Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 8/10. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 sierpnia 2015

"Niezbędnik obserwatorów gwiazd" (rec. 104)


Tytuł: Niezbędnik obserwatorów gwiazd
Tytuł oryginału: Boy 21
Seria: -
Autor: Matthew Quick
Tłumaczenie: Joanna Dziubińska
Wydawnictwo: Otwarte
Liczba stron: 320
Data wydania: 8 października 2014











"Zawsze mogę spojrzeć w kosmos i się zachwycić, bez względu na to, co się dzieje. A gdy spoglądam w górę, moje problemy robią się takie małe. Nie wiem czemu, ale zawsze czuję się wtedy lepiej"

Matthew Quick to amerykański pisarz, znany przede wszystkim ze swojej debiutowej powieści zatytułowanej Poradnik pozytywnego myślenia, która odniosła niesamowity sukces, a na jej podstawie powstał oscarowy film. W Polsce ukazało się kilka jego książek, m. in. Prawie jak gwiazda rocka czy Wybacz mi, Leonardzie.


Witajcie w Bellmont - mieście, gdzie rządzą gangi i irlandzka mafia, a dilerzy narkotykowi spotykani są na każdym kroku. Mieszka tu Finley. Finley niewiele mówi. Odzywa się tylko wtedy, gdy musi. Ma ojca i dziadka, który stracił obie nogi. Od dzieciństwa gra w koszykówkę. Kocha to bardziej niż cokolwiek inne. Jest rozgrywającym w szkolnej drużynie. Razem ze swoją dziewczyną Erin marzy o wydostaniu się z Bellmont. Co wieczór spotykają się i w milczeniu obserwują gwiazdy.
Pewnego dnia trener Finleya prosi go o dziwną przysługę. Ma pomóc Russowi, zagubionemu chłopakowi, którego rodzice zostali zamordowani. Wkrótce Finley i Numer 21 stają się przyjaciółmi.

"Nie zawsze można wybrać rolę, jaką będzie się odgrywać w życiu, lecz cokolwiek by ci się trafiło, dobrze tę rolę grać najlepiej, jak się potrafi"

Drobiazgi. Momenty. Myśli. Sceny.
Ta książka to metafora.
Widzę jej całe piękno w kilku opisanych scenach; widzę, jak Erin i Finley leżą na dachu, obserwując gwiazdy, Numer 21 tworzy własną galaktykę, a dziadek Finleya oddaje wnukowi kilka ostatnich banknotów, które trzymał od wielu lat. To jest dla mnie niesamowicie piękne - dobro, które autor wydobywa ze świata otaczającego bohaterów, kilka scen codzienności, które nadają życiu sens, gesty, które mówią więcej niż słowa, ludzie, dzięki którym mam ochotę po prostu się zatrzymać i popatrzeć w gwiazdy. Magia jest właśnie w chwilach - w tym, co przekazują i co znaczą.

Bohaterowie. Uwielbiam ich. Zwłaszcza to, co mówią. Takich ludzi brakuje w rzeczywistości. Brakuje Erin czy Russa, ludzi, do których pałam niesamowitą sympatią. Oni pokazują coś niesamowitego. Uczą być szczęśliwym, nieważne, co cię spotkało, jak mocno zostałeś zraniony. Uczą zachwycać się tym, czego nie dostrzegają inni ludzie. Zauważać piękno ponad szarością świata. Finley jest niedoskonały i właśnie to lubię w nim najbardziej. Erin jest po prostu świetną przyjaciółką i dziewczyną. A Numer 21? Jest jedyny w swoim rodzaju.

Quick ma swój specyficzny styl. Proste zdania, nieco infantylni narratorzy, którzy próbują zrozumieć otaczający ich świat. Ale jest coś jeszcze. Charakter. Coś, co dostrzega się między słowami. Quick jest autorem, którego twórczość rozpoznałabym wszędzie i pod każdą postacią.
Tą książkę czyta się bardzo szybko. Naprawdę - bardzo szybko. Nie ma czasu na oddech, na mrugnięcie powieki. Mam wrażenie, jakbym tej powieści nie skończyła, jakby po podziękowaniach było coś jeszcze, co ominęłam. I tu możemy znaleźć jeden z niewielu minusów - zakończenie następuje zbyt szybko. W moim odczuciu - jeden z ważniejszych wątków nie zdążył się rozwinąć, a niemal od razu został zakończony.

Tę książkę trzeba przeczytać. Przeczytać i zastanowić się, zrozumieć, wzruszyć. Niezbędnik jest dla mnie myślą, szybką i nieuchwytną, wspomnieniem. Dla mnie jest lepszy niż Poradnik. Ma w sobie coś wyjątkowego. Ma w sobie mądrość, szczerość. Ta książka jest czymś więcej niż tylko książką.

Ocena: 8/10.

wtorek, 28 lipca 2015

"W ciemnym zwierciadle" (rec. 103)


Tytuł: W ciemnym zwierciadle
Tytuł oryginału: In a Glass Darkly
Seria: -
Autor: Joseph Sheridan Le Fanu
Tłumaczenie: Mira Czarnecka
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 550
Data wydania: 11 maja 2015











Joseph Sheridan Le Fanu to dziewiętnastowieczny irlandzki pisarz i dziennikarz, autor głównie powieści grozy. Wśród jego najsłynniejszych dzieł można wyróżnić powieści takie jak Dom przy cmentarzu, Stryj Silas czy zbiór opowiadań W ciemnym zwierciadle. Razem z Edgarem Allanem Poe i Bramem Stokerem jest uważany za prekursora nowoczesnej powieści grozy.


W ciemnym zwierciadle to zbiór pięciu opowiadań przedstawiających kolejne przypadki zjawisk nadprzyrodzonych z archiwum doktora Hesseliusa, lekarza zajmującego się osobami chorymi umysłowo. W każdej historii zostaje naruszona granica między snem a jawą, a wyobrażenia chorych mieszają się z rzeczywistością. Są pojeni trucizną, nawiedzają ich niepokojące zjawy, a wielkie koty wysysają im krew nocą. Doktor potrafi wytłumaczyć większość tych zjawisk, jednak czytelnikowi nieodłącznie towarzyszy wrażenie, że to nie tylko wyobraźnia chorych sprawia, że widzą rzeczy, które nieraz prowadzą do całkowitej zapaści, odłączenia od rzeczywistości czy nawet śmierci.


W ciemnym zwierciadle to klasyk literatury grozy i inspiracja, kilkaset stron niesamowitych wrażeń, pięć historii o zacierającym się świecie rzeczywistym ze światem nadprzyrodzonym. To wyjątkowy styl, niezwykły pomysł, niepokój i fascynacja. Niezastąpiony klimat, horror stworzony bez użycia wielkich siekier, bez rozlewu krwi i latających głów. To właśnie jest niezwykłe; te opowiadania potrafią przerazić, chociaż autor opowiada wszystko w powolny, dokładny sposób, pozwalając nam na rozkoszowanie tym, co nadchodzi. Uświadamia, że niezrozumienie i niewiedza również są przerażające.

Opowiadanie 1. Zielona herbata.
Krótkie i nad wyraz niepokojące opowiadanie. Głównego bohatera prześladuje mała małpka, która nie pozwala mu spać, jeść i przebywać w towarzystwie innych ludzi. Gdziekolwiek nieszczęśnik skieruje swoje spojrzenie, ona zawsze pozostaje w zasięgu jego wzroku. Podsuwa mu okropne myśli, zmusza do odsunięcia się od Boga, staje się coraz agresywniejsza...
To jedno z moich dwóch ulubionych opowiadań. Historia to zaledwie 70 stron, jednak wrażenie pozostaje na długo po ich przeczytaniu. Towarzyszy nam dreszcz strachu, potem niepokój, gdy doktor Hesselius wyjaśnia, że był to jeden z wielu podobnych przypadków choroby psychicznej... Jednak my wciąż mamy wrażenie, że zaraz koło nas pojawi się złośliwa zjawa, która dręczyła biednego Jenningsa.

Opowiadanie 2. Prześladowca.
Zacznę od końca. Finał opowieści o mężczyźnie, którego nawiedzał duch dawnego... znajomego, to coś kompletnie niewyjaśnionego. I to właśnie podoba mi się w tym opowiadaniu najbardziej. Że tak naprawdę nie wiadomo, co się wydarzyło. Że możemy się tylko domyślać, jednak nigdy nie wyjaśnimy i nie zrozumiemy dokładnie historii Jamesa Bartona.
I to chyba tyle. Warto dotrwać do końca, poczekać, aż pisarz zrobi nas w konia i pozostawi w  tym dziwnym, towarzyszącym Prześladowcy nastroju.

Opowiadanie 3. Sędzia Harbottle.
Sędzia Harbottle opowiada historię starszego sędziego, okrutnego i bezwzględnego w swoich wyrokach, którego niewiele obchodziło, czy oskrarżeni rzeczywiście byli winni. Pewnego dnia nieznajomy ostrzega go, by nie prowadził sprawy pewnego mężczyzny, Lewisa Pynewecka. Sędzia Harbottle jednak nie może odpuścić okazji skazania na śmierć kogoś, kto zranił bliską mu osobę...
Tajemnica. Zemsta zza grobu czy wyrzuty sumienia? Nie wiadomo. Obrazy mroku i wielkiego cierpienia, strach przed dniem, w którym śmierć miała w końcu go dopaść. Sędzia Harbottle podobał mi się właśnie za to. W pewien sposób to najstraszniejsza ze wszystkich opowieści. Bo pewnego dnia w końcu sędzia wydał sprawiedliwy wyrok...

Opowiadanie 4. Pokój w gospodzie Le Dragon Volant.
Najdłuższa historia opowiadająca o pokoju, którego mieszkańcy znikają w niewyjaśnionych okolicznościach. O zakazanej miłości, zazdrości i nadziei, o okrucieństwie i przebiegłości. Zakończenie zdecydowanie podobało mi się najbardziej. Całość opierała się głównie na relacji między hrabiną a głównym bohaterem, przez co to opowiadanie może na tle innych wydawać się trochę za długie, zbyt nużące. Zakończenie było trochę przewidywalne, lecz mimo to poruszyło mnie i odrobinę przeraziło. Jedno z gorszych opowiadań, lecz mimo to niezwykle ciekawe i intrygujące.

Opowiadanie 5. Carmilla.
Niewiele osób wie, że to właśnie Carmilla stała się inspiracją dla Brama Stokera, kiedy tworzył postać Drakuli. Niewiele osób zna historię o młodej damie, która uwodziła swoje ofiary, darząc je niezrozumianą miłością i w końcu zabijała, wysysając całą ich krew. A szkoda. To naprawdę dobra opowieść.
Najbardziej w tej całej historii urzekło mnie to, że tak naprawdę nie wiadomo, czy Carmilla rzeczywiście darzyła uczuciem Laurę, czy może była bezdusznym potworem, który nigdy nie potrafił nikogo pokochać. Jesteś moja, będziesz moja, a ja i ty jesteśmy jedno na zawsze, mówiła. Zapewniała swoją drogą przyjaciółkę, że gdyby miała kogokolwiek pokochać, to właśnie jej oddałaby swe serce. Była bardziej jej kochanką niż przyjaciółką; stały się sobie bliskie jak nikt inny. Do teraz nie wiem, czy była to zaledwie gra wampira, który chciał uwieść Laurę i wypić całą jej krew, czy może w martwym sercu Carmilli odżyło coś na kształt namiętności, może nawet miłości.
Le Fanu stworzył wampira jako coś do cna złego, uwodzicielskiego, fascynującego, acz obrzydliwego. Dla mnie jest to kwintesencja osobowości wampira. Od zawsze te istoty kojarzyły mi się z czymś, czemu nie można się oprzeć, czymś przebiegłym, okrutnym, podłym. Tutaj mamy do czynienia z kobietą-wampirem, czyli zabójcą na pozór delikatnym i wrażliwym. Postać Carmilli jest bardzo intrygująca, a jej opowieść to prawdziwa perła.


