Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bukowy Las. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bukowy Las. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 lipca 2016

"Will Grayson, Will Grayson" (rec. 116)


Tytuł: Will Grayson, Will Grayson
Tytuł oryginału: Will Grayson, Will Grayson
Seria: -
Autor: John Green, David Levithan
Tłumaczenie: Magda Białoń-Chalecka
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 368
Data wydania: 4 marca 2015











jestem cały czas rozdarty pomiędzy decyzją, czy zabić siebie, czy też zabić wszystkich wokół

Z pewnością wiecie, kim jest John Green. Zadebiutował on powieścią Szukając Alaski, a serca czytelników na całym świecie podbił książką Gwiazd naszych wina. Zdobył kilka nagród za swe dzieła i jest uważany za jednego z najbardziej poczytnych autorów literatury młodzieżowej. Willa Graysona, Willa Graysona napisał wraz ze swym przyjacielem, Davidem Levithanem, amerykańskim pisarzem, którego możecie kojarzyć dzięki książce Każdego dnia i jej kontynuacji Pewnego dnia. Inspiracją Davida do stworzenia powieści Will Grayson, Will Grayson była przyjaźń z jego kolegą ze studiów, Davidem Leventhalem.


Will Grayson jest cichym, niewyróżniającym się z tłumu chłopakiem, którego mottem życiowym jest "Siedź cicho". Nie przywiązuje się, nie angażuje, sam do końca nie wie, jak to możliwe, że już od kilku dobrych lat siedzi w szkolnej ławce wraz z Kruchym Cooperem, ogromnym, szalonym, głośnym, wesołym i nieco kontrowersyjnym homoseksualistą, który co kilka godzin znajduje sobie nowy obiekt uwielbienia. will grayson jest cichym, niewyróżniającym się z tłumu chłopakiem, którego jedynym życiowym szczęściem jest możliwość spędzania godzin na sprawdzaniu, czy Isaac, chłopak poznany w Internecie, jest dostępny on-line. will nie ma oprócz niego prawdziwych przyjaciół. Tak naprawdę Isaac jest jedynym, czym will żyje i jedynym, czym można go opisać.
Obaj, Will i will, nie mają o sobie pojęcia do czasu, gdy ich drogi się przecinają. Od tej pory życia dwóch Will Graysonów zupełnie się zmieniają.

Bycie w związku to twój wybór. Bycie przyjacielem to po prostu coś, czym jesteś.

Nie wiem, co takiego jest w książkach Johna Greena, że choć nie do końca przypadają mi do gustu, ja nadal chcę próbować kolejnych jego dzieł. Może to przez fenomen Gwiazd naszych wina, które zdobyło moje serce. Bo tak bardzo chciałam, by sięgając po kolejną powieść autora, zaoferował mi on te same emocje. Chyba cały czas chcę. Chcę, by to, co stworzył Green, powtórzyło się w jednej z jego kolejnych książek. I, rzeczywiście, w każdej z kolejnych jego powieści jest coś podobnego. Lecz nie coś, co zachwyca. Coś, co irytuje. Powielane schematy. Te same dialogi. Ci sami bohaterowie ubrani w inne historie i środowiska. I wiem, że inni czytelnicy Greena również to zauważają. Mnie zaczyna trochę to męczyć, choć przecież sama historia Willów Graysonów mi się podobała, więc wszystko powinno być w porządku, prawda? Nie... Prawda jest taka, że podobała mi się historia willa graysona (dla niewtajemniczonych - postać D. Levithana). Will Grayson J. Greena był dla mnie niczym narrator opowiadający to samo, co drugi will, tylko innymi słowami, z innej perspektywy. W pewnym momencie opowiadał on historię willa. I wiecie co? To nawet nie było takie złe. Bo historia Willa Graysona była dla mnie zupełnie zwyczajna. Nie była niczym nowym, oryginalnym czy zachwycającym, opowiadała o zupełnie przeciętnym chłopaku, który ma raczej nieprzeciętnego przyjaciela. I to tylko ten przyjaciel uczynił historię Willa ciekawą. Co więcej, to właśnie on skradł tę opowieść obu Willom.

