wtorek, 5 lipca 2016

"Will Grayson, Will Grayson" (rec. 116)


Tytuł: Will Grayson, Will Grayson
Tytuł oryginału: Will Grayson, Will Grayson
Seria: -
Autor: John Green, David Levithan
Tłumaczenie: Magda Białoń-Chalecka
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 368
Data wydania: 4 marca 2015











jestem cały czas rozdarty pomiędzy decyzją, czy zabić siebie, czy też zabić wszystkich wokół

Z pewnością wiecie, kim jest John Green. Zadebiutował on powieścią Szukając Alaski, a serca czytelników na całym świecie podbił książką Gwiazd naszych wina. Zdobył kilka nagród za swe dzieła i jest uważany za jednego z najbardziej poczytnych autorów literatury młodzieżowej. Willa Graysona, Willa Graysona napisał wraz ze swym przyjacielem, Davidem Levithanem, amerykańskim pisarzem, którego możecie kojarzyć dzięki książce Każdego dnia i jej kontynuacji Pewnego dnia. Inspiracją Davida do stworzenia powieści Will Grayson, Will Grayson była przyjaźń z jego kolegą ze studiów, Davidem Leventhalem.


Will Grayson jest cichym, niewyróżniającym się z tłumu chłopakiem, którego mottem życiowym jest "Siedź cicho". Nie przywiązuje się, nie angażuje, sam do końca nie wie, jak to możliwe, że już od kilku dobrych lat siedzi w szkolnej ławce wraz z Kruchym Cooperem, ogromnym, szalonym, głośnym, wesołym i nieco kontrowersyjnym homoseksualistą, który co kilka godzin znajduje sobie nowy obiekt uwielbienia. will grayson jest cichym, niewyróżniającym się z tłumu chłopakiem, którego jedynym życiowym szczęściem jest możliwość spędzania godzin na sprawdzaniu, czy Isaac, chłopak poznany w Internecie, jest dostępny on-line. will nie ma oprócz niego prawdziwych przyjaciół. Tak naprawdę Isaac jest jedynym, czym will żyje i jedynym, czym można go opisać.
Obaj, Will i will, nie mają o sobie pojęcia do czasu, gdy ich drogi się przecinają. Od tej pory życia dwóch Will Graysonów zupełnie się zmieniają.

Bycie w związku to twój wybór. Bycie przyjacielem to po prostu coś, czym jesteś.

Nie wiem, co takiego jest w książkach Johna Greena, że choć nie do końca przypadają mi do gustu, ja nadal chcę próbować kolejnych jego dzieł. Może to przez fenomen Gwiazd naszych wina, które zdobyło moje serce. Bo tak bardzo chciałam, by sięgając po kolejną powieść autora, zaoferował mi on te same emocje. Chyba cały czas chcę. Chcę, by to, co stworzył Green, powtórzyło się w jednej z jego kolejnych książek. I, rzeczywiście, w każdej z kolejnych jego powieści jest coś podobnego. Lecz nie coś, co zachwyca. Coś, co irytuje. Powielane schematy. Te same dialogi. Ci sami bohaterowie ubrani w inne historie i środowiska. I wiem, że inni czytelnicy Greena również to zauważają. Mnie zaczyna trochę to męczyć, choć przecież sama historia Willów Graysonów mi się podobała, więc wszystko powinno być w porządku, prawda? Nie... Prawda jest taka, że podobała mi się historia willa graysona (dla niewtajemniczonych - postać D. Levithana). Will Grayson J. Greena był dla mnie niczym narrator opowiadający to samo, co drugi will, tylko innymi słowami, z innej perspektywy. W pewnym momencie opowiadał on historię willa. I wiecie co? To nawet nie było takie złe. Bo historia Willa Graysona była dla mnie zupełnie zwyczajna. Nie była niczym nowym, oryginalnym czy zachwycającym, opowiadała o zupełnie przeciętnym chłopaku, który ma raczej nieprzeciętnego przyjaciela. I to tylko ten przyjaciel uczynił historię Willa ciekawą. Co więcej, to właśnie on skradł tę opowieść obu Willom.

Kruchy to postać nadzwyczajna. Słowa uznania należą się temu z autorów, który go wymyślił, nadał mu kształt i stworzył pociesznym, zabawnym, wielkim kolesiem, którego tak bardzo kochamy. Kruchy był dla mnie najbardziej interesującą postacią, a zarazem motorem napędzającym całą tę powieść. Zastanawiam się, czy autorzy zrobili to celowo, zza narracji obu Willów tworząc go głównym bohaterem książki. Bo był jej głównym bohaterem z całą pewnością, tak jak był głównym bohaterem swej sztuki (no cóż, przynajmniej początkowo). Kruchy naprawdę potrafił wywołać u mnie śmiech. Czułam wobec niego prawdziwą sympatię. Bo jak mogłabym inaczej? Jeśli miałabym wymieniać w punktach powody, dla których warto zaznajomić się z tą lekturą, imię Kruchego wstawiłabym na pierwszym miejscu.

