniem, które poznaje ich historię. 

Moja przygoda z Lokatorką... ciągnęła się. Mijały dni, a ja nie zdobywałam się na przeczytanie choć jednej strony. Była to książka, którą ciężko mi się czytało, trudno mi się było skupić na tym, co w danej chwili przeżywali bohaterowie. Ta powieść nie wciąga - nie ma tam licznych zwrotów akcji czy chwil napięcia. Lokatorka Wildfell Hall nie należy do książek łatwych, które zaczyna się i kończy po zaledwie godzinie. Ale spodobała mi się i polecam ją. Jest w niej coś, co zawsze żyje w dobrych książkach.

Ocena: 6/10.