Kruchy to postać nadzwyczajna. Słowa uznania należą się temu z autorów, który go wymyślił, nadał mu kształt i stworzył pociesznym, zabawnym, wielkim kolesiem, którego tak bardzo kochamy. Kruchy był dla mnie najbardziej interesującą postacią, a zarazem motorem napędzającym całą tę powieść. Zastanawiam się, czy autorzy zrobili to celowo, zza narracji obu Willów tworząc go głównym bohaterem książki. Bo był jej głównym bohaterem z całą pewnością, tak jak był głównym bohaterem swej sztuki (no cóż, przynajmniej początkowo). Kruchy naprawdę potrafił wywołać u mnie śmiech. Czułam wobec niego prawdziwą sympatię. Bo jak mogłabym inaczej? Jeśli miałabym wymieniać w punktach powody, dla których warto zaznajomić się z tą lekturą, imię Kruchego wstawiłabym na pierwszym miejscu.

Cieszę się, że temat homoseksualizmu jest w książce poruszony w taki, a nie inny sposób. Cieszę się, że autorzy pokazują go jako coś tak naturalnego, jak związki hetero (mam tu na myśli bardziej willa graysona niż Kruchego) - bohaterowie nie są przewrażliwieni na punkcie swej odmienności i tolerowania jej przez innych, a "inni" nie wyszydzają ich i nie wytykają palcami. Cieszę się, że homoseksualizm został przedstawiony jako miłość, nie jako fizyczny pociąg. Ponadto zauważyłam, że bohaterowie (znowu mam na myśli bardziej willa graysona) nie chcą nam zaznaczyć, wykrzyczeć i wyryć w mózgu, że są homoseksualni. Oni po prostu są. I myślę, że to właśnie jest kwintesencja równości.

Myślę, że jest to dobra młodzieżówka, gdyż porusza wartościowe tematy, takie jak przyjaźń, miłość, odmienność i akceptacja, a zarazem jest przekazywana z perspektywy zwyczajnych, przeciętnych nastolatków, z którymi łatwo jest nam się utożsamić. Styl pisania jest, jak to już u Greena bywa, bardzo prosty i swobodny, lecz niepozbawiony przekazu. Nie mogę jednak nazwać tej książki świetną czy wybitną. Czegoś mi w niej zabrakło, czegoś, czym zapisałaby się głębiej w mojej pamięci. Bo Will Grayson, Will Grayson to dla mnie bardzo zwyczajna historia, która praktycznie nie wyróżnia się na tle innych obyczajówek. Jedynym niecodziennym aspektem powieści jest to, że jej narratorowie mają dokładnie te same imiona i nazwiska, choć zupełnie inne historie czy charaktery. I sama nie wiem, czy ta przeciętność miała być w zamyśle autorów czymś pozytywnym, czy negatywnym. Dla mnie niestety jest wadą. Aczkolwiek, nie zachwycając się, nie jęcząc z niezadowolenia (może jedynie z lekkiego rozczarowania) mogę stwierdzić, że przy książce Will Grayson, Will Grayson miło spędziłam czas.

Ocena: 6/10.

***

Kilka słów ode mnie. Mówiąc prosto, chciałabym przeprosić. Znowu. Za pustki na blogu, za moją nieobecność. Naprawdę nie chcę wciąż opuszczać bloga. Czasami jednak nie znajduję na blogowanie siły lub czasu. Ani na blogowanie, ani na czytanie, ani na recenzowanie. Mam nadzieję, że zrozumiecie i wybaczycie mi to, że ciągle znikam, by pojawić się po kilku tygodniach. Ja tym razem spróbuję zostać już na stałe.

środa, 17 lutego 2016

"Papierowe Miasta" (rec. 106)


Tytuł: Papierowe Miasta
Tytuł oryginału: Paper Towns
Seria: -
Autor: John Green
Tłumaczenie: Renata Biniek
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 406
Data wydania: 5 czerwca 2013











Odchodzenie jest przyjemne i czyste, tylko kiedy zostawia się za sobą coś ważnego, coś, co miało dla nas znaczenie. Kiedy wyrywa się życie razem z korzeniami.