Cieszę się, że temat homoseksualizmu jest w książce poruszony w taki, a nie inny sposób. Cieszę się, że autorzy pokazują go jako coś tak naturalnego, jak związki hetero (mam tu na myśli bardziej willa graysona niż Kruchego) - bohaterowie nie są przewrażliwieni na punkcie swej odmienności i tolerowania jej przez innych, a "inni" nie wyszydzają ich i nie wytykają palcami. Cieszę się, że homoseksualizm został przedstawiony jako miłość, nie jako fizyczny pociąg. Ponadto zauważyłam, że bohaterowie (znowu mam na myśli bardziej willa graysona) nie chcą nam zaznaczyć, wykrzyczeć i wyryć w mózgu, że są homoseksualni. Oni po prostu są. I myślę, że to właśnie jest kwintesencja równości.

Myślę, że jest to dobra młodzieżówka, gdyż porusza wartościowe tematy, takie jak przyjaźń, miłość, odmienność i akceptacja, a zarazem jest przekazywana z perspektywy zwyczajnych, przeciętnych nastolatków, z którymi łatwo jest nam się utożsamić. Styl pisania jest, jak to już u Greena bywa, bardzo prosty i swobodny, lecz niepozbawiony przekazu. Nie mogę jednak nazwać tej książki świetną czy wybitną. Czegoś mi w niej zabrakło, czegoś, czym zapisałaby się głębiej w mojej pamięci. Bo Will Grayson, Will Grayson to dla mnie bardzo zwyczajna historia, która praktycznie nie wyróżnia się na tle innych obyczajówek. Jedynym niecodziennym aspektem powieści jest to, że jej narratorowie mają dokładnie te same imiona i nazwiska, choć zupełnie inne historie czy charaktery. I sama nie wiem, czy ta przeciętność miała być w zamyśle autorów czymś pozytywnym, czy negatywnym. Dla mnie niestety jest wadą. Aczkolwiek, nie zachwycając się, nie jęcząc z niezadowolenia (może jedynie z lekkiego rozczarowania) mogę stwierdzić, że przy książce Will Grayson, Will Grayson miło spędziłam czas.

Ocena: 6/10.

***

Kilka słów ode mnie. Mówiąc prosto, chciałabym przeprosić. Znowu. Za pustki na blogu, za moją nieobecność. Naprawdę nie chcę wciąż opuszczać bloga. Czasami jednak nie znajduję na blogowanie siły lub czasu. Ani na blogowanie, ani na czytanie, ani na recenzowanie. Mam nadzieję, że zrozumiecie i wybaczycie mi to, że ciągle znikam, by pojawić się po kilku tygodniach. Ja tym razem spróbuję zostać już na stałe.

wtorek, 3 maja 2016

"Wielki Gatsby" (rec. 115)


Tytuł: Wielki Gatsby
Tytuł oryginału: The Great Gatsby
Seria: -
Autor: F. Scott Fitzgerald
Tłumaczenie: Kazimierz Cap
Wydawnictwo: Bellona
Liczba stron: 192
Data wydania: 2013











F. Scott Fitzgerald był amerykańskim pisarzem, nowelistą, scenarzystą filmowym i jednym z czołowych przedstawicieli straconego pokolenia, który w swych dziełach wyrażał bunt wobec rzeczywistości powojennej. Napisał pięć powieści i wiele opowiadań.


Lata dwudzieste. Nick Carraway, pragnąc się ustatkować, przeprowadza się do West Egg i rozpoczyna pracę maklera giełdowego. Los sprawia, że trafia tuż obok wielkiej rezydencji Jaya Gatsby'ego, tajemniczego bogacza, znanego ze swych głośnych, rozrzutnych i szalonych imprez. Pewnego dnia Nick otrzymuje zaproszenie na takowe przyjęcie. Choć większość gości nawet nie zna gospodarza imprezy, on postanawia się do niego zbliżyć. Wkrótce, jako jeden z nielicznych, poznaje prawdziwe oblicze Gatsby'ego, jego historię, pragnienia i myśli.