Zarówno całość, jak i każde opowiadanie z osobna są niezwykłe. Każdy miłośnik literatury grozy powinien poznać pióro Le Fanu i dać się wciągnąć jego opowieściom. Zbiór opowiadań został napisany językiem, który uwielbiam, a pomysły dziewiętnastowiecznego pisarza są niezwykłe. Polecam.

Ocena: 8/10.

Serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka za możliwość zrecenzowania tej powieści!

piątek, 19 czerwca 2015

"Cinder" (rec. 101)


Tytuł: Cinder
Tytuł oryginału: Cinder
Seria: Saga Księżycowa (tom 1)
Autor: Marissa Meyer
Tłumaczenie: Dorota Konowrocka
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 17 października 2012
Liczba stron: 440











Marissa Meyer jest amerykańską pisarką. Jest wielką fanką dziwaczności, a baśnie kocha od dzieciństwa. Saga księżycowa jest jej debiutem. W skład serii wchodzą cztery powieści - Cinder, Scarlet, Cress oraz Winter. Każda z nich jest dobrze znaną nam baśnią ukazaną nieco w innej postaci.



Nowy Pekin, daleka przyszłość. Za nami cztery wojny światowe, po których ostatecznie zapanował pokój. Świat jest niszczony przez letumosis, nieuleczalną chorobę, którą przywieźli uciekinierzy z Luny, czyli Księżyca. Ich władczyni, królowa Levana prowadzi okrutne rządy, a posłuszeństwo poddanych wymusza dzięki swej mocy, którą posiadają wszyscy Lunarzy. Levana od dawna grozi wojną Ziemi, która nie chce zgodzić się na warunki pokoju, jakie proponuje Luna.
Cinder jest cyborgiem, który nie pamięta niczego, co wydarzyło się sprzed operacji i tego, jak trafiła do okrutnej macochy. Pracuje jako mechanik i utrzymuje swoją rodzinę. Pewnego dnia na jej drodze staje książę Kai, następca tronu Wspólnoty Wschodniej. Wkrótce życie Cinder zaczyna się sypać. Dodatkowo dziewczyna musi zdać sobie sprawę z tego, jak ważną rolę odgrywa w konflikcie między Ziemią a Luną.



Ciężko mi w jakikolwiek sposób oceniać tę książkę. Więc może wręczę wam coś innego niż te wszystkie recenzje, w których wspominam o wszystkich plusach i minusach, które nigdy nie oddadzą, co czułam i co nadal czuję do wszystkich tych powieści. Zrobię to, co lubię najbardziej. Opowiem, czym jest ta książka i jak niesamowite wywarła na mnie wrażenie. Zawsze lubiłam recenzje, które nigdy nie były do końca recenzjami. Były opowieściami. Byłam załamana, że nie potrafię już takich pisać. Ale zrozumiałam, że wystarczy tylko poczekać na książkę, która wzbudzi odpowiednie emocje.

Cały czas czuję ten nieznośny ból. Boli mnie to, co się wydarzyło i to, co się nie wydarzyło. Po przeczytaniu Cinder wpadłam w dziwny stan. Pobiegłam po Scarlet, drugą część serii i przeczytałam ją. Całą. Naraz. Teraz, kiedy skończyłam i uświadomiłam sobie, że w Polsce nie ma części trzeciej i zapewne się nie pojawi, jest jeszcze gorzej. Bo ta opowieść jest dla mnie niedopowiedziana. Niedokończona. A ja nie mogę nic z tym zrobić. To najgorsze uczucie na świecie.

Emocje jeszcze nie opadają. Nie jestem w stanie ich odgonić. Kocham tę książkę, kocham tę opowieść. Niestety teraz jest mi bardzo rozróżnić dwie części sagi, rozdzielić je. Tworzą wspaniałą całość. Scarlet jest jeszcze lepsza od Cinder i korci mnie, by coś o niej powiedzieć.
Spokojnie. Wszystko od początku.
Cinder to baśń bez żadnego "i żyli długo i szczęśliwie". To opowieść o Kopciuszku bez stopy, o dziewczynie, zwykłym mechaniku i cyborgu bez wspomnień, które mogłyby jej powiedzieć, kim naprawdę jest. Lub kim była.
Ta książka ma jedną poważną wadę - przewidywalność. Ale to nie zmienia faktu, że jest świetna. Że tak szalenie mi się podobała. Że nie mogę przestać o niej myśleć. To cena, którą trzeba zapłacić za przeczytanie tej książki. Gdy ją zaczniecie, nie będziecie w stanie przerwać. To pochłania bardziej niż cokolwiek inne. Rozbawia. I rani głęboko.

Coś mi mówi, że nie powinnam tak polubić tej książki. Czemu zżyłam się z bohaterami jakby byli kimś, kogo znałam od dawna? Ta książka nie powinna mną tak wstrząsnąć. Coś mi mówi, że jest inna od wszystkich, które pokochałam równie mocno. Zbyt przewidywalna. Zbyt prosta. Ale cóż mogę poradzić? Miłość do niej jest silniejsza od tego głosu.

Jedna z lepszych serii młodzieżowych to za mało. Ta historia jest wspaniała (zaczynam łączyć Cinder ze Scarlet, choć wiem, że nie powinnam). Styl pisania jest bardzo dobry jak na książkę z półki literatury młodzieżowej. Bohaterowie... no cóż. Uwielbiam Cinder i jej poczucie humoru. Lubię Kaia, który kilka razy również mnie rozbawił. Nie znoszę jednak rodziny głównej bohaterki, choć pewnie właśnie taki był zamiar autorki.

Jeśli chodzi o samą historię, jest to wersja Kopciuszka w przyszłości. Cyborga-Kopciuszka w świecie zdziesiątkowanym przez zarazę. To opowieść o nagłej utracie, poszukiwaniu własnego ja, wojnie i miłości, ale tylko w niewielkim stopniu. Dla mnie - opowieścią o losie, który skazuje nas na bycie kimś, kim nigdy nie chcielibyśmy być. Kimś złym. Kimś ważnym. Kimś, za kogo umierali ludzie.

Jestem boleśnie świadoma tego, że na razie ta historia się skończyła. Że zacznę szukać czegoś podobnego, czegoś równie poruszającego. Ale nie znajdę. Chyba nie znajdę. Nie mogę się pogodzić z tym, że na razie opuszczam Cinder. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak głęboka będzie moja rozpacz, gdy zakończę całą sagę. O ile ją zakończę. Niezwykle zabolał mnie fakt, że wydawnictwo zapewniło mi tyle niesamowitych wrażeń, ale... po prostu Cress nie zostanie wydana. Czuję się trochę oszukana i nie jestem w stanie zostawić tej historii. Cress czeka. W oryginale.

Ocena: 8/10.

* I tym razem ostrzegam przed opisem na lubimyczytac.pl. Zdecydowanie zdradza za dużo, możecie po prostu zniszczyć sobie frajdę płynącą z czytania tej powieści.

** Widzę, że zaczynam pisać niezwykle długie recenzje. Co o takich sądzicie? :)

sobota, 28 lutego 2015

"Oskar i Pani Róża" (rec. 96)


Tytuł: Oskar i pani Róża
Tytuł oryginału: Oscar et la dame Rose
Seria: -
Autor: Éric-Emmanuel Schmitt
Tłumaczenie: Barbara Grzegorzewska
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 88
Data wydania: 7 listopada 2011











"Codziennie patrz na świat, jakbyś oglądał go po raz pierwszy"

Éric-Emmanuel Schmitt jest francuskim dramaturgiem, eseistą, powieściopisarzem, z wykształcenia filozofem. Swoją pierwszą powieść napisał w wieku jedenastu lat. Jest znany głównie jako twórca teatralny. Oskar i pani Róża to jedna z jego najbardziej znanych i cenionych powieści.

"Bo są dwa rodzaje bólu, Oskarku. Cierpienie fizyczne i cierpienie duchowe. Cierpienie fizyczne się znosi. Cierpienie duchowe się wybiera"

Oskar to dziesięcioletni chłopczyk chory na raka. Od jakiegoś czasu mieszka w szpitalu. Przyjaźni się tam z wolontariuszką, którą nazywa ciocią Różą. Kobieta ma za sobą karierę zapaśniczki i wiele ciekawych i zabawnych historii. Pewnego dnia Oskar dowiaduje się, że zostało mu tylko dwanaście dni życia. W ciągu nich próbuje przeżyć wszystkie lata, których już nie otrzyma.

"Zapominamy, że życie jest kruche, delikatne, że nie trwa wiecznie. Zachowujemy się wszyscy, jakbyśmy byli nieśmiertelni"

Króciutka opowieść, która przypomina, że wszyscy przeminiemy, że wszyscy zostajemy tu tylko na chwilę. Że warto wykorzystać każdy dzień, który mamy. Że warto oglądać świat, widząc go niby po raz pierwszy. Że wszyscy kiedyś umrzemy, ale nie powinniśmy się tak tym przejmować, tylko zrobić wszystko, żeby przeżyć nasze życie tak jak należy.

O chłopcu, który jednego dnia stawał się starszy o dziesięć lat, o wierze w Boga, któremu Oskar na początku nie ufał, lecz powoli odkrywał go w każdym swoim liście. O miłości, przemijaniu, wybaczaniu i umieraniu. W tej książce jest wiele mądrości, wiele prawdy zamkniętej w osiemdziesięciu stronach pięknej, uniwersalnej, ponadczasowej historii.

Ta książka jest króciutka, napisana dziecięcymi, krótkimi zdaniami. Czyta się ją przez chwilę, jakby była tylko krótką myślą, snem. Ale zostaje na długo.
Czuję się dziwnie, jakbym wcale nie przeczytała tej książki. Ona jakby tylko przemknęła obok mnie. Zaczęłam czytać, minęła minuta i już skończyłam. Ale podczas tej minuty zrozumiałam.

Ta recenzja będzie równie krótka jak ta książka. Czytajcie Oskara i panią Różę, jeśli chcecie. Warto.

Ocena: 8/10.

czwartek, 15 stycznia 2015

Recenzja "Nowej Ziemi".