Myślę, że każdy, kto czyta literaturę młodzieżową, kiedyś natknął się na postać Johna Greena. Ten amerykański pisarz swą przygodę z pisaniem zaczął powieścią Szukając Alaski. Napisał jeszcze kilka książek, jednak to wydane w 2012 roku Gwiazd naszych wina przyniosło mu wielką poczytność. Pozycję tę zekranizowano w 2014 roku. Film na podstawie Papierowych Miast ukazał się w ubiegłym roku.

Margo zawsze kochała tajemnice. [...] Nigdy nie opuszczała mnie myśl, że być może kochała je tak bardzo, że sama stała się tajemnicą.

Poznajcie Quentina, czyli Q. Q od zawsze kocha swoją sąsiadkę, tajemniczą i fascynującą Margo Roth Spiegelman. W dzieciństwie się przyjaźnili, jednak z biegiem czasu ich relacje się osłabiły. Jednak pewnej nocy to właśnie do jego okna puka Margo w stroju nindży i wplątuje go w niezły bałagan. Q myśli, że od tej chwili będzie dane mu poznać niesamowitą dziewczynę, która, wędrując w nocy między domami znajomych i podrzucając im zdechłe ryby, pokazała mu, czym jest przygoda. Jednak następnego dnia Margo znika.
Quentin podejmuje zadanie znalezienia nieuchwytnej Margo, krocząc po niejasnych śladach, które dla niego zostawiła. Przejeżdża setki kilometrów i znajduje opuszczone budynki, by powoli poznawać dziewczynę, która może się okazać zupełnie inna, niż ją sobie wyobrażał.

Jakże łatwo można dać się zwieść, wierząc, że człowiek jest czymś więcej niż tylko człowiekiem.

Oh, panie Green. Czegoś zabrakło.
Pozornie wszystko jest na miejscu. Fajny język. Ciekawi bohaterowie. Tajemnica i wiele wartościowych treści.
Ale nie. Ja patrzę pod powierzchnię tego, co widzimy na kartach powieści i widzę zmęczoną siebie, zmęczonego pisarza, zmęczonego Quentina. Wydaje mi się, że wiele rzeczy zostało napisane na siłę, po to, by było, po to, byśmy zachwycali się wspaniałym przesłaniem i głębią, która w rzeczywistości jest tylko barwiona na głęboką. Nie zrozumcie mnie źle - przesłanie jest świetne. Jak najbardziej zgadzam się z autorem i z tym, co chciał przekazać - ludzie nie są naszymi wyobrażeniami. Są czymś nieprzewidywalnym i nigdy do końca niezbadanym, lustrem, a nie odbiciem. Jednak sposób podania tych mądrości nie przypadł mi do gustu. Margo nie obchodzi nikogo poza Q i jego przyjaciółmi - naprawdę? Zniknięcie Margo, fakt, że może już nie żyć nie powodują, że rodzice lub policja jej szukają - naprawdę? Q zachowuje się jak totalny świr i nikt nie mówi mu, by przestał zawracać sobie głowę szaloną dziewczyną - naprawdę? Ta książka jest momentami niedorzeczna. A chwile, gdy Quentin nie robi nic poza gonieniem własnego ogona i szukaniem odpowiedzi w wierszu, który, powiedzmy szczerze, jest genialny, ale w tej konkretnej powieści wnosi cały czas to samo, tylko w innej formie? To mnie męczyło. Naprawdę.

Ludzie tworzą miejsca, a miejsce tworzy ludzi.

Dobra, trochę ponarzekałam, teraz zajmę się przyjemniejszymi rzeczami. Po pierwsze - bohaterowie. Pomińmy fakt, że Q czasami nieźle mnie wkurzał. Był sympatyczny i jeśli byśmy zeskrobali z niego tę grubą warstwę miłości do Margo, mógłby się okazać bardzo ciekawą postacią. Ben strzela nieco prymitywnymi żartami, ale jako przyjaciel jest naprawdę w porządku. Radara i Lacey również polubiłam.
Za to Margo jest naprawdę interesująca. Wszystko, co mówi, to metafora, jej życie to metafora, ona sama jest metaforą. Noc, w trakcie której wraz z Q zrealizowała swój plan, to zdecydowanie moja ulubiona część powieści. Według mnie to właśnie ona nastroiła i nadała charakter tej książce. Zawsze, gdy się pojawiała (Margo, a nie jej wyobrażenie), lektura stawała się przyjemniejsza, wracał mój zapał do czytania i czytanie, mówiąc prosto, podobało mi się bardziej.