Wielki Gatsby to przede wszystkim metafora. Pamiętam, że gdy skończyłam lekturę, czułam się odrobinę rozczarowana. Myślałam: "I to jest ta piękna, głęboka, niezwykle życiowa powieść, która łamie serca?" Nie widziałam w niej tego, czym tak zachwycali się inni. Wydawała mi się zupełnie... zwyczajna.
Teraz rozumiem, że ta książka rzeczywiście jest i piękna, i głęboka, i niezwykle życiowa. Nie każdy jednak będzie w stanie to w niej dostrzec, bo głębię, sens, przekaz i wartości czytelnik ma za zadanie odszukać samemu. Ma błądzić między słowami, między niedopowiedzeniami, wyciągać wnioski i uzupełniać pozostawione dla niego luki. Myślę, że nie zrozumiałam tej powieści zupełnie. By w pełni pojąć jej treść, będę musiała przeczytać ją ponownie. Ale przecież właśnie takie książki cenię sobie najbardziej! Niedopowiedziane, tajemnicze, subtelne, pełne domysłów, a nie jasno postawionych faktów. Wiem, że między słowami Wielkiego Gatsby'ego czeka na mnie coś jeszcze, coś ulotnego i dotychczas niewidzialnego. Uważam, że jest to najpiękniejszym prezentem, jaki mógłby podarować mi jakikolwiek autor. Tajemnicę. I możliwość jej odkrywania.

Wielki Gatsby jest dla mnie przede wszystkim powieścią o nieprawdziwości uczuć, miłości, chciwości i zaślepieniu marzeniami. To opowieść niezwykle smutna, choć pełno w niej alkoholu, zabawy i pięknych kobiet. Bo tak naprawdę cóż to wszystko znaczy, jak nie tylko powierzchowne szczęście, szczęście na niby i na chwilę? Nick, narrator powieści, jest niezwykle cichą, lecz inteligentną osobą. Wydaje się on widzieć, czym są wyprawiane przez Gatsby'ego imprezy, lecz milczy, pozwalając przyjacielowi wciąż topić się w marzeniach, w swym pozornym szczęściu. Wielki Gatsby jest trafnym potwierdzeniem niby banalnego, lecz bardzo prawdziwego przysłowia - Pieniądze szczęścia nie dają.

Bohaterowie powieści są skonstruowani dobrze - mają odmienne charaktery, zachowania i zwyczaje - lecz nie darzę ich sympatią. Polubiłam jedynie naszego narratora, Nicka, oraz, po części, tytułowego Gatsby'ego. Nick myślał rozsądnie, był inteligentny i nie pochwalał niektórych zachowań swych znajomych, choć pozwalał im wybierać. Gatsby czasami wydawał mi się zagubionym, małym dzieckiem goniącym balonik, który wyślizgnął mu się z ręki. Daisy irytowała mnie niesamowicie. Choć na pewno posiadała trochę rozumu w swej ślicznej główce, wybrała bycie naiwną i słodką. Nie wspomnę o wartościach, którymi kierowała się w życiu... Dobrze, idąc dalej, nie rozumiałam Toma, który zdradzał żonę, a jej samej nie pozwalał spotykać się z innym mężczyzną. Ogólnie, uważam bohaterów za niesympatycznych, a ich wypowiedzi niekiedy były naprawdę, naprawdę bardzo sztuczne i nierealistyczne.

Rozczarowała mnie jeszcze jedna rzecz - język. Podobno tak piękny, dla mnie był tak naprawdę bardzo zwyczajny. Podejrzewam, że jeśli inni wychwalają styl Fitzgeralda, to może być to wina tłumaczenia, dlatego nie jestem w swym oskarżeniu tak ostra. Tak naprawdę zżera mnie ciekawość, jak odbiorę Wielkiego Gatsby'ego w innym tłumaczeniu, dlatego zamierzam taką książkę znaleźć i ponownie zagłębić się w świat miłości, zdrad, pieniędzy i tragedii.
Nie podobało mi się rozporządzenie fabułą powieści - Fitzgerald zbyt wiele miejsca poświęcił nieistotnym wręcz wątkom, a za mało przeznaczył Gatsby'emu. Tak naprawdę odczuwam pewien niedosyt - niedosyt tego tajemniczego, intrygującego głównego bohatera, którego nie zdążyłam za bardzo poznać.

Podsumowując, Wielki Gatsby to bardzo dobra powieść, niepozbawiona zarówno wad, jak i zalet. Jest tajemnicza, smutna, subtelna i życiowa. Myślę, że sięgnę po nią jeszcze niejeden raz i za każdym razem będę znajdowała coś nowego.

Ocena: 7/10.