Tytuł: Nowa Ziemia
Tytuł oryginału: Pure
Seria: Świat po Wybuchu (tom 1)
Autor: Julianna Baggott
Tłumaczenie: Janusz Maćczak
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 472
Data wydania: 9 maja 2012











"Ujęła motyla i podniosła go w górę; jego zakurzone delikatne skrzydła prześwietliło białe światło lampy. [...]
- Wysiłek, jaki włożyłam w ich tworzenie, teraz wydaje mi się stratą czasu. Nawet nie potrafią fruwać. Kiedy się je nakręci, tylko machają skrzydłami i nic więcej.
- Może po prostu dotychczas nie miały dokąd polecieć"


Julianna Baggott, znana również jako Bridget Asher, to amerykańska pisarka, autorka wielu powieści obyczajowych, książek dla dzieci i trzech tomików poezji. W Polsce ukazało się tylko kilka książek jej autorstwa, pierwsza to Kwiaty od Artiego. Seria Świat po wybuchu to jej najsławniejsze dzieło.

"Wolę prawdę od szczęścia"

Świat po Wybuchu.
Nielicznym udało się przeżyć Wybuch bez najmniejszego zadrapania. Schronili się oni w Kopule, sterylnym miejscu, w którym przyglądają się mieszkańcom świata za. Żyją jak dawniej - zakładają rodziny, uczą się, zdobywają posady. Mają wszystko - jedzenie, lekarstwa, zaawansowaną technologię. Patridge'owi jednak coś zabrano. Od czasu Wybuchu nie widział swojej matki, która ponoć nie żyje. On przeczuwa jednak, że jest inaczej i zamierza ją odszukać. Musi jednak wyjść poza Kopułę.
Pressia żyje w zrujnowanym świecie pokrytym popiołem. Jest jedną z niewielu, którym udało się przetrwać. Żyje wraz z chorym dziadkiem, któremu w szyi utkwił elektryczny wiatraczek i próbuje uchronić się przed poborem do militarnej organizacji, OPR. Wie jednak, że nie uda jej się przetrwać zbyt długo. Nie w niebezpiecznym świecie pełnym zmutowanych, stopionych ze zwierzętami, ziemią, różnymi przedmiotami czy nawet sobą wynaturzonych istot.

"Przeszłość przeminęła i byłoby nietaktem ją przywoływać"

W pewnym momencie już cię nie obchodzi, że język ci nie odpowiada, że styl autorki ci się nie podoba. Nie obchodzi cię. Po prostu chcesz wiedzieć, co będzie dalej.
Tym jednym zdaniem mogę opisać całą tę książkę. Napięcie, zwroty akcji, niesamowita fabuła, pomysł. Wszystko doskonale przemyślane. I aż boję się pomyśleć, co stanie się w drugim czy w trzecim tomie tej historii. Chcę już czytać. Po prostu chcę więcej, chcę tej historii, dalszego ciągu.

Pressia, która zamiast dłoni ma głowę lalki. Bradwell, któremu w plecach utkwiły ptaki. El Capitan, który na plecach nosi zrośniętego z nim brata. To samo w sobie jest czymś niesamowitym. I choć, jak wiadomo, wszystkie mutacje i stopienia są dość przesadzone, to wizja takiego świata jest czymś niezwykłym i... przerażającym. Unoszący się wokół popiół, szkielety domów, ludzie bez żadnych  pamiątek, wspomnień, najmniejszych ułamków dawnego życia. Kiedy wszystko wokół ciebie się wali, kiedy twoi bliscy umierają.

Bardzo ciekawe jest dla mnie ukazanie przemiany psychicznej osób, które zmieniły się w trakcie Wybuchu oraz osób, które opuściły Kopułę i po raz pierwszy ujrzały świat pokryty popiołem. Dla Pressi jej blizny oraz głowa lalki były czymś bardzo wstydliwym i złym. Dla Bradwella znaczyły one coś więcej. A El Capitan nienawidził i kochał nawzajem swego brata, nieraz chciał zabić tę ludzką powłokę stopioną z jego plecami, choć wiedział, że wtedy zabiłby również siebie.
I oczywiście, obok El Capitana, najlepsza postać tej książki - Lyda, która jest dla mnie naprawdę niesamowicie wykreowaną bohaterką. Jej historia, to, co przeszła, to coś, co sprawia, że kocham tę opowieść.

Coś pięknego. Niezwykle zręcznie pokazana wizja przyszłego świata, który sami możemy zniszczyć. Książka o wolności, samotności, walce, chorej ambicji i ludzkim okrucieństwie. Książka o wielkim cierpieniu i bliznach, których nie sposób się pozbyć. Książka, która uzależnia. I zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę nic ważnego się nie wydarzyło. Że prawdziwa historia przede mną. To dopiero początek.

Ocena: 8/10.

czwartek, 11 września 2014

Recenzja "Gry o tron".


Tytuł: Gra o tron
Tytuł oryginału: Game of Thrones
Seria: Pieśń lodu i ognia (tom 1)
Autor: George R. R. Martin
Tłumaczenie: Paweł Kruk
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 844
Data wydania: 12 kwietnia 2011










"Strach tnie głębiej niż miecze"


George R. R. Martin, czyli George Raymond Richard Martin. Twórca wielu książek i opowiadań o tematyce fantastycznej, autor Pieśni lodu i ognia, na podstawie której powstały gra fabularna oraz serial. Seria ta jest przewidziana na siedem tomów. Do tej pory ukazało się ich pięć.
George R. R. Martin jest wielokrotnym zdobywcą nagród takich jak Nebula, Hugo czy World Fantasy Award.

"Ten, kto boi się przegrać, już przegrał"


Tron, który jest darem i przekleństwem równocześnie. Tron stworzony z tysięcy mieczy poległych, którzy oddali życie na polu bitwy. Tron, za który ludzie umierają i za który mogliby zabić. Tron, który da ci władzę, ale nie bezpieczeństwo.
Po panowaniu żądnego krwi Aerysa Targaryena - Smoczego Króla i szalonego tyrana -  Żelazny Tron obejmuje Robert. Jednak wszystko zaczyna się komplikować, gdy mianuje Eddarda Starka, swojego przyjaciela i Lorda Winterfell Namiestnikiem Północy.
Ned wraz z dwiema córkami przenosi się na Południe. Tam czekają na niego Lannisterowie, którzy planują okrutną grę, w której można wygrać lub umrzeć.
Gdzie indziej, wśród bezwzględnych Dothraków potomkini Targaryena, Daenerys, nosi w sobie dziecko, którego przeznaczeniem jest obalić rządy Baratheona.
Jednak nie to przeraża ludzi najbardziej.
Nadchodzi zima.

"Nigdy nie zapominaj o tym, kim jesteś, bo świat na pewno o tym nie zapomni. Uczyń z tego swoją siłę, a wtedy przestanie to być twoim słabym punktem. Zrób z tego swoją zbroję, a nikt nie użyje tego przeciwko tobie"


Miłość, nienawiść, krew, łzy, wojna, pokój, wierność i zdrada. To wszystko i jeszcze więcej. Książka, która uzależnia. Która zaskakuje, wciąga i trzyma w napięciu. Wypełniona po brzegi akcją, intrygami i krwią. Napisana bardzo dobrym, przystępnym stylem, wzbogacona o wilkory i smoki, czyli istoty, które szczerze uwielbiam. Stworzona z tego, co kocham w fantastyce najbardziej.

Bohaterów jest dużo. I nie wiem, czy jest to wadą czy zaletą. Na początku trudno mi się było odnaleźć w morzu imion. Ale dziękuję za to, że mogłam się w nim zanurzyć. Poznać Tyriona, Aryę, Jona czy Neda. Świetne postacie, które nadają powieści charakteru. Są tacy, których kocham i inni, których nienawidzę tak bardzo, że próbowałam ich udusić przez karty powieści. W mojej wersji Gry o tron Joffrey zginął już kilkanaście razy.

Pan Martin znany jest z tego, że uwielbia uśmiercać stworzonych przez siebie bohaterów. Czasami są to nawet narratorzy, którzy przed chwilą zaledwie opisywali nam to, co się dzieje. Przyznam, że trupów w książce jest kilka, co zdecydowanie mi odpowiada. Ale najważniejsze, że pan Martin pozbawił życia postacie, na których śmierć nie byłam przygotowana.

Gra o tron to świetne wprowadzenie do świata bitw, zdrad i przerażającej gry. Jestem zachwycona światem, jaki stworzył pan Martin. Jestem zaskoczona, jakie emocje wzbudziła we mnie ta opowieść. Teraz zostaje mi tylko przeczytać drugą część i kibicować postaciom, które polubiłam. Mam nadzieję, że nastąpi to jak najszybciej.

Ocena: 8/10.

piątek, 5 września 2014

Recenzja "Fazy trzeciej: Kłamstw".


Tytuł: Faza trzecia: Kłamstwa
Tytuł oryginału: Lies
Seria: GONE (tom 3)
Autor: Michael Grant
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 400
Data wydania: 20 października 2010











Przypominam, że to recenzja trzeciego tomu i zawarte są w niej informacje dotyczące poprzednich części.

"Prawdziwy bohater wie, kiedy odejść"

Michael Grant jest autorem około stu pięćdziesięciu książek dla młodzieży. Pisał pod jedenastoma pseudonimami. W Polsce można kupić siedem jego powieści - serię GONE, która składa się z sześciu części (Niepokój, Głód, Kłamstwa, Plaga, Ciemność, Światło) oraz BZRK, które otwiera zupełnie inny cykl. Dzisiaj mieszka w Północnej Karolinie w towarzystwie żony, dzieci i gromady zwierząt.

"Tak, Sam, nadal jesteś potrzebny. Jesteś jak Bóg dla nas, zwykłych śmiertelników. Nie możemy bez ciebie żyć. Świątynie zbudujemy później. Zadowolony?"

Minęło siedem miesięcy od dnia, w którym dzieci i młodzież zostali zamknięci w kopule oddzielającej ich od swoich rodziców, nauczycieli, policjantów, lekarzy...
Wojna trwa. Nowi dołączają do Ekipy Ludzi stworzonej przez Zila. Ich celem jest pozbycie się wszystkich, którzy władają niesamowitymi mocami. Caine czuwa i choć powoli traci siły, nadal czeka na właściwy moment, w którym znowu mógłby zaatakować Perdido Beach. Władza Astrid słabnie. Jest coraz gorzej. I nie chodzi tylko o wszechobecny głód, brak środków do życia, dzieciaki, które coraz częściej sięgają po używki i broń. Nie ma już zasad. Jest tylko strach.
Zjawia się Prorokini, Orsay, która niesie ze sobą nadzieję. Podobno widzi, co znajduje się za barierą i odwiedza w snach rodziców, którzy żyją poza kopułą. Mówi też, że można uciec poza granicę ETAPU umierając. Czy ci, którzy prawdopodobnie nie dotrwają do wielkiej piętnastki, zdecydują się wyrwać z tego piekła poświęcając życie?
Jest coś jeszcze. Coś, co nawet w miejscu, którym jest ETAP, wydaje się niemożliwe.
Do Perdido Beach wracają osoby, które dawno temu zakopano pod ziemią.