Po drugie - język. Bardzo lubię styl Johna Greena. Wszystko, co zostało nim napisane, czyta się świetnie. Autor potrafi ubrać myśli w słowa i przekazać je w naprawdę fajny sposób (możecie to zobaczyć choćby w kilku cytatach, które zamieszczam w tej recenzji). Myślę, że każdy, kto przeczytał w życiu cokolwiek, co napisał pan Green, wie, o czym mówię.

Po trzecie - zakończenie. Większości czytelników się podoba, mnie również. Niedopowiedziane, słodko-gorzkie, dla mnie może nie aż tak zaskakujące, jak dla innych, ale jednak ciekawe. 

Mówiąc krótko, dużo jest, ale czegoś nie ma. Zabrakło mi tego, co znalazłam w Gwiazd naszych wina (fabuły?). Myślę, że warto tę książkę poznać dla samych myśli, dla Margo, bo dla historii już nie bardzo. Jeśli jesteś przed lekturą jakiegokolwiek dzieła Johna Greena - polecam przeczytać historię Hazel (GWD). A jeśli jesteś fanem tego autora, to prawdopodobnie i tak przeczytasz Papierowe Miasta, nieważne, co powiem.

Waham się i waham, nie wiem czy wystawić 5, czy może jednak 6. Więc...

Ocena: 5,5/10.
Gram niezgodnie z regułami ;)

sobota, 12 października 2013

Recenzja książki "Zazdrość".


Tytuł: Zazdrość
Tytuł oryginału: Envy
Seria: Pusta trumna
Autor: Gregg Olsen
Tłumaczenie: Magdalena Białoń-Chalecka
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 328
Data wydania: 19 września 2012










"Powód to coś, co ludzie wynajdują, żeby nadać sens rzeczom, które nie mają sensu"


Zazdrość to jeden z tomów serii Pusta trumna, zbioru kilku thillerów zainspirowanych prawdziwymi morderstwami, które miały miejsce w przeciągu kilku ostatnich lat. Autorem powieści jest pięćdziesięcioczteroletni amerykański pisarz, Gregg Olsen. Pod jego nazwiskiem opublikowano już osiem książek, uznanych bestsellerów z list "The New York Timesa" i "USA Today". Sam Olsen figuruje jako jeden z najlepszych autorów amerykańskich, znany jest jako pisarz, który przemawia do czytelnika w każdym wieku. Prywatnie szczęśliwy ojciec bliźniaczek.

"- Wierzę w ciebie - powiedziała.
- Nie ma to jak subtelna presja"

Boże Narodzenie, małe miasteczko Port Gamble. Jeden z najzwyklejszych domów. Łazienka, normalna łazienka. Wanna. A w niej martwa dziewczyna.
Piętnastoletnia Katelyn Berkley znaleziona została przez własną matkę. Zimna i mokra. Nieżywa. Pływała w wannie, z szeroko otwartymi ze zdumienia oczami. W dniu, w którym wszyscy mieli się radować, świętować narodziny Chrystusa, Bóg zabrał jej duszę ze sobą, zostawiając za sobą jedynie trzy krótkie wyrazy, odmalowujące się w wyobraźni każdego: Samobójstwo? Morderstwo? Wypadek?
Bliźniaczki Hayley i Taylor, obdarzone niezwykłymi zdolnościami przyjaciółki Kate, niezadowolone z oficjalnych ustaleń policji, postanawiają same odkryć przyczynę przedwczesnej śmierci koleżanki. Nie wiedzą, że podczas śledztwa odkryją niejedną przerażającą tajemnicę, dotyczącą nie tylko młodej Berkley, lecz również ich samych...
Katelyn, za życia, była cierpiącą nastolatką, przed którą życie ustawia jedynie same przeszkody. Nie udawało jej się w szkole, w przyjaźni, w miłości... Była przygnębiona i sfrustrowana. Ale czy to wystarczyło, by popełniła samobójstwo?...

