Tytuł: "Diossos"
Autor: Witold Makowiecki
Wydawnictwo: Polityka
Liczba stron: 215
Wydawnictwo: Polityka
Liczba stron: 215
Kilka słów ode mnie:
Tę książkę przeczytałam, ponieważ była (jest nadal) na konkurs. Starałam się ją czytać wolno i zapamiętać jak najwięcej szczegółów, a i tak wielu rzeczy nie zrozumiałam. Przytłaczająca liczba imion postaci, tak podobnych, że czasami aż kręciło mi się w głowie.
Pomysł:
Nie mam pojęcia, czy autor pisał to z jakimkolwiek pomysłem. Nie było żadnych tajemnic, wszystkiego możnaby się domyślić. Temat był banalnie prosty: mały chłopiec, próbujący uratować rodzinę, rozpoczyna "niebezpieczną" podróż itp. Jedynie wątki z Wejanusem były tak jakby "lepiej" przemyślane.
Styl pisania:
Styl pisania to chyba największy atut tej książki. Ciekawie pisane, nie było niepotrzebnych opisów, no, może raz czy dwa zdarzyło się autorowi. Książka miała od czasu do czasu zabawne akcenty, przez co milej czytało się lekturę. Incydent z brodą Kaliasa weźmy na przykład, uśmiałam się, czytając to.
Nie było tutaj skomplikowanych słów, których się spodziewałam, jedynie kilka z mitologii greckiej, które i tak były wytłumaczone.
Postacie:
Postacie... postacie... Nie umiem tego za bardzo ocenić. Niektóre były ciekawe, niektóre po prostu zwyczajne. Od razu polubiłam Argosa, wiernego psa, Wejanusa i Diossosa. Za to inni, np. Polinik, Eukleja, Choreos - po prostu byli mi obojętni, a rzadko mi się zdarza nie przypisać postaci do grupy "ulubieni" bądź "znienawidzeni".
Okładka, tytuł, opis z tyłu:
Zacznę może od tytułu - "Diossos". To imię głównego bohatera. Niezbyt to oryginalne...
Okładka (u góry) - przedstawia małego Diossosa, Argosa i... statki. Słusznie, wszystko to pojawiło się w książce, nie mogę temu zaprzeczyć. Ciekawe barwy, kształty, i ta dziwna ręka Diossosa, nienaturalnie długa, której węższe jest ramię, niż łokieć. Ale to bardzo ciekawe! Przynajmniej przyciąga uwagę.
Opis z tyłu - zdziwiła mnie jednak rzecz. To, co jest tam napisane, rozpoczyna się dopiero na osiemdziesiątej stronie, chociaż stron jest tylku dwieście piętnaście! Ale wracając do tematu: zwykły opis, mnie nie aż tak zaciekawił...
Ocena: 6/10 (pomiędzy 5,5/10).