"Ludzie, którzy mają władzę, zazwyczaj boją się ją utracić"

Książka, która przebija swoje poprzedniczki. Przez którą przez całe moje ciało przechodzą dreszcze, której się trochę boję, którą kocham, przy której się uśmiecham, która sprawia, że nie mogę się ruszyć, bo muszę skończyć jeszcze jedno zdanie, stronę, rozdział...
Sprawia, że zaczynam myśleć o wojnie jako o czymś realnym, o tym, że jutro mogę już nie być bezpieczna. Że największymi wrogami ludzi są oni sami, że w niektórych sytuacjach najchętniej nawzajem by się pozabijali. O tym, że nawet przyjaciel może ci wbić nóż w plecy. O tym, co zrobiłabym, gdyby zabrakło dorosłych. Czy przeżyłabym chociaż miesiąc, czy potrafiłabym sobie poradzić w sytuacjach, na które nie byłam przygotowana.

GONE to jedna z moich ulubionych serii młodzieżowych. Ta książka nie jest zakończona szczęśliwie. Bohaterowie nie są idealni, a autentyczni. Dużo w niej brutalności, tajemnic i zwrotów akcji, przez które czasami łzy płyną po moich policzkach. Wraz z każdą oznaczoną w książce minutą zbliżamy się do finału, który pozbawił mnie tchu. Były tylko Kłamstwa i przewracane coraz szybciej strony.
Po prostu magia.

Bohaterów jest dużo i na początku miałam problem z rozpoznaniem niektórych imion. Ale teraz jestem pewna, że zapamiętam je na bardzo długo. Niektórzy znienawidzeni, niektórzy ukochani, lecz wszyscy wyjątkowi i nieprzewidywalni. Przyznam, że wraz z biegiem czasu życie w ETAPIE pozostawia w ich głowach coraz większy ślad. Bohaterowie przechodzą olbrzymią metamorfozę. Z głodu i strachu są skłonni zrobić wszystko. I to jest trochę niepokojące. Że w każdym z nas siedzi potwór, który zje swojego ukochanego kota, kiedy będzie wystarczająco głodny.

Podsumowując, GONE nie jest zwykłą młodzieżówką. Dla czytelników, którzy lubią być zaskakiwani przez książki, będzie dobrą lekturą. Więc jeśli chcecie przekonać się do literatury młodzieżowej, ta seria będzie dobrym początkiem.

Ocena: 8/10.

piątek, 29 sierpnia 2014

Recenzja "Domu Róży, Krýsuviku i Kołysanki dla wisielca".


Tytuł: Dom Róży, Krýsuvik i Kołysanka dla wisielca
Tytuł oryginału: -
Seria: -
Autor: Hubert Klimko-Dobrzaniecki
Tłumaczenie: -
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 240
Data wydania: 10 czerwca 2013










"Znaleźliśmy się na płaskowyżu usłanym łubinem, kilometrami łubinu we wszystkich możliwych odcieniach niebieskiego. [...] zrozumiałem, że jestem świadkiem cudu, bo to było najpiękniejsze morze, jakie kiedykolwiek widziałem, bez wody i glonów, bez ryb i statków. Najpiękniejsze morze kołysało na swych łubinowych falach skrzypka, który grał, grał i grał"


Hubert Klimko-Dobrzaniecki jest filozofem, poetą, pisarzem, który urodził się w Polsce, a tworzył na Islandii. Był nominowany do Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus, Nagrody Literackiej Nike oraz Nagrody Mediów Publicznych "Cogito". W 2007 roku znalazł się na liście kandydatów do paszportów "Polityki". Obecnie pracuje nad filmem, który powstanie na podstawie jednej z jego powieści. Mieszka w Wiedniu.

"Kiedyś myślałem, że samobójcy to tchórze, że ten desperacki krok jest ucieczką przed życiem, przed jego problemami i przed odpowiedzialnością. A może samobójcy to ludzie, którzy wygrali w chińczyka z Panem Bogiem, rzucili kostką i kiedy tamten odwrócił głowę, dali dyla, zanim w swojej łasce pozwolił im umrzeć naturalnie lub w wypadku. Teraz wiem, że samobójcy to ludzie całkowicie wolni, a tym samym nieposłuszni, to odważni wariaci, którzy sami wybierają swoje miejsce i czas, ubiegają Pana Boga, prowadzą z Nim jeden do zera"


Dom Róży, Krýsuvik
Poznajemy Huberta. Hubert próbuje poukładać sobie życie w Islandii - spokojnym, pięknym miejscu, w którym żyje niewielu ludzi. Znajduje tam miłość - Agnieszkę, którą zobaczył pewnego dnia zapłakaną przy pomniku Sun Voyager. Agnieszka rodzi mu syna. Lecz dopiero gdy Hubert dostaje posadę w domu starców, zaczyna się opowieść.
Hubert opowiada o losach starych dusz, których nikt już nie potrzebuje. O ludziach, którzy dla swoich bliskich nie znaczą już kompletnie nic, których trzeba karmić, odprowadzać do toalety i kąpać, bo sami nie dają sobie rady. O śmierci, która codziennie odwiedza progi cuchnącego przytułku.
To właśnie w domu opieki Hubert poznaje panią Różę, delikatną niewidomą staruszkę, która go rozumie i ma do opowiedzenia swoją historię.

Kołysanka dla wisielca
Szymon jest pensjonariuszem islandzkiego zakładu dla psychicznie chorych. Mieszka w zielonym domku, choć rzadko można go tam spotkać. Wciąż krąży między mieszkaniem a oddziałem, walcząć i znów się poddając. Poznaje Huberta, który staje się dla niego przyjacielem, z którym może porozmawiać, który nie uzna go za dziwaka. Pokazuje mu swoje morze, pozwala mu usłyszeć swoją muzykę i odkryć świat, w którym czuje się bezpieczny.

"[...] jak żyć, to razem, a jak umierać, to też..."


Trzy opowiadania, które razem tworzą cudowną historię, pozbawioną jakiejkolwiek akcji, jej zwrotów i trzymających w napięciu fragmentów. Wręcz monotonna, lecz niezwykle prawdziwa i delikatna historia, w której główną rolę grają przemyślenia - niezwykle trafne i błyskotliwe, które rozumiem. Rozumiem każde słowo, które znalazło się w tej książce. Płaczę, myśląc o niej. I nadal trzymam w sobie obraz morza Szymona i porzuconych na plaży organków.

Książka to po części biografia autora, który rzeczywiście darował część swojego życia Islandii, pracował w domu starców, który okazał się strasznym, przygnębiającym miejscem i oddał jedno ze swoich opowiadań - Kołysankę dla wisielca Szymonowi Kuranowi, który był jego przyjacielem i któremu obiecał, że uwieczni go w jednej ze swoich opowieści.

Urzekł mnie styl autora. To, że potafi on go zmienić, tak jak zrobił to w Krýsuviku, przekazując rolę narratora zupełnie innej osobie. Przemawia do mnie język, którym operuje i to, że nie ma on w zwyczaju owijać w bawełnę. Czytając czuję, jakby próbował namalować coś słowami.

Trudno mi powiedzieć cokolwiek więcej o dziele Huberta Klimko-Dobrzanieckiego. Ta książka doprowadziła mnie do łez, sprawiła, że się uśmiechnęłam i zostawiła po sobie ślad. I choć powoli zapominam jej fabułę, to dokładnie pamiętam niektóre szczegóły, które zmieniły moje spojrzenie na świat. To chyba powinno wam wystarczyć.

Ocena: 8/10.

niedziela, 11 maja 2014

Recenzja "Kronik krwi".


Tytuł: Kroniki krwi
Tytuł oryginału: Bloodlines
Seria: Kroniki krwi (tom 1)
Autor: Richelle Mead
Tłumaczenie: Monika Gajdzińska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 416
Data wydania: 5 września 2012











"Największe rewolucje w dziejach wybuchały dzięki ludziom, którzy potrafili odrzucić to, czego uczono ich całe życie"


Kroniki krwi to pierwsza część najnowszej serii Richelle Mead. Tym razem spotykamy się z Sydney Sage - alchemiczką, którą poznaliśmy w Akademii Wampirów. Dotychczas pojawiły się jeszcze trzy kolejne części cyklu - Złota Lilia, Magia indygo oraz Serce w płomieniach. W listopadzie piątą książkę z serii - Silver Shadows - będzie można kupić w Polsce.

"Doskonałość wymaga wielu prób. Wyjątek stanowią moi rodzice. Powiodło im się już za pierwszym razem"


Sydney Sage nosi na policzku znak złotej lilii. Znak, którego nie pozbędzie się nigdy, który zawsze będzie jej towarzyszył, który, wraz z każdym spojrzeniem w lustrzaną taflę, będzie jej przypominał, kim jest. I jak wielkiej zdrady się dopuściła.
Sydney jest alchemiczką. Jej zadaniem jest utrzymywać istnienie wampirów w tajemnicy przed ludźmi. Chronić ich, zacierać wszelkie ślady życia nadnaturalnych istot. Od najmłodszych lat wpajano jej, jak niebezpieczni są moroje, jak niebezpieczne są strzygi. Miała czuć odrazę do dampirów. Myśleć, że wampiry są złe, zepsute, nie powinny w ogóle istnieć.
Po tym, jak Sydney pomogła oskarżonej o królobójstwo Rose Hathaway, pozostali alchemicy tracą zaufanie dla Sage. Dziewczyna pragnie dowieść o swojej wierności. Wraz z Jill, spokrewnioną z królową Dragomir morojką, dampirem Eddiem i aroganckim wampirem Adrianem wyrusza w podróż do Kalifornii. Jej zadaniem jest chronić Jill przed zamachowcami, którzy próbują odebrać jej życie.
Wydaje się, że Sydney może zaprzyjaźnić się z morojami. Nie może jednak zapomnieć o zasadzie, która stanowi część jej życia: "Nigdy nie zadawać się z wampirami".

"Śmierć jest przerażająca, ale stanowi część natury"


Prawie zapomniałam, jakie emocje towarzyszą przy czytaniu książek Mead. To zaskoczenie, rozbawienie, wzruszenie. Prawie zapomniałam, jakie tematy porusza. Jak potrafi zaintrygować czytelnika, wprowadzić go do innego świata. Jakie charaktery żyją w jej książkach. Ile jest w nich prawdy, miłości i nadziei. Jakimi są ludźmi. Co przekazują. Czego uczą. Co ich historia im odbiera, by dać nam.

Kroniki krwi to książka, która zyskuje wraz z każdym kolejnym słowem, każdą kolejną stroną. Kiedy akcja nabiera tempa, a bohaterowie doświadczają zdrady, miłości, tracą zaufanie i je zyskują, kosztują zakazanego i dowiadują się, jaka jest prawda. To historia nie tylko o początku zakazanej przyjaźni, to również opowieść o łamaniu reguł i zmieniania życia, którym żyliśmy tylko ze względu na bliskich. O akceptowaniu samego siebie, o przezwyciężaniu swoich lęków, odwadze i poświęceniu. To właśnie daje ta powieść. To nie dziecinna bajka o wampirach. To książka o wkraczaniu w dorosłe życie i znajdywaniu przyjaźni w ludziach, których nigdy nie chcielibyśmy poznać.

Kroniki krwi to ciekawy wstęp do świata wampirów widzianego oczami alchemika. Charaktery Sydney i Rose - narratorki Akademii Wampirów - różnią się. Hathaway czasami bywała lekkomyślna, szalona, niezwykle zadziorna. Sydney emanuje spokojem, jest nieśmiała, opanowana. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach otworzy się i pokaże, na co ją stać.