"Żaden człowiek, a przede wszystkim żaden nastolatek, nie jest normalny ani się taki nie czuje. Każdy nosi coś w rodzaju maski, która nie pozwala ludziom dostrzec tego, co - albo kto - pod nią się kryje"


Na książkę tę trafiłam zupełnie przypadkiem. Ot, przechodzę między półkami w bibliotece, a w oczy rzuca mi się intrygująca, mroczna okładka. Biorę do ręki Zazdrość, oglądam, dotykam cienkich stronic... Czuję się oczarowana. Nie wypuszczając książki z ręki, wracam z nią do domu. Siadam wygodnie, otulam się ciepłym swetrem, ocieplam białą dłoń, biorąc do ręki kubek ciepłej herbaty, zaczynam pierwsze zdanie. Zatracam się w lekturze, czytam słowo po słowie, a na twarzy maluje mi się coraz większe oburzenie.

Zazdrość to nieciekawy młodzieżowy kryminał, przeznaczony dla rozpoczynających przygodę z tym gatunkiem. Owe śledztwo, próby odkrycia prawdy przez bliźniaczki Hayley i Taylor, prowadzone jest w nieprawdopodobnie banalny sposób. Dziewczyny obdarowane są bowiem magicznymi zdolnościami - widzą najprzeróżniejsze obrazy przez dotyk. Z szukaniem mordercy ich śledztwo nie ma nic wspólnego. Bo dla nich wystarczy użyć swych nadprzyrodzonych zdolności, a wszystko stanie się jasne.

Styl pisania Olsena pozostawia wiele do życzenia. Język jest naprawdę okropny, niektóre wyrażenia, uznane zapewne przez autora za powszechne w dzisiejszych czasach, odbierały mowę. Nie rozumiem, jak można napisać tak złą stylistycznie książkę. A co z bohaterami? Każdy z nich jest bezbarwny, jednowymiarowy, prosty, niezwykle banalny. Autor wykorzystuje stare, złe schematy, buduje osobowości bohaterów wyjątkowo nieumiejętnie. Koszmar.

Książka Olsena nie jest dobra. Zakończenie jest przewidywalne, a to najgorszy minus każdego kryminału. Bohaterowie są słabo wykreowani, styl pisania - dno. Książka posiada wiele wątków, jednak żaden nie zaciekawia, nie intryguje. Zazdrość jest po prostu nieprzyjemną lekturą.
Stanowczo odradzam. Zwykła strata czasu.

Ocena: 4/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

sobota, 7 września 2013

Recenzja książki "Ognista".


Tytuł: Ognista
Tytuł oryginału: Firelight
Seria: Ognista (tom 1)
Autor: Sophie Jordan
Tłumaczenie: Małgorzata Słabicka
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 312
Data wydania: 20 kwietnia 2011











"Aby utrzymać przy życiu tę część mojej istoty, muszę być blisko tego, co ją zabija"


Ognista to pierwsza część bestsellerowego cyklu dla młodzieży. Seria ta szybko podbiła serca czytelników z całego świata, urzekając niesamowitym klimatem oraz ciekawą fabułą. Zachwyca nie tylko młodych, ale i starszych, prowadząc ich w progi zupełnie innego świata.
A dzięki tym trzem książkom z cyklu - czyli Ognistej, Niewidzialnej oraz Hidden, ostatniej części, która jeszcze nie doczekała swej premiery w Polsce - zdobyła sławę dorastająca wśród wzgórz Teksasu Sophie Jordan, która już jako młoda osoba zaczęła tworzyć świat dragonów, fantazjując o niebezpiecznych smokach i pięknych księżniczkach.
Sophie Jordan, przeprowadziwszy się do Houston, koncentruje się teraz nad dalszymi losami Jacindy. Pisze, z uśmiechem na twarzy, z myślą o Ognistej, która ma pojawić się na ekranach telewizorów.

