piątek, 29 listopada 2013

Recenzja książki "Wielki Marsz".


Tytuł: Wielki Marsz
Tytuł oryginału: The Long Walk
Seria: -
Autor: Stephen King (Richard Bachman)
Tłumaczenie: Paweł Korombel
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 264
Data wydania: 8 lipca 2008










"[...] nieważne, z kim spędzasz czas, na końcu jesteś sam"

Czy ktoś nie słyszał o Stephenie Kingu? Czy ktoś nie słyszał o słynnym mistrzu horrorów? Czy ktoś nie słyszał o jego sześćdziesięciu powieściach, z których ponad połowa została zekranizowana? Czy ktoś nie słyszał o Carrie, Miasteczku Salem bądź Lśnieniu? Czy ktoś nie słyszał o trzymających w napięciu, budzących grozę powieściach niekoronowanego króla horroru?
Nie. Wiem, że każdy słyszał o nich chociaż raz.
Stephen King to sześćdziesięciosześcioletni amerykański pisarz, którego książki przeszły do klasyki swojego gatunku. Każda z nich posiada w sobie niezwykłą moc, charakter i to coś, co potrafi zawładnąć duszą czytelnika - nie wypuścić, dopóki nie skończy on ostatniego zdania. Powieści Kiga są napisanymi niesamowitym stylem arcydziełami i prawdziwą gratką dla wielbicieli mrocznych, intrygujących historii.

"Każde zawody wydają się uczciwe, jeśli wszyscy zostali oszukani"

Zbliża się kolejny Wielki Marsz. Kolejnych stu chłopców zgłasza się po bogactwo i chwałę, sławę oraz uznanie. Muszą tylko pokonać wszystkich innych...
Zasady Wielkiego Marszu są proste.
Idź.
I tylko tyle. Nie możesz się zatrzymać. Nie możesz przerwać marszu. Jeśli tak się stanie, zginiesz. Jeden ze strażników, śledzących uważnie każdy twój ruch, zastrzeli cię. Zastrzeli cię, a głowa odłączy się od reszty ciała. Masz trzy upomnienia. Możesz je wykorzystać. Stanąć na kilka sekund. Ale uważaj. Po chwili może cię już nie być. Wystaczy, że zwolnisz, upadniesz, potkniesz się. Przegrasz tę przerażającą grę. "Jak mogę ją wygrać?", zapytasz. Masz iść. Czekać, aż inni się poddadzą. Masz iść. Meta będzie tam, gdzie padnie dziewięćdziesięciu dziewięciu innych, którzy idą. Ale nie zamierzają się zatrzymać.
Tu nie ma miejsca na uczucia, więzi, nawet zasady gry fair play. Jest tylko cierpienie, ból. Wszyscy patrzą, każdy obserwuje twoje ruchy, więc nie próbuj oszukiwać. Nie oszukuj, bo możesz stracić to, co ważne. Co najważniejsze.

"Oczywiście, bolało. Bolało wcześniej, w najgorszy, szarpiący sposób, kiedy już wiadomo, że zaraz cię nie będzie, a wszechświat będzie toczył się dalej, niewzruszony"

Rzadko, sięgając po książkę, mam wrażenie, że naprawdę nie wiem, co się w niej znajduje. Że to, co w niej znajdę, przejdzie moje najśmielsze oczekiwania. Że to, co w niej znajdę, mnie odmieni. Sprawi, bym inaczej spojrzała na świat, zauważyła tajemnice, skryte za osłoną zwykłej codzienności. Sprawi, bym odłożyła na bok problemy, zgasiła światło, utonęła w mroku i pozostała w ciemności, wraz z myślami i emocjami. Rzadko jaka książka mnie oszałamia, sprawia, że nie mogę jej porzucić, oderwać się od tamtego świata, wyłączając z własnego. Że po jej przeczytaniu nie mogę się poruszyć - po prostu patrzę w nicość, próbując okiełznać emocje.

Wielki Marsz to niewątpliwie niesamowita opowieść o ludzkim zimnie, bezwględności i okrucieństwie. O walce człowieka z otaczającym go światem, tak niewzruszonym nieustannym bólem. To historia o przyjaźni, samotności, więzi, którą nawiązuje się dopiero w obliczu największego zagrożenia, o człowieczeństwie, mylnym pojęciu słowa "zabawa" i śmierci, czekającej cierpliwie na każdego z nas. O tym, jak świat powoli się wali, a my nie robimy nic, by go ratować. Tak samo jak strażnicy, śledzący uważnie każde kroki uczestników Wielkiego Marszu, którzy nie zrobili nic, by pomóc umierającym chłopcom.

Wielki Marsz to książka obdarzona wyjątkowo barwnymi bohaterami. Bowiem są to postacie, z którymi dzielimy się własnymi obawami i lękami, dzielimy z nimi łzy i wszystkie uśmiechy. Gdy słabną, chcemy je podnieść, gdy giną - nie godzimy się z losem. Za wszelką cenę próbujemy uratować ukochanego bohatera, krzyczymy, próbujemy sięgnąć w głąb książki i wyrwać stamtąd ową postać. I wtedy okazuje się, że jest już za późno.