Podsumowując, Kroniki krwi to świetna powieść o wybieraniu między korzystnym a słusznym wyborem. Napisana lekkim piórem, przemyślana, pełna barwnych i jedynych w swoim rodzaju bohaterów. Polecam!

Ocena: 8/10.


Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam literaturę amerykańską".

wtorek, 4 marca 2014

Recenzja "Odważnych"


Tytuł: Odważni
Tytuł oryginału: The Brave
Seria: -
Autor: Nicholas Evans
Tłumaczenie: Maria Olejniczak-Skarsgard
Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 416
Data wydania: 8 lipca 2011










"W najlepszych kłamstwach zawsze tkwi ziarno prawdy"

Nicolas Evans, autor Zaklinacza koni, Serca w ogniu, Przepaści, W pętli oraz Odważnych, sześćdziesięcioczteroletni amerykański pisarz, scenarzysta. Sławę przyniosła mu niezwykła powieść, debiut - Zaklinacz koni, przetłumaczony na ponad czterdzieści języków, którego sprzedaż osiągnęła ponad piętnaście milionów egzemplarzy, zekranizowany w 1998 roku przez Roberta Redforda. 

"Ludzie mieli dość prawdy na co dzień. Zazwyczaj cholernie ich unieszczęśliwiała. Tak naprawdę pragnęli kłamstw"

Rok 1959. Ośmioletni Tommy jest małym, żyjącym u boku starych rodziców oraz kochającej siostry, zagubionym dzieckiem. Pewnego dnia ojciec postanawia, że Tommy zostanie wysłany do szkoły z internatem. Wyśmiewany przez kolegów z powodu moczenia się w trakcie snu oraz brutalnie bity przez okrutnych nauczycieli, powoli zamyka się w sobie, ucieka do świata westernów i kowbojskich opowieści, które stanowią odskocznię od szarej, brutalnej rzeczywistości. Męka kończy się, gdy Diane, siostra Tommy'ego i wschodząca gwiazda filmowa, zabiera chłopca do Hollywood, gdzie ten zaczyna nowe życie. Diane bierze ślub ze znanym aktorem westernowym, Rayem Montane, ulubieńcem Tommy'ego. Mężczyzna nie jest jednak tym, kim zdawał się być - okazuje się oszustem i brutalem.

Rok 2007. Tom jest dorosłym mężczyzną, borykającym się z wizjami przeszłości, dawnych lat. Jest po rozwodzie, chorobie alkocholowej, ma syna służącego Korpusowi Piechoty Morskiej, z którym nie utrzymuje kontaktów. Nie radzi sobie w pracy, nie umie wybaczyć sobie tego, co zrobił lata temu. Gdy dostaje wiadomość o zarzuceniu synowi wielokrotnego zabójstwa, postanawia jednak zawalczyć. Zawalczyć o syna i o miłość, którą utracił dawno temu.

"Dopiero niedawno Rayowi przyszła do głowy zabawna myśl na temat władzy: ludzie, którzy najbardziej się nią chwalą, nie zawsze ją mają"

Piękna historia, zmuszająca do poważnych rozważań, przemyśleń, której słowa zamazują się przed oczami, której biegu nie można zatrzymać, odwrócić. Która daje nam bohaterów, których kochamy coraz bardziej z każdym kolejnym słowem, by potem odebrać, by z każdą łzą pojawiała się rysa na sercu. Która wraz z każdą kolejną stroną staje się coraz prawdziwsza, staje się każdą myślą, każdym westchnieniem, wywołuje u nas coraz większe emocje. Kiedy już nie wiemy, czy się śmiejemy, czy płaczemy.

Bohaterowie, żywi i prawdziwi, których ból krzywdzi, tak realni, że mam wrażenie, że spotkałam ich już w prawdziwym świecie. Których czyny zapamiętujemy na długo, których odwagę możemy podziwiać, których słowa brzmią w uszach. Polubiłam ich, naprawdę ich polubiłam, polubiłam Tommy'ego, Diane, Raya. Ciężko mi było się z nimi rozstać. 

Autor pisze w przyjemny sposób, potrafi wyrazić w narracji charakter przemawiającego bohatera. Ma lekkie pióro, potrafi ożywić niektóre miejsca, bohaterów, opowiada w sposób niezwykle ciekawy, krok po kroku odsłaniając nam historię Tommy'ego.

Odważni to poruszająca lektura o życiu pewnego zagubionego chłopca, który w swoim życiu doznaje wielu rozczarowań, którego malutkie serce pęka nie raz. Który oddaje swe zaufanie człowiekowi, który... nie jest tym, za kogo się podawał. To historia człowieka, który może za szybko zdał sobie sprawę, że istnieje różnica między westernowymi serialami a prawdziwym, brutalnym życiem.
Naprawdę polecam.

Ocena: 8/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam literaturę amerykańską".

poniedziałek, 10 lutego 2014

Recenzja "Wichrowych wzgórz".


Tytuł: Wichrowe wzgórza
Tytuł oryginału: Wuthering Heights
Seria: -
Autor: Emily Brontë
Tłumaczenie: Piotr Grzesik
Wydawnictwo: MG
Liczba stron: 448
Data wydania: 5 lutego 2014











"Ja nie złamałem ci serca, to ty je sobie złamałaś, a czyniąc to, złamałaś i moje"

Kim jest Emily Brontë? To niezwykła kobieta, spod której palców wypłynął najpiękniejszy romans wszechczasów, dzieło, które poruszało pokolenie za pokoleniem, którego słowa zamazywały się pod wpływem spadających łez...
Wichrowe wzgórza to jedyna powieść najmłodszej z trzech legendarnych sióstr Brontë - Emily. Jej historia jest niemal nieznana; zachowało się jednak kilka wierszy, które pisała od najmłodszych lat. Ukrywała się pod męskim pseudonimem - pisała jako Ellis Bell. Stworzyła Wichrowe wzgórza rok przed śmiercią. Zmarła w wieku trzydziestu lat.

"Bóg jest od tego, aby karać niegodziwych, my powinniśmy się uczyć przebaczać"

Pewnego dnia Earnshaw, właściciel posiadłości Wuthering Heights, przywozi ze sobą brudne, zaniedbane stworzenie - bezdomnego, cygańskiego chłopca, który błąkał się po ulicach Liverpoolu. Każe własnym dzieciom traktować go jak brata, jak równego sobie. Jednak jego syn, Hindley, obdarza przybysza szczerą nienawiścią, widzi w nim wroga odbierającego mu miłość ojca. Mała Cathy ofiaruje Heatchcliff'owi natomiast swoją przyjaźń; razem bawią się, opowiadają sobie historie, stają się jednością, między nimi rodzi się niezwykła więź, która wkrótce przerodzi się w miłość.
Pewnego razu Catherine podejmuje jednak decyzję, która może zmienić wszystko - postanawia poślubić bogatego Edgara Lintona. Nie dlatego, że go kocha. Kocha tylko Heatchcliffa. Chce jedynie sprawić, by oboje żyli w dostatku i wspaniałym bogactwie.
Wkrótce Cathy i Heatchcliff zatracają się w chorej, zakazanej miłości. A za jej skutki będzie musiało odpokutować również następne pokolenie...

"Nie mogę żyć bez mego życia! Nie mogę życ bez mojej duszy!"

Ciężko pisać o historii, którą każdy zna, o której każdy słyszał, której każdy doświadczył. Ciężko pisać o niej, wiedząc, że nie wniesie się nic nowego. Wichrowe wzgórza to książka, którą żyje literatura, o której nikt nigdy nie zapomni. Będzie wciąż wracać, jej słowa brzmieć w uszach, jakby szept niespokojnych duchów tej powieści nawiedzał, gdy tylko otoczy nas niezmącona cisza. Historia przez nią opowiedziana będzie żyła w każdym z nas. Bezgraniczna miłość będzie kiełkować w naszych sercach. A przed oczami rosła wizja wzgórz, dzięki którym wszystko się zaczęło.

Wichrowe wzgórza odsłaniają tę niebezpieczną, okrutną stronę miłości. Miłości, która zabija, wprowadza w szaleństwo, w obłęd. Sprawia, że ludzie stają się potworami, chciwie łapiący każdą okazaną im cząstkę własnego serca. Zabiera wszystko, co przedtem dała.
Historia zakazanej miłości Catherine i Heatchcliffa ostrzega i uwalnia zarazem. To poruszająca, acz wstrząsająca opowieść o potędze miłości, okrutnej zemście i poszukiwaniu szczęścia.

Bohaterowie tej powieści są barwni, trójwymiarowi, żywi. Są tak prawdziwi, niektórzy tak słabi, inni tak silni. Posiadają inne charaktery, są zupełnie innymi osobami, mają serce i duszę, błąkającą się między czarnymi słowami powieści.
Styl Emily Brontë różni się od stylu Charlotte. Nie jest tak poetycki, tak malowniczy. Jednak dzięki niemu twórczość Emily jest wyjątkowa. Jej sposób pisania jest niezwykle odważny, oryginalny. Nadaje książce specyficzny wyraz.

Wichrowe wzgórza to powieść, której się nie zapomina. Nie jest ona grzeczną powieścią o nieszczęśliwej miłości. Jest momentami przerażającą historią o zabijającym uczuciu, pełną brutalności i nienawiści, wstrząsającą. Porusza i niepokoi, przekazuje ważną prawdę o ludzkiej naturze, zazdrości o miłość innej osoby. Obowiązkowa lektura, dzięki której nasze spojrzenie na świat zmieni się. Polecam.

Ocena: 8/10.

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Recenzja książki "Jane Eyre. Autobiografia".


Tytuł: Jane Eyre. Autobiografia
Tytuł oryginału: Jane Eyre
Seria: -
Autor: Charlotte Brontë
Tłumaczenie: Teresa Świderska
Wydawnictwo: MG
Liczba stron: 608
Data wydania: 14 sierpnia 2013











"Jest ci zimno, ponieważ jesteś sama; żadne zetknięcie nie krzesze z ciebie tego ognia, który jest w tobie. Jest ci niedobrze, ponieważ najlepsze z uczuć, danych człowiekowi, najwyższe i najsłodsze, trzyma się z dala od ciebie. Jesteś niemądra, ponieważ jakkolwiek cierpisz, nie chcesz przyznać skinieniem tego uczucia, nie chcesz posunąć się krokiem tam, gdzie ono na ciebie czeka"


O nich słyszał chyba każdy miłośnik literatury. A mam na myśli trzy niezwykłe siostry - Charlotte, Anne oraz Emily - odbarzone niespotykanym talentem do opowiadania historii, które zachwycają i pozostawiają trwały ślad. Pisały od najmłodszych lat, wraz z każdym słowem oddając część swojej duszy. Ich powieści są uznawane za klasykę literatury angielskiej.
Jane Eyre to dzieło najstarszej z sióstr, Charlotte, które przyniosło jej międzynarodową sławę, najsłynniejsza z wszystkich jej powieści. I jest autobiografią. Bo choć sama historia nie jest obrazem faktów, to cierpienie wydaje się prawdziwe, jakby duszą Brontë przeszła to samo co główna bohaterka.