"Smutno jest zdać sobie sprawę z tego, że tym, których kochamy, będzie lepiej bez nas"


Dragony od lat walczą z myśliwymi - ludźmi, którzy polują na smoki, łapią je i zabijają, aby potem sprzedać uciętą głowę czy smoczą skórę. Ukrywają się przed wzrokiem ludzi, żyjąc we mgle, w ukryciu i ciszy. Nie mogą pozwolić na to, by ich złapano. Nie mogą pozwolić na to, by ich największy sekret ujrzał światło dzienne. Bowiem każdy dragon ma drugą twarz. Ludzką twarz, którą przybiera w ostateczności. 
Lecz kiedyś musi przyjść dzień, w którym największa tajemnica i ostatnia nadzieja dragonów będzie bliska wyjścia na jaw, a oni wszyscy będą zagrożeni... Tylko kto może ryzykować tak wiele? I w imię czego?
Kiedy urodziła się Jacinda, wszystko się zmieniło. Obdarzona bowiem została niezwykłym darem - darem ziania ognia, jakiego nie spotkano od wielu pokoleń. Jej życie zostało szczegółowo zaplanowane - od dziecka wie, z kim się zwiąże i jakie będzie jej "zadanie" - czyli wydanie na świat gromadki ognioziejów. Ona jednak buntuje się - wraz z przyjaciółką wybiera się na podniebną wyprawę. I wtedy dzieje się coś strasznego: myśliwi zauważają je. Jacinda, z myślą o ratowaniu przyjaciółki, ściąga uwagę łowców na siebie. Ukrywa się w jaskini. I właśnie tam po raz pierwszy spotyka Willa. Myśliwego, który darował jej życie.
Jacinda, po spotkaniu z myśliwymi, zmuszona jest do opuszczenia stada. Wraz z matką, która wyrzekła się swojej drugiej natury, i siostrą przeprowadza się do zupełnie innego miejsca. Zaczyna naukę w liceum, w którym... uczy się Will. Will i jego kuzyni, którzy od lat brutalnie wybijają jej gatunek.
Tymczasem dragonka Jacindy usycha. Czy prawdziwa natura dziewczyny przetrwa? Co Will wniesie do jej życia? Czy Jacinda da sobie radę w nowym otoczeniu?

"Liczyłam na to, że go zobaczę... Że on tchnie we mnie życie, przypomni mi... mnie"


Smoki to istoty, które coraz rzadziej pokazują się w literaturze. Te lśniące, niebezpieczne, potężne istoty zastąpiły za to nastolatki-wampiry, włochate wilkołaki czy nawet chodzące zwłoki. Ale dzięki pani Jordan możemy znów poczuć się jak dzieci dorastające dzięki niespełnionym marzeniom o dzielnych rycerzach i złych smokach. Możemy po raz kolejny wstąpić w niesamowity fantastyczny świat, w którym nie ma ograniczeń i nic nie jest niemożliwe.

Jacinda nie toleruje zasad, które narzuca jej wspólnota. Nie chce być tylko ognioziejką, niezwykłym okazem, którego trzeba chronić za wszelką cenę. Dziewczyna pragnie być wolna - pragnie móc latać swobodnie, szybować między drzewami, górami. I właśnie tam, podczas zabronionego lotu, spotyka myśliwych. Skrywa się w jaskini, która nie jest bezpiecznym schronieniem. Bowiem młody łowca o imieniu Will zauważa ją. I chociaż mógłby ją wydać, ochrania ją. Zostawia ją tam, nie biorąc ze sobą skóry ogniozieja.
Ognista jest opowieścią o wolności, zaufaniu oraz miłości. Ma w sobie magię. I kiedy zaczynamy śledzić losy buntowniczej dziewczyny, która marzy tylko o tym, by jej dar nigdy nie został odkryty, zaczynamy coś rozumieć. Patrząc między kolejne strony czy zdania, powoli doceniamy to, co mamy. Wolność wyboru. To, że możemy sami decydować o swoim życiu. Bo Ognista to opowieść, która uświadamia nam, że to, czego inni tak bardzo pragną, mamy w zasięgu ręki.

Książka ma jednak swoje złe strony. Bohaterowie nie budzą sympatii. Większość z nich wykreowanych zostało albo na wspaniałych, albo na zupełnie złych. Styl pisania autorki nie jest piękny czy nawet przyjemny. A świat smoków, mimo wszystko, nie jest ciekawie wykreowany. Większą część odgrywa - tak naprawdę - liceum, czyli miejsce, które zna każdy z nas.

Moja nadzieja na niezapomnianą przygodę po świecie dragonów umarła, kiedy Jacinda po raz pierwszy przekroczyła próg szkolnego budynku, a książka zmieniła się w kolejną powieść o ciężkim życiu (nie)przeciętnej nastolatki, która musi poradzić sobie w nowym miejscu, z nowymi wrogami. Zmieniła się w kolejną powieść o "niewyobrażalnej" miłości, która rodzi się między głównymi bohaterami - niczym nie wyróżniającą się nastolatką i nieosiągalnym chłopakiem.