Drugie spotkanie z panem Kingiem wypadło niespodziewanie dobrze. Rzadko spotykam tak wciągające, trzymające w napięciu książki. Bo Wielki Marsz to lektura, której nie można odłożyć. Trzeba poznać tę historię do samego końca. W powieści często natkniemy się na wulgaryzmy, które dodają brutalności scenom. A sam styl Kinga jest świetny. Dzięki niemu ta książka ma charakter.
Wielki Marsz zmusza do wielu refleksji i poważnych przemyśleń. I uświadamia, że i my, czytelnicy, jesteśmy potworami, jak ludzie kibicujący uczestnikom. Lubimy patrzeć na czyiś ból. Bowiem kto, czytając tę książkę, nie stał za Garratym, Olsenem i McVriesem, ignorował ich cierpienie, bo nie mógł przestać patrzeć? Kogo ochodziły jedynie pytania: "Kto upadnie następny?", "Kto przetrwa?", "Kto zwycięży?"

Ocena: 9/10.

Recenzja bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

poniedziałek, 25 listopada 2013

Recenzja książki "Życie: podręcznik sztuki przetrwania".


Tytuł: Życie: podręcznik sztuki przetrwania
Tytuł oryginalnału: -
Seria: -
Autor: Łukasz Miszewski
Tłumaczenie: -
Wydawnictwo: Illuminatio
Liczba stron: 136
Data wydania: 14 września 2012









"Bóg. Jest. Albo go nie ma. Jak jest naprawdę, paradoksalnie wie tylko Bóg"


Łukasz Miszewski to dziennikarz, a Życie: podręcznik sztuki przetrwania to jego pierwsza powieść. Gra na skrzypcach, choć jego prawdziwą pasją jest piłka nożna: pisze dla portalu zczuba.pl, na którym udowadnia, że ten sport jest jednym z największych dóbr, jakie otrzymał człowiek. Jest uzależniony od internetu - gdy zostaje odcięty od internetu, jego serce krwawi. 

"II wojna światowa. [...] Niemcy ponownie próbowali sprawić, by słowo 'Niemcystało się synonimem słowa 'wszędzie'"


Czy choć raz mieliście wrażenie, że rasa ludzka wymiera? Że śmiech, radość i szczęście powoli znikają, wszystkie kolory chowają się pod betonem? Że powoli zapominamy, że jesteśmy ludźmi, myślącymi istotami skłonnymi do uczuć? Że poza ciągłą pracą, nieustanną gonitwą, gniewem i złością jest coś jeszcze? Może śmiech, piękny, czysty dźwięk rozświetlający najciemniejsze ludzkiej duszy?
Nikt nie ma czasu na to, by się śmiać. By pozwolić na to, aby mięśnie się rozluźniły, a całą wściekłość odesłać w niepamięć. Większość z nas zapomina o radości, o cieszeniu się z życia, najpiękniejszego daru, jakiego otrzymaliśmy.
Istnieją jednak osoby, miejsca, a nawet rzeczy, które nam o tym przypominają. Jedna z nich to książka Życie: podręcznik sztuki przetrwania, niezwykły leksykon przepełniony humorem i hasłami, o których, choć zapewne każdy z nas słyszał o nich chociaż raz, nie wiemy za wiele. Dzięki niej każdy z nas może się dowiedzieć, jakie naprawdę są morświny, czemu należy się obawiać sprzedawców kwiatów i ile słów wypowiedział Arnold Schwarzenegger w pierwszej części kultowego Terminatora. Może się dowiedzieć, jak przetrwać w tym smutnym, szarym świecie.

"Wojna stuletnia. Jak łatwo się domyślić, trwała dokładnie 116 lat"


Życie: podręcznik sztuki przetrwania to z pewnością książka niepowtarzalna, jedyna w swoim rodzaju. Takiej dawki humoru nie znajdziecie w żadnej innej powieści. Rzadko zdarza się, bym, czytając książkę, wybuchnęła głośnym śmiechem. Czasami zdarzają się żarty pisane na siłę, jakby autor próbował za wszelką cenę stworzyć kolejny dowcip. Jednak minusy bledną, gdy trafi się żart genialny, taki, który mogłabym rozpowiedzieć wszystkim dookoła - podzielić się tym zabawnym leksykonem, który trzymam w rękach.

Warto również zwrócić uwagę na ciekawe ilustracje dzieła Barbary Konczarek.Wszystkie są miłe dla oka, ubarwiają dodatkowo wnętrze książki. Rysunki są zabawne... po prostu świetne. Nie wiem, czy sama potrafiłabym coś takiego namalować. I okładka jest genialna. Przykłuwa wzrok, bawi, interesuje. Nie mogę się na nią napatrzeć!

Styl Miszewskiego jest prosty, przyjemny, łatwy w odbiorze. Książkę czyta się bardzo szybko, miło spędza się przy niej czas.
Sama nie wiem, do kogo skierowana jest ta książka. Do dorosłych, dzieci? Chyba... powstała dla wszystkich. Dla wszystkich, których życie obdarzyło poczuciem humoru. Powstała dla tych, którzy chcieliby po prostu umilić sobie zimowy wieczór, którzy chcieliby wsadzić głowę w poduszkę, wziąć do ręki kubek ciepłej herbaty, ciekawą książkę i sprawić, by listopadowe wieczory stały się trochę jaśniejsze.

Życie: podręcznik sztuki przetrwania to ciekawa książka, niezbyt wymagająca, która umili wam jeden, dwa chłodne wieczory. Ta książka daje naprawdę dużo radości, jest miłym wspomnieniem. Mnie bardzo się spodobała. Mam nadzieję, że i wy odnajdziecie w niej trochę magii i dacie się zaczarować stylowi Miszewskiego oraz ilustracjom Konczarek. Ze swojej strony gorąco polecam.

Ocena: 7/10.