"Nie było na świecie głupszej istoty od Jane Eyre; nie było na świecie niedorzeczniejszej idiotki, karmiącej się słodkimi kłamstwami, połykającej truciznę, jak gdyby to był nektar"


W pewnym domu, u boku niesprawiedliwej ciotki, w cieniu pięknych kuzynek i brutalnego kuzyna, dorasta dziesięcioletnia dziewczynka. Jej imię szepczą diabły. Nie jest to może dziecko najpiękniejsze, najposłuszniejsze. Wręcz przeciwnie. Uciekając od braku miłości, od okrutnych słów i niemoralnych sądów, zaczyna nienawidzić. Nienawidzi całym sercem, bo nie umie kochać, jakby nigdy jej tego nie nauczono.
Nadchodzi chwila w której ciotka głównej bohaterki każe wysłać ją do szkoły; nie chce już jej utrzymywać, patrzeć na nią każdego dnia, wyobrażać sobie, że mogłaby być jej własną córką. I tak dziewczynka trafia pod dach zimnej szkoły w Lowood, gdzie oparcie ma tylko w małej Helence, o którą Bóg wkrótce się upomni, a strach, głód, niepokój i chłód otaczają ze wszystkich stron. Spędza tam osiem lat swojego życia: najpierw uczy się, by potem zostać nauczycielką. Gdy jednak brak pieniędzy daje jej się we znaki, dziewczyna postanawia szukać pracy. Zatrudnia ją niejaka pani Fairfax, by nauczała Adelkę, małą, wesołą, rozbrykaną dziewczynkę. Dziewczyna poznaje właściciela Thornfield Hall - miejsca, w którym pracuje. Jest to bogaty, lecz niemłody, niezbyt przystojny mężczyzna o wielkim sercu i duszy, w którym dziewczyna się zakochuje.
A o kim mowa? O tej naiwnej, uroczej idiotce łykającej kłamstwa jak nektar - o wszystkim znanej, Jane Eyre.

"Daleko lepiej jest cierpliwie znosić ból, którego nikt nie odczuwa prócz ciebie, niż popełnić czyn nierozważny, którego złe następstwa rozciągnęłyby się na wszystkich twoich bliskich"


Książki o życiu, z życia i dla życia, przynoszące życie, odbierające życie, jak gdyby słowa w nich zawarte raniły jakąś cząstkę naszej duszy, a równocześnie budziły tę zapomnianą, żyjącą w cieniu. Książki o miłości, z miłości i dla miłości, przynoszące miłość, odbierające miłość, jak gdyby słowa w nich zawarte uświadamiały, jak niebezpieczne jest to uczucie, a równoczeście dawały wiarę i wizję uśmiechu ukochanej osoby...
Nieprawdopodobne, jak wielką moc posiadają słowa, ciche, niewypowiedziane przez nikogo słowa, których nikt inny nie usłyszy, tylko my. Jak prawdziwe są światy wykreowane jedynie w naszej głowie, jak realistyczne postacie, którym, z pomocą czarnych liter, nadajemy najprzeróżniejsze kształty...

Czytając Jane Eyre nieraz miałam wrażenie, że Brontë opowiada mi moją własną historię. Kiedy poznawałam bohaterów powieści wydawało mi się, że już kiedyś ich spotkałam. Jane przypominała mi mnie - osobę uczuciową, nieraz podejmującą pochopne decyzje, czasem trochę naiwną. Śledząc jej dziwne losy, widziałam własne życie. 

Postacie wykreowane są bardzo dobrze. Główna bohaterka, Jane Eyre, jest dziewczyną niezwykle bystrą, inteligentną, choć czasem umiejącą podejmować bezmyślne działania, całkowicie oddaną i wierną. Udowadnia, że prawdziwe piękno, prawdziwa osoba nie kryje się w lśniących włosach, błyszczących oczach czy drogocennych dodatkach, a we wnętrzu człowieka, w jego sercu i duszy.

Jane Eyre. Autobiografia to książka, którą powinien przeczytać każdy. Powinien odkryć niezwykłą powieść, odkryć sens naszego życia, uwierzyć, docenić miłość, jaką otrzymujemy. Powieść ta to intrygująca historia o szczęściu, na jakie każdy z nas zasługuje i które, prędzej czy później, w końcu otrzyma. Napisana jest pięknym stylem, ubarwiona ciekawymi bohaterami, z piękną, nieco tajemniczą okładką. Warta jest łez i śmiechu czytelnika, człowieka, który, choć sam uświadomił sobie, czym jest miłość, nie miał żadnej roli w życiu Jane.

Ocena: 8/10.

*
A wam, drogie mole książkowe, życzę wesołych świąt, książek pod choinką, pysznych dwunastu potraw i, przede wszystkim, odpoczynku ;)

sobota, 14 grudnia 2013

Recenzja książki "Wodne anioły".


Tytuł: Wodne anioły
Tytuł oryginału: Vattenanglar
Seria: Malin Fors, Cztery Żywioły (tom 1)
Autor: Mons Kallentoft
Tłumaczenie: Anna Krochmal, Robert Kędzierski
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 432
Data wydania: 10 września 2013










"Nie bój się.
Pozostaniesz człowiekiem, cokolwiek ci robią.
Jesteś człowiekiem, cokolwiek by ci zrobili"


Kto jest mistrzem skandynawskiej powieści? Kto jest królem szwedzkiego kryminału? Stieg Larsson, Jo Nesbo, Asa Larsson...? Wyliczanka nie ma końca. Trudno wyróżnić jednego z nich. Ale dla mnie mistrzem jest Mons Kallentoft.
Kallentoft to czterdziestopięcioletni szwedzki pisarz i dziennikarz, spod którego pióra wypłynęły kryminały, które podbiły serca czytelników na całym świecie. Ofiara w środku zimy, Śmierć letnią porą, Jesienna sonata, Zło budzi się wiosną, Piąta pora roku - to historie utalentowanej komisarz Malin Fors, którą pokochali miłośnicy kryminałów. Wodne anioły to otwierająca kolejną serię inspirowaną czterema żywiołami książka o zmaganiach Malin, o przerażającej zagadce oraz bezduszności, jaką trzyma w sobie człowiek.

"A child for a pig
A child for a pig"


Zwykłego, sierpniowego dnia Patrick i Cecilia Andergrenowie zostali znalezieni przez sąsiada we własnym mieszkaniu. W jacuzzi. Zatopionych w odmęcie zabarwionej na czerwono wody. Zostali zastrzeleni. Zamordowani. Ktoś brutalnie pozbawił ich życia, by potem zostawić, pływających, w czerwonej wodzie. Zimnych, sztywnych. Martwych. Zabrał im też Ellę. Porwał ich Ellę, malutką, pięcioletnią zaledwie, delikatną Ellę. Uroczą, piękną dziewczynkę. Czemu?
Malin Fors rozpoczyna śledztwo. Wraz ze swoją grupą dochodzeniowo-śledczą bada śmierć małżonków. Próbuje odgadnąć przyczynę zgonu Andergrenów i zaginięcia Elli. Powoli odkrywa prawdziwe twarze Patricka i Cecilii, przed oczami pląta jej się czerwona woda, zaginiona, adoptowana z Wietnamu dziewczynka, łapówki, z którymi ponoć Andergren miał coś współnego, a również wyobrażenie tonącego w rzece wodnego anioła. Coraz trudniej jest jej powstrzymać się przed znieczulającym działaniu alkoholu, przed zatonięciem w morzu błogiej nieświadomości i niewyraźnych kształtów, gdzie nikt niczego od niej nie oczekuje. Wie jednak, że musi uratować małą Ellę. Musi ją znaleźć, odszukać człowieka, który zamordował jej rodziców.

"Jesteś tu, Ella? - myśli.
Ma nadzieję, że nie zobaczy unoszącego się w wodzie anioła"


Uwielbiam brutalność przysłoniętą pięknem, delikatnością. Uwielbiam tajemnice skryte za zasłoną krwi. Uwielbiam, kiedy zaciera się granica między dobrem a złem, między łzą anioła a uśmiechem demona. Uwielbiam historie wstrząsające, mroczne, takie, które pozostają w pamięci na długo, zostawiając ze sobą znak. Uwielbiam Wodne anioły, piękną i okrutną zarazem powieść o ludzkim zimnie, bezwzględności i bezduszności. Uwielbiam każde jej zdanie, uwielbiam bohaterów, niespotykany styl i znaczenie w moim życiu. Dzięki niej pamiętam, że jestem człowiekiem. I nigdy o tym nie zapomnę.

Wodne anioły to moje pierwsze spotkanie z twórczością Kallentofta, a więc i pierwsze spotkanie z postacią Malin Fors (które, muszę zaznaczyć, wypadło nadspodziewanie dobrze). I muszę przyznać, że od razu zapałałam do niej sympatią. Uwielbiam jej charakter, jej zachowania, przekonania, sposób myślenia. Cieszę się, że nie jest bohaterką wyidealizowaną; ma wady, które stara się wyeliminować, choć nie zawsze jej się to udaje. Nieraz drżałam o jej życie, płakałam za jej błędy. Czasem widziałam w niej siebie, czasem kogoś, kim chciałabym być... a czasem kogoś, kim nigdy nie zostanę.

Styl Kallentofta nie tylko, że niezwykle przyjemny, to również bardzo specyficzny, oryginalny, niemal wspaniały. Krótkie zdania wystarczą, by wyrazić wszystkie emocje towarzyszące bohaterom. Krótkie zdania wystarczą, by przekazać wszystko, każdą myśl, uczucie. Krótkie zdania wystarczą, by oszołomić i zachwycić czytelnika. A myśli w nich zawarte są piękne, lecz niebezpieczne zarazem. Bo za tą naiwnością, za delikatnością czają się potwory.

Wodne anioły to doskonałe połączenie magii mroźnej Szwecji, świetnych bohaterów, z którymi czytelnik może się utożsamić i mrożącej krew w żyłach zagadki, która skrywa w sobie tajemnicę mrocznej natury człowieka. To książka trzymająca w napięciu, porywająca i zaskakująca. Gdy zamkniecie książkę, nie będziecie już tacy sami. Może nauczycie się dostrzegać tonące anioły...
Wodne anioły to świetny kryminał napisany mistrzowskim stylem z hipnotyzującą, intrygującą okładką. Nie zrażajcie się porównaniami Kallentofta do Larssona, tytułami kolejnego mistrza skandynawskiego kryminału. Bo naprawdę warto poznać tę historię. Z całego serca polecam!

Ocena: 8/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

niedziela, 8 grudnia 2013

Recenzja książki "Krew tyrana".


Tytuł: Krew tyrana
Tytuł oryginału: Tyrant's Blood
Seria: Trylogia Valisarów (tom 2)
Autor: Fiona McIntosh
Tłumaczenie: Izabella Mazurek
Wydawnictwo: Galeria Książki
Liczba stron: 640
Data wydania: 5 czerwca 2013











"Tyle przyrzeczeń. Popatrz, jakich problemów mi przysporzyły"

Krew tyrana to drugi tom Trylogii Valisarów. To kolejna część niesamowitej przygody, opowieści o miłości, władzy i dziedzictwie. Powstała spod pióra pięćdziesięciotrzyletniej australiskiej pisarki - Fiony McIntosh. Nie tylko fantastyka jest jej gatunkiem - autorka ta napisała wiele kryminałów, powieści historycznych, romansów, nawet książek dla dzieci! Jej pasją jest również gotowanie, choć najbardziej, całym sercem, kocha magię. Od wielu lat mieszka w Australii.