Podsumowując, Ognista to powieść, która, choć urzeka piękną okładką i daje ważne lekcje, nie pozostawia po sobie wspomnień. Możemy odłożyć tę książkę na półkę - ot tak - i zapomnieć o niej. Możemy przeczytać powieść tę od deski do deski, poświęcając czytaniu kilka cennych godzin, i nie związać z nią miłych wspomnień, niezapomnianych emocji czy łez spływających po policzku. Możemy ją skończyć i zapomnieć, że w ogóle ją przeczytaliśmy.

Ocena: 5/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

czwartek, 27 czerwca 2013

Recenzja książki "Gwiazd naszych wina".


Tytuł: "Gwiazd naszych wina"
Autor: John Green
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 312

"Ból domaga się, byśmy go odczuwali"

O czym opowiada książka:

Hazel już od trzech lat choruje na raka płuc. Dzięki terapii i lekom jej życie zostało przedłużone. Sądzi, że to koniec, że jej życie dobiega końca, gdy na spotkaniu grupy wsparcia poznaje Augustusa. Zawierają bliższą znajomość. Wkrótce dziewczyna i chłopak wybierają się na niezwykłą podróż, chcąc dowiedzieć się, czym jest życie i śmierć, miłość i nienawiść, nadzieja i rozpacz oraz jaki ślad człowiek może pozostawić po sobie, co to znaczy być zapomnianym.

Kilka słów ode mnie:

Oczekiwałam, że książka mnie powali, że nie będę w stanie się od niej oderwać. Niczego takiego nie było. Chyba za bardzo wierzyłam w tę książkę. Nie była zła, broń Boże, ale... nie była tak dobra, jak się spodziewałam.
Sądzę jednak, że w tej książce nie jest najważniejszy styl pisania czy pomysł, a sama idea książki, jej przesłanie. Ta powieść ma nam pokazać, że nic nie trwa wiecznie, że kiedy życie się kończy, inne życie się rozpoczyna. Tak rozumiem tę książkę.

Pomysł:

Nie spotkałam się jeszcze z książką, której główny bohater chory był na raka. To dla mnie kompletna nowość. Nie potrafię osądzić, czy to jest dla mnie świetnym pomysłem, czy nie. W końcu ta choroba przytrafia się wielu ludziom, wiele ludzi straciło przez nią życie i to nie pan Green ją wymyślił.
A może jestem w błędzie. Autor sam przekazywał, że ta książka o raku nie jest, tylko o życiu Hazel, owszem, chorej na raka, ale która nie żyje chorobą, a z nią. To bardzo skomplikowane.
Oceniam pomysł na plus. Mimo wszystko. Za to, co w książce zostało opowiedziane, za różne ciekawe wątki.

Styl pisania:

Styl pisania... mi się nie podobał. Tak, nie podobał mi się. Na co drugiej stronie widziałam słowo "okay", i nie obchodzi mnie to, że to było jakby hasło, jakaś przysięga. Denerwowało mnie to bardzo. Spodziewałam się pięknie napisanej powieści, która mogłaby dorównać "Cieniu wiatru", a takiej nie otrzymałam. Była to głęboka, niezwykle poruszająca powieść z beznadziejnym językiem.

Postacie:

Muszę potwierdzić, że postacie były wyjątkowe. Każdy z nich posiadał swój własny charakter. Najbardziej polubiłam główną bohaterkę - Hazel - dziewczynę inteligentną i zabawną (choć wcale nie wydealizowaną). Isaac czy Augustus momentami mnie irytowali. Nie przywiązałam się do większości bohaterów, ale niektóre postacie ceniłam.

Okładka, tytuł, opis z tyłu (opis - KLIK):

Okładka mi się podoba. Jest piękna, delikatna, niezwykła.
Tytuł to "Gwiazd naszych wina". Nazwa ciekawa.
Opis z tyłu mnie zachęcił, dzięki niemu (i dzięki pochlebnym opiniom) zdecydowałam się na tę powieść.

Ocena: 7/10.