"Urok Valisarów [...] nadal wymyka mu się z rąk, choć wymordował królewskie rodziny Koalicji i posmakował krwi Valisarów. Jednak nie zabił wszystkich..."


Minęło dziesięć lat od wydarzenia, które zniszczyło Koalicję. Minęło dziesięć lat od dnia, w którym jej najpotężniejsze państwo upadło, podbite przez okrutnego barbarzyńcę, Loethara. Minęło dziesięć lat od przysięgi młodego dziedzica, Leonela, który obiecał pomścić swoich zamordowanych rodziców...
W ciągu dekady Loethar stworzył całkiem nowe, kwitnące królestwo, zdobył szacunek, przypodobał sobie większość poddanych. Za niedługo narodzić miał się jego dziedzic - długo wyczekiwany syn. Barbarzyńca, sądząc, że Leo stracił głowę dziesięć lat temu, myślał, że będzie dane żyć mu w chwale i luksusie. Jednak niektórzy pozostali wierni Valisarom...
Tymczasem Leo stał się dorosłym, odważnym mężczyzną. Dorastając w towarzystwie osławionego banity Kilta Farisa i jego sojuszników zdobył wiele nowych umiejętności, nauczył się dostrzegać rzeczy, na które inni nie zwróciliby uwagi. Powoli zbierał siły, by móc wreszcie wrócić do domu i odebrać koronę. By móc zabić znienawidzonego Loethara, mordercę jego rodziny...
W cieniu drzew dojrzewał również inny Valisar - adoptowany, chory psychicznie Piven. Nikt nie wiedział jednak, że od kilku lat jest on w pełni władz umysłowych. Że tak naprawdę pamięta wszystko, co ktoś mówił w jego obecności. I że zna największy sekret Valisarów.

"Nie wolno ci się bać"


Uwielbiam powieści niosące ze sobą wielkie przesłanie, które zmuszają do wielu przemyśleń, rozważań. Które nie dają spokoju, opowiadają historie, od których nie można się uwolnić. Które potrafią oszołomić, wbić w fotel, wywołać tyle skrajnych emocji. Które potrafią oczarować, wciągnąć w wir zdarzeń, sprawić, by czas się zatrzymał.
Krew tyrana to książka, której się nie zapomina. Nie sposób zapomnieć emocji towarzyszących przy czytaniu każdej kolejnej strony, wyczekiwania, zaskoczenia. Nie sposób zapomnieć nieprzespanych nocy, łez, śmiechu, tej pustki, która zostaje po zamknięciu książki. Nie, nigdy nie zapomnę słów, które mną wstrząsnęły. Nigdy nie zapomnę bólu po stracie człowieka żyjącego nie tylko na kartach powieści.
Nigdy.

Krew tyrana różni się od Królewskiego wygnańca. W drugiej części trylogii wszystko wydaje się być jakby jaśniejsze; wszystko powoli nabiera sensu, tworzy spójną całość. Wątki przeplatają się ze sobą, drogi bohaterów przecinają się, obraz staje się coraz wyraźniejszy. Na jaw wychodzą pewne sekrety, pewne pojęcia nabierają sensu. Mam wrażenie, że prawdziwa gra o władzę dopiero się rozpoczęła, a nie wszystkie tajemnice zostały odkryte. Dobrze wiem, że Gniew króla, trzeci tom trylogii, jeszcze mnie czymś zaskoczy.

Kocham tę książkę za niepowtarzalnych bohaterów. Bo w pewnym momencie ma się wrażenie, że to ci dobrzy łakną krwi, a źli nie są tak bezwzględni i okrutni, jak mogło by się wydawać. W pewnym momencie zaczynamy mieć wątpliwości co do szlachetności Leonela czy bezduszności Loethara. W pewnym momencie zaczynamy się gubić, próbujemy zgadnąć, kto jest kim, wyplątać się z otchłani tajemnic, intryg i kłamstw. Ale się nie uwolnimy. Nie zgadniemy. I właśnie to czyni tę książkę tak wyjątkową.

Krew tyrana to trzymająca w napięciu, nieprzewidywalna powieść ubarwiona nieobliczalnymi bohaterami, napisana przyjemnym, ciekawym stylem. Wartką akcję i liczne zwroty akcji dopełnia zaskakujące zakończenie. I to nie jest wszystkim, co trylogia nam oferuje...
Mam nadzieję, że szybko zabiorę się za ostatni tom trylogii, czekający cierpliwie na półce, i poznam finał niesamowitej historii o zdradzie, zemście i przeznaczeniu, historii, która zostanie ze mną na zawsze.

Ocena: 8/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

sobota, 19 października 2013

Recenzja książki "Ostatnie poświęcenie".


Tytuł: Ostatnie poświęcenie
Tytuł oryginału: Last Sacrifice
Seria: Akademia Wampirów (tom 6)
Autor: Richelle Mead
Tłumaczenie: Monika Gajdzińska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 544
Data wydania: 22 lutego 2012











"- Moja córeczka - mruknął. - Zaledwie osiemnastolatka, a już została oskarżona o popełnienie morderstwa, pomagała kryminalistom i ma na koncie więcej ofiar niż większość strażników przez całe życie. - Urwał. - Nie mógłbym być bardziej dumny"


Ostatnie poświęcenie to szósty tom bestsellerowej serii - Akademii Wampirów. Serii, która urzeka swoim niezwykłym klimatem, świetną fabułą i zaskakującymi zwrotami akcji. To ostatnia z wielu oszałamiających przygód Rose. Tym samym moje ostatnie spotkanie z ciętym językiem i nieustraszonością, jaką posiada w sobie Hathaway.
Akademia Wampirów podbiła już cały świat. Powstaje film na podstawie pierwszej z sześciu części. A Richelle Mead, trzydziestosiedmioletnia amerykańska pisarka, choć już skończyła swą przygodę z Rose, kontynuuje pisanie o mrocznym świecie morojów i strzyg, w swoich Kronikach krwi mianując Sydney, alchemiczkę, główną bohaterką, tym samym dając mi szansę odkrycia kolejnej cząstki własnej duszy.

"Czym jest miłość? Kwiatami, czekoladkami i poezją? Może czymś więcej? Kończeniem za kogoś żartu, absolutną wiarą w to, że ten ktoś zawsze będzie po twojej stronie? Przekonaniem, że cokolwiek zrobisz on to zrozumie i myśli tak samo jak ty?"

Rose Hathaway, osiemnastoletnia dampirka, zabiła więcej strzyg niż niemal wszyscy doświadczeni strażnicy. Zabijała wiele razy, gdy jej ostrze przekłuwało serce kolejnej nocnej istoty. Mordowanie nic dla niej nie znaczyło; było jakby zawodem, powinnością. Minęło wiele czasu, odkąd na jej szyi pojawił się pierwszy znak molnija, obwieszczający, że strzyga padła od uderzenia jej sztyletem.
Ale nigdy nie zabiłaby Tatiany Iwaszkow. Nie była królobójczynią.
Morojka królewskiej krwi znaleziona została we własnej sypialni, z ostrzem sterczącym z piersi... Ostrzem należącym do Rose, niezrównoważonej, niesfornej Rose, która ostatnimi czasy nie zgadzała się z kilkoma postanowieniami Iwaszkowej...
Rose nie ma nic na swoją obronę. Wszystkie dowody wskazują na nią. Teraz siedzi samotnie w celi czekając na to, co się wydarzy. Ma nadzieję, że przyjaciele znajdą winnego śmierci królowej i oczyszczą ją ze wszystkich zarzutów. Bo gra toczy się o najwyższą stawkę - życie. Bowiem zdrajcy zostają straceni. A wszyscy uważają ją za jednego z nich.
Kto stoi za okrutną śmiercią królowej? Czy Rose zdoła wywinąć się śmierci? I jaki los czeka Dymitra, strażnika, który wrócił z świata zmarłych? Czy pokocha dampirkę na nowo?

"Czasem największe próby naszej siły są sytuacjami, które nie zawsze wydają się oczywistym zagrożeniem. Czasem przetrwanie jest najtrudniejszą rzeczą ze wszystkich"


Akademia Wampirów to paranormalny cykl o wampirach, porównywany z legendarnym Zmierzchem. To ponoć kultowa seria, która podbija serca fanów miłości Belli i Edwarda.
Ale ja powiem wam coś innego.
Akademia Wampirów to nie banalna historia młodzieńczych rozterek, nie prosta opowieść o fascynacji ostrymi kłami i lśniącą skórą. To zbiór sześciu powieści pisanych emocjami, głęboko zapadającymi w pamięć swą nauką i prawdą. Każdy z tomów opowiada niezwykłą historię o wierze, nadziei, przyjaźni i bezgranicznej miłości, przeplatanej bólem i strachem. Przez sześć książek, z słowa na słowo, możemy obserwować, jak Rose dojrzewa, zdaje sobie sprawę, co oznacza życie, miłość czy poświęcenie. I, choć nieświadomie, my też dojrzewamy, dojrzewamy z każdą kolejną łzą, błądzącą po policzku, czy z każdym bladym uśmiechem, igrającym na twarzy. Akademia Wampirów, choć poważniejszych czytelników odpycha tytułem, jest niesamowitą przygodą w głąb ludzkiej duszy, jedną z niewielu książek, które otwierają oczy. I serce. Tak, serce też.

Bohaterowie są barwni, ciekawi, wykreowani po mistrzowsku. Każdy z nich, ze swoim niepowtarzalnym charakterem i autentycznymi zachowaniami, mógłby być tytułową postacią zupełnie innej książki. Bowiem każdy z nich posiada odrębną opowieść, historię, którą trzyma gdzieś głęboko w sercu.
Język Mead jest ciekawy, przyjemny w odbiorze. Ostatnie poświęcenie to książka napisana z dużą swobodą, książka, która rozbawia, a zarazem zmusza do głębszego zastanowienia. Styl pisania jest naprawdę dobry.

Fabuła zaskakuje, wciąga i trzyma w napięciu. Zdumiewające zakończenie? Oczywiście, że tak. I choć wszystko mogłoby potoczyć się zupełnie inaczej, kiedy łzy kapałyby na podłogę, jestem zadowolona. Bo dzięki niemu uśmiech sam pojawia się na twarzy, wprowadzając złotą iskrę w otchłań szarej codzienności.
Czerpię jeszcze większą radość z faktu, że na drewnianej półce obok łóżka czeka inna książeczka, pełna morojów i dampirów. Cieszę się, że będę mogła śledzić dalsze losy bohaterów w Kronikach krwi, poznać prawdziwy koniec tej historii. Mam nadzieję, że będzie trwała jak najdłużej.

Ostatnie poświęcenie, tak jak cała Akademia Wampirów, to niezwykła przygoda pełna wzruszeń i okrzyków zdumienia. To trzymająca w napięciu wspaniała książka, która zaskakuje, oszałamia i wzrusza. Polecam ją każdemu.
Ja sama nie wierzę, że to już koniec z Rose. Tak po prostu. Nie wiem, jak wytrzymam bez jej bezczelności i nieprawdopodobnej odwagi, bez jej zwariowanych pomysłów i ciekawego spojrzenia na świat. Jej rola się skończyła. Może teraz pora na mnie. Bym pokazała się światu, odzyskała głos.
Dziękuję, Rose. Dziękuję za odwagę, jaką mi dałaś.

Ocena: 8/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

wtorek, 1 października 2013

Recenzja książki "W mocy ducha".


Tytuł: W mocy ducha
Tytuł oryginału: Spirit Bound
Seria: Akademia Wampirów (tom 5)
Autor: Richelle Mead
Tłumaczenie: Monika Gajdzińska
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 488
Data wydania: (rok wydania) 2011











"- Jesteś piękna w walce [...] Niczym anioł zemsty przynoszący sprawiedliwość.
- Zabawne. - Poprawiłam uścisk na rękojeści sztyletu. - Właśnie po to przychodzę.
- Anioły upadają, Rose"


Richelle Mead swoją Akademią Wampirów oczarowała cały świat. Bo kto zaczął swą przygodę z nieustraszoną dampirzycą - Rose Hathaway - nie spocznie, póki nie skończy ostatniej części. A wtedy zostanie tylko głód, niedosyt wrażeń, ale i uśmiech, błądzący po twarzy.
W mocy ducha to piąta część Akademii Wampirów. To książka pełna niezapomnianych wrażeń, emocji oraz magii. Bo każda powieść z serii jest inna, choć pozornie taka sama. Każda skrywa inny sekret, każda przekazuje inną prawdę, ale wszystkie, po prostu wszystkie, są niezapomnianą wędrówką w całkiem inny, niezwykły świat.

"Miłość przemija"


Po rozpaczliwiej wyprawie w głąb Rosji Rose wraca do Akademii Świętego Władimira. Niebezpieczna podróż na Syberię nie przyniosła jednak zadowalających rezultatów - Dymitr, uwięziony w ciele strzygi, ciągle gdzieś tam jest. Groźny, drapieżny, dziki. Rose nie udało się go bowiem zabić.
A teraz on chce zabić ją.
Rose wie, że kiedy opuści bezpieczne mury szkoły, on ją znajdzie. Znajdzie i zabije, wykończy. Musi się przygotować na ostateczną walkę. Lecz, mimo że dokonała wyboru, nie może zapomnieć o tym, że jest szansa na ocalenie ukochanego, przywrócenie go do żywych, do dawnej postaci dampira. Bo istnieje na to sposób. Chyba.
Jedyną osobą, która może sprawić, by dawny Dymitr wrócił, jest Robert, obdarzony mocą ducha brat Wiktora Daszkowa, niebezpiecznego moroja królewskiego pochodzenia, który kiedyś torturował Lissę, zmuszając ją do korzystania ze swoich nieprawdopodobnych zdolności; przestępcy, który siedzi zamknięty w ciasnej celi, niewiadomo gdzie.
Czy Rose ocali Dymitra? Kto jej w tym pomoże? Czy dla miłości warto poświęcić wszystko?

"Nie wyobrażałam sobie świata bez nadziei"


Akademia Wampirów to kolejna seria dla młodzieży. Z wątkiem miłosnym, niby kolejna, irytująca fantastyka. Przynajmniej tak mogłoby się wydawać...
Akademia Wampirów to cykl sześciu niesamowitych powieści wnoszących ze sobą coś nowego. To nie banalna historia o wampirzych uczuciach.
W mocy ducha to książka o sile miłości i przyjaźni, o zaufaniu oraz oddaniu. Różni się na tle innych powieści, zaskakuje, trzyma w napięciu, oszołamia i wzrusza. Pochłania, porusza oraz pozwala nam zrozumieć ideę miłości, jej sens i znaczenie.

Świat stworzony przez Mead jest powalający. Mroczny, zaskakujący i tajemniczy, jedyny w swoim rodzaju. Bohaterowie - brak słów. Po prostu mistrzostwo. Niepokorna Rose jak zwykle rozbawia, ale i zmusza do poważnych refleksji, głębszego zastanowienia. Resztę postaci jednak nie można nazwać jedynie dodatkiem. Każda z nich bowiem wnosi coś nowego - swoją interesującą, odrębną historię. Każda z nich jest niepowtarzalna, nietypowa.
Barwne, ciekawe postacie i przyjemny w odbiorze język Mead, w połączeniu z niesamowitą fabułą i wartką akcją, tworzą fantastyczną, piękną opowieść i, po prostu, wspaniałą przygodę.

Chociaż cała fabuła zdumiewa, zaskakuje nagłymi zwrotami akcji, to właśnie zakończenie szokuje najbardziej. Pozostawia zagadkę i tysiące pytań, na które nie ma odpowiedzi. To właśnie ono zmienia wszystko, przekreśla wszystkie plany i marzenia. Sprawia, że serce przyspiesza, a oddech staje się zbyt szybki. Oczy rozszerzają się, a na ustach błąka się pytanie, na które nikt nie odpowie. Kolejne strony, pełne nowych tajemnic i sekretów, są torturą. A kiedy przychodzi ostatnia strona... ostatnie zdanie... Książka odłożona zostaje na półkę. Ale wszystkie emocje zostają.

Cieszę się, że mogę zapoznać się z tą serią, zanim trafi na ekrany telewizorów. Cieszę się, że mogę poznać historię Rose, nie patrząc na jej oczy, a widząc świat jej oczyma. Bo żadna ekranizacja nie może równać się z geniuszem Mead, jej błyskotliwym językiem, z wykreowanymi przez nią bohaterami i urokiem sekretu, który posiada jedynie książka.
Ta książka jest niezwykła. Serdecznie polecam. I tyle.

Ocena: 8/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

wtorek, 17 września 2013

Recenzja książki "Posłaniec".


Tytuł: Posłaniec
Tytuł oryginału: The Messenger
Seria: -
Autor: Markus Zusak
Tłumaczenie: Anna Studniarek
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 354
Data wydania: 23 września 2009











"Tylko w dzisiejszym chorym społeczeństwie człowiek może być prześladowany za czytanie zbyt wielu książek"


Posłaniec to czwarta powieść australijskiego trzydziestoośmioletniego pisarza Markusa Zusaka. Jego pierwszą książkę, Moje tak zwane życie, napisał w wieku szesnastu lat. Kiedy był mały matka opowiadała mu o III Rzeszy, bombardowaniu Monachium oraz Żydach, wędrujących przez miasto, w którym dorastała. I właśnie dzięki temu, dzięki przerażającym historiom o ludzkiej brutalności i okrucieństwie, narodził się pomysł na Złodziejkę książek - bestsellerową powieść dla dzieci i młodzieży, od kilku lat na liście najlepiej sprzedających się książek według The New York Times.

"Nie wiedziałem, że słowa mogą być tak ciężkie"


Ed Kennedy prowadzi nudne, zwyczajne życie. Niczym nie wyróżnia się z tłumu. Ludzie, przechodząc obok niego, nie obdarzają go uśmiechem czy nawet przelotnym spojrzeniem. Do czasu...
Ed zarabia na życie jeżdżąc taksówką. Wieczory spędza grając w karty z trójką przyjaciół - Marvem, Ritchiem oraz Audrey, piękną, niezwykłą dziewczyną, którą darzy ogromnym uczuciem. Noce zaś, zamiast z atrakcyjną kobietą, spędza z Odźwiernym - cuchnącym siedemnastoletnim psem pijącym kawę.
Słowem, życie Eda jest aż nadzwyczajnie zwyczajne.
Aż pewnego dnia Ed powstrzymuje napad na bank. Staje się miejscowym "bohaterem-nieudacznikiem", piszą o nim w gazetach, podziwiają. A ktoś zaczyna się nim interesować.
Kiedy Ed dostaje pierwszą kartę, pierwszego asa, wszystko się zmienia. Zostaje Posłańcem niosącym przebaczenie, nadzieję i radość. Kierowany jedynie słowami wypisanymi na karcie zaczyna odkrywać tajemnice mieszkańców swojego miasta, pomaga im i stara się, za wszelką cenę, uczynić ich życie lepszym. Wybrany, niewiadomo przez kogo, niewiadomo dlaczego, rozpoczyna wędrówkę w poszukiwaniu przeznaczenia, sensu życia i odpowiedzi.
Bo kto stoi za jego misją?

"Wielkie rzeczy to czasem drobiazgi, które zostały zauważone"


Złodziejka książek oczarowała mnie, poruszyła i wzruszyła. A Posłaniec, kolejna powieść Zusaka? Wciągnął, zauroczył, rozbawił.
Dwie różne książki. Jeden autor. Ja, po lekturze Posłańca. Moje skromne zdanie, że Zusak to jeden z najlepszych pisarzy, których dane mi było poznać. Bo umie on pisać śmiało, błyskotliwie, a innym razem pięknie, barwnie, bajecznie. Jego styl pisania zmienia się z książki na książkę, ze zdania na zdanie. Jest jednym z niewielu pisarzy, którzy nadają charakter książce i tworzą bohaterów, którzy żyją nie tylko na kartach książki, a i w naszych sercach. Zusak to człowiek obdarzony niesamowitą wyobraźnią, spostrzegawczością oraz zdolnością do wielkich czynów, jak opowiadanie historii niby prostej, która dzięki jego słowom może nabrać zupełnie innego, głębszego znaczenia, za każdym razem innego, gdy kolejna osoba, nieświadoma co ją czeka, bierze książkę w rękę i, zaczynając pierwsze zdanie, wkracza do zupełnie innego świata pełnego miłości, nadziei oraz... szczęścia, po prostu szczęścia, szczęścia z życia, jakiego mało kto ma odwagę zaznać.


Posłaniec to książka napisana wyjątkowo swobodnie, z rozmachem. Czytając mamy wrażenie, że podróżujemy krok w krok za narratorem, słuchając jego niesamowitej opowieści. Że narrator to osoba stojąca tuż obok, z własnym charakterem, z własną twarzą i wizerunkiem. Lekki, przyjemny styl autora przypada do gustu, a krótkie zdania sprawiają, że książkę czyta się szybciej. Wydarzenia następujące zaraz po sobie dają ciekawy efekt, sprawiają, że czytelnik nie może oderwać się od książki, nie może odczuć nudy. Ta książka nie trzyma w napięciu, nie wciąga. Ona pochłania.

Bohaterowie zbudowani zostali idealnie. Każdy z ich inaczej, na swój własny sposób. Bo każdy z nich ma swój własny charakter, usposobienie i dziwactwa. Każdy z nich posiada odrębną historię. Każdy z nich wzbudza sympatię, zapada w pamięć. Każdy z nich posiada inny widok na świat, opowieść, na podstawie której można by napisać kolejną książkę. Każdy z nich jest niepowtarzalny, nietypowy, oryginalny.
Nie sądzę, bym znalazła kolejną powieść, w której postacie wykreowane zostały równie dobrze.

Komu polecam Posłańca? Każdemu miłośnikowi książek, który pragnie przeżyć wspaniałą, niezapomnianą przygodę w poszukiwaniu sensu życia, miłości i szczęścia z każdego uśmiechu skierowanego w naszą stronę. Posłaniec uczy i uświadamia, że nawet najdrobniejsze uczynki, jak pomoc w wniesieniu zakupów, to wielka rzecz. Bo wielkie rzeczy to drobiazgi, które zostały zauważone.

Ocena: 8/10.